Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/articles.php?a=2
Monaster w Ujkowicach » Artykuły

Dlaczego Prawosławie odrzuca naukę o czyśćcu?

Piłat mając przed sobą Jezusa Chrystusa, jedyną Drogę, Prawdę i Życie, i słysząc od Niego: „Jam się po to narodził i po to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” (J 18:37), zadaje pytanie: „Co to jest Prawda?” I odchodzi nie czekając na odpowiedź. Czy nie tak postępują współcześni chrześcijanie? Coraz częściej rozważają bardzo uczenie i elokwentnie możliwość istnienia Prawdy, a przecież stoją przed Nią twarzą w twarz. Jest to twarz zbitego Człowieka, tak wyraziście przedstawiona w filmie „Pasja” Mela Gibsona, Człowieka który niesprawiedliwie zasądzony został na mękę i śmierć przez własny naród. To twarz Boga, który z miłości do ludzi podjął się dzieła, które szatanowi wydało się niemożliwe do wykonania, bo czyż można takie mnóstwo podłych grzechów wszystkich ludzi przybić do Krzyża? Jest to Prawda zdumiewająca i radosna. Wielu ludzi odczuwając w sercu wielką miłość i mocną wiarę poszło za tą Prawdą, bezkompromisowo odrzucając ten świat, gdyż Chrystus rzekł: „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18:36).

Odkrywanie tej radosnej prawdy sprawiało, że miliony ludzi narodziło się powtórnie w wodach chrztu jako chrześcijanie i odzyskało utracony Boży obraz. Jednak współcześnie „oziębła miłość wielu” (Mt 24:12), już nie widzimy tej Prawdy w ten sposób, a umęczona twarz Chrystusa w ciągu wieków wyblakła i pomału znikła z naszej świadomości. Znowu zdajemy się szukać po omacku tego, co nasi przodkowie z taką radością odnaleźli. Utraciliśmy smak tej jedynej Prawdy, już nie jest ona tak zdumiewająca, tak piękna, tak mądra i wspaniała, już nie odkrywamy w niej życia wiecznego i Bożego Miłosierdzia. Znowu wracamy do punktu wyjścia zadając wciąż te same pytania: Czy istnieje jedna i wieczna Prawda? Czy istnieje jedna odpowiedź na pytanie kim jest człowiek, jaki jest sens cierpienia, czym jest czas i wieczność, dlaczego wszyscy musimy umrzeć?

Jeszcze jednym takim ważnym pytaniem jest pytanie o los dusz po śmierci. Prawosławie od samego początku naucza o konieczności przechodzenia duszy po śmierci przed podniebne mytarstwa, przez powietrzne królestwo złych duchów. Nauka ta głosi, że dusza czysta, która kajała się za swoje grzechy podczas życia na ziemi, przechodzi przez mytarstwa i wchodzi do Królestwa Niebieskiego, natomiast dusza grzeszna nie może tam wejść, gdyż drogę zagradzają złośliwe demony, które gdy tylko znajdą w tej duszy coś ze swoich dzieł, uważają ją za swoją własność i ciągną w czeluści piekielne. Świadomość tej trudnej drogi po śmierci obecna była w całym chrześcijańskim świecie, a po rozłamie również w obu tradycjach, wschodniej i zachodniej. Na przykład w katolicyzmie również uznaje się powszechnie, że dusza po śmierci odbywa tę niebezpieczną „podróż”, do której opatrzona winna być „wiatykiem” ostatniego namaszczenia, czyli duchowym zabezpieczeniem na tę drogę. Uważam, że owa podróż jest równoznaczna z prawosławnym rozumieniem mytarstw. Przytoczę teraz kilka tekstów świętych katolickich, które to zobrazują. Na początek „Rozmyślanie o śmierci” św. Franciszka Salezego:

Również i to jest pewnem, że dusza po smutnem swojem pożegnaniu ze światem, z jego próżnością i bogactwami, z rodziną i z najdroższymi swymi przyjaciółmi, opuści nakoniec nędzne swoje ciało i pójdzie w swą drogę na prawo lub na lewo. Niestety! Gdzież w taką chwilę obróci się moja? Po jakiej drodze wstępować będzie? Z pewnością po tej, którą już na tym świecie rozpoczęła… [i]

Św. Alfons Liguori; „Poddanie się śmierci”:

Najświętsza Panno, moja Orędowniczko i Matko, Tyś jest po Bogu pociechą i nadzieją moją, i będziesz mi nią i wtedy, kiedy nadejdzie mój koniec. Od tej chwili wzywam Cię i błagam o towarzyszenie mi w tem ostatniem, a tak niebezpiecznem przejściu. (…) Św. Józefie, św. Michale Archaniele, mój Stróżu Aniele i wszyscy święci Patronowie, bądźcie mi pomocą w tej ostatniej walce przeciw mym nieprzyjaciołom i piekłu. A Ty, o Jezu Chryste, ukrzyżowany Zbawicielu mój, (…) Uczyń mnie godną przyjęcia Ciebie na wiatyk podróży mojej; nie dozwól abym Cię utraciła na wieki, i ażebym na wieki poszła daleko od Ciebie! [ii]

Św. Faustyna Kowalska:

Wtem ujrzałam pewną duszę, która się rozłączała od ciała w strasznych mękach. O Jezu, kiedy to mam pisać, drżę cała na widok okropności, które świadczą przeciw niemu… Widziałam, jak wychodziły z jakiejś otchłani błotnistej dusze małych dzieci i większych, jakie dziewięć lat; dusze te były wstrętne i obrzydliwe, podobne do najstraszniejszych potworów, do rozpadających się trupów, ale te trupy były żywe i głośno świadczyły przeciw duszy tej, którą widzę w skonaniu; a dusza, którą widzę w skonaniu jest to dusza, która była pełna zaszczytów i oklasków światowych, a których końcem jest próżnia i grzech. Na koniec wyszła niewiasta, która trzymała jakoby w fartuchu łzy i ta bardzo świadczyła przeciw niemu. (…) O dusze ludzkie, jak późno poznajecie prawdę. [iii]

Antyfona śpiewana podczas katolickiego nabożeństwa za zmarłych:

Niech Aniołowie zawiodą cię do Raju,

A gdy tam przybędziesz niech przyjmą cię Męczennicy,

I wprowadzą cię do krainy życia wiecznego,

Chóry Anielskie niechaj cię podejmą

I z Chrystusem zmartwychwstałym miej radość wieczną. [iv]

Dla porównania przytoczę kilka fragmentów prawosławnych modlitw o pomoc w przejściu przez mytarstwa. Pierwsza skierowana jest do Archanioła Rafaela:

O wielki Arcystrategu Boży, Archaniele Rafaelu!

Tyś jest Bożym Przewodnikiem na drogach ludzkich

i lekarzem uzdrawiającym nasze boleści!

Ulecz Boski lekarzu cielesne i duchowe moje rany!

Prowadź mnie wąską drogą do zbawienia,

a po mojej śmierci cielesnej przeprowadź mnie

przez budzące grozę i bezduszne powietrzne mytarstwa

i zaprowadź do Tronu Majestatu Bożego,

by nie zatrzymały mnie ohydne demony za bezmiar grzechów moich. [v]

Inny fragment jednej z modlitw do Anioła Stróża:

Aniele Boży, Stróżu mój,

wiele razy byłeś świadkiem moich przewinień i niewierności,

gdy rodziłem złe owoce grzesznych uczynków.

Nie odwracaj Swego świętego oblicza ode mnie ohydnego i zamroczonego grzechami,

ale okryj mnie pokrowem skrzydeł Twoich i zmyj ze mnie brud grzechowy.

Prowadź mnie Bożymi drogami, abyś nie wstydził się za mnie,

gdy będziemy razem przechodzić przez podniebne mytarstwa,

i doprowadź mnie do Królestwa Bożego. [vi]

Fragment z Akatystu do św. Arcystratega Michała (Kondak 12):

Wielki dar łaski Bożej

uprosiłeś nam, Przecudny Archaniele Michale,

którego imię przesławne dzisiaj wysławiamy!

Osłonięci cieniem skrzydeł Twojej opieki,

dojdźmy do kresu życia naszego na ziemi we wszelkiej łasce i w czystości serca.

Pozbywając się w godzinie śmierci więzów ciała,

stańmy się godni przelecieć na skrzydłach wiary ponad rzeką ognia i przez podniebne mytarstwa,

by przed tronem Chwały wraz z Anielskimi Chórami zaśpiewać: Alleluja! [vii]

Wydaje się, że we wszystkich cytowanych tekstach chodzi o to samo: w zależności od swoich czynów dusza prowadzona jest przez Anioły lub świętych do Nieba, lub ciągnięta jest wbrew swojej woli przez demony do czeluści piekielnych. Oczywiście w tradycji katolickiej nie mówi się dosłownie o mytarstwach, jednak sens tej drogi wydaje się być identyczny: demony oskarżając i odnajdując w duszy grzechy mają prawo zagrodzić jej wstęp do Królestwa Bożego i strącić do piekła.

Tutaj pojawia się problem czyśćca. Niektórzy katolicy niesłusznie identyfikują czyściec z tą drogą duszy do Nieba. Według Tradycji prawosławnej przejście to dokonuje się na trzeci dzień po odłączeniu duszy od ciała, a więc nie może być utożsamiane z czyśćcem w rozumieniu nauki katolickiej, choćby z tego względu, że trwa stosunkowo krótko. Poza tym brak jest tutaj elementu oczyszczenia, przejście to jest raczej badaniem duszy i ciągłym jej oskarżaniem. Czyściec jako taki, tzn. miejsce oczyszczenia musiałby znajdować się w takim razie gdzieś „po drodze”. To rodzi następne pytania: gdzie on się znajduje, czy jest on przedsionkiem Nieba, czy raczej piekła, czy może jest on dokładnie pośrodku? Bardzo ważna jest odpowiedź na pytanie, kto ciągnie duszę do czyśćca – Boże Anioły czy demony? Oraz chyba najważniejsze pytanie – czym jest oczyszczający ogień czyśćcowy? Są to niesłychanie ważne kwestie, jeśli chodzi o całą doktrynę czyśćca, i o to czy prawosławie będzie traktować ją jako heretycką, czy też jako „prawowierną”.

Jednak wcześniej chciałbym pokrótce przedstawić naukę Cerkwi dotyczącą rzeczy ostatecznych. Wydaje mi się, że jest to nauka całkowicie zgodna z nauką katolicką, ale warto przypomnieć sobie i zaakcentować pewne prawdy, które czasami uchodzą naszej uwadze. Przede wszystkim wspólnie wierzymy w istnienie życia wiecznego. Wierzymy także w Drugie Przyjście Chrystusa, to znaczy, chwalebny powrót Zbawiciela, gdy przyjdzie sądzić żywych i umarłych, oddając każdemu według uczynków popełnionych podczas życia w ciele. Oczekujemy wskrzeszenia umarłych, co oznacza, że zostaniemy wskrzeszeni w ciele. Wierzymy też, że Królestwo Boże i piekło będą trwały wiecznie.

A zatem obecnie zmarli, zarówno sprawiedliwi jak i grzesznicy, odczuwają jedynie przedsmak swojego ostatecznego przeznaczenia, gdyż każdy człowiek otrzyma całość tego, na co zasłużył dopiero na Sądzie Ostatecznym. Więc ani Raj, ani piekło nie rozpoczęło się w pełnym i doskonałym znaczeniu. To, przez co przechodzą zmarli jest tylko częściowym sądem, a zatem i częściową nagrodą lub karą. Dlatego też do tej pory nie ma zmartwychwstania ciał. Święci także oczekują tego wiecznego i doskonałego stanu (tak jak „doskonałe” i wieczne piekło czeka na grzeszników), jak stwierdza to św. Paweł: „A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni doszli do doskonałości bez nas” (Hbr 11:40). Przeto wszyscy święci oczekują zmartwychwstania ich ciał i początku Raju w jego doskonałym pełnym znaczeniu, jak św. Paweł stwierdza w Dziejach Apostolskich: „Mam też w Bogu nadzieję, którą również oni mają, że nastąpi zmartwychwstanie sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Dz 24:15).

Raj i piekło będzie podwójnej natury – duchowej i cielesnej. Obecnie, ponieważ ciała wciąż przebywają w grobie, zarówno nagroda jak i kara są duchowe (niecielesne). Dlatego mówimy o szeolu (lub piekle, ale jako miejscu przebywania dusz) ponieważ piekło jako takie (tj. miejsce wiecznych duchowych i cielesnych mąk) jeszcze się nie rozpoczęło. Bramy szeolu zostały połamane przez naszego Zbawiciela przez Jego zejście doń i przez Jego Zmartwychwstanie, ale prawdziwe piekło przeciwnie, będzie trwało wiecznie. W ten dzień Chrystus powie tym po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (Mt 25:41). Jest to poświadczone w Ewangelii również przez demony, podczas cudownego uzdrowienia opętanych w kraju Gadareńczyków, gdyż przy nadejściu Zbawiciela krzyczały one: „Czego chcesz od nas, (Jezusie), Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?” A więc nie są jeszcze w piekle, ale wiedzą, że nadejdzie dzień, kiedy piekło zaistnieje.

Oba nasze Kościoły wierzą zgodnie z Pismem Świętym, że modlitwy i posty odprawiane przez żywych w intencji zmarłych mają zbawienny wpływ na dusze zmarłych i na nas, i nawet dusze przebywające w ciemnościach mogą zostać zbawione przez nasze modlitwy i posty. Jednakże właśnie tutaj pojawia się różnica doktryn, gdyż katolicyzm wprowadza nowe pojęcie, nowe miejsce, nowy stan dusz – czyściec. Jest to doktryna, która pojawiła się wyłącznie na Zachodzie i została sformułowana oficjalnie na Soborze Florenckim (1439 r.), podniesiona do rangi dogmatu przez Kościół Rzymski na Soborze Trydenckim (1545-1563). Można chyba zauważyć, że dla prawosławia to pojęcie nie jest do niczego potrzebne, gdyż po prostu prawosławni pamiętają, że bramy piekieł zostały połamane przez śmierć, zejście do adu i Zmartwychwstanie Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, i że pozostają one otwarte aż do dnia Sądu Ostatecznego. Widać to bardzo pięknie na ikonie Zmartwychwstania: Chrystus stoi na połamanej bramie piekieł i wyciąga swoje ręce do przebywających tam prarodziców – Adama i Ewy. Wiemy przecież, że Chrystus po Swoim zstąpieniu do piekieł wyprowadził stamtąd dusze świętych patriarchów, proroków i wszystkich sprawiedliwych, a my wierzymy, że dusze zmarłych wciąż jeszcze mogą zostać stamtąd wyprowadzone przez modlitwy Kościoła. Oto jak miłosierdzie Boże wybawia dusze od mąk „czyśćcowych”. W tym ujęciu to, co nazywamy otchłanią, adem, szeolem, hadesem, piekłem jest również i „czyśćcem”, nazwa nie odgrywa tutaj większego znaczenia.

Widzimy już tutaj następną trudność ujęcia katolickiego; po pytaniu o miejsce czyśćca pojawia się pytanie o czas jego powstania. Wydaje się, że musiał zostać utworzony po Wcieleniu Syna Bożego i Jego chwalebnym Zmartwychwstaniu, gdyż nie mamy żadnej wzmianki o czyśćcu w Ewangelii, tak jak dowiadujemy się na przykład o zejściu Chrystusa do piekieł, a nie do czyśćca. A więc dusze w czasach Starego Testamentu pozbawione były tego oczyszczającego ognia. Dlaczego? Poza tym po Sądzie Ostatecznym miejsce to będzie musiało pozostać na wieczność puste. Trochę to nie pasuje do odwiecznych zamysłów Boga, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

Jednak nie tłumaczy to jeszcze dlaczego Cerkiew Prawosławna uznaje katolicką naukę o czyśćcu za herezję. Otóż Cerkiew przede wszystkim kategorycznie odrzuca naukę o czyśćcowym ogniu oczyszczającym, który jest czymś różnym od ogni piekielnych i który jest ogniem Bożej miłości (czy też Bożej sprawiedliwości). A więc nie chodzi tutaj o samą możliwość cierpień po śmierci i wyzwolenia od nich, ale rozbieżność dotyczy ich źródła i natury; tym źródłem cierpienia w żadnym wypadku nie może być Bóg! Dlatego nie do przyjęcia jest koncepcja, mówiąca, że ogień czyśćcowy jest tożsamy z ogniem miłości Bożej. Bóg nie stworzył śmierci ani cierpienia, ale tylko dopuszcza cierpienie, nadaje On nawet cierpieniu wielkie znaczenie zbawcze, głęboki sens, jednak ono nie pochodzi od Niego. Po prostu Aniołowie Boży nie mogą wlec przerażonej duszy, wbrew jej woli, na męki czyśćcowe! Jeżeli więc uznamy, że udręki dusz „czyśćcowych” spowodowane są przez szatana i jego aniołów, stoimy na gruncie nauki prawosławnej i wtedy czyściec jest miejscem mąk piekielnych, jeżeli natomiast uważamy, że w czyśćcu mamy do czynienia z cierpieniami zadawanymi przez „ogień Bożej miłości”, wtedy głosimy herezję. Ciekawe jest, że oba te wymienione wyżej nurty, nazwane przez mnie (oczywiście bardzo umownie) prawosławnym i heretyckim, występują wyraźnie w obrębie Kościoła Katolickiego.

Dla przykładu przytoczę modlitwę ofiarowania z katolickiej mszy za zmarłych:

Panie Jezu Chryste, Królu Chwały, wybaw dusze wszystkich wiernych zmarłych od mąk piekielnych i z głębokości otchłani; wybaw je z paszczęki lwa; niech nie pożera ich piekło; niech nie pochłania ich ciemność, lecz chorąży święty Michał niechaj stawi je przed Tobą w wiekuistej światłości, którąś niegdyś obiecał Abrahamowi i potomstwu jego. Ofiary i modły uwielbienia Tobie, Panie, zanosimy; racz je przyjąć za dusze, których dziś pamięć obchodzimy; spraw Panie, aby przeszły od śmierci do żywota, który niegdyś obiecałeś Abrahamowi i potomstwu jego. [viii]

Jest to oficjalna modlitwa Kościoła katolickiego, a równocześnie jest to modlitwa jak najbardziej w duchu nauki prawosławnej! Nasuwa się oczywista, i bardzo piękna teza, że widzimy tutaj wspólną i jedną wiarę obu Kościołów. Wierzymy przecież wspólnie w niebezpieczną i ciężką „podróż” duszy do Nieba poprzez zwierzchności i władze powietrzne, do której dusza powinna się „zaopatrzyć” w wiatyk świętych sakramentów i opiekę Aniołów Bożych i świętych. Wierzymy też wspólnie, że Boże miłosierdzie, dzięki modlitwom Kościoła i sprawowaniu na ziemi Bezkrwawej Ofiary, może jeszcze wyrwać dusze z mąk „czyśćcowych”, które zadawane są przez demony.

Właściwie można by było całe rozważania już tutaj zakończyć, ale sądzę, że wielu katolików nie będzie chciało pogodzić się z tą tezą. Z całą pewnością zauważą tutaj wyraźne „antykatolickie emocje”. Jednak nie mogą przecież posądzić większości Ojców Kościoła o antykatolickość, byłoby to dość absurdalne. To, co naprawdę łączy nasze Kościoły, to przede wszystkim spuścizna pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa, kiedy nie było jeszcze podziału na katolików i prawosławnych. Dlatego tak ważne jest dla nas poznanie nauki świętych Ojców, wspólnej przecież dla obu Tradycji, w duchu Prawdy i raczej w dążności do likwidowania tych trudnych podziałów, niż ich upartemu podtrzymywaniu. Dziedzictwo pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa wydaje się być jedyną możliwą płaszczyzną porozumienia między Kościołami chrześcijańskimi, a więc jeżeli tak wiele mówi się o jedności chrześcijan, ogłasza się modlitwy w tej intencji i wspólne nabożeństwa, to chyba ważne jest też przestudiowanie nauki Kościoła, gdy był on jeszcze niepodzielny.

Dobrze będzie na początek przyjrzeć się dysputom prowadzonym przez teologów Wschodu i Zachodu na „unijnym” Soborze Florenckim w XV wieku. „Powstała sytuacja podobna [była] do tej z czasów św. Focjusza: łacinnicy powoływali się na św. Augustyna i św. Ambrożego (nawet Teofila Aleksandryjskiego, znanego wszędzie nie ze swoich pism, ale ze swojej wściekłej nienawiści do Jana Złotoustego) jako autorytet (czasami nieprawidłowo) dla poparcia nauczania tak różnych doktryn jak Filioque czy czyściec, a teologowie Wschodu polemizowali z tym. (…)

Tak jak św. Patriarcha Focjusz, św. Marek [Efeski] widząc, że łacińscy teologowie wielokrotnie powołują się na błędne nauczanie niektórych Ojców sprzeciwiające się nauczaniu samego Kościoła, uważał za niezbędne przedstawić prawosławną naukę dotyczącą tych Ojców, którzy w pewnych kwestiach pobłądzili. Uczynił to w sposób podobny do św. Focjusza, ale nie w odniesieniu do św. Augustyna, którego błędy usiłował usprawiedliwić i przedstawić w jak najlepszym świetle, ani nawet nie do żadnego z zachodnich Ojców, którzy popadli w błędy nie mniej poważne od augustynowych. Oto co pisze św. Marek:

‘W związku z cytowanymi słowami św. Grzegorza z Nyssy byłoby lepiej całkiem je przemilczeć i nie przymuszać nas, abyśmy ze względu na naszą obronę wyciągali je na światło dzienne. Gdyż Nauczyciel ten wydaje się tutaj być wyraźnie w zgodzie z twierdzeniami orygenistów i poddaje myśl o końcu mąk piekielnych.’ Według św. Grzegorza (św. Marek kontynuuje): ‘nastąpi ostateczne odnowienie wszystkiego, wraz z samymi demonami, ‘aby Bóg’, powiada on zgodnie ze słowami Apostoła, był wszystkim we wszystkich. Wobec tego, że te słowa również były przytoczone wśród innych wypowiedzi, musimy przede wszystkim traktować je tak, jak wszystkie słowa pochodzące od naszych Ojców. Możliwe jednak, że są to tylko przekłamania albo wstawki dokonane przez jakichś heretyków i orygenistów… Jednak jeżeli ten święty człowiek rzeczywiście miał takie zdanie, było to wtedy, kiedy ta nauka była dopiero przedmiotem dysput i jeszcze nie została ostatecznie potępiona i odrzucona przez przeciwną naukę, która została potem ogłoszona na V Soborze Powszechnym. Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że on, będąc człowiekiem, pobłądził przy próbie precyzowania (prawdy), gdyż to samo przytrafiało się wielu innym przed nim, na przykład Ireneuszowi z Lyonu czy Dionizemu z Aleksandrii, i wielu innym… Tak więc te wypowiedzi dotyczące ognia, jeśli nawet rzeczywiście zostały wypowiedziane przez fenomenalnego Grzegorza, nie oznaczają jakiegoś dodatkowego oczyszczenia (takiego, jakim mógłby być czyściec), ale mówią o końcowym oczyszczeniu i końcowej odnowie wszystkiego; jednakże w żaden sposób nie są dla nas do przyjęcia, gdyż my trzymamy się zawsze powszechnego orzeczenia Kościoła i za przewodnika mamy Boskie Pisma; to, co jakiś nauczyciel napisał, pozostaje zawsze tylko jego osobistą opinią. A więc, jeśli nawet jeszcze ktoś inny pisałby o ogniu oczyszczającym, nie musimy tego przyjmować’ (Pierwsza homilia o ogniu czyśćcowym).

Łacińscy hierarchowie byli ogromnie zgorszeni tą repliką i upoważnili jednego z najbardziej wybitnych teologów Zachodu, hiszpańskiego kardynała Juana de Torquemada (wujka sławnego Wielkiego Inkwizytora), aby odpowiedział na przedstawione argumenty, co też uczynił w następujących słowach: ‘Grzegorz z Nyssy, bez wątpienia największy wśród Nauczycieli, przekazał nam w jasny sposób naukę o ogniu czyśćcowym… Jednak twoja odpowiedź, że on będąc człowiekiem mógł się mylić, wydaje się nam nie do przyjęcia; gdyż ludźmi byli również Piotr i Paweł, także inni Apostołowie oraz czterej Ewangeliści, aby nie wspomnieć Atanazego Wielkiego, Bazylego, Ambrożego, Hilarego i innych wielkich świętych Kościoła, którzy wszyscy byli ludźmi i, wskutek tego, mogli się mylić! Czy nie sądzisz, że twoja odpowiedź przekracza ustalone granice? W takim razie cała wiara, cały Nowy i Stary Testament, przekazany nam poprzez ludzi, jest teraz poddany w wątpliwość, gdyż jeżeli ktoś uzna twoje pomysły za słuszne, nie może już wykluczyć, że ci wszyscy ludzie mogli się mylić. Czy w takim razie pozostanie coś godnego zaufania w Piśmie Świętym? Co będzie trwałe i niezmienne? My również przyznajemy, że ludzką rzeczą jest błądzić, dopóki ktoś pozostaje człowiekiem i wszystko czyni wyłącznie swoją mocą; ale gdy jest prowadzony przez Ducha Świętego i przechodzi przez sprawdzian Kościoła w tych sprawach, które są związane z wiarą katolicką i dogmatami, wtedy zapewniamy, że to co głosi, jest absolutną prawdą.’

Logiczną konsekwencją tego łacińskiego poszukiwania „doskonałości” u świętych Ojców będzie, oczywiście, stopniowe nauczanie, a potem dogmat, o papieskiej nieomylności. Logika takiego stanowiska jest dokładnie tego samego rodzaju, jak tych, którzy przekonywali św. Focjusza, że jeżeli Augustyn, lub inni nauczyciele, mylili się w jakimś punkcie, to powinni w takim razie zostać ‘odrzuceni precz razem z heretykami’.

Św. Marek w swojej odpowiedzi na te stwierdzenia powtórzył prawosławny pogląd, że ‘każdy może zostać Nauczycielem, ale nikt nie może nauczać z absolutną nieomylnością; do czego w takim razie potrzebne były świętym Ojcom Sobory Powszechne?’ A takim prywatnym poglądom (jako przeciwstawnym natchnionemu tekstowi Pisma Świętego oraz Tradycji Cerkwi) ‘nie powinniśmy bezgranicznie ufać, czy też przyjmować bez dokładnego zbadania.’ Potem przytacza dużo cytatów i bardzo drobiazgowo rozważa naukę św. Grzegorza z Nyssy, wykazując, że faktycznie zdarzają się wśród nich poglądy błędne, które można mu przypisać (konkretnie to zaprzeczenie wieczności cierpień w piekle oraz powszechne zbawienie), a końcowe, autorytarne potwierdzenie tej tezy wykazuje na przykładzie św. Augustyna.

‘To, że tylko kanoniczne Pisma posiadają nieomylność, poświadcza błogosławiony Augustyn, który w liście do Hieronima pisze: ‘Słusznie jest darzyć szacunkiem i czcią otaczać wyłącznie księgi Pisma Świętego, które nazywamy „kanonicznymi”, gdyż mocno wierzę, że żaden z autorów tych ksiąg nie mylił się w niczym… Co do innych pism, nieważne jak bardzo doskonali w świętości i mądrości byli ich autorzy, czytając je nie traktuję ich nauk jako prawdziwych jedynie dlatego, że oni tak nauczali i myśleli’. Potem w liście do Fortunata [św. Marek dalej cytuje Augustyna] pisze następujące słowa: ‘Nie powinniśmy obdarzać żadnego człowieka, nawet gdyby był on prawosławny i miał jak najlepszą opinię, tym samym rodzajem autorytetu, jaki posiadają jedynie pisarze Pism kanonicznych, jest to przesadne zaufanie, dla nas nie do przyjęcia, bo przez szacunek jaki bylibyśmy im winni, nie moglibyśmy zganić lub odrzucić niczego z ich pism, nawet gdybyśmy odkryli, że nauczają inaczej aniżeli prawda, która z Bożą pomocą została osiągnięta przez innych lub przez nas samych. Oto jak odnoszę się do pism innych ludzi; pragnę też aby czytelnik postępował tak samo z moimi pismami.’’ (Druga homilia o ogniu czyśćcowym).” [ix]

W „liście do Patriarchy Akwilei” (który był jednym z największych obrońców Filioque na Zachodzie) św. Focjusz również stara się odeprzeć zarzut, że niektórzy święci Ojcowie nauczali inaczej niż on. Na stwierdzenie: „Wielki Ambroży, Augustyn, Hieronim oraz wielu innych pisało, że Duch Święty pochodzi także od Syna”, św. Focjusz odpowiada: „Jeśli dziesięciu lub nawet dwudziestu Ojców tak stwierdziło, to sześciuset i wielkie mnóstwo innych tego nie potwierdza. Kim są ci, którzy obrażają Ojców? Czy to nie ci, którzy zamykają całą pobożność tych kilku Ojców w paru słowach i przeciwstawiają ich Soborom, stawiają ponad nieprzeliczalną liczbą innych Ojców? A może ci, którzy wybierają za swoich obrońców większość Ojców? Kto obraża świętego Augustyna, Hieronima i Ambrożego? Czy to nie ten, kto zmusza ich do sprzeciwu wobec wspólnego Mistrza i Nauczyciela, a może ten, kto nie czyniąc nic z tych rzeczy pragnie by wszyscy wypełniali nakazy wspólnego im Mistrza?” [x]

W książce „Dusza po śmierci” o. Seraphim Rose przedstawił ogromną ilość wypowiedzi świętych Ojców Wschodu i Zachodu, dotyczących prawosławnej nauki o mytarstwach, wymienię tylko niektórych: św. Atanazego Wielkiego, św. Doroteusza, św. Makarego Egipskiego, św. Jana Kasjana, św. Bazylego Wielkiego, św. Jana Chryzostoma, św. Grzegorza Wielkiego, św. Jana z Damaszku, św. Cyryla z Aleksandrii i wielu, wielu innych. Wydaje mi się, że bardzo ważne jest zaznajomienie się z tymi tekstami, również po to, aby w kontekście powyższego cytatu św. Focjusza zdać sobie sprawę z powszechności tej nauki. Wynika z nich jasno, że cierpienia duszy zawsze spowodowane są działalnością złych duchów, diabłów-oskarżycieli, którzy jak poborcy podatkowi zatrzymują dusze i obnażają najmniejszy grzech, aż do „ostatniego pieniążka”, aby móc je zawlec na miejsce potępienia. Wszyscy oni są jak najbardziej „katoliccy” (sprzed podziału Kościoła), a więc nie należy ich głosu lekceważyć jako jakiejś „prawosławnej propagandy”, ale uważnie się w te wypowiedzi wsłuchać.

Na koniec zajmę się jeszcze nauczaniem świętych Ojców dotyczącym tekstu z 1 listu św. Apostoła Pawła do Koryntian 3:12-15, który to według doktryny katolickiej jest koronnym, najważniejszym i niepodważalnym, na zasadzie autorytetu Pisma Świętego, dowodem na istnienie czyśćca i ognia oczyszczającego. Aby przedstawić tę naukę trzeba cofnąć się wcześniej niż czasy sporów o czyściec na Soborze Florenckim, właśnie do czasów Kościoła niepodzielnego, a za autorytet uznajmy jednego z największych Ojców Kościoła – św. Jana Chryzostoma. Przytoczmy ten cytat z Pisma Świętego w całości: Czy ktoś buduje na tym fundamencie złotem, srebrem czy drogimi kamieniami, czy też drzewem, sianem lub słomą, okaże się w dzień sądu, który ujawni dzieło każdego. Objawi się on w ogniu, a ogień ten wypróbuje, jakie jest dzieło każdego. Jeżeli czyjeś dzieło ostoi się, to budowniczy otrzyma nagrodę. Jeżeli zaś spłonie, to utraci on nagrodę, choć sam ocaleje, lecz będzie podobny do tego, kto przeszedł przez ogień (1 Kor 3:12-15). Oto obszerne fragmenty homilii św. Jana Chryzostoma dotyczącej bezpośrednio omawianego tekstu:

Nie jest to łatwy temat dotyczący problemu, który dziś stawiamy, ale raczej są to sprawy, które są najwyższej wagi, o które wszyscy ludzie pytają; mianowicie, czy ogień piekielny skończy się.  To, że nie będzie miał końca stwierdza wprawdzie Chrystus, mówiąc: Robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie (Mk 9:48) Cóż, wiem że przechodzi cię chłód, gdy słyszysz te słowa, ale co mogę zrobić? Jest to Boże zarządzenie, aby wciąż kłaść te rzeczy do twoich uszu, gdy powiada: Idź do ludu i każ im… (Wy 19:10-20) i zarządził dla pełniących służbę słowa, że trzeba nam zadawać ból naszym słuchaczom, niechętnie ale według otrzymanego nakazu. Owszem, od ciebie też to zależy, a nie będziemy sprawiać ci żadnego bólu. Gdyż powiedział On: Władcy bowiem nie są postrachem dla dobrego czynu, lecz dla złego. Nie chcesz lękać się władzy? Czyń dobrze, a ona cię pochwali (Rz 13:3).

A zatem jak powiedziałem, piekło nie ma końca, gdyż Chrystus tak oświadczył. Paweł powiedział też, wskazując na wieczność kary, że grzesznicy: Poniosą karę wiecznego odrzucenia od oblicza Boga i od Jego potężnego majestatu (2 Tes 1:9). I znowu: Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie osiągną królestwa Bożego? Nie łudźcie się! (1 Kor 6:9) Także powiedział do Żydów: Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie będzie oglądał Boga (Hbr 12:14). Także Chrystus tym, którzy Mu powiedzą: Czy w Twoim imieniu nie dokonywaliśmy wielu cudów? Odpowie: Ja was nigdy nie znałem. Odejdźcie ode Mnie, zło czyniący! (Mt 7:22) Także dziewice nie mogły wejść, na próżno stukając w zamknięte drzwi. A o tych, którzy Go nie nakarmili powiedział: Pójdą ci na mękę wieczną (Mt 25:46).

I nie mów mi: „co to za sprawiedliwość, skoro kara nie ma końca?” Gdy Bóg wykonuje cokolwiek, słuchaj jego postanowień i nie przedkładaj ponad nie ludzkiego rozumowania. Co więcej, cóż jeszcze może spotkać kogoś, kto od samego początku doświadczył nieprzeliczonych błogosławieństw, a potem dokonywał uczynków godnych kary, pomimo tak wielkich gróźb i ciągłych błagań, niż kara potępienia? Gdyż jeżeli pytasz o sprawiedliwość doskonałą; wiedz o tym, że powinniśmy zostać zniszczeni już na samym początku, według definicji ścisłej sprawiedliwości. (…) Gdyż jeżeli ktoś znieważa kogoś, kto nie uczynił nic złego, według reguł sprawiedliwości ponosi karę; ale kiedy jest to jego dobroczyńca, który nie związany wcześniejszymi względami, obdarza go ogromną dobrocią, który sam jest Twórcą jego istnienia, który jest Bogiem, który tchnął w niego duszę, który dał tysiące darów łaski, którego wolą jest zabranie go do Nieba; kiedy, powtarzam, taki Ktoś po tak wielkich błogosławieństwach spotyka się tylko ze zniewagami, codziennymi zniewagami, pod przywództwem wrogiego stronnictwa; to jak może ktoś taki myśleć, że wart jest przebaczenia? Czy nie wiesz jak On ukarał Adama za jeden pojedynczy grzech?

Tak – odpowiesz – ale On dał mu raj i pozwolił się radować wielkimi względami. Owszem, z pewnością to nie jest to samo dla człowieka zgrzeszyć korzystając z bezpieczeństwa i spokoju, czy też w stanie wielkiego nieszczęścia. W rzeczywistości jest to okoliczność gorsza, że twoje grzechy nie są popełnione w raju, ale wśród niezliczonych złośliwości tego życia; że nie postępujesz trzeźwo nawet w nieszczęściu, tak jakby ktoś zamknięty w więzieniu wciąż popełniał tam swoje zbrodnie. A przecież tobie poprzysiągł rzeczy jeszcze większe niż raj. Jednak nie dał ci go od razu, gdyż w najmniejszym stopniu nie chce osłabić cię w czasie walki; jednak nie przemilczał tego, abyś nie porzucił swoich wysiłków. Jeśli chodzi o Adama, popełnił on tylko jeden grzech i ściągnął na siebie pewną śmierć; podczas gdy my popełniamy tysiące przestępstw codziennie. Jeśli on poprzez jeden czyn ściągnął na siebie tak wielkie zło i wprowadził śmierć, co my powinniśmy cierpieć, którzy wciąż żyjemy w grzechach, a zamiast raju oczekujemy Niebios?

Argument jest przykry i boli słuchacza; wiem to na podstawie własnych odczuć. Naprawdę serce moje dygocze i bardzo jest tym strapione; im więcej widzę potwierdzonych relacji z piekła, tym bardziej drżę i kurczę się z lęku. Jednak konieczne jest mówić o tych sprawach, abyśmy nie wpadli w to piekło. To co otrzymałeś nie było rajem, ani drzewa, ani rośliny, ale tobie obiecano Niebiosa i wszystkie dobre rzeczy w Niebiosach. A jeśli ktoś, kto otrzymał mniej został potępiony, i żadna okoliczność nie uwolniła go od tego, to dużo bardziej my, którzy zgrzeszyliśmy o wiele gorzej, a byliśmy wezwani do większych rzeczy, będziemy znosić cierpienia bez ulgi.

Rozważ na przykład jak długo, tylko z powodu jednego grzechu, nasz rodzaj pogrążony jest w śmierci. Ponad pięć tysięcy lat minęło, a śmierć trwa nadal z powodu jednego tylko grzechu. Nie możemy nawet powiedzieć, że Adam słyszał proroków, że widział innych ukaranych za grzechy, i że powinien być skutkiem tego odpowiednio przestraszony i poprawiony choćby przez jakiś przykład. Gdyż był on w tym czasie pierwszy i samotny; a jednak został ukarany. Ale ty nie masz nic na swoją obronę, który po tak wielu przykładach postępujesz coraz gorzej; tak wspaniały Duch został nam dany, a mimo to odważyłeś się nie na jeden grzech, nie na dwa lub trzy, ale na grzechy bez miary! To nie tak,  że grzech popełnia się w krótkiej chwili, wyliczasz sobie na tej postawie, że kara również będzie sprawą chwili. Czy nie widzisz tych ludzi, którzy za pojedynczą kradzież lub też pojedyncze cudzołóstwo popełnione w krótkiej chwili, często spędzają całe swoje życie w więzieniu, albo w kopalniach, walcząc z ciągłym głodem i każdym rodzajem śmierci? A nie było nikogo, kto by ich uwolnił, lub powiedział: wykroczenie miało miejsce w krótkim momencie, kara również powinna być tak samo krótka, jak chwila, w której popełniono grzech.

Ale to ludzie – ktoś powie – tak postępują; a jeśli chodzi o Boga, to On przecież kocha ludzi. Przede wszystkim, nawet ludzie nie robią tego przez okrucieństwo, ale w ludzkim odruchu. A sam Bóg, ponieważ kocha ludzi, dlatego również karze ich za grzechy. Gdyż tak jak wielkie jest Jego miłosierdzie, tak równie wielka jest Jego kara. Więc kiedy mówisz mi: Bóg kocha ludzi, wtedy wskazujesz największą przyczynę ich karania: gdyż grzeszymy wciąż przeciwko tej Istocie miłości. Dlatego też Paweł powiedział: Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego (Hbr 10:31). Proszę, wsłuchaj się w płomienną moc słowa, być może będziesz miał stąd jakąś pociechę! Kto wśród ludzi może karać tak, jak karze Bóg? On powoduje potop i całkowite zniszczenie całego rodzaju tak licznego; i znowu, niedługo później, spuszcza ogień z nieba i zupełnie niszczy wszystkich? Jaka ludzka kara mogłaby się równać temu? Czy nie widzisz z tego, że nawet na tym świecie kara jest prawie wieczna? Minęły cztery tysiące lat i kara Sodomitów trwa w całej rozciągłości. Gdyż Jego miłosierdzie jest ogromne, a więc również Jego kara.(…)

Ale ponieważ stwierdzenie Pawła zdaje się dla wielu mieć inne znaczenie, przytoczmy je i zbadajmy starannie. Gdyż powiedziawszy: Jeżeli czyjeś dzieło ostoi się, to budowniczy otrzyma nagrodę. Jeżeli zaś spłonie, to utraci on nagrodę; i dodaje: choć sam ocaleje, lecz będzie podobny do tego, kto przeszedł przez ogień. Co na to powiemy? Zastanówmy się najpierw czym jest „fundament”, czym jest „złoto”, czym są „drogie kamienie” a czym jest „siano” i czym „słoma”.

„Fundamentem”, jak sam jasno stwierdza, jest Chrystus, mówiąc wcześniej: Nikt bowiem nie może położyć innego fundamentu, oprócz tego, który już został położony, a jest nim Jezus Chrystus (1 Kor 3:11).

Następnie, wspomniane budowle wydają się tutaj być działaniami.(…). Gdyż św. Paweł zamierzał później skierować siłę swojej argumentacji przeciwko człowiekowi, który popełnił cudzołóstwo, zaczyna już teraz, długo przedtem, czynności przygotowawcze. Gdyż wiedział, jak po omówieniu jednego tematu, przejść w dyskusji do następnej rzeczy, przygotować odpowiedni grunt do późniejszych rozważań. (…) Również z tego powodu teraz przygotowuje cudzołożnika, gdy mówiąc o „fundamencie” wspomina: „Czy nie wiecie, że jesteście świątynią Boga, a Duch Boży mieszka w was. Jeżeli ktoś niszczy świątynię Boga, tego i Bóg zniweczy” (1 Kor 3:16-17). Powiedział teraz te rzeczy, na początku, aby zachęcić jego duszę do łez, z powodu swojego nieskromnego postępowania.

Teraz ktoś buduje na tym fundamencie złotem, srebrem i drogimi kamieniami, czy też drzewem, sianem lub słomą (1 Kor 3:12). Gdyż po przyjęciu wiary potrzebne jest zbudowanie moralne; dlatego mówi w innym miejscu: zachęcajcie się wzajemnie i budujcie jedni drugich (1 Tes 5:11). Gdyż zarówno twórca jak i uczeń przyczyniają się do budowania. Dlatego powiedział: Niech każdy jednak patrzy na to, jak buduje (1 Kor 3:10). Ale gdyby wiara była tematem tych stwierdzeń, takie stwierdzenie nie byłoby rozsądne. Bo w wierze wszystko powinno być równe, gdyż: Jest tylko jeden Bóg, jedna wiara, jeden chrzest (Ef 4:6), a w życiu nie jest możliwe, aby wszystko było takie same. Wiara nie jest w jednym przypadku mniejsza, w innym bardziej wspaniała, ale ta sama we wszystkich, którzy prawdziwie uwierzyli. W życiu jest miejsce i dla bardziej pracowitych, i dla innych, bardziej opieszałych, jedni są bardziej wymagający, inni bardziej pospolici; i tak jedni powinni dobrze czynić w wielkich sprawach, a inni w mniejszych; także błędy niektórych są bardziej poważne od błędów innych, którzy nie są tak szlachetni. W związku z tym mówi: złotem, srebrem czy drogimi kamieniami, czy też drzewem, sianem lub słomą, okaże się w dzień sądu, który ujawni dzieło każdego; to znaczy jego postępowanie; o tym właśnie mówi tutaj; objawi się on w ogniu, a ogień ten wypróbuje, jakie jest dzieło każdego. Jeżeli czyjeś dzieło ostoi się, to budowniczy otrzyma nagrodę. Jeżeli zaś spłonie, to utraci on nagrodę. (…)

Teraz chce powiedzieć nam to: jeśli jakiś człowiek po przyjęciu prawdziwej wiary prowadzi grzeszne życie, jego wiara nie uchroni go od kary, jego dzieło spłonie. Słowo „spłonie” oznacza „nie wytrzyma gwałtowności ognia”. Ale gdyby człowiek ubrany w złotą zbroję miał przejść przez rzekę ognia, wyszedłby z niej jeszcze jaśniejszy, jednak gdyby miał zrobić to samo ubrany w siano, daleki będzie od pozostania nienaruszonym, i sam oprócz tego ulegnie zagładzie; to również odnosi się do dzieł ludzkich. Gdyż nie powiedział tego jakby rozprawiał o rzeczach materialnych, które płoną, ale z zamiarem by powiększyć ich lęk pokazując jak nagi i bezbronny jest ktoś, kto trwa w nieprawości. Dlatego powiedział: utraci on nagrodę – tutaj jest pierwsza kara; sam ocaleje, lecz będzie podobny do tego, kto przeszedł przez ogień – tutaj jest kara druga. Ma tutaj na myśli co następuje: On sam nie zginie w ten sam sposób, jak jego dzieła, obracające się w nicość, ale będzie trwał w mękach.

Ale jednak nazwał to „ocaleniem” – odpowiesz – dlaczego?; wyjaśnia to jego dodatek „jakby przez ogień”; gdyż zazwyczaj mówimy: „jest to zachowane w ogniu”, mówiąc o tych substancjach, które nie spalają się natychmiast i nie obracają w popiół. Dlatego nie wyobrażaj sobie tylko z dźwięku słowa „ogień”, że ci, którzy płoną,  ulegają zniszczeniu. Mimo że nazwał tę karę „ocaleniem”, nie bądź tym zdziwiony. Zazwyczaj używa takich określeń rzeczy, które źle brzmią, aby jasno się wyrażać, a w dobrych rzeczach na odwrót. Na przykład słowo „niewola” wydaje się nazwą czegoś złego, ale Paweł nadaje mu dobre znaczenie, kiedy mówi: (oddając w niewolę) każdy umysł skłaniamy do posłuszeństwa Chrystusowi (2 Kor 10:5) I znowu złą rzecz nazwał dobrym słowem, mówiąc: panowanie grzechu (Rz 5:21), wyrażenie „panowanie” brzmi tutaj z pewnością bardzo korzystnie.

Dlatego mówiąc tutaj „zostanie ocalony” uczynił niewyraźną sugestię o nasileniu kary; tak jakby stwierdził: „ale sam pozostanie na zawsze karany”. [xi]

Podobną naukę można znaleźć w liście św. Jakuba, który stwierdza: Złoto i srebro zardzewiało, ta rdza będzie świadczyć przeciwko wam i zniszczy was jak ogień. (Jk 5:3)

Obawiam się, że przedstawiona egzegeza św. Jana Chryzostoma daleka jest od współczesnej wykładni Kościoła katolickiego, mimo że: „Św. Jan Chryzostom jest jednym z tych ludzi, którzy zdają się mieć szczególne prawo do nazwy katolika: jest to człowiek powszechny.” [xii] Dokładnie tę samą naukę głosili inni wielcy Ojcowie, św. Bazyli Wielki, św. Grzegorz Teolog i wielu innych, tę naukę prezentował również św. Marek z Efezu podczas soboru florenckiego, po nim również św. Grzegorz Palamas, a współcześnie o. Seraphim Rose.

Św. Marek z Efezu oczywiście przytaczał również i tę cytowaną homilię, gdyż podobnie do św. Jana Chryzostoma, również on obawiał się, że nauka o ogniu oczyszczającym zmierza wprost ku herezji apokatastazy, potępionej na V Soborze Powszechnym w Konstantynopolu, czyli również w okresie Kościoła niepodzielonego. Apokatastaza to już nie jest rzecz błaha, nie jest to już jakaś niegroźna pseudonauka, niewinna intelektualna zabawa, czcza filozofia, czyjaś prywatna opinia czy też jakieś nieszczęsne nieporozumienie, to już nie jest rzecz obojętna jeśli chodzi o nasze zbawienie, jest to po prostu herezja, inaczej mówiąc szatańskie kłamstwo, fałszywy pogląd, który niszczy prawdziwą, ortodoksyjną wiarę, czyli Prawdę Chrystusa, która jako jedyna prowadzi chrześcijan do zbawienia i życia wiecznego. Wyznawcy tej herezji mocą kanonów V Soboru odłączeni są od Jednego, Świętego i Apostolskiego Kościoła.

Herezja apokatastazy głosi, że nastąpi kiedyś koniec istnienia piekła (podobnie jak nastąpi kiedyś koniec istnienia czyśćca). Męki piekielne traktuje ona wyłącznie w kategoriach pedagogiki Bożej, czyli ognia oczyszczającego dusze potępionych ze zła, dokładnie tego samego rodzaju, co w „czyśćcu” w ujęciu niektórych teologów łacińskich. Okazuje się, że obawy świętych Ojców nie były bezpodstawne, bardzo wielu współczesnych teologów, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, otwarcie głosi, że „ogień piekielny jest tą samą nieskończoną Bożą miłością, która równocześnie jest szczęściem zbawionych”.

Trudno tutaj podjąć wyczerpującą polemikę z „potworną apokatastazą”, jak nazwali ją ojcowie V Soboru. Bardzo polecam wszystkim zainteresowanym uważne przeczytanie XXV homilii św. Jana Chryzostoma na list świętego Pawła do Rzymian [xiii]. Zaznaczę tylko, że apokatastaza zarzuca kłamstwo Chrystusowi nauczającemu o wieczności piekła: Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! (Mt 25:41). Chrystus powiedział jeszcze o piekle, że: robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie (Mk 9:48). Czy ten robak, który nie umiera, jest jeszcze jedną metaforą miłości Boga? Czy tekst z Apokalipsy: A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora ognia. To jest śmierć druga – jezioro ognia. Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia (Ap 20:14-15); opisuje Bożą miłość w formie jeziora ognia?

Wyznawcy apokatastazy twierdzą, że cały świat zanurzony jest w Bożej miłości, od której nie ma ucieczki, nawet po śmierci człowiek skazany jest na tę miłość, czy tego chce czy nie chce. Wszelkie odniesienia do ognia kojarzą im się wyłącznie z istotą Boga, z ogniem Ducha Świętego, albo z ogniem, w którym przebywał Bóg na górze Synaj. Kłamstwo polega na tym, że jest wiele różnych rodzajów ognia opisywanych w Piśmie Świętym; nie każdy ogień jest ogniem Ducha Świętego. Poza tym nie otrzymujemy odpowiedzi na pytanie, jak i po co w tym oceanie miłości Bożej pojawiło się zło i śmierć, przecież nie ma tutaj nawet „miejsca” na królestwo szatana? A przecież o piekle mówi Pismo Święte, że jest „na zewnątrz”, także ogień piekielny nazwany jest „zewnętrznym”. Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą przy stole w królestwie niebieskim razem z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem, synowie zaś królestwa będą wyrzuceni na zewnątrz, w ciemność. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 10:11-12). A sługę, z którego nie mam pożytku, wyrzućcie na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 25:30). Szczęśliwi, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała i aby bramami wchodzili do Miasta. Na zewnątrz są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje (Ap 22:14-15). Czy deszcz siarki i ognia, który spadł na Sodomę i Gomorę to była jakaś „nadmierna” Boża miłość, która spadła znienacka i wszystkich wygubiła, i czy na przykład był to ten sam ogień, który w Jerozolimie zszedł na Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy? Aby nie dać się uśpić tym kłamstwom przytoczę naukę świętej Ewangelii: A jak było za czasów Noego, tak też będzie za czasów Syna Człowieczego. Jedli, pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, w którym Noe wszedł do arki. I przyszedł potop, i wszystkich wygubił. Podobnie jak było za czasów Lota: jedli, pili, kupowali, sprzedawali, sadzili, budowali, ale w dniu, w którym Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wszystkich wygubił. Tak też będzie w dniu, w którym objawi się Syn Człowieczy (Łk 17:26-30).

Jak się ma doktryna o czyśćcu do tej potwornej herezji? W doktrynie o czyśćcu mówi się właśnie o możliwości oczyszczenia po śmierci z grzechów popełnionych w ciele na ziemi, w ogniu Bożej miłości. Jak starałem się wykazać wcześniej nie wszyscy katolicy w ten sam sposób postrzegają to oczyszczenie. Poglądy są pod tym względem rozbieżne, wielu mistyków katolickich widziało czyściec w różnych widzeniach dokładnie tak, jakby widzieli piekło, tzn. jako mroczną i budzącą grozę otchłań, w której demony dręczą w różny sposób dusze ludzkie; i zasadniczo jest to również zgodne z nauką prawosławną. Natomiast teologowie katoliccy mówiący o ogniu oczyszczającym, który tożsamy jest z miłością Boga do ludzi, przygotowują teren pod tę herezję, tworzą potrzebne pojęcia, terminy, cały teologiczny system, aby móc wytłumaczyć coś takiego, jak „bicze miłości Bożej” oczyszczające w piekle dusze ludzkie z grzechów po śmierci. Ta idea pozwala mieć nadzieję na zbawienie mimo grzesznego życia, jest dodatkową możliwością zbawienia, jakby obok krzyża Chrystusowego, jest boczną furtką do Królestwa Bożego, która istnieje poza koniecznością szukania zbawienia tu, na ziemi w pełnieniu czynów miłosierdzia, w modlitwie, postach, czuwaniach. Jeżeli pójdziemy dalej w tym kierunku, to wystarczy tylko wystarczająco szeroko otworzyć bramy czyśćca, a będziemy mieli apokatastazę w pełnym wydaniu. Właśnie dlatego święci Ojcowie zdecydowanie odrzucali naukę o czyśćcu.

Tak to właśnie wygląda w dziełach świętych Ojców przed schizmą i po schizmie, tak przedstawiał ten problem również św. Marek Efeski, św. Grzegorz Palamas, św. Jan Maksymowicz, i wielu innych. Jest to niezmienna, ortodoksyjna nauka, której wiernym powinien pozostać każdy prawosławny chrześcijanin. Być może wielu współczesnych uzna to za fundamentalizm i zacofanie, za integryzm i fanatyzm, wielu innych powie, że jest to poważny defekt intelektualny i duchowy, że jest to odejście od Kościoła i rezygnacja z jego zdobyczy i nowości współczesnej teologii, że jest to odwrócenie się od współczesnego świata i jego „mądrości” itd., ale ja nie widzę nic złego w tym, aby prawosławni chrześcijanie dochowywali wierności swojej Tradycji. Jak sądzę, nikomu nie powinno to sprawiać żadnej przykrości. Katolicy przecież nie muszą w to wierzyć, ani tego wyznawać.

W każdym razie prawosławie zawsze mocno ufa swojej Tradycji i traktuje ją jako samą niezmienną Prawdę, jako mądrość przebywającego w Cerkwi Ducha Świętego.

 

Marek Dądela, Niedziela Niewiast Niosących Wonności, 25 kwiecień 2004 roku.

Przypisy

[i] Bądź wola Twoja, modlitwy i rozmyślania na wszystkie dni tygodnia miesiąca, na wszystkie uroczystości kościelne i na wszelkie okoliczności życia, ułożone przez kapłanów i świętych katolickiego Kościoła, Warszawa, nakład Gebethnera i Wolfa, approbatur: Episcopus Suffraganeus Wł. Kossowski, 23 czerwiec 1900, str. 674.

[ii] Ibid. str. 677

[iii] Święta s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2001, (425), str. 152.

[iv] Tekst pieśni spisany z pamięci.

[v] Moleben do św. Arcystratega Michała i innych mocy bezcielesnych, Monaster św. Cyryla i Metodego, 2003, str. 28.

[vi] Ibid. str. 30.

[vii] Ibid. str. 45.

[viii] Mszał Rzymski w skróceniu, wydany z rozporządzenia Jego Eminencji Edmunda Kardynała Dalbora, Arcybiskupa Gnieźnieńskiego i Poznańskiego, Prymasa Polski, wydanie trzecie uzupełnione, nakładem Księgarni św. Wojciecha Poznań – Warszawa – Wilno – Lublin 1931, str. 606, Msza za zmarłych w dzień zaduszny – ofiarowanie. Oczywiście wiem o tym, że tekst tego ofiarowania uległ zmianie i na przykład w Mszale Rzymskim wydanym w roku 1962 już jest inny, tzn. dość mechanicznie zastąpiono słowo „piekło” słowem „czyściec”. Nie znam powodów tej zamiany, ale podejrzewam, że jest to „wpływ” II Soboru Watykańskiego. W każdym razie budzi zdumienie sama możliwość dokonywania takich zmian w tekstach liturgicznych! Jest to z pewnością odejście od Tradycji.

[ix] Ibid. str. 69-74.

[x] Ibid. str. 66.

[xi] IX Homilia św. Jana Chryzostoma na 1 list św. Pawła do Koryntian, na podstawie Early Church Fathers, Electronic Bible Society, tłum. Marek Dądela.

[xii] Ernest Hello, „Oblicza świętych”, Zawsze Wierni, 2002 nr 1 (44).

[xiii] Św. Jan Chryzostom, Homilie na list św. Pawła do Rzymian, Wydawnictwo Naukowe Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, Kraków 1998, homilia XXV, tom II, str. 382.

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.