Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/?id=30
Monaster w Ujkowicach » Aktualności » Czy Chrystus jest odwiecznym Tao? - cz. II

Czy Chrystus jest odwiecznym Tao? - cz. II 28.05.2008

Światło gnozy

Trudno wypowiadać się na temat, którego się nie zna, trudno ślepemu mówić o kolorach a głuchemu o muzyce. Tak i mnie, grzesznemu, trudno wypowiadać się na temat wielkich łask Bożych, na przykład o niezwykłości niestworzonego Światła. Jednak w mojej nieświadomości i ślepocie wydaje mi się, że te sprawy nie powinny zaprzątać mojej głowy, że nie są one niezbędnie do zbawienia potrzebne. Na przykład regułą w życiu duchowym wielkich starców było raczej ukrywanie swoich niezwykłych stanów i doświadczeń, a ojcowie czynili tak z dwóch powodów, po pierwsze z powodu pokory i świadomości własnej niegodności, po drugie, aby niepotrzebnie nie wzniecać pomieszania w duszach uczniów, którzy mogliby pomyśleć, że te dary są czymś pożądanym i koniecznym także w ich rozwoju duchowym. Nawet najwięksi cudotwórcy zawsze przestrzegali ludzi, aby nie rozpowiadali sensacyjnych wieści, zawsze wskazując na Boga, jako prawdziwego Cudotwórcę, wielu z nich uciekało przed ludźmi, jak ognia unikali wszelkiego rozgłosu z powodu uczynionych cudów. Bo też nie o te nadprzyrodzone zdolności chodzi w życiu chrześcijanina, a mogą one stać się poważną przeszkodą, a nawet przyczyną upadku dla wielu. Dlaczego? Dlatego, że diabeł często kusi ludzi czyniąc przeróżne „cuda”, dostarczając im wielu „mistycznych” przeżyć, niesamowitych doznań, wspaniałych wizji i ekstaz, niezwykłych mocy itp.

Ścieżka wiodąca do zbawienia jest wąska i ciernista, wiedzie przede wszystkim przez cierpienie a nie przyjemności, jest ciągłą ofiarą, podobną do Ofiary Chrystusa, a nie delektowaniem się cudownościami. Na to przyjdzie czas później, o ile tylko okażemy się godni. Na razie praktykujemy post, modlitwę i jałmużnę prosząc Boga o przebaczenie naszych grzechów. Ogołocenie swojego umysłu z myśli i poddanie go jakiejś „pustce” w niczym nie przypomina chrześcijańskiej drogi poświęcenia i ofiary.

Trzeba też pamiętać, że systemy pogańskie miały bardzo rozbudowane tzw. praktyki duchowe. Wielu adeptów przechodziło tajemnicze misteria i inicjacje pozwalające im na bezpośredni kontakt z bóstwem, czyli wtajemniczenie, z czym wiązały się niezwykłe doznania, wizje światła, „proroctwa” były na porządku dziennym. Misteria były pewnego rodzaju „seansami”, w których wtajemniczano nielicznych i odpowiednio dobranych kandydatów. Przez wtajemniczenie należy rozumieć tu umożliwienie człowiekowi uzyskania bezpośredniego poznania (doświadczenia) jakiejś istoty duchowej. Misteria były obwarowane tajemnicami, były wiedzą tajemną, tajnymi kultami. Dzięki tym tajemnicom człowiek mógł oderwać się od „tego świata”, aby móc doświadczyć „bóstwa”. Tajemnice te jednak nie były dostępne wszystkim. Dostąpić mógł ich jedynie człowiek „wybrany”, spełniający określone warunki psychofizyczne, wcześniej ku temu przygotowany.

Misteria, wtajemniczenia, podział ludzi na pewne kategorie jest również charakterystyczny dla systemów gnostyckich. Św. Ireneusz z Lyonu tak opisywał wtajemniczenia gnostyckie: „Otóż niektórzy z nich ścielą łoża ślubne i dokonują tajemniczego obrzędu wśród jakichś słów, wymawianych nad tymi, którzy mają być wtajemniczeni. Powiadają, że są to zaślubiny duchowe, na wzór małżeństw niebiańskich. Inni znowu wprowadzają swych zwolenników do wody, gdzie ich chrzczą i tak mówią: „W imię nieznanego Ojca wszechświata, na prawdę, Matkę wszechrzeczy, na Tego, który zstąpił na Chrystusa”. Inni wreszcie wymawiają wyrazy hebrajskie, by tym większą bojaźnią przejąć tych, których dopuszczają do wtajemniczenia” . Widać z tego, że zainteresowanie doznaniami duchowymi towarzyszyło raczej pogaństwu i herezjom aniżeli chrześcijaństwu.

Chrześcijańska nauka pod tym względem jest inna, św. Makary Wielki tak pisał: „Jeśli zobaczysz kogoś zarozumiałego, pyszniącego się tym, że ma udział w łasce, człowiek ten, nawet gdyby czynił wielkie cuda i wskrzeszał umarłych, a nie uważał się za niegodnego i zasługującego na pogardę, jeśli nie jest ubogim w duchu i nie czuje odrazy do samego siebie, wiedz, że jest on zwiedziony przez grzech nie zdając sobie z tego sprawy. Nawet gdyby czynił wielkie znaki, nie ufaj mu, gdyż znak chrześcijaństwa jest taki: szukać uznania u Boga, jednocześnie szczerze unikając uznania ludzkiego, i nawet jeśli człowiek posiadałby cały skarbiec królewski, powinien to przemilczeć i powtarzać nieustannie: To nie moje, ten skarb ktoś inny powierzył mi na przechowanie. Ja jestem tylko biednym człowiekiem, i kiedy właścicielowi się to spodoba, zabierze on swoją własność z powrotem. Jeśli ktoś mówi: Jestem bogaty, mam wszystkiego pod dostatkiem, nie potrzebuję już niczego, taki człowiek nie jest chrześcijaninem, a jest narzędziem diabła ku zwodzeniu ludzi.” Św. Jan Klimak ujmuje to jeszcze prościej: „Nie będziemy oskarżani o to, że nie czyniliśmy cudów, że nie byliśmy teologami, nie mieliśmy objawień, lecz z całą pewnością odpowiemy przed Bogiem za to, że nie płakaliśmy nieustannie za swoje grzechy”.

W definicji pokuty udzielonej przez hieromnicha Damascena, jako „przemiany ducha i oczyszczenia oka duszy” (str. 286) nie ma właściwie tego najważniejszego w chrześcijaństwie elementu, żalu za grzechy oraz wielkiego znaczenia sakramentu spowiedzi. Jeżeli człowiek na drodze czujnej uwagi i wizji światła może oczyścić swoją duszę, to po co właściwie jest spowiedź? Religie Wschodu, łącznie z taoizmem, mówią nam, że nasza jaźń jest nieprawdziwa, że trzeba ją zastąpić jaźnią wyższego rzędu, pierwotną, boską, wieczną, którą mamy zadanie odkryć w nas samych. Czy nie znaczy to również, że i grzechy nasze są nieprawdziwe, że należy je zbagatelizować i zapomnieć o nich, a dążyć jedynie do „oczyszczenia oka umysłu”? Ja jednak myślę, że grzechy nasze są prawdziwe i że niosą określone, zawsze opłakane konsekwencje.

Koniec książki hieromnicha Damascena to opisy „niestworzonego” światła, które utożsamia z chińskim terminem Te, oznaczającym moc Tao. Światło to miało się ukazywać samemu „mistrzowi” Lao-Tse , po nim zaś wielu chrześcijańskim ascetom i świętym, między innymi świętemu Serafinowi z Sarowa. Książkę kończą relacje ukazania się tego światła trzem współczesnym duchownym, między innymi archimandrycie Sofroniuszowi (Sacharowowi).

Rzeczywiście niektóre elementy relacji archimandryty Sofroniusza mogą przywodzić na myśl doktrynę taoizmu, lub, bardziej ogólnie mówiąc, doktryny Wschodu. Przyczyną tego może być jego głębokie zaangażowanie w praktyki hinduistyczne i buddyjskie, którymi oddawał się za młodu. Już jako młody człowiek odkrył on, że świat duchowy jest „zasadniczo promienisty (prześwietlony światłem), a nasz umysł stworzony został na obraz i na podobieństwo Umysłu Pierwotnego – Boga. Światło jest dla umysłu czymś naturalnym, gdyż został on stworzony na obraz Tego, który jest Światłem niestworzonym” (str. 327). Wydaje mi się, że powyżej wykazałem coś przeciwnego, że Światło Boże nie jest dla upadłego umysłu ludzkiego „czymś naturalnym”, a jest bardzo wyjątkową łaską, dostępną wyłącznie tylko dla niewielu największych świętych. W dodatku archimandryta Sofroniusz pisze jeszcze o innych światłach, na przykład pisze, że podczas modlitwy pojawiają się „światła dookoła umysłu” (str. 375), albo pisze o świetle „piękności własnego ducha”, o którym przestrzega, aby nie wziąć go przez pomyłkę za światło Boskiego Bytu, abyśmy nie popadli w błąd Lucyfera. Wydaje się co najmniej dziwne, aby Boże światło mogło być pomylone ze światłem „piękności czyjegoś ducha”. Czy to światło tego „pięknego ducha” to tak zwana „aura” otaczająca wszystkie żyjące istoty, która to „aura” jest elementem różnych współczesnych wierzeń New Age, między innymi radiestezji i bioenergoterapii, a także jogi? Dziwne jest to dlatego, że w Piśmie Świętym nigdzie nie ma o tym ani jednej wzmianki, a chyba powinna być, skoro jest to „naturalne światło właściwe umysłowi ludzkiemu stworzonemu na Boży obraz” (str. 327).

Głęboko niepokojąca jest wizja mnogości świateł, jest ona niezgodna tradycyjną nauką Cerkwi, także z ikonografią – Bóg jest Światłością Jedyną i nie ma innej, która mogłaby być z Nią jakoś porównywalna, albo z Nią mylona. Wszyscy święci jaśnieli Bożą Światłością, a nie swoją. Nikt ze świętych nie mówił, że światłości jest wiele i że są one podobne do siebie, że każdy człowiek również świeci jakimś własnym, indywidualnym światłem. Już nie wspominam nawet o tym, że można tę jedyną Boską Światłość pomylić z jakimś chińskim Te, czy innymi jeszcze jakimiś wschodnimi światełkami, jest to niesłychana herezja i bluźnierstwo. Tradycyjna nauka Cerkwi powiada, że w dniu Pięćdziesiątnicy zstąpił na Apostołów Duch Święty i przebywał w nich, dając początek Cerkwi, jako Ciału Chrystusa. Jedyna duchowa Światłość oświecająca wiernych bierze się właśnie z przebywającego w nich Ducha Świętego, i tej światłości nie sposób pomylić z czymkolwiek innym. To tak, jakby ktoś podważył prawdę świętej Eucharystii i powiedział nam, że Ciało Chrystusa pojawia się jeszcze gdzie indziej, albo że jest u kogoś coś bardzo podobnego.

Modlitwa chrześcijańska wedle archimandryty Sofroniusza wiedzie do rożnych korzystnych przemian w osobowości człowieka, w tym również modlitwa Jezusowa, która „krok po kroku prowadzi do błogosławionej jedności wszystkich naszych mocy” (str. 346). Ostatecznie modlitwa Jezusowa jest „pełna błogosławieństwa, zaczyna płonąć w nas jak płomień, jako natchnienie z Wysoka, radując serce odczuciem Boskiej miłości, rozkoszując umysł w duchowej kontemplacji. Temu stanowi czasem towarzyszy wizja Światła” (str. 350). Archimandryta Sofroniusz poleca również ćwiczenia oddechowe podczas modlitwy Jezusowej, które w końcu „umożliwiają umysłowi widzieć nie cielesne serce, ale to, co się w nim dzieje: uczucia, które do niego wpełzają i obrazy, które pojawiają się z zewnątrz. To doświadczenie pozwala mnichowi poczuć swoje serce i trwać w uwadze skoncentrowanej w sercu bez dalszego odwoływania się do jakiegoś psychosomatycznego treningu” (str. 376).

Znajdujemy też u archimandryty Sofroniusza coś na kształt pojęcia pustki, tak ważnego w doktrynach Wschodu. Pisze on, że aby Bóg pojawił się w świetle, wcześniej potrzebna jest „pustka ciemności”: „Jest to ta ciemność w którą zanurza się dusza ascety, kiedy to, dobrowolnie, przy użyciu specjalnych ćwiczeń ascetycznych, oddala od siebie wszystkie koncepcje i wyobrażenia dotyczące widzialnego świata, kiedy zatrzymuje on swój umysł i jego działalność. Oto dlaczego nazywamy to 'pustką ciemności' a modlitwę 'metodyczną', gdyż podąża ona za metodą specjalnie po to ustanowioną” (str. 386). Bardzo charakterystyczną cechą nauki archimandryty jest pojęcie „piekła pokuty”, które łączy się z przedstawioną wyżej definicją „pustki ciemności”. Pisze on tak: „Gdybyśmy chcieli 'umiejscowić' duchowe okolice tej ciemności, moglibyśmy stwierdzić, że jest ona zapowiedzią Niestworzonego Światła” (str. 386). Archimandryta zaleca w tej ciemności kompletne samoogołocenie (self emptying), co ma zrodzić piekącą skruchę i „piekło” pokuty.

Wydaje mi się, że sam termin „piekło pokuty” wymaga krótkiego umówienia. Otóż wyraz „piekło” powinien pełnić tu chyba jedynie funkcję poetyckiej metafory, czy też ozdobnika, podkreślającego wielką bolesność pokuty, jednak w pismach Archimandryty Sofroniusza termin „piekło” pojawia się w tym kontekście również jako piekło w zwykłym znaczeniu, to znaczy jako miejsce potępienia, miejsce udręki i cierpienia dusz. Jest to jakieś wielkie nieporozumienie, gdyż piekło to miejsce potępienia przygotowane diabłu i jego aniołom, również dla ludzi, którzy służą diabłu, które to miejsce będzie udziałem grzeszników po ich osądzeniu, czyli po dniu Strasznego Sądu Jezusa Chrystusa. Oczywiste jest, że podczas cielesnego życia prawdziwe piekło jest dla człowieka nieosiągalne, gdyż jego uczynki nie zostały jeszcze osądzone, gdyż każdy żywy człowiek ma zawsze możliwość pokuty i oczyszczenia ze swoich grzechów.

„Piekło pokuty” ma zatem inną wymowę, tak jak pisałem wyżej, wskazuje ono raczej na jakąś egzystencjalną „pustkę ciemności”, co może w jakimś stopniu odpowiadać pustce, którą znamy z religii wschodnich, gdzie droga do bóstwa odbywa się poprzez unicestwienie własnej jaźni, po usunięciu której pojawia się dopiero „światło” bóstwa. Czy jednak przypomina to pokutę w sensie chrześcijańskim? Porzucenie grzechu nie oznacza wpadanie w jakąś egzystencjalną pustkę, żal za grzechy nie oznacza bezdennej, „piekielnej” rozpaczy, pokuta to nie jest odrzucenie własnej jaźni, walka z własnym egoizmem nie oznacza jeszcze walki z własnym „ja”, z naszą osobowością i tym wszystkim, czym jesteśmy. Wszystko to wydaje się mocno przesadzone, w najlepszym razie bardzo nieadekwatne do chrześcijańskiej pokuty, która polega na wyznawaniu swoich grzechów i przystępowaniu z wiarą do Bożych sakramentów. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości (1J 1:9). Oczywiście wyrzekając się grzechów zmieniamy również, na ile nas stać, swoje dotychczasowe postępowanie, może to oznaczać czasem trudne wyrzeczenia, czasem bardzo bolesną walkę z jakimiś nałogami i złymi przyzwyczajeniami, ale owocem tej duchowej walki nie jest osłabianie naszego „ja”, jest raczej jego umacnianie, właśnie poprzez oczyszczenie z brudu grzechowego. Zawsze pamiętajmy o tym, aby nie ufać przyjemnym stanom, aby unikać mistycznych wizji, nie zwracać zbytniej uwagi na cudowności i duchowe rewelacje, bo sam szatan może podawać się za anioła światłości, ale postępujmy tak, jak uczył św. Jan Klimak: „Ręką pokory odrzucaj od siebie przychodzącą radość, jako niegodny jej, aby nie ulec olśnieniu i aby nie przyjąć wilka zamiast Pasterza.”

Tutaj wreszcie dochodzimy do sedna sprawy, duchowa walka chrześcijan nie polega na samoogołoceniu się, „na radykalnym, osobistym akcie polegającym na osiągnięciu wewnętrznej pustki w ciemności” (str. 386), jak chce tego hieromnich Damascene, czy archimandryta Sofroniusz, ale na przepasaniu się pasem prawdy i uzbrojeniu się w zbroję sprawiedliwości, na skryciu się przed rozżarzonymi pociskami złego za mocną tarczą wiary, na założeniu hełmu zbawienia i uchwyceniu miecza Ducha, we wszelakiej modlitwie i błaganiu (Por. Ef 6:14-18). Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6:12). Mówiąc troszeczkę inaczej, nasza walka nie jest skierowana przeciwko nam samym, przeciwko naszej jaźni, ale przeciwko szatanowi, i przeciwko grzechowi, do którego stara się on nas nakłonić. Oznacza to, że nasze ciało i nasza jaźń nie jest jakimś złem, i nie trzeba ich odrzucać, aby wejść w jakieś Boskie tajemnice świetlne, co jest podobne raczej do gnostyckich nauk niż do chrześcijaństwa. Podobieństwo do gnozy zawiera się też właśnie w opisach światła, gdyż podczas inicjacji gnostycy zawsze doświadczają wizji światła, które wraz ze zstępującą mądrością oświeca i daje wyzwolenie, co oznacza odkrycie „prawdziwego ja”, które jest duchem. Jest to dokładnie ta sama nauka, jaką karmi nas hieromnich Damascene.

Trzeba wiedzieć, że systemy gnostyckie inspirowane były filozofią i kulturą grecką, inaczej mówiąc gnoza zbudowana została na rozpadającej się myśli greckiej, w którą została wepchnięta myśl wschodnia, zauważmy, że zachodzi tutaj wielkie podobieństwo do treści książki hieromnicha Damascena. Warto przytoczyć tutaj znane sformułowanie von Harnacka: „gnostycyzm jest ostrą hellenizacją chrześcijaństwa.” Oczywiście święci Ojcowie widzieli w gnozie herezję, w której ich zdaniem doszło do powiązania nauki chrześcijańskiej ze światopoglądem pogańskich Greków. Przeciw gnostykom występowało bardzo wielu świętych Ojców, literatura polemiczna zajmowała wiele miejsca w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Ciekawe jest to, że apologeci chrześcijańscy krytykowali w gnozie przede wszystkim synkretyzm religijny w jego różnych przejawach tj. helleńskim, manichejskim, misteryjnym (inspirowanym misteriami Izydy, Mitry i Attisa) oraz rabinicznym. Natomiast w przypadku książki hieromnicha Damascena mamy do czynienia z synkretyzmem helleńsko-taoistycznym.

Zakończenie

Obecnie świat choruje na chorobę synkretyzmu w stopniu daleko większym niż to miało miejsce w początkach chrześcijaństwa. Wtedy jednak pojawiało się mnóstwo pism apologetycznych i polemicznych broniących nauki chrześcijańskiej, teraz zaś nic takiego się nie ukazuje, a nawet wprost przeciwnie, w samej Cerkwi pojawiają się książki zatrute tym szaleństwem. A więc okazuje się, że chrześcijaństwo apostolskie, ortodoksyjne, znika z powierzchni ziemi, na której coraz szerzej rozlewa się nierząd i odstępstwo. Jest to zgodne z proroctwami Pisma Świętego mówiącymi o „wielkim odstępstwie” przy końcu czasów. Św. Paweł tak pisze o dniu powtórnego przyjścia Chrystusa: Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo dzień ten nie nadejdzie, dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem (2 Tes 2:3,4).

Otóż odstępstwo pojawia się właśnie w Kościele, a szatan ustami tak zwanych współczesnych teologów ogłasza wszem i wobec, że sam jest bogiem. Niezwykle przykre jest to, że w Platinie, monasterze założonym przez o. Seraphima Rose, pojawił się ten duch odstępstwa ogłaszający pogańskiego mędrca Lao-Tse prorokiem Chrystusa. O. Seraphim często powtarzał: „Jest później, niż się wam wydaje”, teraz widzimy jak bardzo prawdziwe są jego słowa, bo nawet jego własny monaster w kilkanaście lat po jego odejściu stał się „jaskinią zbójców”, w którym zamiast Prawosławia głoszona jest religia przyszłości. Religia ta zgodnie z przewidywaniami o. Seraphima ma charakter synkretyczny i ekumeniczny i jest w coraz brutalniejszy sposób promowana zgodnie wszelkimi regułami reklamy i socjotechniki.

Trzeba wiedzieć, że chrześcijaństwo jest religią ludzi wolnych, tak też przyjęcie chrześcijaństwa jest zawsze dobrowolne i wypływa z ludzkiej wolnej woli. W przeciwieństwie do religii Bożej religia diabelska opiera się na sile, na zniewoleniu, zastraszeniu, terrorze, lub w formie bardziej nowoczesnej, na propagandzie i socjotechnice właśnie, pozwalającej na utrzymywaniu całych społeczeństw w nieświadomości, w hipnozie, w której możliwe jest aplikowanie wszelkich kłamstw i bzdur, w której sugestywni propagandziści starannie ukrywają prawdziwe cele prowadzonej przez nich polityki. Zamiast jawności, wiedzy i światła mamy do czynienia z ukrytą, perfidną i ciemną grą. Celem tej polityki jest właśnie wypromowanie nowej religii, religii antychrysta. To przed nim ostrzega nas św. Jan Teolog: Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha (1J 2:18,19).

Antychryst będzie tyranem świata z nadania diabelskiego. Wcześniej szatan proponował wszystkie królestwa ziemi Chrystusowi, jednak On nie chciał ich od niego, odrzekł: Idź precz, szatanie! (Mt 4:10) Antychryst pokłoni się szatanowi i przyjmie jego dar, wedle jego słów: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę (Łk 4:6). Teraz wykorzystując swoją władzę będzie coraz bardziej natarczywiej przymuszać ludzi do przyjęcia nowej religii, pod rozlicznymi groźbami, pod presją polityków i religijnych liderów, oddziałując na świadomość i podświadomość, wykorzystując wszelkie dostępne środki, tak zwane autorytety, szacowne instytucje, w tym i Kościoły chrześcijańskie, naukę, sztukę i środki masowego przekazu. Któż więc zdoła się oprzeć?

Ja życzę sobie i wszystkim chrześcijanom wytrwania w Bożej łasce i Prawdzie Ewangelii, abyśmy nigdy nie dali się zwieść złemu, gdyż nasz Władca jest daleko mocniejszy od wszystkich diabłów. Św. Jan Teolog pisał dwa tysiące lat temu: Świat przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki (1J 2:17). Na koniec przytoczę 2 List Powszechny św. Piotra Apostoła, którego natchniony tekst wydaje mi się najlepszym podsumowaniem i zakończeniem tego wszystkiego, co nieudolnie starałem się powyżej wyrazić:

Szymon Piotr, sługa i apostoł Jezusa Chrystusa, do tych, którzy dzięki sprawiedliwości Boga naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, otrzymali wiarę równie godną czci jak i nasza: Łaska wam i pokój niech będą udzielone obficie przez poznanie Boga i Jezusa, Pana naszego! Tak samo Boska Jego wszechmoc udzieliła nam tego wszystkiego, co się odnosi do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który powołał nas swoją chwałą i doskonałością. Przez nie zostały nam udzielone drogocenne i największe obietnice, abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiej natury, gdy już wyrwaliście się z zepsucia (wywołanego) żądzą na świecie. Dlatego też właśnie wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość. Gdy bowiem będziecie je mieli i to w obfitości, nie uczynią was one bezczynnymi ani bezowocnymi przy poznawaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa. Komu bowiem ich brak, jest ślepym – krótkowidzem, i zapomniał o oczyszczeniu z dawnych swoich grzechów. Dlatego bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy. W ten sposób szeroko będzie wam otworzone wejście do wiecznego królestwa Władcy naszego i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Oto dlaczego będę zawsze wam przypominał o tym, choć tego świadomi jesteście i umocnieni w obecnej (wśród was) prawdzie. Uważam zaś za słuszne pobudzić waszą pamięć, dopóki jestem w tym namiocie, bo wiem, że bliskie jest zwinięcie mojego namiotu, jak to nawet Władca nasz Jezus Chrystus dał mi poznać. Starać się zaś będę, abyście zawsze mieli sposobność po moim odejściu o tym sobie przypominać. Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Władcy naszego Jezusa Chrystusa, ale (nauczaliśmy) jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach. To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia. Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili (od Boga) święci ludzie.

Znaleźli się jednak fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje. Wyprą się oni Władcy, który ich nabył, a sprowadzą na siebie rychłą zgubę. A wielu pójdzie za ich rozpustą, przez nich zaś droga prawdy będzie obrzucona bluźnierstwami; dla zaspokojenia swej chciwości obłudnymi słowami was sprzedadzą ci, na których wyrok potępienia od dawna jest w mocy, a zguba ich nie śpi. Jeżeli bowiem Bóg aniołom, którzy zgrzeszyli, nie odpuścił, ale wydał ich do ciemnych lochów Tartaru, aby byli zachowani na sąd; jeżeli staremu światu nie odpuścił, ale jako ósmego Noego, który ogłaszał sprawiedliwość, ustrzegł, gdy zesłał potop na świat bezbożnych; także miasta Sodomę i Gomorę obróciwszy w popiół skazał na zagładę dając przykład (kary) tym, którzy będą żyli bezbożnie, ale wyrwał sprawiedliwego Lota, który uginał się pod ciężarem rozpustnego postępowania ludzi nie liczących się z Bożym prawem – sprawiedliwy bowiem mieszkając wśród nich z dnia na dzień duszę swą sprawiedliwą miał umęczoną przeciwnymi Prawu czynami, które widział i o których słyszał – to wie Bóg, jak pobożnych wyrwać z doświadczenia, niesprawiedliwych zaś jak zachować na ukaranie w dzień sądu, przede wszystkim zaś tych, którzy idą za ciałem w nieczystej żądzy i pogardę okazują Władzy, zuchwalcy, zarozumialcy, którzy nie wahają się przed wypowiadaniem bluźnierstw na Chwały. Tymczasem aniołowie, których siła i potęga jest większa, nie wnoszą przeciwko nim przed Boga przeklinającego wyroku potępienia. Ci zaś, jak nierozumne zwierzęta, przeznaczone z natury na schwytanie i zagładę, wypowiadając bluźnierstwa na to, czego nie znają, podlegną właśnie takiej zagładzie jak one, otrzymując karę jako zapłatę za niesprawiedliwość. Za przyjemność uważają rozpustę uprawianą za dnia, jako zakały i plugawcy pławią się w swych uciechach, gdy z wami są przy stole. Oczy mają pełne kobiety cudzołożnej, oczy nie przestające grzeszyć, uwodzą oni dusze nieutwierdzone. Mają serca wyćwiczone w chciwości, synowie przekleństwa. Opuszczając prawą drogę zbłądzili, a poszli drogą Balaama, syna Bosora, który umiłował zapłatę niesprawiedliwości, ale został skarcony za swoje przestępstwo; juczne bydlę, pozbawione mowy, przemówiwszy ludzkim głosem powstrzymało głupotę proroka. Ci są źródłami bez wody i obłokami wichrem pędzonymi, których czeka mrok ciemności. Wypowiadając bowiem słowa wyniosłe a próżne, uwodzą żądzami cielesnymi i rozpustą tych, którzy zbyt mało odsuwają się od postępujących w błędzie. Wolność im głoszą, a sami są niewolnikami zepsucia. Komu bowiem kto uległ, temu też służy jako niewolnik. Jeżeli bowiem uciekają od zgnilizny świata przez poznanie Pana i Zbawcy, Jezusa Chrystusa, a potem oddając się jej ponownie zostają pokonani, to koniec ich jest gorszy od początków. Lepiej bowiem byłoby im nie znać drogi sprawiedliwości, aniżeli poznawszy ją odwrócić się od podanego im świętego przykazania. Spełniło się na nich to, o czym słusznie mówi przysłowie: Pies powrócił do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta – do kałuży błota.

Umiłowani, piszę do was już ten drugi list; w nich pobudzam wasz zdrowy rozsądek i pamięć, abyście przypomnieli sobie słowa, które były dawno już przepowiedziane przez świętych proroków, oraz przykazanie Władcy i Zbawiciela, podane przez waszych apostołów. To przede wszystkim wiecie, że przyjdą w ostatnich dniach szydercy pełni szyderstwa, którzy będą postępowali według własnych żądz i będą mówili: Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem ojcowie zasnęli, wszystko jednakowo trwa od początku świata. Nie wiedzą bowiem ci, którzy tego pragną, że niebo było od dawna i ziemia, która z wody i przez wodę zaistniała na Słowo Boże, i przez nią ówczesny świat zaginął wodą zatopiony. A to samo Słowo zabezpieczyło obecnie niebo i ziemię jako zachowane dla ognia na dzień sądu i zguby bezbożnych ludzi. Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno, że jeden dzień u Boga jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie zwleka Bóg z wypełnieniem obietnicy – bo niektórzy są przekonani, że Bóg zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość. Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby (On) was zastał bez plamy i skazy – w pokoju, a cierpliwość Boga naszego uważajcie za zbawienną, jak to również umiłowany nasz brat Paweł według danej mu mądrości napisał do was, jak również we wszystkich listach, w których mówi o tym. Są w nich trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak i inne Pisma, na własną swoją zgubę. Wy zatem, umiłowani, wiedząc o tym wcześniej, strzeżcie się, abyście dając się uwieść błędom tych, którzy nie szanują praw Bożych, własnej stałości nie doprowadzili do upadku. Wzrastajcie zaś w łasce i poznaniu Władcy naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa! Jemu chwała zarówno teraz, jak i do dnia wieczności! Amen.

Bogu Chwała!

Dublin, niedziela Tomasza 2008 r.

Napisał rab Boży Marek Dądela

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.