Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/articles.php?a=5
Monaster w Ujkowicach » Artykuły

Rozważania o Bożym Narodzeniu

Niebiosa, słuchajcie, ziemio, nadstaw uszu, bo Jahwe przemawia: Wykarmiłem i wychowałem synów, lecz oni wystąpili przeciw Mnie.

Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie.

Biada ci, narodzie grzeszny, ludu obciążony nieprawością, plemię zbójeckie, dzieci wyrodne! Opuścili Pana, wzgardzili Świętym Izraela, odwrócili się wstecz. (Iz 1,2-4)

Znaki Bożego przyjścia

Zbliża się czas Bożego Narodzenia i jak co roku będziemy uroczyście pielgrzymować do stajenki ukrytej w grocie w Betlejem, tam gdzie w żłobie, wśród zwierząt położono owiniętego w pieluszki Wcielonego Boga, Słowo Przedwiecznego Ojca, Stworzyciela nieba i ziemi. Zawsze zdumiewa mnie fakt tego ogromnego opuszczenia, wielkiego uniżenia Boga, mówiąc bardziej uczenie -- kenozy Syna Bożego, który nie skorzystał z tego, aby na równi być z Bogiem, ale przybrał postać sługi, i to sługi cierpiącego. Jedynym motywem do tego samoogołocenia była Jego nieskończona miłość do ludzi.

Warto chyba spróbować, w jakimś chociaż małym zakresie, uzmysłowić sobie wielkość owej miłości Bożej, warto też chyba jakoś postarać się odpowiedzieć na nią i oddać chwałę Bogu za Jego wielkie dzieła. Ale jak to zrobić? Czy przyjście na świat Boga Słowa nie było czasem zbyt ukryte dla ludzi wtedy, za czasów cesarza Augusta, tak samo i dla nas obecnie żyjących, czy nie jest ono dostępne tylko dla wybrańców, dla aniołów i świętych? Jeżeli tak jest, to te święta są próżne i bezowocne dla ludzi, bo są tylko pogonią za jakimś cieniem, za mirażem, a nie są prawdziwym spotkaniem z wcielonym Bogiem. A ten czas Bożego Narodzenia powinien być właśnie spotkaniem z Bogiem, gdyż tak naprawdę po to się On narodził, aby stać się widzialnym i dostępnym dla wszystkich ludzi. Bóg przyjął naturę ludzką, aby człowiek mógł stać się Bogiem. A więc wydaje mi się, że najbardziej istotne w tych Świętach jest to spotkanie człowieka z Bogiem.

Jak odnaleźć tę jedyną stajenkę z Bogiem? W Ewangelii wyróżnić można dwa znaki pewnie wskazujące to miejsce -- najpierw jest to gwiazda, potem chwała Boża oraz śpiew zastępów anielskich. Trzecim znakiem, naturalnie wskazującym miejsce narodzin Boga, jest wielkie oddalenie od świata, od całej jego próżności, bogactwa, gwaru, władzy i pożądliwości. Ten trzeci znak będzie właściwym tematem niniejszych rozważań, będzie próbą odpowiedzi na pytanie daczego Bóg urodził sie w takim oddalonym i ubogim miejscu, dlaczego w takiej tajemnicy przed światem, nawet w tajemnicy przed narodem wybranym? Jednak na początku zajmijmy sie dwoma pierwszymi znakami.

Czym była owa gwiazda prowadząca trzech mędrców ze Wschodu? W tradycji prawosławnej mówi się raczej o Aniele, który pod postacią gwiazdy wskazywał drogę trzem mędrcom. Takie podejście tłumaczy wiele trudności w rozumieniu tekstu Ewangelii. Na przykład w jaki sposób gwiazda na niebie mogła wskazać tak dokładnie konkretne miejsce narodzin Mesjasza, nie tylko krainę, ale i miasto oraz pieczarę ze zwierzętami. Zwykła gwiazda, czy też inne zjawisko astronomiczne jak planeta czy kometa nie mogłyby tego dokonać. Wynika z tego, że rzeczywiście gwiazdę należy raczej uznać za zjawisko nadprzyrodzone, za zesłanego przez Boga Anioła. Poza tym tylko owi mędrcy ujrzeli gwiazdę na niebie, a przecież zobaczyć ją powinni wszyscy ludzie. Rzecz oczywiście można wytłumaczyć tym, że tylko mędrcy umieli to zjawisko poprawnie wyjaśnić i zinterpretować. Ale ta ich interpretacja nie mogła być przecież astrologiczna, ani astronomiczna, czy też, jak powiedzielibyśmy dzisiaj -- naukowa, jedyna możliwa poprawna interpretacja musiała zostać przeprowadzona w oparciu o księgi izraelskich proroków, co jest oczywiste. Na przykład to z księgi Liczb: Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło. Ono to zmiażdży skronie Moabu, a także czaszki wszystkich synów Seta (Lb 24,17).

Trzeba tutaj przypomnieć, że Izraelici zostali za czasów króla Nabuchodonozora przesiedleni do Babilonu, więc również ich święte księgi stały się dostępne dla wschodnich narodów oraz tamtejszych mędrców. Kiedy więc objawiła się gwiazda mieli już jakby gotową jej interpretację wziętą z pism Starego Testamentu. Nie zwlekając porzucili swe królestwa, domy, bogactwa, uczone księgi i wyruszyli w podróż śledząc gwiazdę, aby oddać pokłon narodzonemu Mesjaszowi, Zbawicielowi świata. Bóg dobrze wiedział, komu i w jaki sposób objawić swe przyjście, gdyż generalnie trzeba przyznać, że nie rozgłaszał tego wielkiego i radosnego wydarzenia, i że zjawił się na świecie w tajemnicy. Dlaczego tak postąpił wydaje się oczywiste na podstawie późniejszych wydarzeń, o czym za chwilę.

Wędrówka mędrców wiodła przez pustynię, co jest bardzo wymownym i pięknym obrazem drogi człowieka do Boga, która zaczyna się od opuszczenia dotychczasowego, znanego i bezpiecznego świata, ze wszelkimi jego wygodami i przyjemnościami, i wyruszenia w nieznane, na pustynię, czyli miejsca puste, nieprzyjazne i bezludne, skąd najlepiej widać światłość Boga. Ten obraz drogi przez pustynię dopełnia właśnie światło Gwiazdy, które tutaj symbolizuje Boże Objawienie w Starym Testamencie, gdyż cały Stary Testament wskazywał właśnie na ten moment i miejsce ukazania się Boga w ciele ludzkim. Ta droga przez pustynię przypomina też drogę Izraela prowadzonego przez obłok i słup ognia do ziemi obiecanej. Przypomina też żywot na pustyni ostatniego Proroka Starego Testamentu, św. Jana Chrzciciela, który spędził na pustyni całe życie, aż do spotkania z Chrystusem. Wydaje się, że w tym obrazie drogi wiodącej przez pustynię ukryta jest wielka prawda dotycząca możliwości spotkania człowieka z Bogiem już tutaj, na ziemi.

Oprócz mędrców ze Wschodu do stajenki urządzonej w betlejemskiej grocie dotarli również pasterze. Oni również zostali przyprowadzeni przez Aniołów, jednak tym razem na niebie pojawiła się zamiast jednej gwiazdy światłość chwały Bożej oraz całe zastępy anielskie. Podczas kiedy droga mędrców była długa i żmudna, droga pasterzy jest krótka i bardzo radosna. Pasterze jako jedyni Żydzi stali się godni powitać swego Króla, zapowiedzianego przez proroków Mesjasza, Zbawiciela Izraela. Dostojnicy żydowscy, uczeni i kapłani nie tylko przeoczyli narodziny Mesjasza, ale na wieść przyniesioną przez trzech mędrców zadrżeli z przerażenia, gdyż św. Ewangelista Mateusz napisał: król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima (Mt 2,3). Czy nie powinni raczej śpiewać z wielkiej radości? Czy nie powinni raczej wertować swoich świętych ksiąg, aby, tak jak mędrcom, zaświeciła przed nimi gwiazda prowadząca prosto do Betlejem? Przecież cały sens ich wybrania, cały sens Prawa i Proroków, Świątyni i świąt zawierał zapowiedzi przyjścia Syna Bożego. Oto teraz materializują się proroctwa, oto wreszcie spełniają się zapowiedzi, oto Naród Wybrany, winny krzew Boży, wydał swój owoc, na świat przyszedł Zbawiciel, Boży Syn. Jednak oni przerazili się, gdyż natychmiast pojęli, że teraz przestali być narodem wybranym, że ustał kult świątynny, że ustały ofiary, a co za tym idzie kończą się ich przywileje, kończy się władza, kończy się szacunek i ludzki respekt, kończą się wreszcie profity, cały przemysł świątynny upada, ich bogactwo zostało poważnie zagrożone. Jednak przede wszystkim kończy się niezwykły i wielki zaszczyt bycia narodem wybranym. Czy takim ludziom Aniołowie mają coś do powiedzenia? Zresztą wiemy, że oni tak naprawdę dobrze znali i miejsce i czas, jednak nie poszli wraz z mędrcami, zapewne sądząc w swojej pysze, że to Mesjasz sam powinien do nich się pofatygować, jak nie teraz, to w przyszłości. Natomiast ubogi i prosty lud usłyszał wezwanie Anioła i od razu z radością na nie odpowiedział.

Wydaje mi się, że światłość Bożej chwały nad pasterzami oraz pojawienie się zastępów anielskich -- rzecz niespotykana i niesłyszana w dziejach Izraela aż po dzień Bożego Narodzenia -- jest obrazem Nowego Testamentu, dokładniej Kościoła Świętego z przebywającym w nim Bogiem Żywym. Kościół prowadzi rzesze chrześcijan do Boga, gdzie jest życie wieczne wraz z aniołami i świętymi.

Oprócz pasterzy i mędrców nikt więcej nie dowiedział się o Bożym Narodzeniu. Jak już zauważyliśmy Bóg raczej nie rozgłaszał tego faktu, mimo że przecież mógł w Swojej wszechmocy objawić to całej ludzkości. Syn Boży przybrał ludzkie ciało i urodził się w pieczarze, która od samego początku zapowiada cel Jego Wcielenia -- Krzyż, Grób i Zmartwychwstanie. W historii ewangelicznej, również w przedstawieniach ikonograficznych, mamy jakby w pigułce całą historię zbawienia -- Stary i Nowy Testament, Wcielenie i odrzucenie Bożego Słowa przez ludzi, a więc Jego mękę i śmierć. Otóż Bóg ukrył swe przyjście przed światem, gdyż doskonale wiedział, że zostanie przez świat odrzucony. To odrzucenie Boga widoczne jest bardzo wyraźnie, nie tylko dlatego, że nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2,7), ale przede wszystkim w szalonej próbie zabicia Go już w wieku niemowlęcym. Niezwykłe jest to uniżenie Boga, gdyż przyjąwszy ludzką naturę, rodząc się jako zwykły człowiek, był przecież całkowicie bezbronny wobec siepaczy Heroda. Teoretycznie więc możliwe było Jego zabicie. Oczywiście Boży plan był inny, wiemy że św. Józef uprzedzony przez Anioła wyprawił się z Dziecięciem i Jego Matką do Egiptu, aby uciec przez mordercami, jednak nie zmienia to faktu, że Syn Boży od momentu narodzin był przez ludzi ścigany i odrzucony. Jego narodzenie nie mogło być szeroko rozgłoszone światu, gdyż ogromne było niebezpieczeństwo ze strony możnych tego świata. Mówiąc nieco inaczej, liczba niewinnych ofiar mordowanych w poszukiwaniu Wcielonego Boga, mogłaby być dużo większa. Przecież Herodowi wystarczyło jedno napomknięcie o narodzeniu króla żydowskiego do wydania potwornego rozkazu wymordowania wszystkich dzieci w Betlejem i okolicach.

Mamy tutaj ten trzeci, pewny i nieomylny znak drogi Bożej, obok Objawienia Starego i Nowego Testamentu, jest nim odrzucenie przez ten świat. Jeżeli ktoś uczciwie poszukuje Boga to prędzej czy później spotyka się z prześladowaniem, a życie jego coraz bardziej upodabnia się do życia Cierpiącego Sługi, czyli naszego Zbawiciela. Przyjrzyjmy się temu fenomenowi, oto Stworzyciel świata jest przez ten świat odrzucony, odrzucone jest też Jego mistyczne Ciało -- Kościół. Widać to wyraźnie w historii Kościoła, gdzie od samego początku jego istnienia -- tak jak od chwili narodzin Chrystusa -- towarzyszą mu prześladowania. Kościół pierwotny to Kościół Męczenników i Wyznawców, którzy swoją krwią dają świadectwo prawdziwym intencjom mieszkańców tego świata. Te prześladowania towarzyszą Kościołowi do chwili obecnej, poprzez straszne rewolucje, które właściwie są powtórką rozkazów Heroda i przedłużeniem jego morderstw, gdyż wywoływano je wyłącznie przeciwko chrześcijanom.

Prześladowania Bożego Kościoła przybierały też inne, łagodniejsze formy, często były to spory światopoglądowe na bazie powstających wciąż i wciąż nowych herezji. Współcześnie widzimy właśnie ogromną presję na światopogląd chrześcijański w formie tzw. politycznej poprawności. Coraz więcej ludzi nie wierzy w ogóle w Boga, zamiast tego daje wiarę różnym materialistycznym i ateistycznym gusłom i przesądom, czyli religii bezbożnej. Współcześni ateiści często bardzo agresywnie starają się zwalczać wiarę chrześcijańską, w imię przede wszystkim tzw. tolerancji i godności człowieka, tworząc przy okazji system swoistej religijności antychrześcijańskiej. Ta nowa religia zaś jest w swej istocie permisywizmem, tzn. przyzwoleniem na wszelkie zło poprzez zniesienie wszelkich zakazów i ograniczeń, przede wszystkim w sferze moralności. Z drugiej strony miłość chrześcijan ostygła, żar i gorliwość pierwszych wieków chrześcijaństwa minęły. Dlatego większość chrześcijan staje się obecnie łatwym łupem tej nowej religijności, występującej czasem też pod nazwą ekumenizmu, i głosi wraz z całym światem umiłowanie pokoju i bezpieczeństwa.

Tak więc przez wieki trwa Cerkiew Chrystusa -- w męczeństwie, w obronie prawdy ortodoksji przed herezjami, stale odrzucana przez ten świat. Bardzo znamienny jest fakt, że żadne inne wyznanie religijne nie było w dziejach świata tak długo i konsekwentnie zwalczane i prześladowane. Budda, Mahomet, Zaratustra ani żaden inny guru nie był od samych swych narodzin obiektem ataków, prześladowań, ani nie był wreszcie osądzony przez ludzi na mękę i śmierć.

Może komuś na pierwszy rzut oka wydawać się, że postawa tzw. tolerancji jest wyrazem ewangelicznego przykazania czynienia pokoju i jest godna polecenia dla chrześcijan. Musimy jednak uświadomić sobie, że tolerancja tak naprawdę nie toleruje chrześcijaństwa, przede wszystkim za jego nieprzejednaną walkę z grzechem i za stawianie wysokich wymagań moralnych, a tego współczesny świat tolerować nie może. Dlatego musi nastąpić konflikt, który jak zwykle prowadzić będzie do prześladowania Kościoła. Hasłem wzywającym do walki z Kościołem może być na przykład "Zero tolerancji dla wrogów tolerancji". Na marginesie warto zauważyć kłującą w oczy wewnętrzną sprzeczność tkwiącą w tym haśle, sprzeczność która tkwi w wielu ludzkich ideologiach i filozofiach, a której nie ma na przykład w Bożych przykazaniach, w przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Sprzeczność owa prowadzić musi do konfliktu, który zawsze kończy się na antagonizmach i agresji. Dokładnie te same sprzeczności tkwią na przykład w hasłach masonerii: równość, wolność, braterstwo -- bo zawsze okazuje się, że bez wymordowania wrogów tej ideologii nie jest możliwe zapanowanie "prawdziwej" równości, wolności i braterstwa, a więc zero braterstwa dla wrogów braterstwa, i tak dalej. Przypomnijmy sobie, że każda rewolucja kusi ludzkość mirażami nowego, lepszego świata poprzez eliminację ludzi wrogo do tych zmian nastawionych, przede wszystkim poprzez pozabijanie wszystkich bez wyjątku chrześcijan, bo tylko dzięki temu świat będzie mógł wejść na nowy, lepszy etap rozwoju, w którym możliwe będzie panowanie prawdziwego ładu, pokoju i bezpieczeństwa. Podobna sprzeczność również tkwi w formule rządów demokracji, kiedy to rządy niby-demokratyczne wprowadzają prawa antychrześcijańskie, które są jawnie sprzeczne z wolą ogółu, albo w pewnych kwestiach z uporem unikają organizowania referendum.

Ten światopogląd tolerancji i ekumenizmu może być rozpatrywany też jako pewna odmiana marksizmu, gdzie walkę klas zastąpiono walką pomiędzy religiami, albo -- w ogólności -- walką idei o władzę nad światem, gdzie rysuje się wyraźny podział pomiędzy chrześcijaństwem a resztą świata. W tym ujęciu inaczej widzimy postawę Heroda, który rzeczywiście walczy o zachowanie władzy tzw. starego porządku (pogaństwa), a Chrystus jako Król Żydowski pragnie tę władzę Heroda zniweczyć. Czy jednak mamy tu do czynienia z walką polityczną? Otóż nie -- nie jest to walka polityczna, jest to błąd myślenia typu marksistowskiego, którego perspektywa zawężona jest do świata materii, a my przecież wiemy, że Królestwo Chrystusa nie jest z tego świata, a więc nie jest w żaden sposób konkurencyjne ani dla królestwa Heroda, ani dla żadnych innych form ustrojowych z demokracją włącznie.

Krótko mówiąc Chrystus nie narodził się po to, aby odebrać królestwo Herodowi i samemu rządzić w Judei. Warto tu przypomnieć, że wyobrażenia i nadzieje Żydów o Mesjaszu również miały charakter w większości czysto polityczny, gdyż mówiły właśnie o pokoju i potędze ziemskiego państwa Izrael. Odrzucenie przez Żydów Chrystusa i skazanie Go na śmierć wiązało się też z rozwianiem owych powszechnych nadziei o wskrzeszeniu potęgi państwowej Izraela, które to nadzieje podzielali nawet Jego uczniowie: A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela (Łk 24,21).

Chrześcijańska polityka

Czy jednak obawy Heroda o swoje panowanie były zupełnie nieuzasadnione? Przecież chrześcijanie nadali Chrystusowi tytuł Króla, co świadczy o przyjęciu Jego panowania również na ziemi. Poza tym Sam Chrystus nauczył Swych uczniów modlitwy, w której zawarty jest wymowny fragment: przyjdź Królestwo Twoje! A więc wyraźnie wiara chrześcijan ma również w jakimś sensie wymiar polityczny, który musi budzić niepokój dawnych i współczesnych Herodów. Jednak na czym dokładnie polega to zagrożenie?

Wydaje mi się, że "zagrożenie" chrześcijaństwa polega na faktycznym wyzwoleniu ludzi także spod wpływów władzy politycznej. Każdy uczeń Chrystusa podlega już innej Władzy i wyznaje innego Króla, wie, że stanie kiedyś przed Strasznym Sądem wobec Sprawiedliwego Sędziego. Oczywiście trzeba dokładnie przeciwstawić sobie oba rodzaje królestw -- Niebieskie i ziemskie -- gdyż są one zupełnie dwoma krańcowo różnymi realnościami, dwoma porządkami, które zupełnie się rozmijają. Nauka Pisma Świętego jest bardzo wyraźna, jeżeli chodzi o rozłączność tych dwóch typów królestw, z których jedno -- ziemskie, prowadzi do potępienia, drugie -- Niebieskie prowadzi do zbawienia. Oto niektóre tylko cytaty wzywające chrześcijan do odrzucenia władzy ziemskiej, a poddania się panowaniu Bożemu:

Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga (Jkb 4:4)

Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca (1 J 2:15)

Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki l

Wiemy, że jesteśmy z Boga, cały zaś świat leży w mocy Złego (1 J 5:19)

Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata (J 17:16)

Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd (J 18:36).

Okazuje się, że władza ziemska to władza złego ducha. Po upadku człowieka, poprzez jego grzech i bunt, świat został poddany panowaniu demonów, i tak naprawdę króluje w nim kłamstwo. Owo królowanie kłamstwa jest widoczne i dziś, pod nazwą propagandy, albo socjotechniki uprawianej przez media. Jednak Boga zawsze interesowało wyzwolenie człowieka spod władzy demonów i kłamstwa, oraz przywrócenie mu pierwotnej wolności. Wolności zaś nie można osiągnąć siłą (znowu sprzeczność), np. poprzez politykę światową i dyktaturę, gdyż owa utracona wolność jest czymś daleko głębszym. Związana jest ona ściśle z naturą ludzką, ze skłonnością do grzechu, poddaną przemijaniu i śmierci, czego nie sposób zmienić na przykład poprzez zapewnienie suwerenności politycznej. Proszę zauważyć, że nawet Prawo nadane przez Boga Izraelitom nie miało mocy likwidacji grzechu, ono grzech tylko wskazywało: Przez Prawo bowiem jest tylko większa znajomość grzechu (Rz 3:20). Prawo potrzebne było do udowodnienia przed Wysokim Bożym Trybunałem przestępstwa człowieka i jego skutków, a więc świadczyło przeciw człowiekowi. Dlatego Żydzi nigdy nie zdołali unieść ciężaru Prawa, nie dlatego, że byli bardziej grzeszni od innych narodów, ale dlatego, że było to niemożliwe, gdyż żaden człowiek nigdy nie zdołałby go wypełnić: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej (Rz 3:23,24).

Bóg więc wybrał jedyną możliwość zwycięstwa nad kłamstwem, postanowił Sam przyjąć naturę ludzką i wykazać wszem i wobec, iż władza ziemska nie ma nad Nim żadnej mocy, że kłamstwo przegrywa z Prawdą -- co więcej, nie ma nad Nim żadnej mocy nawet śmierć, ostateczna groźba każdej władzy ziemskiej, przerażająca w swej ostateczności. I to zwycięstwo stało się udziałem wszystkich ludzi w Niego wierzących i za Nim podążających. Oto dar wolności Bożej, gdzie odpadają wszelkie okowy, wszelkie łańcuchy są zerwane, gdyż Chrystus narodził się po to, aby ludzie mieli życie i mieli je w obfitości (por. J 10,10).

Narodzenie się chrześcijaństwa, czyli nowego człowieka z Ducha Bożego, stało się rzeczywistym zagrożeniem politycznym, gdyż władza oparta na terrorze okazała się dużo mniej przekonująca, co właśnie udowodnili święci męczennicy. Jeden z nich, święty Maksym Sandowicz, prawosławny kapłan oskarżony o wrogą działalność skierowaną przeciwko cesarstwu austro-węgierskiemu powiedział podczas swojego procesu piękne zdanie: Moja polityka to święta Ewangelia! Po czym został rozstrzelany. Diabeł nigdy nie pogodził sie z tym zwycięstwem Boga i Jego świętych, jego maszyneria kłamstwa i stali dopiero miała pójść w ruch. Diabeł postanowił przy pomocy spisków, zdrad, intryg, wojen, także poprzez rozpuszczanie wrogich Kościołowi kłamliwych ideologii, takich jak materializm, z marksizmem na czele, zawładnąć jeszcze raz światem, który od czasów Bożego Narodzenia oświetlony został blaskiem Bożej Prawdy i Chwały.

Warto może przez moment zastanowić się, czy jest na świecie możliwy ustrój społeczny oparty na Prawie Bożym. Czy w ogóle właściwe jest pytanie o ulubiony ustrój polityczny Pana Boga? Czy było nim niewolnictwo, czy może feudalizm, czy też raczej demokracja? Czy Bóg sam ustanowił coś w rodzaju ustroju politycznego? Za czasów "dobrego" świata, czyli Raju, nie mogło być mowy o żadnym systemie politycznym, gdyż było tam tylko dwoje ludzi. Proszę zauważyć, że dopiero po upadku Bóg powiedział do Ewy: ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3:16), zatem w Raju kobieta nie była poddaną męża, co najwyżej "pomocą", bo w tym celu Bóg ją powołał do życia, jednak nie poddaną.

Lecz już w Raju widzimy pewne zalążki władzy i poddaństwa, Bóg dał Adamowi i Ewie całą stworzoną ziemię, aby nad nią panowali: Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi (Rdz 1:28). W ten sposób Adam staje się z nominacji Bożej panem całego materialnego stworzenia. Mamy tu do czynienia z hierarchią stworzoną przez Boga, gdzie człowiek jest istotą wyjątkową, gdyż tylko on został stworzony na wzór i podobieństwo Boże. Zastaje on gotowy porządek zaplanowany przez Boga, i sam zostaje umieszczony w nim na samym szczycie, będąc pośrednikiem między światem materii, a światem Ducha. Jego wyższość nie jest kwestią jego próżności czy ambicji, lecz jego duchowo-cielesnej natury, danej od Boga. Tutaj można wywieść Bożą prawdę o hierarchii rządzącej światem: o supremacji ducha nad materią, i ta władza w oczach Boga jest dobra.

Owa przesłanka o wyższości Ducha nad materią, mówiąc inaczej, o panowaniu cnoty nad grzechem, o wyższości prawdy nad kłamstwem, jest pewną wskazówką charakteryzującą hipotetyczną idealną społeczność chrześcijan. W Starym Testamencie obrazem tej społeczności był lud Izraela, którego prawdziwym Władcą i Prawodawcą był sam Bóg, Jahwe Zastępów: Zgromadź Mi naród, niech usłyszą me słowa, aby się nauczyli Mnie bać przez wszystkie dni życia na ziemi i nauczyli tego swoich synów (Pwt 4,10). Jednak lud Starego Prawa odszedł od przykazań Boga swego, przez co nie rozpoznał czasu nawiedzenia i nie przyjął Mesjasza.

W Nowym Testamencie zawarte są dokładniejsze cechy idealnego społeczeństwa Bożego, nie opartego już jednak na żadnym konkretnym narodzie. Oto niektóre teksty podnoszące ten temat:

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mt 5, 44)

Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! (Mt 19, 21)

Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym (Mt 20, 26-27)

Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony (Mt 23, 8-12)

Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich (Mk 10, 42-44)

Wy zaś nie tak macie postępować. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa! (Łk 22, 26-27)

Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne.  Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca (Dz 2, 44-46)

Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej więzi, gdyż cieszy się Bóg takimi ofiarami (Hbr 13, 6).

Czy ustrój społeczny zbudowany na powyższych przesłankach jest możliwy do realizacji na ziemi? System Boży, oparty na Bożych przykazaniach, wydaje się czymś nierealnym, wręcz utopijnym, bo zakłada że wszyscy obywatele będą dobrzy, że będą się nawzajem kochać, a także kochać swoich nieprzyjaciół, że wszyscy będą jednakowo poddani z własnej woli prawu Bożemu. A co zrobić, gdy znajdzie się ktoś, kto zacznie bezwzględnie wykorzystywać tych bogobojnych obywateli? Takie społeczeństwo byłoby przecież niesłychanie wrażliwe na każdą przemoc. Poza tym ten stan pobożności jest niesłychanie trudno osiągnąć nawet w przypadku pojedynczego człowieka, taki stan duszy zwykło się nazywać wielką świętością, jednak czy całe społeczeństwa mogą być święte? Czy mamy w historii jakieś przykłady takich świętych społeczeństw Bożych?

Otóż wydaje mi się, że najbliżej do tego ideału zbliżyły się społeczności mnichów i mniszek, które powstały w IV i V wieku -- najpierw w Egipcie, potem w Palestynie i na obszarze całego ówczesnego cesarstwa rzymskiego. Mnisi to ludzie, którzy przede wszystkim całkowicie wyrzekli się świata, w sensie wszelkich przywiązań do dóbr materialnych, bogactw, zaszczytów, więzi rodzinnych, którzy z powodu Chrystusa zamieszkali na pustyni, w niesłychanie ciężkich warunkach, oddając się nieustannej modlitwie, postom oraz ciężkiej pracy fizycznej. Mieszkali samotnie lub tworzyli wspólnoty kierowane przez Abbów, świętych starców. Te wspólnoty później nazwano monasterami i ułożono specjalne reguły porządkujące życie monastyczne, które można nazwać konstytucjami tych społeczeństw Bożych. W wielkim skrócie można napisać, że ustrój mniszy oparty był na całkowitym posłuszeństwie wobec świętego Abby, w ten sposób za pośrednictwem Abby realizując oddanie indywidualnej swojej woli woli Boga. Oczywiście śluby takie dokonywane były przez wstępujących do społeczności świadomie, z nieprzymuszonej woli, razem ze ślubami czystości cielesnej i ubóstwa.

Jednak, tak jak przewidzieliśmy, społeczeństwa mnichów okazały się mało odporne na agresję świata zewnętrznego. Świat nie potrafił ścierpieć takich społeczności, przede wszystkim za niesłychaną niezależność od władców tego świata, za zupełny brak lęku i respektu przed nimi, za nieprzekupność i bezkompromisowość, za wielkie przywiązanie do Chrystusa i Ewangelii, za odważną obronę dogmatów Kościoła. Trudno grozić tym, którzy śmierć za Chrystusa uważali za zysk. Jednak pod względem politycznym społeczności mnichów były bardzo bezbronne wobec otaczających ich możnowładców. Można stąd wywieść tezę, że system oparty na miłości Bożej w walce politycznej przegrywa tu, na ziemi, z systemami opartymi na przemocy i agresji. Tak więc ten ideał społeczności Bożej, czyli święte monastery, zostały wyrugowane z chrześcijaństwa zachodniego dość szybko. Już około X wieku zmieniły swój model "polityczny" i weszły -- w różnych formacjach -- w skład diecezjalnego duchowieństwa pod świecką władzą biskupa, który w tym czasie upodobnił się do feudalnego władcy. W protestantyzmie monastery zniknęły nawet całkowicie. Tylko w chrześcijaństwie wschodnim, po wielu wstrząsach i reformach, monastycyzm przetrwał do dziś, jednak monastery nie są już tak prężne i tak liczne jak kiedyś.

Teraz przyjrzyjmy się, jakie są teoretyczne przesłanki ustroju diabelskiego. Program polityczny diabła polega na całkowitym odwróceniu porządku Bożego. Aby władza ojca kłamstwa mogła zaistnieć najpierw musi zostać zniszczony Kościół, a przede wszystkim ideały monastycyzmu, poprzez reformy i stopniowe podporządkowanie mnichów świeckiej władzy politycznej. Diabeł stara się niszczyć Kościół rozłamami, schizmami i herezjami. Czyni to poprzez przekupnych i niegodnych hierarchów, którzy oddali się realizacji jego intryg -- krótko mówiąc realizuje swoje cele poprzez zdrajców Kościoła. Ci zdrajcy zamiast walczyć o dusze ludzkie dla Chrystusa zaczęli walczyć o władzę polityczną między sobą nawzajem. Potem diabeł niszczy narody, więzi społeczne jako takie, niszczy tradycyjne państwa, zwłaszcza te oparte na nauce Ewangelii. W wyniku rewolucji i wojen padają kolejne królestwa chrześcijańskie w Europie. Poprzez wielkie wędrówki ludów, emigracje, tworzą się społeczności wielokulturowe, kosmopolityczne, bardzo podatne na kłamstwa religii ekumenizmu. Potem diabeł idzie jeszcze dalej, niszczy rodzinę, wprowadzając najpierw wolność rozwodów, potem wymyślając feminizm, czyli wyzwolenie kobiet, wolną miłość, promuje grzech we wszelkiej postaci, zwłaszcza grzech cudzołóstwa, wykorzystując pornografię, następnie wprowadzając tzw. "planowanie rodziny", czyli aborcję, eutanazję, a zamiast tradycyjnej moralności na niesłychanie wielką skalę propaguje dewiacje i zboczenia seksualne.

Żeby realizować swoje cele ustrój diabelski posługuje się kłamstwem i terrorem. Posiada z reguły bardzo rozbudowany aparat represji: ludziom opornym grozi zabór majątku, więzienie, wygnanie, bicie, tortury, śmierć. Posiada też rozbudowaną strukturę tajnej policji (również orwellowskiej policji myśli), przy pomocy której stara się kontrolować każdego człowieka, zarówno przy pomocy tajnych współpracowników zaprzedanym na usługi zła, jak i przy pomocy nowoczesnych technologii.

Kłamstwo najbardziej jednak potrzebuje rozbudowanego aparatu propagandy: Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przyjmują nazwę dobroczyńców (Łk 22:25). Ojciec kłamstwa prowadzi propagandę sukcesu bez Boga, kult siły i fizycznego piękna. W sferze polityki "duchowej" diabeł propaguje wszelki rodzaj grzechu i dowodzi braku kary za niego. Według współczesnych demagogów, zarówno tych "pobożnych" jak i ateistów, nie istnieje nic takiego jak sąd Boży i kara za grzechy -- Boga albo "nie ma" i wszystko wtedy jest dozwolone, albo jeżeli nawet Bóg jest, to jest z definicji dobry i pobłażliwy, kocha ludzkość tak bardzo, że na wszystko jej pozwala. Dlatego, według szatańskich politruków, nie ma co tak pryncypialnie odrzucać zła i unikać grzechu, zwłaszcza kiedy prowadzi do rozlicznych "korzyści" duchowych, a i materialnych także. Diabeł otwarcie nawołuje do buntu przeciwko tradycji i wyśmiewa chrześcijaństwo jako skostniałe i bezduszne zestawienie samych nakazów i zakazów, kompletnie nie przystających do nowoczesnego świata. Konsekwencją tej walki jest w końcu całkowity zakaz wyznawania chrześcijaństwa.

Cel diabła jest oczywisty: całkowite zniewolenie ludzi, uzależnienie poprzez strach, pożądanie, chciwość, zachłanność, etc., a z drugiej strony dokładne wymazanie z pamięci indywidualnej, jak i zbiorowej, prawdziwego obrazu Dobrego Boga Stworzyciela, Boga Miłującego Sprawiedliwość. Diabeł od zawsze kreuje przed ludźmi świat bez Boga, poddając w wątpliwość Jego miłość i dobre intencje, stara się wmówić ludziom, że są samowystarczalni pod każdym względem, że to oni tworzą i kreują życie, czy to duchowe, czy też materialne. Ostatecznie wzywa ich do otwartego buntu przeciw Bogu i Jego przykazaniom, twierdząc, że dopiero po odrzuceniu tych "starych pęt" człowiek w końcu będzie w pełni wolny i szczęśliwy.

Oczywiście jest to mrzonka, jest to diabelskie oszustwo, zwodzenie obecne na świecie od samego jego stworzenia. Jeszcze raz przypomnijmy sobie historię upadku człowieka, kiedy przebywający w Raju Adam poddany był Bogu jako Istocie Najwyższej, a jego wolność była ograniczona poprzez jedno tylko przykazanie do wypełnienia, pod straszną karą śmierci: niechybnie umrzesz (Rdz 2:17). Posłuszeństwo człowieka wobec swego Stworzyciela stało się sprawą kluczową dla dalszego biegu historii. Oto w tym dobrym układzie Bóg - człowiek - świat pojawia się czwarty czynnik -- upadły anioł, ojciec kłamstwa, zwodziciel, bluźnierca. W sensie politycznym mamy tu właśnie do czynienia z agitatorem typu rewolucjonisty komunistycznego, który obiecuje ludziom równość z Bogiem, uwolnienie od ciemiężcy, który specjalnie trzyma swoich poddanych w niewiedzy i nieświadomości po to, aby ich gnębić. Oczywiście jego obietnice są bez pokrycia, tak samo jak i u współczesnych polityków, jednak rezultat jego agitacji jest przerażający: człowiek zostaje wypędzony z Raju i umiera w kraju wygnania i niewoli, gdzie panuje okrutny tyran, który jest obrzydliwym kłamcą.

Widzimy więc narodziny dyktatury duchowego proletariatu, czyli upadłych aniołów, którym przewodzi ojciec kłamstwa -- szatan. Celem szatana stało się zawładnięcie człowiekiem, a poprzez podporządkowanie sobie człowieka zawładnięcie całym materialnym światem stworzonym przez Boga. Teraz najważniejszą sprawą dla szatana stało się, aby człowiek całkowicie zapomniał o poprzednim dobrym świecie, o swoim dobrym Stworzycielu. W tym celu zaczął pracować nad wymazaniem Bożego podobieństwa w człowieku, sprowadzenia go jedynie do świata materii, do poziomu zwierząt. Właśnie do realizacji tego celu potrzebna mu jest władza polityczna. I tak jak to się działo wielokrotnie podczas różnych ziemskich rewolucji, gdzie rewolucjoniści natychmiast zajmowali miejsce strąconego przez siebie władcy, szatan po oszukaniu ludzi usiłował zająć miejsce Boga i sam kazał mianować się Bogiem. Tak powstały kulty pogańskie, które jako żywo przypominają krwawy terror wszelkich komun i dyktatur socjalistycznych.

Co robi tymczasem "obalony" Władca? Czy stara się odzyskać jakoś utracony świat? Otóż z tego co wiemy z Pisma Świętego, świat podlega klątwie i jego przeznaczenie jest przesądzone: niebo i ziemia przeminą (Mt 24:35), przeminie postać tego świata (1 Kor 7:31), ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły (Ap 21:1). Czyli los świata jest już przesądzony.

Jedyne, co martwi Boga, to nieśmiertelne dusze ludzkie. Dlatego nie porzucił świata zupełnie i nie wrzucił od razu do jeziora ognia. Trzeba tu zaznaczyć, że Bóg nie musi cackać się z szatanem, szarpać się z nim, znosić jego humorów, cierpieć jego wrednego charakteru ani jego nienawiści. Bóg jest Bogiem Wszechmogącym, jest Panem wszystkiego, również prawa natury są Mu poddane, zresztą Sam je stworzył takie, a nie inne. A szatana może zgładzić samym tchnieniem ust Swoich, i wniwecz obrócić samym objawieniem Swojego przyjścia (1 Tes 2:8). Bóg czeka wciąż, żeby ludzie otrząsnęli się z omamów szatańskich, z fikcji prezentowanej im przez demony, z fałszywych religii i fałszywego królowania, z tej całej zakłamanej i brudnej polityki i żeby przeciwstawili się kłamstwu. Jest to trudne zadanie, tym bardziej, że natura ludzka po upadku uległa zmianie, stała się bardzo skłonna do grzechu, zwłaszcza do pychy, do chciwości, do popadania w przeróżne namiętności, które człowiek przedkłada ponad umiłowaną Bożą mądrość. Dlatego Bóg w Swojej miłości do ludzi postanawia przyjąć postać ludzką i narodzić się z Przeczystej Dziewicy jako Dobro, które ma moc zwyciężyć wszelkie zło.

Mam nadzieję, że to odrzucenie Boga przez ludzi stało się trochę bardziej zrozumiałe po tych rozważaniach. Według mnie istotą i zasadą tego odrzucenia Boga jest fakt, że rzeczywistość bytu i miłości Boga Żywego jest zupełnie obca i nieprzystawalna do rzeczywistości upadłego świata. Na świecie panują prawa materii, a w Królestwie Bożym panują prawa Boże, czysto duchowe. Prawa materii są prawami polegającymi na przemocy i terrorze, prawa Boże oparte są na miłości. Zdolność do miłości jest obrazem i podobieństwem Bożym odciśniętym przez Boga w każdym człowieku. Dlatego człowiek skazany jest na egzystencjalną walkę ze złem i diabłem. Nie może się z niej wyzwolić przez całe swoje życie. Jednak bez pomocy Boga ta walka jest nierówna, gdyż szatan jest potężniejszy od człowieka. Dlatego po upadku człowiek staczał się po równi pochyłej do stanu coraz gorszego, do coraz większego oddalenia od Boga. Żeby to lepiej objaśnić użyjmy tutaj słownictwa zaczerpniętego z nauk biologicznych -- na ziemi zaczęła działać wśród ludzi selekcja naturalna, gdyż miłość jako słabsza, wszystkiemu wierząca i ufająca, a więc wedle standardów światowych -- głupia i naiwna, nie unosząca się gniewem i nie szukająca swego, która nie pamięta złego i wszystko przebacza (1 Kor 13,7) -- nie miała szans z dziką agresją, z mściwością, z cynicznym wykorzystaniem, z zimną kalkulacją, z wyrachowaniem i potajemną zdradą. Tę "słabość" miłości i sprawiedliwości widać już na przykładzie Abla i Kaina: po Kainie pozostało całe plemię Kainitów, a po Ablu zaś "tylko" krew wołająca o pomstę do Boga.

Osobnicy dotknięci ową Boską Pieczęcią Miłości są nieprzystosowani do życia w świecie, są z niego eliminowani przez jednostki tej miłości pozbawione. Natomiast największe szanse przeżycia oraz wydania potomstwa mają ludzie bezwzględni, cyniczni, bez skrupułów i sentymentów, którzy kpią sobie z miłości. Morderca zabija czyniącego pokój, złodziej góruje nad sprawiedliwym, bogacz wypiera ubogiego, bluźniercy i czarownicy służący diabłu poświęcają w ofierze bogobojnych ludzi, bezbronnych wobec ich przemocy. Tak więc pomału z całego pokolenia Adamowego na ziemi pozostali sami tylko mordercy, złodzieje, bluźniercy, buntownicy i rozpustnicy. Wiemy z Pisma Świętego, że Bóg pożałował, że uczynił człowieka na ziemi i położył tej diabelskiej ewolucji kres zsyłając potop. Potem jednak ta ewolucja ludzkości działała nadal, miłość nadal była wypierana przez nienawiść i zbrodnię, światło Boże uciekało przed ciemnością demonów, wolność kończyła się w niewoli, cicha prawda przegrywała z krzykliwością kłamstwa, pokorna pobożność była niewidoczna wobec ostentacji i bezczelności bluźnierstwa.

Dlatego po wiekach przygotowań, poprzez cudowne wybranie pewnego narodu, poprzez nadanie mu Prawa oraz posłanie do niego Proroków zapowiadających przyszłe wydarzenia, poprzez nadprzyrodzone znaki, nadnaturalne interwencje w dzieje świata, również w bieg historii politycznej, umożliwione zostało Boże Wcielenie w stajence betlejemskiej. Teraz ta diabelska ewolucja eliminująca miłość musiała zwrócić się przeciwko będącemu samą miłością Stworzycielowi Świata, dlatego też od pierwszych chwil był On prześladowany, dlatego już jako Dziecię musiał uciekać i ukrywać się. Dlatego też wcielony Bóg trzydzieści lat przeżył na ziemi niemal w ukryciu, i w końcu dlatego został ukrzyżowany między zbrodniarzami na trzeci rok po uroczystym ukazaniu się światu w chwili chrztu w Jordanie. Bóg-Miłość został zdradzony, opuszczony, umęczony i zabity. Czy więc prawa ewolucji okazały się mocniejsze od samego Boga?

Otóż nie, ponieważ Bóg ma moc odzyskać życie, czego biologia w ogóle nie bierze pod uwagę. Chrystus Zmartwychwstał i Jego zwycięstwo okazało się wspaniałe, Jego Miłość zwyciężyła świat, okazała się mocniejsza od wszelkich zasadzek złego ducha, Jego Prawda zwyciężyła ojca kłamstwa, Jego Światłość zwyciężyła nawet mroki śmierci. Razem z Nim i my, zwykli ludzie, możemy tego dokonać, możemy tak jak On podeptać całą potęgę zwodziciela i oszusta. Jednak najpierw musimy odnaleźć tę drogę wiodącą do Niego, do groty w Betlejem, i na przekór współczesnym Herodom, podążać za Bożym Objawieniem zawartym w Starym i Nowym Testamencie oraz za Bożą Światłością rozlaną na pustyni, z dala od światowego natarczywego hałasu. Wbrew podstępnym namowom i kategorycznym zakazom władców tego świata musimy prostować drogę Chrystusowi w poście, modlitwie i jałmużnie, walcząc z całych sił z grzechem w nas tkwiącym, starając się pozyskać miłość, krwawo zwalczaną przez diabelską ewolucję.

To właśnie z powodu tej miłości Bóg uniżył się i przyjął ciało ludzkie. Przyszedł na ziemię jako sługa, a świat nie rozpoznał w Nim Boga. Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących (1 Kor 1:21). Można by rzec, że Bóg posłużył się wobec szatana podstępem: postanowił wyrwać człowieka z gardzieli smoka, w tym celu przyjął postać Baranka, który okazał się dla smoka trujący. Smok niczego się nie spodziewając połknął Go i udławił się Nim śmiertelnie, gdyż zamiast zwykłej ofiary połknął płomień Bóstwa, Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata, i który zmartwychwstał trzeciego dnia.

Jak zbawić swoją duszę?

Jezus Chrystus nie wcielił się po to, by zatrzymać diabelską ewolucję. Po wielu wiekach działania negatywnego doboru diabelskiego ludzkość znowu osiągnęła stan podobny do tego przed potopem, kiedy to Bóg postanowił wygubić doszczętnie wszystko co żyje na ziemi. Ten powtórny upadek ludzkości został zapowiedziany w Piśmie Świętym jako powszechne odstępstwo, apostazja od wiary, która będzie miała miejsce przed powtórnym przyjściem Chrystusa (por. 2 Tes 2,3). Oto jak trafnie opisuje ludzkość czasów ostatecznych św. Paweł: Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi. Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe -- pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości. Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią (Rz 1,21-32).

Jak wyrwać ludzi z tego stanu grzechu, z tego szamba duchowego, z tej ewolucji prowadzącej do śmierci, jak doprowadzić ich do Boga? Jak to zrobić, żeby ludzie uwierzyli w samą możliwość zbawienia -- aby zobaczyli w małym Dziecięciu zrodzonym w Betlejem Zbawiciela świata, aby odpowiedzieli na Jego miłość swoją miłością? Szczególnie trudno jest mówić o sprawach dotyczących zbawienia dzisiaj, i to z bardzo wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że współcześnie powszechnie podważono sam sens słowa -- zbawienie. No bo od czego się zbawiać, skoro jest tak dobrze na ziemi? Mamy na świecie pokój i bezpieczeństwo, dobrobyt i postęp we wszystkich dziedzinach, zamiast dawnych przesądów króluje nam światłość umysłu ludzkiego, w polityce zamiast tyranii mamy bardzo postępową i tolerancyjną demokrację, ciemne wieki średniowiecznych zabobonów wreszcie się skończyły. No więc o jakim zbawieniu może być mowa, skoro człowiek wspiął się na sam szczyt swoich możliwości, jest panem całej ziemi, przeszłości i przyszłości nawet, sięga już nieomal do gwiazd? Co prawda jest jeszcze kilka kłopotów i kwestii, które trzeba doraźnie rozwiązywać, ale proszę zobaczyć jak znakomicie człowiek daje sobie z tymi problemami radę, jak skutecznie stawia czoło nie tylko przesądom przeszłości, nie tylko zwalcza antysemityzm i ksenofobię, ale jednoczy całą ziemię w jedno potężne i demokratyczne królestwo mlekiem i miodem płynące, a jeszcze dla naszej wygody i naszego przyszłego szczęścia i chwały z wielkim poświęceniem walczy z globalnym ociepleniem.

Czy może być lepiej? Co prawda ludzie wciąż jeszcze cierpią, chorują i umierają, ale jakby nikt już na to nie zwraca uwagi. Fenomenem dzisiejszych czasów jest to, że mało kto trapi się tymi problemami, jakby nie były zbyt znaczące, a życie miało trwać wiecznie. Tak zwane sprawy ostateczne znalazły się poza zasięgiem refleksji współczesnego człowieka, wypierane skutecznie różnymi innymi zagadnieniami, na przykład rozmyślaniem nad niesłychaną godnością człowieka, jego niezbywalnymi prawami do godnego życia na ziemi, do pracy, do rozwoju, do odpoczynku i rozrywki, do planowania rodziny, do godnej śmierci -- jednym słowem o prawach danych każdemu człowiekowi do kształtowania oblicza ziemi według swojej woli i własnych upodobań.

W takim optymistycznym klimacie mówienie o wiecznym potępieniu w piekle wydaje się być wręcz zbrodnią przeciw ludzkości, a z pewnością jest straszną obrazą, jest okropnym molestowaniem uczuć "niewinnego" przecież człowieka. Już nie wspominając o tym, jaki to ogromny nietakt, gafa, a także śmieszność tych, co nieopatrznie wspominają te dawne, tak chore z nienawiści, tak niewyobrażalnie niesprawiedliwe, bezduszne, tak straszne i przerażające mity, przesądy i baśnie o jakiejś wiecznej karze za grzechy. Sprawę pogarsza jeszcze fakt, że wiele współczesnych religii idzie w sukurs tej sielankowej wizji człowieka głosząc powszechne zbawienie dla wszystkich. W wielkim skrócie tłumaczą to następująco: Bóg jest samą dobrocią i wyrozumiałością, jest nieskończenie miłosierny i chce dla ludzi tylko samego dobra, a więc wprost niepodobieństwem jest, żeby kogokolwiek "skrzywdził" strasznym potępieniem. Po śmierci człowiek musi tylko przebyć "ciemny tunel", na którego końcu znajduje się "światło", czyli sam Bóg, czy też coś innego (w zależności od wiary umarłego) i człowiek doznaje wielkiej radości, łączy się ze swoimi przodkami i w pełni dowiaduje się wreszcie o co chodziło tak naprawdę na ziemi. Po prostu nie może być inaczej.

Żeby nie być gołosłownym zamieszczę krótką informację z "Rzeczypospolitej" z 28 lipca 2008:

"Dualistyczna historia stworzenia świata z podziałem na piekło i niebo nie pasuje do współczesnego społeczeństwa -- stwierdzili przedstawiciele Kościoła luterańsko-ewangelickiego na łamach gazety "Kristeligt Dagblad". Pastorzy zmierzają do stworzenia nowej dogmatyki, którą mogliby głosić "nowocześni ludzie Kościoła w XXI wieku".

Ich zdaniem nadszedł czas, by obalić chrześcijański dogmat o diable jako samodzielnej istocie mającej moc i własną wolę. -- Jako nowoczesny człowiek nie mogę znaleźć sensu w diable, który jest samodzielną istotą, biegającą wokół nas i kuszącą -- wyjaśnia pastor Lars Hojland. Według niego zamiast archaicznego poglądu o piekle i niebie powinno się głosić nauki o "niepokoju" i "złu" jako uniwersalnych i ludzkich fenomenach w świecie.

Ostatnio podobne poglądy wyrażali biskup Roskilde Jan Lindhardt i profesor teologii Svend Andersen. Ten ostatni zdystansował się wobec pojęcia Sądu Ostatecznego i zmartwychwstania Chrystusa. Inny z teologów dowodził z kolei nieprawdziwości dogmatu głoszącego, że wszyscy ludzie będą zbawieni lub wiecznie potępieni."

Oczywiście nie tylko kościoły luterańskie skażone są tego rodzaju nowinkami teologicznymi, dokładnie te same poglądy głosi się obecnie również w Kościele katolickim, jak i w Cerkwi prawosławnej, z pewnymi drobnymi wariacjami -- mówiąc inaczej, z dokładnością do lokalnego kolorytu, jednak sens pozostaje ten sam. Widać więc wyraźnie, że skoro nie ma już diabła i piekła, słowo "zbawienie" nie ma już żadnego sensu. Świat pozbawiony "dualizmu" cały już jest zbawiony, Chrystus zapłacił za wszystkie grzechy, przeszłe i przyszłe, i wszystkich i wszystko objął Swoją łaską i miłością.

Jeżeli jednak Chrystus usunął grzech i zbawił już wszystkich, to dlaczego wciąż mamy do czynienia z cierpieniem i śmiercią? Przecież jeżeli Bóg jest tak dobry, jak tego chcą współcześni myśliciele i teologowie, to już dawno powinien całkowicie usunąć również wszelkie pozostałości po grzechu, czyli te "niedogodności" (tak naprawdę nazywanie ich uniwersalnymi fenomenami ludzkimi jest niesłychanie pesymistyczne, gdyż jest to rezygnacja z walki przeciwko złu i złożenie broni), które od czasów wygnania z raju aż do chwili obecnej trapią człowieka w postaci chorób, cierpienia i śmierci. Albo Bóg jest dobry i zbawił cały kosmos, albo nie zbawił. A jeżeli zbawił, to dlaczego wciąż ludzie cierpią, chorują i umierają? Dlaczego biedne dzieci w Afryce głodują? Albo dlaczego biedni homoseksualiści chorują na AIDS? Albo dlaczego dobry Bóg dopuścił do zagłady Żydów?

Wydaje się, że tutaj jest słaby punkt tej nowej wiary w powszechne zbawienie. Bóg nie tylko nie usunął wspomnianych "niedogodności", ale wręcz je pomnożył, w postaci wielu kataklizmów nękających ludzkość. Wystarczy przyjrzeć się dziejom XX wieku: dwie wojny światowe z holokaustem wielu narodów, wielka rewolucja wraz z mnóstwem pomniejszych, nie mniej krwawych, trzęsienia ziemi, powodzie, tsunami, wreszcie straszliwe ocieplenie globalne, a wydaje się, że jeszcze wiele przed nami. Po co Bóg zsyła te straszne kary, skoro wszyscy są zbawieni? Po co nas nęka i miażdży, skoro już klamka zapadła? Dlaczego czeka na przybranie nas w białą szatę zbawienia aż umrzemy, a jak żyjemy, to nas jeszcze męczy i torturuje? To przecież nie ma sensu.

Bo też ta nauka właśnie nie ma sensu. Albo królujemy wiecznie z Chrystusem i wszelka łza jest otarta i miecze przekute są na lemiesze, albo dopiero musimy się postarać o wejście do Jego królestwa. Ale w takim razie trzeba będzie jednak powrócić do tej zapomnianej, ciemnej i średniowiecznej koncepcji, opartej na Piśmie Świętym -- że zbawienie, owszem, jest darem uniwersalnym, ale tylko dla ludzi, którzy tego zbawienia poważnie poszukują i o które mężnie toczą boje. Okazuje się wreszcie, że zbawienie wcale nie jest takie oczywiste, nie jest ono dobrem ogólnie dostępnym w supermarketach, nie jest demokratycznym dekretem większości, zbawienie nie jest zasiłkiem socjalnym należnym każdemu zmarłemu wraz z pogrzebem, nie jest "wolnością, równością i braterstwem" wszystkich ludzi, ale jest ono szczególną łaską daną niewielu. Okazuje się, że słowo "zbawienie" jednak ma sens.

Powróćmy więc do wcześniej postawionego pytania: Jak się zbawić? Na początku trzeba zauważyć wagę tak postawionego problemu. Poprawnie udzielona odpowiedź na to pytanie naprawdę prowadzi do Boga i odpuszczenia grzechów, źle udzielona odpowiedź rzeczywiście prowadzi do wiecznego potępienia. Wydaje się, że tego typu rozważania powinny być dość istotne dla każdego człowieka, bo dotyczą tego, co będzie jego udziałem w wieczności. Znaleziona odpowiedź oczywiście powinna diametralnie zmienić życie każdego człowieka, powinna zdecydowanie popchnąć go na drogę wiodącą do zbawienia.

Jak się zbawić? Czy powinniśmy coś robić, aby zbawić się przez dobre uczynki, modlitwy, posty, ascezę, jałmużnę, czy też raczej powinniśmy zdać się na łaskę Bożą zawartą w Cerkwi i w świętych sakramentach danym nam, chrześcijanom, od samego Boga? Czy zbawienie jest dane przez łaskę, czy raczej przez uczynki? Ten dylemat trapił wielu chrześcijan: wielu uważało, że zbawienie osiągane jest przez uczynki, tak głosił na przykład Pelagiusz, inni, jak na przykład błogosławiony Augustyn, przekonani byli, że zbawienie jest przede wszytkim łaską Boga. Te odpowiedzi wydają się skrajnie przeciwstawne, jednak przedstawiona wyżej alternatywa łaski i wolnej woli jest z gruntu fałszywa, gdyż w życiu duchowym potrzebne nam są obydwa te elementy. Tak więc prawosławna nauka dotycząca zbawienia łączy te dwie odpowiedzi w jedną: na swoje zbawienie człowiek pracuje przez całe życie, jednając tym samym potrzebną do zbawienia łaskę Boga. Przy czym łaska i ludzkie uczynki są ze sobą w harmonii, bo z jednej strony łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił (Ef 2,8-9); oraz beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5). Z drugiej strony mamy w Piśmie Świętym szereg cytatów wskazujących zasadniczą rolę uczynków:

Nawoływałem (...) pogan, aby pokutowali i nawrócili się do Boga, i pełnili uczynki godne pokuty (Dz 26,20),

Twierdzą, że znają Boga, uczynkami zaś temu przeczą (Tyt 1,216)

Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? (Jkb 2,14)

Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków (Jk 2,26).

Ta harmonia łaski Bożej i ludzkiego wysiłku nazywana jest synergią, czyli współpracą.

Jeden z największych ojców monastycyzmu, św. Jan Kasjan, naucza następująco: "Czym jest to, o czym mówiono w tych wszystkich [cytatach z Pisma Świętego] jeśli nie deklaracją zarówno łaski Bożej, jak i wolności naszej woli, gdyż nawet poprzez własne postępowanie człowiek może zacząć poszukiwać cnót, zawsze jednak oczekując Bożej pomocy?" (Konferencje, XIII, 9). "Co zależy od czego, jest to problem godny uwagi; mianowicie czy Bóg jest łaskawy nam, ponieważ okazaliśmy początki dobrej woli, czy też otrzymujemy początki dobrej woli, ponieważ Bóg jest miłosierny. Wielu wierzy w te prawdy osobno i twierdzi ponad to, co słuszne oraz popada w wiele przeciwstawnych sobie błędów" (Konferencje, XIII, 11). "Te dwie rzeczy, to znaczy zarówno łaska jak i wolna wola, wydają się być dla siebie przeciwnościami; jednak obie są ze sobą w harmonii. Dochodzimy do wniosku, że z powodu pobożności powinniśmy przyjąć je obie, gdyż wydaje się, że odrzucając jedną z nich od siebie naruszamy wiarę Kościoła" (Konferencje, XIII, 11).

Dla nas niech będzie na razie istotne to, że nie ma łaski Bożej bez ludzkiego wysiłku, albo inaczej, ofiarowana człowiekowi łaska Boża obumiera, gdy nie pobudza go do odpowiednich starań i uczynków. Cała trudność chrześcijaństwa polega właśnie na umiejętności rezygnacji z "przyjemności" grzechu i na wypełnianiu Bożych przykazań, które wymagają zaangażowania naszej woli i czasem wielkiego wysiłku całej osoby. Jednak ludzie z reguły wolą zaspokajać swoje grzeszne "przyjemności", dlatego w życiu duchowym również niezmiennie szukają rzeczy przyjemnych, interesujących doznań, odkrywania niedostępnych dla innych tajemnic, widzenia cudownych świateł, szukają niezwykłych mocy. Kiedy słyszą o dobrym i miłosiernym Bogu, o przebaczeniu win, o wielkiej miłości Chrystusa do ludzi, wtedy chętnie słuchają, to im się nawet podoba -- tak, takiego szczęścia chcieliby zakosztować. Jednak jak poznają naukę Krzyża, samozaparcia się, cierpienia i wielu wyrzeczeń ze względu na Chrystusa, wtedy nauka chrześcijańska dużo traci na swojej atrakcyjności. Twarda jest ta mowa, któż jej słuchać może? (J 6,60).

A przecież chrześcijaństwo, to oprócz głoszenia nieustannej radości z faktu przyjścia Boga na świat, to przede wszystkim nauka Krzyża, a także moc Krzyża, nic więcej, i nic mniej. Oto nauka Chrystusa: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien (Mt 10,38); Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16,24); Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem (Łk 14,27). A więc chrześcijaństwo to przede wszystkim trudne, mozolne, cierpliwe i bolesne dźwiganie Krzyża, gdyż to właśnie Krzyż jest naszym narzędziem zbawienia. Jeśli tak, to trzeba go uchwycić, co znaczy odwrócić się całkowicie od "przyjemności" grzechu, światowych zabaw i rozrywek, od wszelkich złych skłonności naszego ciała i duszy. Krzyż jest oczyszczającym ogniem, jest odwróceniem się od świata, jest drogą do Boga, jest kluczem do wrót Królestwa Niebieskiego.

Chrześcijanie zakosztowawszy miłości Bożej pragnęli świadczyć o tej miłości w sposób najdoskonalszy, dlatego powtarzali za świętym Pawłem: Tymczasem ja dla Prawa (a więc dla świata) umarłem (...), aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża (Gal 2,19). Jak już wspomniałem wyżej początki chrześcijaństwa to okres wielkich i krwawych prześladowań, nauka Krzyża nie wymagała wtedy jakichś specjalnych wykładów i wyjaśnień, każdy chrześcijanin rozumiał ją doskonale. Wtedy uczniowie Chrystusa bardzo serio traktowali Jego naukę, świadczyli o tym swoim życiem dosłownie złożonym Bogu w ofierze, i czynili to z wielką odwagą i radością.

Jednak nie wszystkim przecież było dane osiągnąć koronę męczeństwa, pozostali chrześcijanie realizowali naukę Krzyża w życiu codziennym, przede wszystkim w porzuceniu spraw tego świata, gdyż wszyscy byli już wyraźnie oddzieleni od świata, gdyż świat nie przedstawiał dla nich żadnej wartości. Oto jak bardzo różnią się chrześcijanie od reszty ludzkości według słów św. Makarego Wielkiego: "Chrześcijanie mają swój własny świat, swój własny sposób życia i mentalność, słowa i czyny. Zupełnie inny jest sposób życia, mentalność, słowa i czyny ludzi tego świata. Chrześcijanie są jednym, a miłośnicy tego świata czymś drugim; pomiędzy nimi jest wielki podział. (...) Właśnie w tej odnowie umysłu, w pokoju myśli, w miłości i niebiańskim przywiązaniu do Chrystusa, to nowe stworzenie -- chrześcijanie -- różni się od wszystkich ludzi tego świata. Taki był cel przyjścia Zbawiciela, aby łaskawie udzielić tych duchowych błogosławieństw tym, którzy prawdziwie w Niego uwierzą. Chrześcijanie posiadają chwałę, piękno i niebiańskie bogactwo, których nie sposób opisać słowami, a są one zdobyte w pocie i łzach, w próbach i wielu walkach, zawsze z Bożej łaski... Człowiek duchowy zupełnie nie myśli o tej (chwale ziemskich władców), gdyż doświadczył już innej chwały, która nie jest cielesna i pochodzi z niebios, bo był już urzeczony innym pięknem, niewypowiedzianym, ma upodobanie w innym bogactwie, żyje w zgodzie z wewnętrznym, duchowym "ja", jest współuczestnikiem innego Ducha."

Chrystus już wcześniej przewidział to rozdzielenie ludzkości na dwie części, na chrześcijan i ludzi podległych prawom ewolucji tego świata, na Królestwo Boże i królestwo diabelskie. Posłuchajmy Jego słów zanotowanych w Ewangelii św. Jana Teologa: Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie. Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo. Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem (J 17,6-18).

Kiedy czytamy o tym podziale na ten świat i Królestwo Boże powinniśmy jakoś spróbować opisać, na czym właściwie owa różnica polega. Oczywiście ta granica między królestwem tego świata a Królestwem Bożym nie przebiega w sposób widzialny, ta granica przebiega w duszach i umysłach ludzkich. Bardzo często utożsamia się Królestwo Boże z Kościołem, a świat z tak zwanymi ludźmi świeckimi, która to nazwa nawet wywodzi się z tego świata. Jednak wydaje się, że dużo lepszym kryterium od tak zwanej przynależności instytucjonalnej jest kryterium uczynków, które ludzie pełnią, bo niestety deklaracje często bywają bez pokrycia, słowa bywają puste i rzucane na wiatr, tworząc bardzo często swego rodzaju propagandowy parawan. Uczynki są jednak dużo lepszym świadectwem tego, co naprawdę mieszka w człowieku, bo spełniać uczynki wymagające samowyrzeczenia i ofiary jest dużo trudniej, niż mówić o nich, a nawet do nich namawiać. Dlatego też Chrystus uczył swoich uczniów, aby rozpoznawali ludzi nie po tym co głoszą, ale po owocach ich działalności (por. Mt 7,16).

Niezbędnym początkiem wyjścia z tego świata rządzonego przez demony jest oczywiście sakrament chrztu, bo wtedy człowiek otrzymuje całkowite odpuszczenie grzechów, i jako czysta dusza zostaje wszczepiony w życie Boga -- Jezusa Chrystusa. Jest to widoczny znak wielkiej łaski Bożej, jednak, jak już wspomniałem wyżej, sama łaska Boża nie wystarcza do zbawienia, tutaj również musimy podkreślić wielką rolę uczynków. Niestety, wiele jest przykładów utraty łaski chrztu świętego, pogardzenia tym ogromnym cudem Bożego miłosierdzia i powrotu do grzechu wraz z jego strasznymi konsekwencjami. Otóż dzieci Boże zawsze pełnią wolę swojego Ojca, który jest w niebie, natomiast dzieci tego świata mają diabła za ojca i pełnią wolę księcia tego świata, a jego wolą zawsze jest pełnienie grzechu. Wynika z tego, że nie wystarczy "zapisać" się do Kościoła, nie wystarczy nawet nazwać Chrystusa swoim Panem, bo nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie (Mt 7,21); oraz Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię? (Łk 6,46). A więc pełnienie woli Bożej jest podstawowym kryterium przynależności do Kościoła, który jest mistycznym Ciałem Chrystusa. Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni (Rz 2,13).

Pomału dochodzimy do pytań coraz bardziej konkretnych: jaka jest wola Boża, którą mam pełnić? Warto zdać sobie sprawę z tego, że samo zadanie takiego pytania jest już wielkim znakiem przemiany, a uczciwe i żarliwe poszukiwanie poważnej odpowiedzi będzie z pewnością początkiem wypełniania woli Boga względem nas, gdyż szukanie woli Boga jest w istocie poszukiwaniem samego Boga. Chrystus namawiał przecież swoich uczniów do rozpoczęcia poszukiwań: szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam (Mt 7,7). Św. Paweł natomiast w liście do Hebrajczyków formułuje najprostsze wyznanie wiary, absolutnie niezbędne do uczynienia pierwszego kroku w kierunku Boga: Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że Bóg jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają (Hbr 11,6). Św. Abba Makary zostawił nam następującą wielką zachętę: "Tego, kto prawdziwie wierzy i trudzi się w pobożności, Jezus nie odda namiętnościom i w ręce demonów".

Otóż pierwszą rzeczą możliwą do wykonania po przyjęciu łaski chrztu świętego jest właśnie "trud wiary i pobożności", który polega na powolnym odwróceniu się od spraw tego świata i zwróceniu się twarzą ku Bogu. Przed chrztem jesteśmy całkowicie zwróceni w stronę świata, nawet nie zdając sobie sprawy, że jesteśmy odwróceni plecami do Boga. Po chrzcie dusza wykonuje obrót o 180 stopni, czyli bez obaw, bo już bez bagażu grzechów, zwraca się twarzą ku Bogu, a siłą rzeczy plecami odwraca się do spraw tego świata, czyli całkowicie wyrzeka się grzechu i szatana. Następnie wolą Boga jest, aby wytrwać w tej "wierze i pobożności" i już nigdy od Boga się nie odwrócić, nigdy nie zamienić Jego nieprzemijającej wielkości i chwały na przemijające ułudy tego świata, a wprost przeciwnie, z całej siły do Niego się zbliżać.

Najogólniej można stwierdzić, że pełnienie woli Boga w codziennym życiu chrześcijan to podążanie w stronę Boga drogą Jego przykazań, z których najważniejszym jest przykazanie miłości -- po pierwsze miłości do Boga, po drugie, miłości do bliźniego. Chrystus wyraźnie nauczał, że na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy (Mt 22,40). Czy to przykazanie jest trudne, czy łatwe do wypełnienia? Czy miłowanie Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą (Mk 12,30) jest w ogóle możliwe do wykonania przez człowieka? Czy ktokolwiek może zapewnić, że przykazanie to wypełnia, że zawsze i wszędzie, z całą mocą i przez cały czas w stopniu doskonałym kocha Boga i wszystkich bliźnich? Czy człowiek może w ogóle kochać taką doskonałą miłością, podobną do miłości Chrystusa, który do końca nas umiłował? Przecież oznacza to, że tylko jedno rozproszenie, mała nieuwaga, nierozważna myśl, jakiekolwiek ustanie z powodu słabości, cierpienia, czy jakichś wydarzeń, czy też pokus, oznacza sprzeniewierzenie się i zejście z drogi tego przykazania! Czy w takim razie pełnienie woli Bożej jest w ogóle możliwe dla zwykłych ludzi? Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe (Mt 19,25-26).

Zaprawdę, na wielkie wyżyny Swego Królestwa wzywa Bóg ludzi! Ale jeżeli wzywa, to także i dopomaga tym, którzy z całej siły usiłują się wspiąć na te wyżyny, bo Królestwo Niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je (Mt 11,12). Oznacza to, że wspinanie się do Boga wymaga od nas wielkiego wysiłku, "gwałtu" zadawanego przede wszystkim dawnemu człowiekowi, aby go ukrzyżować po to, abyśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu (Rz 6,6).

Miłość jako doskonałe wypełnienie całego Prawa i Proroków jest uwieńczeniem wszystkich cnót i łask, jest ostatecznym zwycięstwem nad diabelską ewolucją śmierci. Miłość jest darem, o który wciąż trzeba zabiegać, gdyż mogą otrzymać ją tylko ci chrześcijanie, którzy są tego daru godni, którzy poprzez ciężkie zmagania oczyścili swoje ciało i duszę i w ten sposób uczynili z siebie doskonałe mieszkanie Ducha Świętego. Jest to bardzo ważna prawda, którą warto zapamiętać na całe życie. Ta miłość o której mówi Chrystus, jest tożsama z obecnością Ducha Świętego, bo chrześcijanie po tym poznają, że trwają w Bogu, gdy mają udział w Duchu Świętym. Św. Jan Teolog tak pisze: Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. (1 J 4,13). Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości (1 J 4,16-17). Św. Paweł napisał zaś: miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,5).

Z drugiej strony warto uświadomić sobie, że Duch Święty nigdy nie zamieszka w duszy niegodnej, w duszy osoby, która być może nawet nie stara się o to, nie usiłuje wypełniać przykazań Bożych, nie walczy z grzechem i w ogóle nie dba o swoje zbawienie. Oto słowa św. Piotra wypowiedziane do Żydów: Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni (Dz 5,30-32). Św. Paweł nauczał, że tylko ludzie całkowicie bezgrzeszni godni są darów Ducha Świętego: Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha - do tego, czego chce Duch. Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha - do życia i pokoju. A to dlatego, że dążność ciała wroga jest Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna. A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. (Rz 8,5).

Pochwała monastycyzmu

Czy więc jednak Bóg nie wymaga od nas zbyt wiele? Z pewnością nie, pamiętajmy przecież, że z pomocą Bożą wszystko jest możliwe. Musimy po prostu postarać się podnieść z naszego upadku i z wielką ufnością zacząć kroczyć w stronę światłości wcielonego Boga. Nawet jeżeli w tej akurat chwili wydaje się nam, że doskonałe wypełnienie przykazania miłości jest dla nas (z różnych względów) niemożliwe, zbyt trudne, być może nawet niezbyt dobrze zrozumiałe, to jednak nie pozostaje nam nic innego, jak z całej swojej siły starać się mozolnie wspinać na te wyżyny miłości, do których jesteśmy wzywani, dla których zostaliśmy stworzeni, a które przez grzech utraciliśmy. Taka jest z pewnością wola Boga. A jeżeli chcemy wypełnić wolę Boga i dojść do tej doskonałości, sami musimy uczynić pierwsze kroki, takie, które są dla nas dostępne i osiągalne. Dlatego też wielu nauczycieli i ojców Kościoła porównywało tę drogę do Boga do wspinania się po drabinie duchowej, zaczynając od rzeczy jakby łatwiejszych, a kończąc na doskonałych.

Klasycznym dziełem o wspinaniu się człowieka do Boga drogą osiągania coraz doskonalszych cnót jest dzieło św. Jana Klimaka "Drabina duchowa". Tutaj warto powiedzieć trochę, kim był św. Jan Klimak, oraz ogólniej, kim byli mnisi chrześcijańscy. Wspomnieliśmy wcześniej o świętych męczennikach, ich droga do Boga kończyła się ofiarą najdoskonalszą, ofiarą czystej miłości do Chrystusa i koroną zwycięstwa, którą otrzymywali z rąk tak bardzo ukochanego przez nich Syna Bożego. Oni to zdecydowanie odrzucali wszelkie kompromisy i układy z pogańskim światem, z jego władcami, cesarzami, prokuratorami, sędziami, wojskiem, a także z całą jego kulturą wyrosłą na pogańskich kłamstwach. Ze względu na Chrystusa odrzucali oni również przywiązanie do swoich rodzin, ojców, matek, żon, mężów i dzieci, do swoich majątków i posiadłości, zapierali się samych siebie, swojego ciała, wybierając cierpienie, straszny ból, samotność, rozłąkę, więzienie, a wreszcie śmierć -- bardzo często wśród tortur i męczarni. Wydaje się, że wyżej już wspiąć się nie można, że taki czyn samoogołocenia jest najdoskonalszym okazaniem miłości i wierności względem Boga. I tak jest w istocie: Błogosławieni, którzy w Bogu umierają -- już teraz. Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich mozołów, bo idą wraz z nimi ich czyny (Ap 14,13).

Jednak po ustaniu prześladowań bardzo wielu chrześcijan również zapragnęło wspinać się na wyżyny cnót i okazać w jakiś inny sposób swoją miłość do Boga. Wtedy to właśnie chrześcijanie tysiącami porzucali rozkosze tego świata i szli na pustynię. Właśnie w takich okolicznościach powstawały pierwsze wspólnoty monastyczne budujące Królestwo Boże na ziemi, owe święte społeczności mnichów. Sławni stawali się święci ojcowie pustyni, nauczyciele duchowości i mistrzowie w osiąganiu cnót chrześcijańskich. W okolicy góry Synaj, na której Mojżesz otrzymał z rąk Bożych kamienne tablice Bożych praw, zbudowany został monaster ku czci św. Katarzyny, wielkiej męczennicy rzymskiej, w którym abbą, czyli przełożonym został św. Jan Klimak. On to właśnie przyrównał życie mnicha do wspinania się po drabinie, która jednym końcem oparta jest o ziemię, a drugim o niebo, gdzie czeka na pielgrzymów sam Jezus Chrystus. Kolejnymi szczeblami tej drabiny są kolejne cnoty chrześcijańskie, które mnich zdobywa poprzez trudy ascezy.

Tych stopni jest trzydzieści, a pierwszym z nich jest całkowite wyrzeczenie się tego świata i poświęcenie całego swego życia Bogu. Św. Jan Klimak bardzo wyraźnie rozgranicza te dwa sposoby życia, o których wspominaliśmy już wyżej: życie poświęcone Bogu, a życie w świecie. Jeśli poważnie myślimy o życiu duchowym, o wzrastaniu w łasce Bożej i dążeniu do doskonałego pełnienia woli Bożej, porzucenie tego świata jest absolutnie pierwszym i podstawowym krokiem na tej drodze. Kolejne stopnie traktują o różnych sprawach ważnych w rozwoju duchowym: o przywiązaniu do rzeczy materialnych, o snach, o posłuszeństwie, o prawdziwej pokucie za grzechy, o wspominaniu śmierci, o płaczu, o uwolnieniu od zła i o cichości, o pamiętaniu przewin, o obmowie i niesławie, o milczeniu i gadatliwości, o kłamstwie, o przygnębieniu, o uciążliwej tyranii łakomstwa, o czystości cielesnej, do której można dojść poprzez wielki trud i pot, o chciwości, o nieposiadaniu, o niewrażliwości, która sprowadza śmierć na duszę, o odpoczynku i modlitwie we wspólnocie, o czuwaniu i o tym, jak osiągnąć stan czuwania duchowego, o tchórzostwie, o różnych formach próżności i pychy, o myślach bluźnierczych, o pokorze i prostocie, o duchowej pokorze, o rozeznaniu myśli, namiętności i cnót, o świętym wyciszeniu, o modlitwie, o zmartwychwstaniu duszy i wreszcie o miłości do przenajświętszej Trójcy.

W dziele św. Jana Klimaka mamy jasno wyłożone, że wzrastanie w Bożej łasce jest pewnym procesem, i że jest to proces wymagający z naszej strony najwyższego trudu, zaangażowania całej naszej osoby. Nie jest możliwe dojście do doskonałej miłości bez uprzedniej ciężkiej walki z grzechem, naszą słabością oraz podstępami szatana. Św. Jan Klimak napisał między innymi: "Starajmy się nieustannie poznawać Boską prawdę bardziej w trudach i pocie niż tylko w zwykłych słowach, gdyż w czasie naszej śmierci to nie słowa, ale nasze czyny zostaną wyjawione" (stopień 26,36).

Ten model stopniowego dochodzenia chrześcijan do doskonałości możemy odnaleźć też w Piśmie Świętym. Św. Piotr tak pisze o tym, że wiara, mała jak ziarnko gorczycy, może pomału i stopniowo rozrosnąć się w wielkie drzewo Królestwa Niebieskiego: Dlatego też właśnie wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość (1 P 1,5-7). Widzimy też ową prawidłowość w słowach Chrystusa skierowanych do młodzieńca, który od młodości przestrzegał przykazań: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną (Mt 10,21). A więc przestrzeganie przykazań: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę (Mt 10,19), to dopiero początek drogi doskonałości, która prowadzić powinna do jeszcze większych wezwań i trudów, a przede wszystkim do odrzucenia ze względu na Chrystusa wszelkiej własności i przywiązań, a nawet odrzucenia własnej woli na rzecz woli Bożej, bo tylko w ten sposób można miłować w sposób doskonały. Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? (1 J 3,17).

Droga monastycyzmu to właśnie realizacja tego wezwania, aby na przekór całemu światu podążać za umiłowanym Mistrzem. Zresztą sam Mistrz, Jezus Chrystus, wskazał drogę monastycyzmu, gdy po chrzcie w Jordanie został wyprowadzony przez Ducha na pustynię, gdzie przebył czterdzieści dni, kuszony przez szatana, żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu (Mk 1,13). Tak samo jak w przypadku chrztu -- którego przecież jako Bóg nie musiał przyjmować, ale przyjął go po to, aby uświęcić wody i ustanowić święty sakrament Kościoła -- w ten sam sposób również uświęcił Swoim przykładem drogę wyrzeczenia i ascezy. Zresztą nawet później, podczas głoszenia Ewangelii Chrystus często usuwał się od ludzi, a nawet od swoich uczniów, i udawał się samotnie na górę, aby pozostawać tam sam na sam ze Swoim Ojcem. Przecież nie dlatego, żeby w jakimkolwiek momencie był od Niego oddalony, albo żeby potrzebował jakiegoś oczyszczenia czy odpoczynku od czasu do czasu, ale wyłącznie po to, aby dać ludziom przykład i uświęcić drogę samotności i ascezy.

Chrystus pokazał również chrześcijanom, jak mają odpierać kuszenia szatana, który zawsze atakuje ludzi porzucających ten świat, i który, generalnie rzecz biorąc, namawia mnichów do odwrócenia się od Boga i powrotu do świata i jego spraw poprzez różne rodzaje grzechów, najczęściej poprzez pychę i namiętności. Przypomnijmy sobie odpowiedzi Chrystusa kategorycznie odrzucające wszelkie kuszenie: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych; Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego; Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz (Mt 4, 4-10).

Chrześcijanie powinni we wszystkim naśladować swojego Mistrza, zresztą Chrystus wyraźnie to nakazał: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16,24). Oznacza to, że tak jak Chrystus wyrzekł się swojej woli i wypełniał wolę Swojego Ojca, tak i my powinniśmy przestać wypełniać swoją wolę, i nawet pośród największych trudności i na przekór całemu światu, pośród prześladowań i drwin powinniśmy zawsze powtarzać za Chrystusem: Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie! (Mk 14,36). Naśladowanie Chrystusa wymaga kroczenia po wąskiej i ciernistej drodze, gdyż brama do Królestwa Bożego jest ciasna i niewielu ją znajduje (por. Mt 7,14). Jeżeli ktoś poważnie myśli o zbawieniu swojej duszy musi przygotować się na ciężkie i bardzo bolesne przejścia, musi oswoić się z najgorszym cierpieniem, być przygotowanym na wszelką stratę, na wygnanie i na śmierć, albowiem przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego (Dz 14,22). Poświadcza to też św. Paweł, który napisał: wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania (2 Tym 3,12).

Dlatego też droga monastycyzmu od samego początku zakłada całkowite wyrzeczenie się wszelkich ziemskich przywiązań, aby chrześcijanie zawsze byli przygotowani, ze względu na miłość Chrystusa, porzucić ten świat, bez najmniejszego nawet zawahania czy niepewności. Chrystus przepowiedział swoim naśladowcom: zaprawdę, powiadam wam: wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość (J 16,20).

Przeczysta Bogurodzica jest również wielką opiekunką monastycyzmu, właściwie całym swoim życiem dała Ona przykład życia mniszego, to znaczy całkowitego odwrócenia się od spraw świata oraz doskonałego wyrzeczenia się własnej woli. Właśnie jej zgoda na wolę Boga, niech mi się stanie według twego słowa (Łk 1,38) umożliwiła Bogu Wcielenie i dokonanie dzieła zbawienia. Mnisi i mniszki poprzez składane Bogu śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości cielesnej starają się swoje życie upodobnić w jak największym stopniu do życia Przeczystej Bogurodzicy. Trzeba tutaj przypomnieć, że Bogurodzica mając trzy lata została przez swoich rodziców -- świętych Joachima i Annę -- ofiarowana jako dziękczynienie Bogu i całą młodość spędziła w Świątyni Jerozolimskiej dzieląc swój czas na pracę i modlitwę. Jej jedynym opiekunem i wychowawcą był sam Bóg Wszechmogący, który poprzez niezliczone łaski, poprzez swoich Aniołów i Archaniołów opiekował się Bogurodzicą, i pozwolił Jej poznać najwyższe niebiosa poprzez modlitwę i kontemplację. Bogurodzica mieszkając w Świątyni pragnęła w sposób najdoskonalszy wypełnić przykazanie Boże Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! (Kpł 19,2). To dlatego właśnie podczas wszystkich świąt poświęconych Przeczystej Bogurodzicy zawsze czyta się tekst Ewangelii św. Łukasza o Marcie i Marii, gdzie Chrystus pochwala postawę kontemplacji i oderwania się od trosk światowych: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona (Łk 10,41-42).

Według św. Grzegorza Palamasa życie Przeczystej Bogurodzicy w Świątyni Jerozolimskiej jest niedoścignionym przykładem hezychazmu. Według niego Bogurodzica postanowiła umieścić swoje serce, umysł i duszę w Bogu, i jako pierwsza usilnie starała się modlić nieustannie. Zrozumiała też, że najlepszym sposobem modlitwy i dialogu z Bogiem jest święte milczenie i wyciszenie umysłu, dlatego też odrzuciła wszelkie sprawy światowe i odsunęła się od świata zewnętrznego. Już przebywając w Świątyni wstawiała się za cały ród ludzki i błagała o Boże miłosierdzie nad nim. Widzimy więc, że Bogurodzica była pierwszą z ludzi, która wskazała nową drogę wiodącą do Boga poprzez wyciszenie myśli, oczyszczenie serca i przebywanie w nieustannej modlitwie. Wznosząc się wysoko ponad całe stworzenie Przeczysta Bogurodzica kontemplowała Bożą chwałę daleko głębiej i w sposób bardziej doskonały niż prawodawca Mojżesz, i miała udział w Boskiej łasce w taki sposób, który nie tylko uświęca słowa, a nawet całe serce i umysł. Tą drogą pokazaną przez Bogurodzicę podążali wszyscy późniejsi mnisi i mniszki, a jest to droga doskonałego posłuszeństwa woli Bożej.

Innym jeszcze wielkim patronem życia mniszego jest oczywiście św. Jan Chrzciciel. Chrystus zaświadczył o nim: On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela (Mt 11,10-11). Św. Jan już w łonie swojej matki, św. Elżbiety, został napełniony Duchem Świętym i poprzez poruszenie w jej łonie pierwszy raz zaświadczył o obecności Zbawiciela w świecie. Już jako małe dziecko stracił ojca, św. Zachariasza, zabitego przez Żydów między przybytkiem a ołtarzem (Mt 23,34). W czasie prześladowań króla Heroda, który postanowił zabić wszystkie dzieci w Judei poniżej drugiego roku życia, św. Elżbieta musiała uchodzić ze swym dzieciątkiem na pustynię, gdzie ukryła małego Jana w jaskini. Niedługo potem również opuściła ten świat pozostawiając św. Jana sierotą.

Życie świętego Jana na pustyni to życie całkowitego oddania się Bogu. Bardzo istotne jest, że zapowiadający nadejście Boga Wcielonego, ostatni prorok Starego Prawa, poprzednik Chrystusa, pojawia się na pustyni, a więc nie w wielkim mieście, nie w pałacu, nawet nie w Świątyni Jerozolimskiej, ale właśnie na pustyni. Oznacza to, że wszyscy poszukujący Boga muszą wyjść ze swoich domostw, z miast i ze świątyń, i udać się na pustynię, gdyż nie sposób znaleźć Boga w tym świecie. Taka też zawsze będzie droga monastycyzmu.

Nauka świętego Jana koncentruje się wokół pokuty za uczynione grzechy -- więc znowu mamy do czynienia z wezwaniem do pełnienia uczynków, które nazywane są owocem nawrócenia (Mt 3,8). Św. Jan przyrównał ludzi do drzew, które ulegają sile siekiery gospodarza; drzewo, które nie wydaje tego dobrego owocu będzie wycięte i w ogień wrzucone (Mt 3,10). Pokuta to pełnienie uczynków jakby przeciwstawnych do popełnionych grzechów, na przykład jeśli ktoś kradł, uczynkiem pokuty jest zwrot zagrabionego mienia, aby zamiast chciwości w człowieku wzrastała hojność i wola rozdawania jałmużny. Ogólnie rzecz biorąc pokuta prowadzi do zaprzeczenia grzechowi poprzez przeciwstawne mu cnoty powściągliwości: czy to chodzi o jedzenie, czy gniew, czy niesprawiedliwość, czy nieczystość cielesną, czy pychę i samouwielbienie, czy jakikolwiek inny grzech. Ważne jest to, że pokuta to konkretne czyny, które są w stanie powstrzymać grzeszne skłonności tkwiące w każdym człowieku, wedle wezwania Apostoła Piotra: Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone (Dz 3,19).

Natomiast niepełnienie uczynków pokuty jest równoznaczne ze zgodą na grzech w nas, oznacza nasze trwanie w grzechu. Bez podjęcia wysiłku z naszej strony grzech zaczyna zdobywać coraz większą przewagę i dominować w naszym życiu -- do tego stopnia, że skuteczne przeciwstawienie się mu wydaje się nam niemożliwe. Jednak dzięki łasce Jezusa Chrystusa możliwe jest rozpoczęcie pokuty i rozpoczęcie życia na pustyni, gdyż uczciwa i żarliwa pokuta zawsze prowadzi na pustynię. Człowiek chce się odsunąć jak najdalej od pokus tego świata i jego brudu duchowego, z którego gdzie indziej trudno byłoby się otrząsnąć. Istota pokuty to właśnie porzucenie tego świata i jego blichtru, gdyż troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne (Mk 4,19).

Zbawienie w czasach ostatecznych

Jeżeli rzeczywiście chcemy zostać uczniami Chrystusa musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: Co jest, a co nie jest pełnieniem woli Boga? To pytanie musimy sobie stawiać w każdej chwili, w każdej sytuacji, musimy badać z całą roztropnością i najlepszą wiedzą, aby tę wolę potem pełnić z pełnym posłuszeństwem, pomimo wszelkich trudności i przeszkód. Bo nie jest łatwo człowiekowi kategorycznie i całkowicie odwrócić się od grzechu. Jednak pomimo tych wszystkich przeszkód, z których największymi są łatwe usprawiedliwienia, których zwykliśmy sobie dostarczać, z całą pewnością powinniśmy zdecydowanie odwrócić się tyłem do grzechu świata. Niech pomocna będzie krótka rada św. Jana Klimaka: "Początek pokoju wewnętrznego stanowi oddalenie wszelkiego zamętu, który wprowadza zamieszanie w głębi duszy. Końcowy jej punkt -- to wyzbycie się lęku w obliczu wszelkich zamętów i pozostawanie wśród nich niewzruszonym" (stopień 27).

Trzeba pamiętać, że współczesna światowa polityka -- w tym również światowa religia ekumeniczna -- kreowana jest przez diabła i jego sługi, i w żadnym wypadku nie należy się ich kłamstwami ani za bardzo przejmować, ani zbytnio interesować. Historia świata to historia oddawania coraz większej władzy szatanowi, zarówno w sensie politycznym jak i religijnym; zastępowanie prawa Bożego -- prawem demonkracji, woli Bożej -- wolą szatana. Właściwie wszystkie państwa są obecnie rządzone przez mniej lub bardziej jawnych wrogów Chrystusa, których polityczny rodowód wywodzi się z kręgów masonerii, lub jest bardzo blisko z masonerią związany. Trzeba pamiętać, że rolą chrześcijan nie jest walka z nimi o władzę nad światem -- my należymy do innego porządku i do innego Królestwa -- jednak z drugiej strony nigdy nie należy podporządkowywać się tej samozwańczej władzy, ani tym bardziej akceptować prowadzonej przez nią nachalnej agitacji i propagandy antychrześcijańskiej, ani nasilającej się obsesyjnej walki z Prawem Bożym i Kościołem. Tu należy stać na mocnym fundamencie wiary w Chrystusa, Pisma Świętego i Tradycji, i dawać świadectwo Prawdzie, aż do ostatniego tchnienia.

Bardzo ważne jest to zdecydowane trwanie w Ortodoksji. Antychryst będzie z uporem budował fałszywy Kościół, który z pozoru będzie miał wszystkie prerogatywy prawdziwego Kościoła, z jedną różnicą -- Chrystusa będzie się starał zastąpić sobą samym. Musimy zawsze pamiętać o tym, że Kościół to nie jest ziemską organizacją, przynależną do porządku światowego, która ma monopol na prowadzenie interesu zwanego "zbawieniem duszy", i której przewodzą jacyś duchowni i hierarchowie, którzy z kolei maja jakiś wyjątkowy patent na prawdę. Kościół to Ciało Jezusa Chrystusa, a Głową Kościoła jest On Sam (por. Ef 1.22-23; Kol 1:18,24). Kościół to społeczność ludzi ochrzczonych w imię Przenajświętszej Trójcy, zjednoczonych Duchem Świętym poprzez wyznawanie świętej ortodoksyjnej wiary, którzy starają się w uświęcony Tradycją sposób przestrzegać przykazań i przynosić owoce nawrócenia. Kościół już nie przynależy do świata -- posłuchajmy pieśni cherubińskiej, która zawsze śpiewana jest na początku liturgii wiernych, a która oddaje właśnie mistyczny charakter Kościoła: "My, którzy Cherubinów mistycznie przedstawiamy, i życiodajnej Trójcy trójświęty hymn śpiewamy, odrzućmy teraz wszelką życia troskę. Abyśmy przyjęli Króla wszystkich, którego niewidzialnie otaczają Aniołów zastępy. Alleluja."

Jednak jeszcze raz podkreślę fakt, że mistycyzm Kościoła nigdy nie oznacza jego bierności ani fatalizmu, każącego bezczynnie oczekiwać Bożych wyroków. Apostołowie i święci zawsze mocno stąpali po ziemi i widzieli sprawy światowe takimi, jakimi są, widzieli więc wyraźnie diabelskie kłamstwa i zwalczali je poprzez światło prawdy. Jak pisałem wcześniej, każdy człowiek skazany jest na walkę ze złem, i nie może od tej walki uciec, ani schować się przed nią. Odwrócenie się od świata nie oznacza więc postawy bierności wobec niego. Wynika to chociażby z miłości, która nigdy nie przyzwala na jakiekolwiek zło, ale jest postawą głębokiej odpowiedzialności za siebie samych, swoich bliskich, za ojczyznę ziemską i wszystkich bliźnich wokoło. Kochać, to znaczy walczyć ze złem -- jeśli to możliwe, to nawet za innych, którzy nie umieją tego robić. Przykładem takiej walki jest na przykład walka z aborcją, z pornografią, z dewiacjami, co można połączyć pod wspólnym mianownikiem walki z grzechem rozwiązłości seksualnej, ogromnie rozpowszechnionym we współczesnym świecie. W dzisiejszych czasach doszło już nawet do tego, że odwagi wymaga już samo cytowanie tekstu Pisma Świętego, chociażby takiego fragmentu listu do św. Pawła Apostoła do Koryntian: Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego (1 Kor 6,8-9). Postawa miłości każe nam wciąż przypominać ludziom tę niepopularną i niechcianą przez nich prawdę, ponieważ prawda ma tę właściwość, że nie może nigdy zostać zniesiona, unieważniona ani obalona, na przykład w drodze demokratycznego głosowania. Prawda zawsze pozostaje niezmienna i dotyczy wszystkich ludzi bez wyjątku. A naszym obowiązkiem jest głosić prawdę.

Aby jednak to czynić musimy sami wedle tej prawdy postępować -- nie ma chyba nic głupszego jak głoszenie drogi zbawienia nie podążając samemu tą drogą. Musimy niezwykle uważać, abyśmy sami nie odpadli. Niestety łatwo jest dać się zwieść i ulec kłamstwu -- podnieść się z niego jest już trudniej, a najtrudniej jest całkowicie się na kłamstwo uodpornić. Oczywiście sposoby prowadzenia walki duchowej pozostają niezmienne poprzez tysiąclecia. Przede wszystkim jest to modlitwa i post, i ten miecz obosieczny zawsze należy trzymać blisko siebie, na podorędziu, aby nigdy nie dać się zaskoczyć szatanowi. Weźmy przykład ze św. Pawła, który tak pisał o sobie: lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego (1 Kor 9,27). Oczywiście nie mówię tutaj o ascezie Ojców Pustyni i ich uczniów, bo w dzisiejszych czasach trudno jest pędzić żywot pustelnika. Jednak podstawowe formy ascezy, czyli post w środę i piątek oraz wszystkie posty przepisane przez świętą Cerkiew należy bezwzględnie zachowywać. Nigdy nie należy dawać posłuchu hierarchom-nowinkarzom znoszącym jakiekolwiek posty, albo w jakikolwiek sposób je rozluźniającym!

Przypomnijmy tutaj krótką definicję chrześcijanina daną przez św. Serafina z Sarowa. Otóż pewnego razu świętego Starca odwiedziła kobieta prosząc go o wyjawienie, kto będzie najlepszym kandydatem na męża jej córki. Święty Serafin tylko tak jej poradził: "Przede wszystkim dowiedz się, czy ten kawaler wybrany przez twoją córkę za towarzysza życia zachowuje posty. Bo jeżeli nie zachowuje on postów, to nie jest on w ogóle chrześcijaninem, nawet jeżeli podawałby się za niego".

Post to nie tylko wstrzemięźliwość od jedzenia smakowitych i obfitych posiłków, to również wstrzemięźliwość cielesna, czystość duchowa, rezygnacja z głupich filmów, telewizji, radia, prasy, internetu -- tego wszystkiego, co współczesny człowiek codziennie "zjada" w ogromnej ilości. W to miejsce najbardziej polecaną lekturą jest Pismo Święte, zwłaszcza Psalmy i Nowy Testament. Ktokolwiek mnie posłucha i spróbuje "odżywiać" się przez jakiś czas samymi tekstami Pisma Świętego, ten sam zobaczy i poczuje różnicę, wielką jakość tego zapomnianego "pożywienia", dającego siły i duchowe światło.

Post to również unikanie tak zwanych rozrywek światowych, z całą jego demoniczną sztuką, literaturą, muzyką. Jest to też unikanie imprez sportowych, niesłychanie popularnych we współczesnym świecie. Post to po prostu unikanie "zabijania czasu", a wręcz przeciwnie, jest on przeżywaniem danego nam czasu do końca, od pierwszej do ostatniej chwili. Post to również wstrzemięźliwość w mówieniu, unikania niepotrzebnych sporów, albo jałowych dyskusji, jest to poruszanie się w ciszy. Post to także unikanie wypoczynku, czyli tzw. rekreacji. Wielcy święci unikali nawet snu, aby nie dawać ciału ani na chwilę wytchnienia, ponieważ: "Nie jest dobrze dawać sobie we wszystkim wytchnienie. Ten kto tak postępuje żyje tylko dla siebie, nie dla Boga; albowiem taki człowiek nie może odrzucić własnej woli" (Filokalia, 133 odpowiedź św. Barsanufiusza).

W tych trudnych czasach dobrze jest mieć ojca duchowego, najlepiej mnicha i wszystko czynić z jego duchowym błogosławieństwem. Daje to prawdziwy komfort, wielkie duchowe światło i modlitewne wsparcie -- ten kto doświadczył opieki prawdziwego ojca duchowego wie, o czym tutaj piszę. Nie jest niestety łatwo o kogoś takiego -- jak już pisałem, monastycyzm chrześcijański został zaatakowany w pierwszej kolejności i teraz pozostały tylko niedobitki po tej diabelskiej krucjacie. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że bez opieki ojca duchowego nasze postępy będą wydatnie ograniczone, a wiele rzeczy będzie nieosiągalnych, gdyż nie sposób doświadczyć pewnych prawd bez pośrednictwa świętego ojca. Św. Jan Klimak tak określił rolę mnichów na ziemi: "Aniołowie są światłością dla mnichów, mnisi zaś są światłem dla wszystkich ludzi" (stopień 26).

Trzeba może przypomnieć tutaj, że sam Chrystus podkreślał wielkie znaczenie postu i modlitwy, kiedy Jego uczniowie nie mogli wygnać demonów z opętanego chłopca. Powiedział im wtedy jasno: Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem (Mt 17,21). Św. Teofan Pustelnik, wielki hierarcha i asceta, komentując ten fragment tak zapytuje: "Czy można sądzić, że jeżeli brakuje modlitwy i postu, to demony już są obecne". I odpowiada następująco: "Tak. Demony, kiedy wchodzą w człowieka nie zawsze zdradzają od razu swoją obecność, ale ukrywają się, podstępnie ucząc swojego nosiciela wszelkiego zła i odciągającego go od dobra. Taki człowiek może być przekonany, że wszystko co czyni jest jego własnym wyborem, podczas gdy tak naprawdę pełni on wolę swego wroga. Ale jak tylko rozpocznie on post i modlitwę, wróg natychmiast go opuści i ucieknie gdzie indziej, czekając na okazję powtórnego zamieszkania w jego ciele, i wróci z powrotem, jeżeli tylko post i modlitwa zostaną porzucone."

Widzimy więc, że każdy, kto chce spędzić swój czas na rozrywce i zabawie, a nie myśli wcale o wyrzeczeniu się grzechu, o samozaparciu i o ofierze dla Chrystusa, ale wciąż zezwala sobie na wszelką możliwą cielesną przyjemność, ten w ogóle nie jest chrześcijaninem. Mając to na uwadze starożytny wielki asceta, Błogosławiony Izaak Syryjczyk nauczał następująco: "Droga Boga to codzienny krzyż. Nikt nie wzniesie się do nieba żyjąc przyjemnie (to znaczy wygodnie, beztrosko, w zadowoleniu z siebie, bez nieustannych zmagań). A wiemy, gdzie kończy się ścieżka przyjemności. To jest ta szeroka brama i przestronna droga która, wedle słów Samego Zbawiciela, prowadzi do zguby (Mt 7,13)".

Współczesny świat stara się całkowicie zawładnąć nad umysłami ludzi, i właśnie dlatego niezliczone media starają się dostarczać ludziom jak najwięcej rozrywek, imprez, igrzysk i spektakli. Ludzie przed oczami zamiast stworzonego przez Boga świata maja nieustające wielkie "show" spreparowane przez speców od marketingu i reklamy. Oprócz tego diabeł rządzący światem stara się kontrolować każdego człowieka bez wyjątku. Wedle słów Księgi Objawienia, w czasach ostatecznych każdy człowiek będzie musiał oddawać cześć wizerunkowi bestii, będzie zmuszony też do wzięcia znamienia bestii na czoło, albo na rękę. Bez tego znamienia nic nie będzie mógł ani kupić ani sprzedać, czyli grozić mu będzie ubóstwo i głód (por. Ap 13,16). Coraz bardziej jaskrawo będzie stawał przed nami wybór: albo dobra doczesne wraz z "pokojem i bezpieczeństwem" w wydaniu masonów, albo prześladowanie i śmierć.

Niech każdy dokonując tych wyborów pamięta przestrogę św. Jana Teologa: Jeśli kto wielbi Bestię, i obraz jej, i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę, ten również będzie pić wino zapalczywości Boga przygotowane, nie rozcieńczone, w kielichu Jego gniewu; i będzie katowany ogniem i siarką wobec świętych aniołów i wobec Baranka. A dym ich katuszy na wieki wieków się wznosi i nie mają spoczynku we dnie i w nocy czciciele Bestii i jej obrazu, i ten, kto bierze znamię jej imienia. Tu się okazuje wytrwałość świętych, tych, którzy strzegą przykazań Boga i wiary Jezusa. (Ap 14, 9-12).

To, co nam zostaje do zrobienia to wyjście z tej Sodomy i Gomory, z tego duchowego Babilonu, tak jak ongiś wyszedł z niej Lot tuż przed straszną zagładą. Wzywa nas do tego Sam Bóg: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli: bo grzechy jej narosły -- aż do nieba, i wspomniał Bóg na jej zbrodnie (Ap 18, 4-5). Oto tak jak pierwszy świat doszedłszy do wielkiego odstępstwa od Boga został zalany wodami potopu (Kiedy zaś Bóg widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się (Rdz 6,5-6)), tak ten obecny świat będzie spalony ogniem, czego zapowiedzią było spustoszenie Sodomy i Gomory, co potwierdzają słowa świętych Apostołów: Miasta Sodomę i Gomorę obróciwszy w popiół skazał na zagładę dając przykład (kary) tym, którzy będą żyli bezbożnie (2P 2,6) oraz: jak Sodoma i Gomora i w ich sąsiedztwie (położone) miasta - w podobny sposób jak one oddawszy się rozpuście i pożądaniu cudzego ciała - stanowią przykład przez to, że ponoszą karę wiecznego ognia (Jd 1,7).

A więc nie zwlekając wyjdźmy z tego Babilonu i udajmy się w podróż poprzez pustynię, w pielgrzymkę naszego życia, prowadzeni światłem gwiazdy i śpiewem Aniołów, do Domu Chleba, gdzie w wielkim opuszczeniu, w ciemnej pieczarze, wśród zwierząt, rodzi się nasz Zbawiciel, Bóg Przedwieczny, Stworzyciel Nieba i Ziemi. Tylko On jest w stanie wyrwać nas z mocy złego i tylko On może dać nam życie wieczne. Oto Mądrość Najwyższa, oto Światłość Przenajświętszej Trójcy, Ojca, Syna i Świętego Ducha. Amen.

Boże Narodzenie 2008

Marek Dądela

PS. Na zakończenie proponuję ludziom pragnącym zbawienia swojej duszy lekturę Listu Powszechnego świętego Jakuba Apostoła. Mam nadzieję, że list ten poderwie wielu zagubionych, letnich chrześcijan ze stanu paraliżu i apatii, ze stanu duchowej hipnozy, i pobudzi ich do walki o swoje zbawienie.

Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa, śle pozdrowienie dwunastu pokoleniom w rozproszeniu. Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków. Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma. Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym. Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana, bo jest mężem chwiejnym, niestałym we wszystkich swych drogach. Niech się zaś ubogi brat chlubi z wyniesienia swego, bogaty natomiast ze swego poniżenia, bo przeminie niby kwiat polny. Wzeszło bowiem palące słońce i wysuszyło łąkę, kwiat jej opadł, a piękny jej wygląd zginął. Tak też bogaty przeminie w swoich poczynaniach. Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują. Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć. Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani! Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń. Wiedzcie, bracia moi umiłowani: każdy człowiek winien być chętny do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu. Gniew bowiem męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej. Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste, oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo Jeżeli ktoś uważa się za człowieka religijnego, lecz łudząc serce swoje nie powściąga swego języka, to pobożność jego pozbawiona jest podstaw. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: Usiądź na zaszczytnym miejscu, do ubogiego zaś powiecie: Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują? Wy zaś odmówiliście ubogiemu poszanowania. Czy to nie bogaci uciskają was bezwzględnie i nie oni ciągną was do sądów? Czy nie oni bluźnią zaszczytnemu Imieniu, które wypowiedziano nad wami? Jeśli przeto zgodnie z Pismem wypełniacie królewskie Prawo: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego, dobrze czynicie. Jeżeli zaś kierujecie się względem na osobę, popełniacie grzech, i Prawo potępi was jako przestępców. Choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie. Ten bowiem, który powiedział: Nie cudzołóż, powiedział także: Nie zabijaj. Jeżeli więc nie popełniasz cudzołóstwa, jednak dopuszczasz się zabójstwa, jesteś przestępcą wobec Prawa. Mówcie i czyńcie tak, jak ludzie, którzy będą sądzeni na podstawie Prawa wolności. Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem. Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy (sama) wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą. Chcesz zaś zrozumieć, nierozumny człowieku, że wiara bez uczynków jest bezowocna? Czy Abraham, ojciec nasz, nie z powodu uczynków został usprawiedliwiony, kiedy złożył syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym? Widzisz, że wiara współdziała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała. I tak wypełniło się Pismo, które mówi: Uwierzył przeto Abraham Bogu i poczytano mu to za sprawiedliwość, i został nazwany przyjacielem Boga. Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. Podobnie też nierządnica Rachab, która przyjęła wysłanników i inną drogą odprawiła ich, czy nie dostąpiła usprawiedliwienia za swoje uczynki? Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków.

Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, iż tym bardziej surowy czeka nas sąd. 

Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia. Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi. Czyż z tej samej szczeliny źródła wytryska woda słodka i gorzka? Czy może, bracia moi, drzewo figowe rodzić oliwki albo winna latorośl figi? Także słone źródło nie może wydać słodkiej wody. Kto spośród was jest mądry i rozsądny? Niech wykaże się w swoim nienagannym postępowaniu uczynkami dokonanymi z łagodnością właściwą mądrości. Natomiast jeżeli żywicie w sercach waszych gorzką zazdrość i skłonność do kłótni, to nie przechwalajcie się i nie sprzeciwiajcie się kłamstwem prawdzie. Nie na tym polega zstępująca z góry mądrość, ale mądrość ziemska, zmysłowa i szatańska. Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek.Mądrość zaś (zstępująca) z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój. 

Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz. Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga. A może utrzymujecie, że na próżno Pismo mówi: Zazdrośnie pożąda On ducha, którego w nas utwierdził? Daje zaś tym większą łaskę: Dlatego mówi: Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę. Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was. Oczyśćcie ręce, grzesznicy, uświęćcie serca, ludzie chwiejni! Uznajcie waszą nędzę, smućcie się i płaczcie. Śmiech wasz niech się obróci w smutek, a radość w przygnębienie. Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was. Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego. Kto oczernia brata swego lub sądzi go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś sądzisz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią. Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego? Teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro udamy się do tego oto miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski, wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, co się ukazuje na krótko, a potem znika. Zamiast tego powinniście mówić: Jeżeli Pan zechce, i będziemy żyli, zrobimy to lub owo. Teraz zaś chełpicie się w swej wyniosłości. Każda taka chełpliwość jest przewrotna. Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy. 

A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabili sprawiedliwego: nie stawia wam oporu. Trwajcie więc cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie. Oto wychwalamy tych, co wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Joba i widzieliście końcową nagrodę za nią od Pana; bo Pan pełen jest litości i miłosierdzia. Przede wszystkim, bracia moi, nie przysięgajcie ani na niebo, ani na ziemię, ani w żaden inny sposób: wasze tak niech będzie tak, a nie niech będzie nie, abyście nie popadli pod sąd. Spotkało kogoś z was nieszczęście? Niech się modli. Jest ktoś radośnie usposobiony? Niech śpiewa hymny. Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego.Eliasz był człowiekiem podobnym do nas i modlił się usilnie, by deszcz nie padał, i nie padał deszcz na ziemię przez trzy lata i sześć miesięcy. I znów błagał, i niebiosa spuściły deszcz, a ziemia wydała swój plon. Bracia moi, jeśliby ktokolwiek z was zszedł z drogi prawdy, a drugi go nawrócił, niech wie, że kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje liczne grzechy.

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.