Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/books.php?b=018&c=print
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Stworzenie czy ewolucja?
okładka książkiStworzenie czy ewolucja?

Stworzenie czy ewolucja?

Autor: O. Seraphim Rose
Język: polski
Format: A5

Wstęp

Teoria ewolucji bardzo upowszechniła się w dzisiejszych czasach. Uważa się ją za najbardziej rozsądną i zgodną z tzw. zdrowym rozsądkiem, zgodną z wieloma dowodami naukowymi i poglądami obowiązującymi w nauce. Każdy o niej słyszał, a większość przyjmuje ją w zasadzie bez zastrzeżeń. Wśród tej większości są również chrześcijanie, którzy przekonani siłą argumentacji racjonalnej akceptują pogląd obowiązujący w tej teorii, że świat i gatunki roślin i zwierząt, a także człowiek powstał inaczej niż jest to opisane w Biblii. Współczesny chrześcijanin uważa, że siła argumentu naukowego jest ostatecznym kryterium prawdy, a teologia, aby nie popaść w zabobon i fanatyzm, musi przyjąć osiągnięcia współczesnej nauki, włączając w nią również teorię ewolucji. Jeśli jest ona niezgodna z Pismem Świętym, to tym gorzej dla Pisma.

Z tej sytuacji widoczne są właściwie tylko dwa wyjścia: albo zrezygnować całkowicie i odrzucić naukę Pisma Świętego, albo tak ją reinterpretować i dopasować, aby zgodna była z nową „objawioną” prawdą naukową, która w międzyczasie zajęła miejsce ostatecznej, wręcz "religijnej" wykładni. Natomiast reinterpretacja polega na tzw. alegorycznym rozumieniu tekstów Pisma. Stosując tę metodę wielu współczesnych chrześcijan pogodziło wymogi nauki i wiary, z wielką szkodą dla tej drugiej. Jest tylko taki szkopuł, że stosując metodę alegoryczną interpretacji tekstu Pisma Świętego można zmieścić w nim każdą dowolną naukę i herezję, ze współczesnymi odkryciami włącznie. Trzeba pamiętać, że w historii Kościoła każda herezja powoływała się na to samo Pismo i każda głosiła bezwzględną wierność tekstowi lub jedyne prawdziwe jego odczytanie. Oznacza to, że również teorię ewolucji można uzasadnić tekstami z Pisma Świętego. Trzeba wiedzieć, że rozmaitość teologów i nauczycieli wykazuje obecnie dużą sprawność i biegłość w „nowym” odczytywaniu Pisma Świętego i również bardzo postępowo wyjaśniają "ukryte" w nim treści i tajemnice. Stosują oni wyrafinowane techniki analizy literackiej, historycznej, redakcyjnej, teologicznej itd., wykorzystują techniki współczesnej wiedzy naukowej. Dzisiaj proste i dosłowne rozumienie tekstu Pisma uważane jest już za naiwną dziecinadę.

A jednak istnieje jeszcze jeden sposób traktowania teorii ewolucji i Pisma Świętego, najmniej niestety w dzisiejszym świecie popularny. Jest to droga wytyczona przez Tradycję Cerkwi Prawosławnej i nauczania świętych Ojców, którzy tekst Pisma świętego przyjmowali „tak, jak jest napisany”. Droga ta prowadzi do ostrego sporu pomiędzy tymi całkowicie odmiennymi w gruncie rzeczy koncepcjami powstania świata, oraz do odrzucenia w całości teorii ewolucji wraz z jej filozoficzną otoczką jako sprzecznej z prawdą objawioną przez Boga. Na tę możliwość wskazuje o. Seraphim Rose, mnich z Platiny, być może już „ostatni Mohikanin”, wojownik Chrystusa, który jeszcze widzi potrzebę i sens walki o obronę ortodoksji, i który nawołuje porozrzucane resztki chrześcijan do walki z kłamstwami Nowej Religii.

Wydaje się, że obecnie najważniejszym zadaniem jest wykazanie, na czym polega sprzeczność pomiędzy teorią ewolucji a nauczaniem Cerkwi. Na początku trzeba dobrze zrozumieć czym jest teoria ewolucji. Atrakcyjność tej teorii dla współczesnego, racjonalnego świata polega na złudzeniu, że można czysto mechanistycznie i w dodatku bardzo prosto wyjaśnić wiele spraw, które dawniej nie mieściły się w głowie największym filozofom, a które dotyczyły problemu powstania życia, a potem poszczególnych gatunków i człowieka. Według tej teorii wszystko zamyka się w kilku prawach natury, które rządzą tym światem, na podobieństwo prawa powszechnego ciążenia, prostego i eleganckiego. Teoria ewolucji ma wiele wersji, każdy człowiek sam właściwie może dopasować ją sobie do swoich własnych przekonań i widzimisię, nie ma tutaj jak dotąd obowiązującego kanonu. Wśród tych wielu wersji można wyróżnić dwie główne, jedną nazwiemy wersją materialistyczną, drugą zaś nazwiemy deistyczną. Obie te wersje były wyraźnie obecne od samego początku, a więc od czasów Oświecenia. Wersja materialistyczna wykorzystana została w filozofiach materialistycznych i jest wciąż atrakcyjna dla ateistów różnej maści, którzy niemal szyderczo w ten sposób zwalczają zabobony religijne w sobie i innych i tryumfalnie dowodzą słuszności hasła o „śmierci Boga”. Ten kierunek reprezentują naśladowcy myślicieli w stylu Marksa oraz Nietzschego.

Drugi kierunek, ten deistyczny, wyruszył na podbój Kościoła i to z wielkim powodzeniem. Przecież sam Papież, głowa Kościoła rzymsko-katolickiego, powiedział niedawno: „Ewolucja jest więcej niż tylko hipotezą!” Okazuje się też, że nawet w Cerkwi Prawosławnej został przyjęty przez wiernych bezkrytycznie. List napisany przez o. Seraphima Rose skierowany jest właśnie do prawosławnego wyznawcy ewolucji i przy pomocy nauki Ojców Cerkwi stara się obalić pogląd zaprezentowany przez owego prawosławnego adwersarza, że teoria ewolucji i wiara Cerkwi pozostają ze sobą w zgodzie. Zasadniczą kwestią w jego dowodzie teologicznym jest sprawa natury człowieka, udowadnia, że materialno-duchowa natura ludzka jest wystarczającym dowodem obalającym teorię ewolucji. Jednak tę argumentację pozostawmy o. Seraphimowi.

Chciałbym jednak zastanowić się nad teorią ewolucji w sensie pewnej zasady filozoficznej. Czym jest ewolucja? Popatrzmy na ewolucję pomijając na razie kwestie kosmologiczne i dotyczące pojawienia się życia biologicznego. Otóż ewolucja według zasad sformułowanych przez Darwina jest poszukiwaniem form życia najlepiej przystosowanych do danego środowiska. Owo poszukiwanie odbywa się poprzez stałą metamorfozę gatunków i jest zasadą naturalną, to znaczy obiektywnym prawem natury. Można wyrazić prawo doboru naturalnego stwierdzając, że w danych warunkach środowiska przeżywa gatunek lub osobnik silniejszy a ginie gatunek lub osobnik słabszy, po prostu wypadają z gry jako nieprzystosowane, i giną bezpowrotnie. Jednak te silniejsze gatunki przeżywają płacąc pewną cenę, tą ceną jest ciągła zmiana, która w sumie oznacza w pewnym sensie to samo, czyli zaginięcie jakiegoś gatunku i pojawienie się nowego. Z dwóch rodzajów gatunków, silniejszego i słabszego, wygrywa trzeci – nowy. Kierunkiem wytyczonym przez to "obiektywne" prawo ewolucji jest ciągła metamorfoza, która pomaga w przeżyciu, podtrzymuje jakby samą ideę życia a nie konkretne gatunki. Jakie z tego płyną wnioski? Po pierwsze, każde indywidualne istnienie i wszystkie gatunki, z człowiekiem włącznie, podporządkowane są temu prawu doboru naturalnego, nie są według tej teorii istotne same w sobie, jako wciąż ewoluujące i zmienne, ważna jest jedynie idea samego przeżywania (wszystko jedno jakiego gatunku, byleby skutecznie) i śmierć, bo śmierć jest zasadą napędzającą owo prawo. Bez pojęcia śmierci proces ewolucji byłby zatrzymany; śmierć wprawia w ruch cały ten mechanizm. Tutaj mamy pierwszą sprzeczność z nauką chrześcijańską, bo według Pisma Świętego Bóg stworzył świat jako dobry: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1:31); oraz „śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących” (Mdr 1:13). A więc zasadą chrześcijaństwa jest życie konkretnych, stworzonych przez Boga istot żywych, natomiast ewolucji – nieprzerwane pasmo śmierci. Warto też zwrócić uwagę, że rozważając tę teorię konsekwentnie, tak jak to uczynił Nietzsche, nie ma już dłużej sensu mówienie o dobru i złu, albo o grzechu, ponieważ w ewolucji jedynym "dobrem" jest egoizm i zapewnienie sobie przeżycia, a jedynym "złem" jest wypadnięcie z gry.

Zasadę ewolucji można sformułować jeszcze inaczej; jest to rozwój od form prostych do coraz bardziej skomplikowanych, od organizmów jednokomórkowych do wielokomórkowych, itd. Oznacza to, że powstanie coraz doskonalszych form wywodzi się z form niedoskonałych, potężne cywilizacje powstały według tej zasady od jakichś cząstek białka, które kiedyś tam uległy pierwszym podziałom; a więc dobro powstało ze zła, przez miliony lat zjadania się, okrucieństwa, brutalnej walki o byt i śmierci tysięcy pokoleń istnień powstała ludzka miłość bliźniego, czy też Ewangelie o Chrystusie. Jest to w oczywisty sposób sprzeczne z chrześcijaństwem, gdzie porządek rzeczy jest akurat odwrotny. Stworzycielem jest dobry Bóg, byt najdoskonalszy, który tworzy świat „ex nihilo”, który nie ma nic wspólnego z doskonałością natury Boga; natura rzeczy stworzonych w niczym nie przerasta swego Stwórcy.

Trzeba też uświadomić sobie, że ostatecznym celem teorii ewolucji jest również śmierć (pomijam tu na razie chiliastyczne idee Teilharda de Chardin i innych deistycznych ewolucjonistów), tym razem totalna na przykład na skutek jakiejś astronomicznej katastrofy, lub zwykłego wypalenia się Słońca. Oczywiście nie wiemy, kiedy taka katastrofa nastąpi, ponieważ rzecz taka jak na razie jest całkowicie nieprzewidywalna. Zresztą katastrofę totalną mogą również spowodować sami ludzie, na przykład przy pomocy broni atomowej. Ważne jest uświadomienie sobie ogromnej kruchości naszego bytowania. Gdzieś blisko wybuchnie gwiazda supernowa, gdzieś w przestrzeni już leci ogromny meteoryt na nasze spotkanie, coś tam spowoduje wzrost promieniowania i będzie po całych tych akademickich sporach. Świat ewolucji skończy się, tak jak się pojawił – przez przypadek. Jest to znów ogromna sprzeczność z chrześcijaństwem. Co prawda według Pisma Świętego upadły świat również przeminie, ale tylko po to, aby objawił się świat nieskazitelny, nowy, wieczny, w którym trwać będzie na wieki Królestwo Chrystusa. W ewolucji mamy śmierć jako zakończenie przygody zwanej życiem, bez względu na ewentualne nasze zasługi i cnoty, czy też popełnione zbrodnie, również bez względu na wynik naszych rozważań; w chrześcijaństwie mamy po życiu ziemskim sąd, a potem albo potępienie jako wynik grzesznego życia albo życie wieczne w Nowej Jerozolimie dla ludzi posłusznych Ewangelii Chrystusa. Wszak: „Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mt 22:32). W chrześcijaństwie człowiek w swojej wolności sam decyduje o przyszłym swoim życiu, natomiast w teorii ewolucji człowiek jako produkt ślepego procesu nie decyduje o niczym.

Właśnie sprawa przypadku i determinizmu jest drugą ważną różnicą pomiędzy teorią ewolucji a chrześcijaństwem. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy świat został stworzony w jakimś celu, czy też powstał przez przypadek, na przykład wskutek zjawiska kwantowego, które z pewnym prawdopodobieństwem mogło zaistnieć samorzutnie z niczego. Jeżeli świat powstał przez przypadek, wtedy rzeczywiście nie ma sensu spierać się o cokolwiek, bo wtedy jesteśmy zdani na los ślepych sił, jakiejś bliżej nieokreślonej „natury”. Wszystko wtedy zależy od chaotycznego zderzania się poszczególnych cząstek. Raz na skutek jakichś skomplikowanych zderzeń powstanie żyjące białko, zaraz potem po następnym zderzeniu zostanie ono unicestwione. Nie ma tu żadnego celu, wszystko dzieje się przypadkowo, przez lokalne fluktuacje chaotycznej materii. W fizyce współczesnej modna jest teoria pulsującego wszechświata, która mówi, że wszechświat powstał w jednym punkcie osobliwym i poprzez prawybuch rozprzestrzenia się aż do momentu, kiedy siły grawitacji nie zatrzymają tego ruchu i nie spowodują zapadnięcia się wszechświata znowu do punktu. Czy nie przypomina to poglądu starożytnych pitagorejczyków i stoików, którzy twierdzili, że czas zatacza koła i wciąż powraca do tego samego punktu? Zawsze jednak pozostaje pytanie: Kto taki świat wymyślił i w jakim celu? Oczywiście teorie te nie dają na to pytanie odpowiedzi, zajmując się raczej tylko swoją „pseudomądrością” dotyczącą szczegółów. Naukowcy obecnie usilnie starają się oszacować masę wszechświata, by móc określić, czy zatrzymanie rozprzestrzeniania się wszechświata w ogóle nastąpi; gdyby masa okazała się niewystarczająca wszechświat wcale nie powróciłby do punktu wyjścia poprzez zapadnięcie się, ale będzie się w nieskończoność rozszerzał, co z kolei oznacza powolne „stygnięcie” i zamieranie gwiazd aż do stanu zimnej, jednorodnej pustki. Ten drugi scenariusz odpowiada najbardziej naszym dzisiejszym nihilistom.

Lecz to wszystko dotyczy świata powstałego przez przypadek, poddanego prawom „natury”. Ale istnieje też możliwość, że świat został stworzony przez Boga, nie przypadkowo, ale według Jego zamysłu, w jakimś celu, tak uczy o tym Pismo Święte. A jeżeli Bóg stwarzał świat według Swojego zamysłu, to dlaczego miałby posługiwać się loterią w postaci ewolucji? Przecież ewolucja jest procesem chaotycznym, poddanym tylko prawom, które w swojej istocie są nieprzewidywalne. Co więcej, jako proces „naturalny” działa sama z siebie, bez żadnej potrzeby ingerencji Boga. Poza tym trzeba koniecznie pamiętać, że człowiek w takim ujęciu nie jest czymś ostatecznym, nie jest istnieniem docelowym, bo celu jako takiego nie ma; człowiek obecny jest tylko chwilową fantazją tego procesu, efemeryczną formą życia, która wciąż jest w trakcie transformacji, ewolucyjnych zmian. Być może niedługo ludziom wyrosną rogi, nogi zmienią się w kopyta a z tyłu wyrośnie im ogon, czy to wciąż będą ci sami ludzie co my teraz? A potem znowu zmienią się w jeszcze coś innego, na przykład będą umieli dokonywać trzy miliony rachunków na sekundę.

Niektórzy ewolucjoniści deistyczni twierdzą, że Bóg jest tylko praprzyczyną, potem świat toczy się własnym torem, według stworzonych przez Boga praw. Właśnie jednym z tych praw jest teoria ewolucji. Czy nam to czegoś nie przypomina? Czy nie jest to podobne do gnostyckiej paplaniny o Demiurgu stwarzającym świat? W takim ujęciu ewolucja byłaby właśnie rodzajem takiego Demiurga, na którego Bóg scedował „trud” stwarzania świata, ewolucja byłaby „emanacją” Bożej Istoty. „Nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1:9), wciąż odradzają się te same herezje, zmieniają się tylko ich nazwy i wciąż walczą z Kościołem Bożym. Ujęcie gnostyckie było zwalczane i zostało wyklęte u samego zarania istnienia Kościoła. Bóg nie stwarzał niezależnych od siebie, posiadających własną wolę i zamysł istot, czy „procesów”, które podjęłyby za Niego „trud” stworzenia. Pismo Święte jasno uczy, że cały świat, widzialny i niewidzialny, został stworzony przez Boga w ciągu sześciu dni i na tym cała kosmologia zaczyna się i kończy. Ważne jest to, że świat został stworzony według Jego zamysłu, od początku do końca; nie ma tu miejsca na żadną przypadkowość czy spontaniczność, na żadne chaotyczne procesy. Bóg, jako autor, ponosi za Swoje dzieło pełną odpowiedzialność i wszelkie prawa autorskie tylko Jemu przypadają. Inaczej trudno byłoby zaakceptować ideę tego, co nazywamy Prawem albo sprawiedliwością Bożą. Mówiąc inaczej, wolność wyboru została dana tylko istotom rozumnym, i tylko one mogą decydować same o sobie, odpowiadając za skutki swych wyborów przed Bogiem.

Są też jeszcze tacy chrześcijanie, którzy mówią, że ewolucja nie była dziełem jakiegoś Demiurga, tylko Chrystusa. To Chrystus kierował procesem ewolucji od samego początku, to On pilnował, żeby powstał z tego procesu człowiek, żeby potem wcielić się i zbawić całą „wyhodowaną” w ten sposób ludzkość. Albo, tak jak Teilhard de Chardin twierdzą wręcz, że Chrystus jest identyczny z ewolucją, ewolucja jest bogiem działającym, dynamicznym, bogiem tożsamym z materią i rządzonymi nią prawami natury, jest duszą materii. Jest to oczywiście współczesna forma panteizmu. Poza tym brzmi to bardzo przyjemnie dla ucha, bo oznacza, że jesteśmy dziełem Boga i jednocześnie sami jesteśmy Bogiem. Nasze dobre samopoczucie poprawi się jeszcze, kiedy przeczytamy w dziełach Teilharda, że bóg-ewolucja ma zamiar zakończyć się stanem totalnej szczęśliwości i jedności. Co więcej, nie ma czegoś takiego jak kara, jest tylko konieczność przyjęcia tej nowej mądrości, aby ludzkość mogła się zjednoczyć na gruncie tej wspaniałej religii, mówiącej że bóg-ewolucja od jednokomórkowych żyjątek, wznosi się poprzez coraz to wyższe byty, aby poprzez człowieka dojść do Boskości.

Jakże daleko znaleźliśmy się od nauki Pisma Świętego i Kościoła! Kto czytając te słowa nie zadrży z przerażenia? Kto nie zapłacze nad głupimi ludźmi, którzy karmią się tymi diabelskimi oszustwami? O Chryste Boże, wskaż nam drogę prawdy, oświeć nasze umysły i serca, abyśmy potrafili otrząsnąć się z tego strasznego mroku kłamstwa!

Właśnie dlatego list o. Seraphima jest tak bardzo potrzebny i ważny dla dzisiejszego chrześcijaństwa, bo stara się spokojnie i jasno wytłumaczyć jaka jest i jaka zawsze była nauka Cerkwi dotycząca stworzenia świata i człowieka. Wsłuchajmy się w jego pewny, spokojny głos, głos wołający na pustyni. Da Bóg, a przynajmniej niektórzy usłyszą w nim głos proroka.

Dlaczego Chrystus nie stworzył ewolucji? Przede wszystkim jest to niezgodne z nauką Pisma Świętego, w pierwszym rzędzie z Księgą Rodzaju oraz z całym nauczaniem świętych Ojców, czyli całego Kościoła. Jak napisałem wyżej, Chrystus stworzył świat jako doskonałe dzieło Boże, jako dobry, nieskazitelny, nie poddany zepsuciu i śmierci. Świat był godnym dziełem swojego Stworzyciela, prawdziwym obrazem Jego potęgi, Jego wielkiej mocy a także Jego dobroci i miłości. Pierwszy człowiek stworzony był jako prawdziwy obraz i podobieństwo Boga. Nie było zatem potrzeby żadnej ewolucji, wszystko bowiem było dobre, skończone i doskonałe. Co więcej, świat został poddany całkowicie pierwszemu człowiekowi, był w jego władaniu.

Wydaje mi się, że kluczowym zagadnieniem w zrozumieniu nauki chrześcijańskiej, pomocnym w odpieraniu kłamstw i herezji współczesnego świata, jest sprawa grzechu. To grzech jest powodem zepsucia i śmierci i trzeba to dobrze zrozumieć. „Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli...” (Rz 5:12); oraz „albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6:23); oraz „każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia, ponieważ grzech jest bezprawiem” (1 J 3:4). Zadaniem chrześcijan jest odwrócenie się od grzechu i odnalezienie drogi powrotnej do utraconego przez przestępstwo Adama Raju. A drogą tą jest Chrystus, który poprzez przyjęcie naszej ludzkiej natury i poprzez przyjęcie śmierci cielesnej pokonał ją mocą Ducha Bożego, gdyż nie mogła śmierć zapanować nad Dawcą życia. Tylko, że Zbawienie w Chrystusie nie oznacza wcale automatycznego zbawienia dla wszystkich ludzi. To wielkie Zbawienie jest darem, który człowiek może przyjąć, ale może też odrzucić. Inaczej naruszona zostałaby zasada wolności danej człowiekowi, co oznaczałoby zlikwidowanie zawartego w nim podobieństwa Bożego. Albo, albo. Albo jesteś człowiekiem i wybierasz w wolności, która jest nierozdzielnym składnikiem twojej natury, albo jesteś bezwolnym i bezrozumnym bydlęciem, tylko wtedy co ci przyjdzie ze zbawienia, skoro i tak nie potrafiłbyś go ujrzeć, docenić i radować się nim. Jaki sens miałoby zbawienie bezrozumnych zwierząt, które nawet by tego nie zauważyły? Może dla wielu jest to nieszczęście, ale ludzie nie są bezrozumnymi bydlętami i ponoszą pełną odpowiedzialność za wszystko, co robią.

Chrystus stwarzając ewolucję zaprzeczyłby tej zasadzie wolności. Dlatego też nie byłoby miejsca na popełnienie grzechu i nie trzeba by nikogo zbawiać, ani potępiać. Oczywistym wnioskiem z takiej teorii jest brak pojęcia grzechu. Kształtując wszystko w ewolucji jako coraz doskonalsze, stworzenie „skazane” by było na zbawienie, bez prawa wyboru. W tym ujęciu Chrystus przyszedł na świat nie jako Zbawiciel, nie jako zwycięzca śmierci, bo to nie było nikomu potrzebne, ale jako duchowy przewodnik ludzkości, albo jako nauczyciel, który przyniósł ludziom wyjaśnienie paru tajemnic wpisanych w ezoteryczne tradycje. Właściwie te „tajemnice” i tak już były wcześniej znane, więc Chrystus przyszedł właściwie tylko po to, żeby oświadczyć ludziom, że wszystko jest OK, albo jak mówi dzisiejsza młodzież, że wszystko jest „cool”.

No dobrze, przypuśćmy roboczo, tak na chwilę, że może nawet Cerkiew ma rację; że Chrystus przyszedł zbawić ludzi i przywrócić im utracony przez grzech Raj, Królestwo Boże. Ale po co w to wierzyć, i w całą tę naukę Cerkwi, przecież jeżeli jest to prawda, to i tak się o tym kiedyś przekonamy. Nasza wiara czy niewiara nic nie zmieni w fundamentach wszechświata, w odwiecznych jego prawach, czy to Bożych, czy „naturalnych”. A poza tym czy taka wiara czasem nie ogranicza naszej wolności, naszego „zdrowego rozsądku” stając się wyrazem fanatyzmu i zaciemnienia umysłowego?

Otóż wiara do naszego zbawienia jest niezbędnie potrzebna. W fundamentach wszechświata może nic nie zmienia, ale powoduje wielką, życiodajną zmianę w naszych duszach. Poprzez przyjęcie wiary rodzimy się z Ducha na nowo, jako nowi ludzie duchowi, przynależący do Chrystusa, wchodzimy do Jego Kościoła, który jest już pod Jego Władaniem, Jego Przeczystej Matki i wszystkich Jego świętych. Bez wiary nie możemy tam wejść. Co nie znaczy, że teraz znajdujemy się na ziemi niczyjej; znajdujemy się w królestwie tego upadłego świata, który jest pod władaniem szatana. Jest to świat ewolucji i śmierci, w Raju natomiast śmierci i ewolucji nie ma. Wybór należy do ciebie! A dlaczego tylko przez wiarę można tam wejść? Bo rzeczywistość Boga jest skrajnie inna od rzeczywistości upadłego świata, tak jak światło różni się od ciemności, jak życie różni się od śmierci, jak dobro różni się od zła, czy prawda od kłamstwa. Czy można komuś podczas ciemnej nocy wyjaśnić czym jest dzień? Tylko przez wiarę stajemy się uczestnikami światłości dnia; natomiast bez wiary nawet gdy nadejdzie dzień, dla nas jest wciąż noc. Poza tym wierząc dokonujemy wyboru, właśnie wtedy korzystamy z przywileju naszej wolności. Dlatego istotne jest czy człowiek wierzy w ewolucję, bo wtedy daje się zwieść przez kłamstwo szatana, czy wierzy w Jezusa Chrystusa, bo wtedy jest uczestnikiem Prawdy i już nie jest z tego świata.

Ostatecznym, końcowym rezultatem, ukoronowaniem ewolucji, jest jej twórca, czyli szatan. Ale jeszcze wcześniej pojawi się na świecie jego prorok, udający Chrystusa, czyli antychryst z nową religią, udającą chrześcijaństwo. Widzimy już teraz, że ewolucja stała się składnikiem nowej, ekumenicznej religii, w której nie ma grzechu, i w której wszyscy oczekują wspaniałego świata, w którym będzie pokój i bezpieczeństwo. W tej nowej religii ewolucja przybrała swój religijny odpowiednik, czyli reinkarnację, która jest ewolucją w sferze ducha. Idea ewolucji łączy wielu ludzi, zaczynając od ateistów, naukowców, racjonalistów, agnostyków i gnostyków, poprzez deistów, spirytualistów, bioterapeutów, sportowców, polityków (nie tylko zielonych), gwiazdy kina i estrady, psychologów i parapsychologów, dietetyków, wróżów, czarnoksiężników, ekologów, kończąc na poganach, buddystach, hinduistach,oraz niestety z większości chrześcijan. Idea ta bardzo mocno spaja dzisiejszy świat; wszędzie jest obecna i wszędzie zaakceptowana, jest poszukiwanym od dawna "nowym paradygmatem" usidlającym ludzkie umysły i niszczącym wiarę chrześcijańską.

Może już tylko o. Seraphim, samotny mnich z Platiny, który uwierzył Chrystusowi i poznał naukę Cerkwi Prawosławnej, stawia jej jeszcze opór. Przyjrzyjmy się jego argumentom. Oto kłamstwo i Prawda powstają do walki, zobaczmy sami jak Prawda tryumfuje a kłamstwo pierzcha i rozpływa się w nicość.

M. D.

Nota amerykańskiego wydawcy

Prezentowany list, traktujący o problemie teorii ewolucji i jej wpływu na myślenie współczesnych chrześcijan, został napisany przez o. Seraphima do dr Aleksandra Kalomirosa, greckiego prawosławnego lekarza, pisarza cerkiewnego i „chrześcijańskiego ewolucjonisty”. O. Seraphim odpowiadał na list, w którym dr Kalamiros próbował udowodnić, że Pismo Święte i święci Ojcowie pozostają w pełnej zgodności ze współczesną teorią ewolucji. Według dr Kalomirosa Adam był „wyewoluowanym zwierzęciem”, które w odpowiednim punkcie swojego ewolucyjnego rozwoju otrzymało łaskę Bożą i w ten sposób zostało człowiekiem. Dr Kalamiros napisał: „Kiedy Władca Bóg tchnął w nozdrza Adama tchnienie życia, wtedy wyewoluowane zwierzę stało się stworzeniem rozumnym... Nie byłbym zdziwiony, gdyby ciało Adama pod wieloma względami przypominało małpę człekokształtną... Adam był prawdopodobnie na niższym poziomie ewolucyjnym niż człowiek współczesny... Wzięty był z najwyższego szczebla drabiny ewolucyjnej antropoidów. Człowiek nie pochodzi od małpy ale od innej, równoległej gałęzi antropoidów. Nie możemy powiedzieć nic pewnego o tym, w którym momencie ewolucji tchnienie Boże zostało dane zwierzęciu.”

Odpowiedź o. Seraphima wydana pośmiertnie w Epiphany Journal (jesień 1989 – zima 1990) i później w The Christian Activist (wiosna/lato 1998) stała się ważnym wprowadzeniem do patrystycznej doktryny o stworzeniu, całkowicie obalającym współczesną teorię ewolucji. Przedstawiamy ją podzieloną na rozdziały z tytułami pochodzącymi od redaktora.

Piąty tydzień Wielkiego Postu, 1974

Drogi doktorze Kalomirosie,

Pozdrowienia w Zbawicielu naszym Jezusie Chrystusie.

W końcu piszę moją odpowiedź na pański list dotyczący „ewolucji”. Ta odpowiedź odzwierciedla opinię całego naszego Bractwa dotyczącą tej kwestii. Powtarzam panu, piszę tę odpowiedź nie jako „ekspert” z patrologii, ale jako „wielbiciel” świętych Ojców, którym, jak wierzę, jest również i pan. Większość cytatów ze świętych Ojców, które tu umieszczam, przetłumaczyłem z rosyjskich dzieł patrystycznych z XIX wieku, kilka z angielskich przekładów z XIX w. wydrukowanych w „Eerdmans” serii nicejskich Ojców Cerkwi. Podałem źródła jak najdokładniej po to, aby mógł je pan przeczytać po grecku. Jeśli miałby Pan jakieś pytania dotyczące tych, lub jakichś innych patrystycznych cytatów, z przyjemnością później przedyskutuję je z Panem. Nie jest moją intencją znajdowanie jedynie tych cytatów, które „udowadniają mój punkt widzenia”, faktycznie powinien pan zauważyć, że zamieściłem również kilka cytatów, które wydają się nie „udowadniać mojego punktu widzenia” – jestem zainteresowany przede wszystkim i wyłącznie w odpowiedzi co Święci Ojcowie myśleli na ten temat, co, jak wierzę, powinno być i naszym sposobem myślenia. Niech Chrystus, nasz Bóg, pobłogosławi mi abym mówił pełną prawdę.

Kwestia „ewolucji” jest niesłychanie ważna dla Prawosławnych chrześcijan, bo łączy się z wieloma innymi kwestiami, które bezpośrednio atakują naszą Prawosławną wiarę i poglądy: ze względną wartością nauki i teologii, ze współczesną filozofią oraz z patrystyką, z nauką o człowieku (antropologią); z naszym podejściem do nauki Świętych Ojców (czy rzeczywiście traktujemy serio ich pisma i próbujemy nimi żyć, czy wierzymy przede wszystkim nowoczesnej „mądrości”, mądrości tego świata i przyjmujemy naukę Świętych Ojców tylko wtedy, kiedy „harmonizuje się” z tą „mądrością”?); z naszą interpretacją Pisma Świętego, zwłaszcza Księgi Rodzaju. Poniżej zajmę się wszystkimi tymi tematami.

Przed każdą dyskusją na temat ewolucji należy mieć precyzyjny pogląd na to, o czym tak naprawdę będziemy rozmawiać. Mówię o tym, ponieważ miałem niezwykle zaskakujące doświadczenia nawet z bardzo wykształconymi ludźmi, którzy rozmawiali tak, jakby wiedzieli wszystko o ewolucji, a popełniali bardzo podstawowe błędy, które ewidentnie obnażały ich niewiedzę na ten temat. W szczególności prawie wszyscy piszący na temat ewolucji zakładają, że wiedzą co to jest „ewolucja”, a mimo to prezentują bardzo pogmatwane jej rozumienie. Kwestia ewolucji należy bez wątpienia do bardzo prostych, a powoduje tak wielkie zamieszanie w ludzkich umysłach, wliczając w to również i prawosławnych chrześcijan, że nie powinniśmy nawet o niej mówić, dopóki nie będziemy pewni, że wiemy o czym dyskutujemy.

Poprosił nas Pan abyśmy „starannie wyczyścili nasze umysły ze wszystkich zachodnich koncepcji, zarówno teologicznych, filozoficznych czy naukowych.” Zapewniam Pana, że próbowałem to zrobić i w całym tym liście pilnowałem się aby nie myśleć w terminach zachodnich koncepcji, ponieważ zgadzam się z Panem, że te idee fałszują temat naszej dyskusji, i używając ich nie można zrozumieć pytania o ewolucję. Ale w zamian proszę, aby spróbował Pan starannie oczyścić swój umysł z jakichkolwiek uprzedzeń na temat ewolucji, które mógłby Pan posiadać jako pozostałości szkolnego nauczania, tego, co Pan wyczytał z naukowych książek, co mógłby Pan sądzić o „antyewolucjonistach”, także co greccy teologowie twierdzili w tej kwestii. Zastanówmy się wspólnie, nie naśladując zachodniego racjonalizmu ale jako prawosławni chrześcijanie, którzy kochają świętych Ojców i pragną zrozumieć ich naukę, także jako byty rozumne, które nie przyjmują nauk żadnych nowoczesnych „myślicieli”, w tym nawet i teologów, filozofów czy naukowców dopóki ich nauka nie będzie zgodna z nauką Pisma Świętego czy świętych Ojców Cerkwi, a także nie będzie pochodziła z żadnej obcej filozofii.

1. Filozofia, nie fakt

Przede wszystkim zgadzam się z Panem w całej rozciągłości, kiedy twierdzi Pan: „Nie powinien Pan mieszać czystej nauki z przeróżnymi teoriami filozoficznymi powstałymi po to, żeby wytłumaczyć odkryte przez naukę fakty. Fakty to jedna rzecz (czysta nauka) a objaśnienia druga (filozofia).”

Przede wszystkim muszę wyznać Panu, że kiedyś całkowicie wierzyłem w ewolucję. Wierzyłem nie dlatego, że długo rozmyślałem o tej teorii, ale po prostu dlatego, że „każdy w nią wierzył”, bo była „faktem” a czyż można przeczyć faktom? Ale później zacząłem rozmyślać nad tym trochę głębiej. I zauważyłem, że bardzo często tak zwana „nauka” wcale nie zajmuje się faktami ale filozofią; wtedy zacząłem starannie odróżniać naukowe fakty od naukowej filozofii. Po wielu latach doszedłem do następujących wniosków:

a. Ewolucja wcale nie jest naukowym faktem, ale filozofią.

b. Jest to fałszywa filozofia wynaleziona na zachodzie jako reakcja na rzymsko-katolicką i protestancką teologię, i która po to, by wydawać się bardziej wiarygodną przywdziewa płaszczyk „nauki” by zwieść ludzi akceptujących naukowe dowody. (Na zachodzie prawie wszystkie nowoczesne błędne teorie robią to samo, nawet „nauka chrześcijańska” twierdzi że jest „naukowa”, ale także spirytyzm, różne kulty hinduskie itp.)

c. Jest ona całkowicie sprzeczna z nauką świętych Ojców w bardzo wielu punktach.

Umyślnie przedstawiłem swoje wnioski przed ich wyjaśnieniem Panu, żeby mógł się Pan zatrzymać chwilę i zastanowić się: czy jest Pan pewny, że porzucił Pan wszystkie swoje uprzedzenia na temat ewolucji i jest Pan przygotowany do jasnego i chłodnego rozumowania na ten temat? Czy jest Pan skłonny przyznać, że może być trochę prawdy w tym, co zamierzam powiedzieć na ten temat? Muszę szczerze przyznać, że wielu „ewolucjonistów” zatrzyma się tutaj i powie: ten człowiek jest stuknięty, on zaprzecza faktom. Ufam, że Pański umysł jest na tyle otwarty aby przeczytać resztę tego, co zamierzam powiedzieć, co chcę oprzeć całkowicie na nauczaniu świętych Ojców. Jeżeli popełnię jakieś błędy, mam nadzieję, że powie mi Pan o nich.

2. Dokładna definicja

Wiele argumentów pomiędzy „ewolucjonistami” i „antyewolucjonistami” jest bezużytecznych z jednego podstawowego powodu: spierają się zazwyczaj nie na ten sam temat. Każdy słysząc słowo „ewolucja” ma co innego na myśli, spierają się więc na próżno ponieważ nie mówią nawet o tym samym. Stąd chcąc być precyzyjnym, powiem Panu dokładnie co rozumiem pod słowem „ewolucja”, i co jest znaczeniem tego słowa, które znajduje się w książkach o ewolucji. Ale na początku chcę jednak wykazać Panu, że w Pańskim liście używał Pan słowa „ewolucja” w dwóch zupełnie różnych znaczeniach, pisząc jakby o jednej i tej samej rzeczy. Tutaj zawiódł Pan w rozróżnianiu pomiędzy naukowymi faktami a filozofią.

a. Napisał Pan: „Pierwsze rozdziały Pisma Świętego nie są niczym innym jak historią stworzenia coraz bardziej doskonałego i ukończonego w czasie.... Stworzenie nie powstało natychmiast, ale zachowuje pewną sekwencję pojawiania się, rozwoju w czasie sześciu różnych ‘dni’. Jak inaczej możemy nazwać ten rozwój w czasie jak nie ewolucją?”

Odpowiadam: wszystko co Pan twierdzi jest prawdą, i jeżeli Panu na tym zależy, może Pan nazwać ten przebieg stworzenia „ewolucją” – ale to nie jest to, co czyni tę teorię kontrowersyjną. Wszystkie naukowe pisma definiują ewolucję jako określoną teorię mówiącą o tym jak powstały stworzenia w czasie: wykorzystując mechanizmy transformacji jednego rodzaju stworzeń w inne, „złożone formy wywodzą się z prostszych form” w naturalnym procesie trwającym nieprzeliczone miliony lat (Storer, General Zoology). Potem, kiedy mówi Pan o „wyewoluowanym zwierzęciu” Adamie, ujawnia Pan swoją wiarę również w tą konkretną naukową teorię. Mam nadzieję, że wykażę Panu, że święci Ojcowie nie wierzyli w tę konkretną naukową teorię, mimo, że nie jest to z pewnością najważniejszy aspekt teorii ewolucji, a jest nim raczej błąd dotyczący natury człowieka, jak wykażę poniżej.

b. Pisze Pan: „Wszyscy zaczęliśmy istnieć w wyniku ewolucji w czasie. W łonach naszych matek każdy na początku był jednokomórkowym organizmem... a w końcu doskonale ukształtowanym człowiekiem.” Oczywiście wszyscy w to wierzą, „ewolucjoniści” razem z „antyewolucjonistami”. Ale to nie ma nic wspólnego z teorią ewolucji o której dyskutujemy.

c. Znowu pisze Pan: „Jakiej rasy był Adam, białej, czarnej, czerwonej czy żółtej? W jaki sposób ludzie tak się zróżnicowali skoro pochodzą od jednej pary? Czy to zróżnicowanie ludzi na rozmaite rasy nie jest wynikiem ewolucji?”

Znowu odpowiadam: Nie, to nie jest to, co oznacza słowo „ewolucja”! Jest bardzo dużo książek w języku angielskim, które omawiają ewolucję z naukowego punktu widzenia. Może Pan nie wie o tym, że wielu naukowców zaprzecza faktowi ewolucji (w rozumieniu pochodzenia wszystkich współczesnych istot żywych poprzez przekształcanie z innych istot) i bardzo wielu naukowców twierdzi, że niemożliwe jest poznanie poprzez metody naukowe czy ewolucja jest prawdą czy nie, ponieważ nie ma niezbitych dowodów, które mogłyby ją ostatecznie udowodnić lub obalić. Jeśli Pan sobie życzy w następnym liście omówię z Panem „naukowe dowody” teorii ewolucji. Zapewniam Pana, że jeśli przyjrzy się im Pan obiektywnie, bez żadnych z góry przyjętych opinii na temat tego, co w nich Pan znajdzie, odkryje Pan, że nie ma nawet jednego dowodu na potwierdzenie teorii ewolucji, którego nie można by również wytłumaczyć teorią „jednorazowego stworzenia”.

Proszę sobie dobrze uświadomić, że wcale nie twierdzę, że mogę naukowo obalić teorię ewolucji; ja tylko twierdzę, że teoria ewolucji nie może być ani udowodniona ani obalona poprzez naukę. Ci naukowcy, którzy twierdzą, że teoria ewolucji jest faktem w rzeczywistości interpretują naukowe dane według pewnej teorii filozoficznej; ci, którzy twierdzą, że ewolucji nie ma również interpretują naukowe dane według innej teorii filozoficznej. Czysta nauka nie jest w stanie przeprowadzić ostatecznego dowodu za lub przeciw „faktowi” ewolucji.

Powinien Pan również wiedzieć, że dużo książek było napisanych właśnie o „trudnościach teorii ewolucji”. Jeśli Pan sobie życzy, będę szczęśliwy mogąc omówić kiedyś z panem kilka z tych problemów, które wyglądają na zupełnie niewytłumaczalne, jeżeli ewolucja jest „faktem”.

 

3. Rozwój, a nie ewolucja

Pragnę, aby było dla Pana jasne: wcale nie zaprzeczam faktom o zmianach czy rozwoju w przyrodzie. Temu, że dorosły człowiek powstaje z embrionu; temu, że wielkie drzewo rośnie z małego żołędzia; temu, że rozwijają się nowe warianty organizmów, czy to „rasy” ludzi czy też różne rodzaje psów i kotów, czy drzew owocowych – ale to wszystko to nie jest ewolucja: to są tylko zmiany w określonym rodzaju czy gatunku. Nie dowodzą one czy nawet nie sugerują (jeżeli jeszcze Pan w to nie uwierzył z powodów nienaukowych), że jeden rodzaj albo gatunek rozwija się w inny i że wszystkie współczesne istoty żywe są wynikiem takiego rozwoju z jednego lub kilku prymitywnych organizmów. Wierzę, że takie właśnie jest nauczanie św. Bazylego Wielkiego w Hexaemeronie, co zamierzam właśnie wykazać.

W homilii 5:7 Hexaemeronu św. Bazyli pisze:

Zatem niechaj każdy kto żyje w uścisku rozpaczy o siebie wie, że tak jak w rolnictwie zmieniają się właściwości roślin, tak pilność duszy w pościgu za cnotami może zatriumfować nad wszelkimi rodzajami niedołęstwa.

Nikt, „ewolucjonista” czy „antyewolucjonista”, nie może zaprzeczyć, że „właściwości” istot żywych mogą się zmieniać; ale to nie jest dowód na ewolucję, o ile nie będzie wykazane, że jeden rodzaj lub gatunek może zmienić się w inny, a co więcej, że każdy gatunek zmienia się w inny w nieprzerwanym łańcuchu wstecz, aż do najprymitywniejszych organizmów. Pokażę niżej co św. Bazyli mówi na ten temat.

Św. Bazyli pisze znowu:

Jak w takim razie ziemia wydaje nasiona według każdego rodzaju, skoro siejąc zboże, czasami zbieramy czarną pszenicę? To nie jest zmiana w inny rodzaj, ale stało się tak ponieważ kilka nasion było chorych i wadliwych. Zboże nie przestało być pszenicą ale stało się takie poprzez spalenie.1

Ten fragment wydaje się wskazywać, że św. Bazyli nie wierzy w „zmianę w inny rodzaj” – ale nie przyjmę tego jako ostatecznego dowodu, dopóki nie dowiem się co św. Bazyli naprawdę nauczał, nie będę też arbitralnie interpretował jego słów. To, co jedynie można stwierdzić z tego ustępu to to, że św. Bazyli rozpoznaje jakiś rodzaj „zmiany” w pszenicy, który nie jest „zmianą w inny rodzaj”. Ten rodzaj zmian to nie ewolucja.

Św. Bazyli pisze znowu:

Pewni ludzie zauważyli, że jeśli sosny będą ścięte albo spalone, to zamieniają się w lasy dębowe.2

Ten ustęp niczego też nie udowadnia, przytoczyłem go tylko dlatego, że był używany przez innych by wykazać, że św. Bazyli wierzył, (1) że jeden rodzaj stworzenia rzeczywiście zmienia się w inny (ale wykażę poniżej co św. Bazyli w rzeczywistości nauczał na ten temat); oraz, (2) że św. Bazyli popełniał naukowe błędy ponieważ to zdanie jest fałszywe. Tutaj chcę stwierdzić rzecz elementarną: współczesna nauka gdy opisuje naukowe fakty zazwyczaj wie więcej niż święci Ojcowie, a święci Ojcowie mogą łatwo popełniać błędy dotyczące faktów naukowych, ale to nie naukowych faktów szukamy u świętych Ojców ale prawdziwej teologii i prawdziwej filozofii, która oparta jest na teologii. Ale mimo to w tym akurat przypadku św. Bazyli jest naukowo poprawny, bo rzeczywiście często zdarza się, że w lesie sosnowym jest silne podszycie dębowe (las w którym mieszkamy faktycznie jest właśnie takim mieszanym lasem sosnowo-dębowym), i kiedy sosny są usunięte na przykład przez pożar, dęby rosną szybko i zmieniają rodzaj lasu z sosnowego na dębowy w dziesięć albo piętnaście lat. To nie jest ewolucja ale inny rodzaj zmiany, a teraz wykażę że św. Bazyli nie mógł wierzyć w rzeczywistą zamianę lub ewolucję sosny w dąb.

Zobaczmy teraz czy św. Bazyli wierzył w „ewolucję” czy raczej w „ustalenie” gatunków. Pisał:

Nie ma nic prawdziwszego od tego, że każda roślina albo ma nasienie albo jakąś płodną moc. To właśnie zawiera się w stwierdzeniu „według swego gatunku”. Dlatego z pędu trzciny nie wyrośnie drzewko oliwne, ale z trzciny wyrasta inna trzcina; z nasion wyrastają rośliny pokrewne zasianym nasionom. W ten sposób co było położone w ziemi w jego pierwszym pokoleniu, zostało zachowane do czasów obecnych, od tego czasu rodzaje przedłużają swoje trwanie poprzez ciągłą reprodukcję.3

Św. Bazyli pisze znowu:

Natura istniejących rzeczy, wprawiona w ruch przez jedno polecenie, przenika całe stworzenie bez zmiany, poprzez wytwarzanie i destrukcję, zachowując dziedzictwo każdego rodzaju przez podobieństwo, aż osiągnie ostateczny koniec. Rodzi się koń jako potomstwo konia, lew z lwa, orzeł z orła, poprzez nieprzerwane dziedzictwo aż do końca świata. Długość czasu nie wpływa na określone cechy zwierząt, na ich zepsucie czy wygaśnięcie, ale, tak jakby były ustalone zupełnie niedawno, natura, zawsze świeża, przemieszcza się przez wieki.4

Wydaje się całkiem jasne, że św. Bazyli nie wierzy by jeden rodzaj stworzenia mógł być przemieniony w inny, tym bardziej, że każde stworzenie teraz istniejące było kiedyś przemienione z innego stworzenia, i tak dalej aż do najbardziej prymitywnych organizmów. Jest to współczesna myśl filozoficzna.

Powinienem Panu wyznać, że nie uważam, że ta kwestia ma wielkie znaczenie sama w sobie. Niżej omówię dużo bardziej istotne pytania. Jeżeli byłby to rzeczywiście naukowy fakt, że jedne rodzaje organizmów mogą przemieniać się w inne, nie miałbym żadnych trudności by w to uwierzyć, ponieważ Bóg może uczynić co zechce, a przemiany jak i rozwój, które obserwujemy w przyrodzie, (embrion staje się człowiekiem, żołądź wyrasta w dąb, gąsienica przemienia się w motyla) są na tyle zdumiewające, że można bez trudności uwierzyć, że jedne gatunki ewoluują z innych. Ale nie ma rozstrzygających naukowych dowodów na to, czy takie rzeczy kiedykolwiek się wydarzały, a już całkiem brak dowodów na to, że jest to prawo uniwersalne i że całe stworzenie pochodzi ostatecznie od jakichś prymitywnych organizmów. Święci Ojcowie z całą pewnością nie wierzyli w taką teorię – ponieważ teoria ewolucji była wymyślona w czasach nowożytnych. Jest to produkt współczesnej zachodniej mentalności i jeśli Pan sobie życzy mogę później wykazać Panu jak ta teoria rozwijała się wspólnie ze współczesną filozofią począwszy od Kartezjusza, znacznie wcześniej niż powstały jakiekolwiek „naukowe dowody” na nią. Idea ewolucji jest całkowicie obca tekstom Księgi Rodzaju, zgodnie z którą każde stworzenie zostało stworzone według swojego gatunku a nie jedno zmieniało się w inne. I święci Ojcowie, jak wykażemy szczegółowo poniżej, rozumieli tekst Księgi Rodzaju całkiem prosto, bez wczytywania się w jakieś „naukowe teorie” czy alegorie.

Teraz zrozumie Pan dlaczego nie przyjmuję pańskiego cytatu św. Grzegorza z Nyssy o „podniesieniu natury z niższego poziomu na doskonały” jako dowodu na ewolucję. Wierzę, jak podaje nam natchniona Księga Rodzaju, że rzeczywiście stworzenie powstawało w pewnym określonym porządku, w kolejnych etapach; ale nigdzie w Księdze Rodzaju czy w pismach św. Grzegorza z Nyssy nie ma stwierdzenia, że jeden rodzaj stworzenia był przemieniony w jakiś inny, albo że całe stworzenie powstało w ten sposób! Całkowicie nie zgadzam się z Panem kiedy Pan stwierdza: „Stworzenie zostało opisane w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju dokładnie tak, jak je opisuje współczesna nauka.” Jeżeli za współczesną naukę uważa Pan naukę o ewolucji, wierzę że jest Pan w błędzie, jak wspomniałem. Zrobił Pan błąd zakładając, że rodzaj rozwoju opisany w księdze Rodzaju, u św. Grzegorza z Nyssy i u innych Ojców jest ten sam, jak ten opisany w teorii ewolucji; taka rzecz nie może być założeniem lub pewnikiem, musi Pan to udowodnić, a później z przyjemnością przedyskutuję z Panem „naukowe dowody” za i przeciw ewolucji, jeśli takie będzie Pana życzenie. Rozwój stworzenia zgodnie z Bożym planem to jedna rzecz, a współczesna naukowa (a w rzeczywistości filozoficzna) teoria, która wyjaśnia ten rozwój poprzez przemiany jednego rodzaju stworzenia w inne, począwszy od jednego lub kilku prymitywnych organizmów, jest całkiem odmienną sprawą. Święci Ojcowie nie głosili tej współczesnej teorii; jeśli wykaże mi Pan, że ją głosili, wysłucham Pana z wdzięcznością.

Jeśli natomiast przez „współczesną naukę” rozumie Pan naukę która nie jest oparta na filozoficznej teorii ewolucji, to mimo to wciąż nie zgadzam się z Panem; i wykażę niżej dlaczego wierzę, stosownie do świętych Ojców, że współczesna nauka nie może dojść do żadnej wiedzy na temat sześciu dni stworzenia. W każdym razie bardzo arbitralnie identyfikuje warstwy geologiczne jako „okresy stworzenia”. Ta naiwna analogia pomiędzy Księgą Rodzaju a nauką nasuwa wiele trudności. Czy „współczesna nauka” naprawdę wierzy, że ziemska trawa i drzewa istniały o cały okres geologiczny wcześniej przed pojawieniem się słońca, które zostało stworzone dopiero czwartego dnia? Myślę, że robi Pan poważny błąd angażując się w interpretowanie Pisma Świętego według specyficznej teorii naukowej (która nie jest wcale „faktem”). Wierzę, że nasza interpretacja Pisma Świętego nie powinna być powiązana z żadną naukową teorią, czy to ewolucji czy jakąkolwiek inną. Raczej przyjmujmy Pismo Święte tak, jak nauczali święci Ojcowie i nie spekulujmy na temat sposobu stworzenia. Teoria ewolucji jest współczesną spekulacją na temat jak powstał świat i pod wieloma względami zaprzecza nauce świętych Ojców, jak wykażę poniżej.

Oczywiście przyjmuję pańskie cytaty ze św. Grzegorza z Nyssy; znalazłem kilka podobnych u innych świętych Ojców. Naturalnie nie przeczę też, że nasza natura jest częściowo zwierzęca albo temu, że jesteśmy powiązani z całością stworzenia, co jest rzeczywiście cudowną jednością. Ale to wszystko nie ma nic wspólnego z teorią ewolucji, tą, która definiowana jest we wszystkich podręcznikach jako pochodzenie wszystkich obecnie istniejących stworzeń od jednego lub więcej prymitywnych organizmów poprzez proces przemian jednych gatunków w inne.

Potem zobaczy Pan (a teraz zaczynam już zbliżać się do ważnych nauk świętych Ojców na ten temat), że św. Grzegorz z Nyssy sam najwyraźniej nie wierzy w nic takiego jak współczesna teoria ewolucji, bo naucza, że pierwszy człowiek, Adam, naprawdę był stworzony bezpośrednio przez Boga i nie był zrodzony, tak jak wszyscy inni ludzie. W swojej książce „przeciwko Eunomiuszowi” pisze:

Pierwszy człowiek i człowiek z niego zrodzony otrzymali swoje istnienie w różny sposób; podczas gdy ten drugi poprzez akt płciowy, ten pierwszy został uformowany przez samego Chrystusa; pomimo tego, że uznajemy ich za dwa różne istnienia, w istocie bytu są obaj jednym, nie są uważani za dwie natury... Idea człowieczeństwa w Adamie i Ablu nie zmienia się w zależności od różnego ich początku; metoda ich stworzenia czy sposób przyjścia na świat nie robią żadnej różnicy w ich naturze.5

I znowu:

Tę zdolność rozumnego myślenia i śmiertelność nazywamy „człowiekiem” zarówno w przypadku Adama jak i Abla, i ta określona natura nie zmienia się przez to, że Abel był zrodzony, ani przez to, że Adam pojawił się na świecie bez narodzin.6

Oczywiście zgadzam się z nauką św. Atanazego, którego Pan cytuje, że „pierwszy człowiek stworzony był z prochu ziemi tak jak każdy, a ręka która wtedy ulepiła Adama, kształtuje również i tych, którzy przychodzą po nim.” Nikt nie kwestionuje oczywistej prawdy o stałej i twórczej działalności Bożej. Ale ta ogólna prawda w żaden sposób nie przeciwstawia się tej szczególnej, że pierwszy człowiek uczyniony był w inny sposób niż wszyscy inni ludzie, tak jak wyraźnie nauczają święci Ojcowie. Tak więc św. Cyryl Jerozolimski nazywa Adama „pierwszym człowiekiem uczynionym przez Boga” a Kaina „pierwszym zrodzonym człowiekiem”7 . Potem wyjaśnia, omawiając stworzenie Adama, że Adam nie był poczęty w żadnym ciele: „Ciało bierze początek z innego ciała, nawet jeśli jest to cudowne, niemniej jednak możliwe; ale powstanie człowieka z prochu ziemi jest czymś o wiele bardziej cudownym.”8

I znowu błogosławiony Grzegorz Teolog pisze:

Ci, którzy nazywają naturę Boga „Niezrodzoną” i „Zrodzoną”, uczynią zapewne Adama i Seta rożnymi pod względem natury, gdyż pierwszy nie pochodził z ciała (był stworzony) a drugi był zrodzony z Adama i Ewy.9

I ten sam Ojciec mówi jeszcze wyraźniej:

Cóż można rzec o Adamie? Czyż nie był on jedynym bezpośrednim dziełem Boga? Tak, powiecie. Czyżby był jedyną istotą ludzką? Na pewno nie. A dlaczego? Bo człowieczeństwo nie jest zależne od sposobu stworzenia. Właśnie z tego powodu to, co jest zrodzone, jest również ludzkie.10

A św. Jan Damasceński, którego teologia zwięźle podaje nauczanie wszystkich wczesnych Ojców, pisze:

Najwcześniejsze ukształtowanie (człowieka) nazywane jest „stworzeniem” a nie „zrodzeniem”, ponieważ „stworzenie” oznacza pierwotne ukształtowanie w Bożych dłoniach, podczas gdy „zrodzenie” jest powielaniem człowieczeństwa jeden z drugiego, co jest niezbędne ze względu na wyrok śmierci nałożony na nas z powodu upadku w grzech.11

A co z Ewą? Czy nie wierzy Pan, zgodnie z Pismem i nauką świętych Ojców, że była uczyniona z żebra Adama, a nie zrodzona z jakiegoś innego ciała? Św. Cyryl pisze:

Ewa była utworzona z Adama, a nie zrodzona ze swojej matki, tak jakby pojedynczy człowiek wydał ją na świat.12

A św. Jan z Damasceński porównując Przeczystą Bogurodzicę z Ewą pisze:

Tak jak Ewa uczyniona została z Adama bez związku dwojga ludzi, tak i dawny uczynił nowego Adama, który przyszedł na świat zgodnie z prawem narodzin, ale ponad naturą następowania pokoleń.13

Można by było cytować jeszcze wielu innych świętych Ojców poruszających ten temat, ale nie będę już tego czynił, dopóki nie będzie Pan kwestionował tego poglądu. Ale w moich dotychczasowych rozważaniach nie dotarłem jeszcze do najważniejszych pytań dotyczących teorii ewolucji, dlatego teraz powrócę do kilku z nich.

4. Jak święci Ojcowie interpretują Księgę Rodzaju?

W tym co napisałem do tej pory o Adamie i Ewie zauważy Pan, że cytowani święci Ojcowie interpretowali tekst Księgi Rodzaju w sposób, który mógłby uchodzić za raczej „dosłowny”. Czy nie mam racji przypuszczając, że wolałby Pan interpretować te teksty bardziej „alegorycznie”, skoro stwierdza Pan, że wiara w natychmiastowe stworzenie Adama przez Boga jest „bardzo płytką interpretacją Pisma Świętego”? Jest to niesłychanie ważny punkt, i jestem naprawdę zdumiony okryciem, że „prawosławni ewolucjoniści” całkowicie nie wiedzą, jak święci Ojcowie interpretują Księgę Rodzaju. Jestem pewny, że zgodzi się Pan ze mną, że nie możemy interpretować Pisma Świętego według własnych upodobań, ale koniecznie musimy stosować się do nauki świętych Ojców. Obawiam się, że nie wszyscy, którzy mówią o Księdze Rodzaju, przestrzegają tej zasady. Pewni ludzie tak są pochłonięci zwalczaniem protestanckiego fundamentalizmu, że dochodzą do skrajności w obalaniu każdego, kto chciałby interpretować Księgę Rodzaju „dosłownie”; ale czyniąc tak nigdy nie powołują się na św. Bazylego czy innych komentatorów Księgi Rodzaju, którzy zupełnie jasno wyłożyli zasady jakich należy przestrzegać w interpretacji natchnionych tekstów. Obawiam się, że wielu z nas utrzymujących, że podąża za tradycją patrystyczną, często bez zastanowienia i gładko popada w głoszenie własnej „mądrości” w miejsce nauki świętych Ojców. Osobiście mocno wierzę, że cały światopogląd i filozofia życia dla prawosławnych chrześcijan jest zawarta w pismach świętych Ojców; jeśli tylko będziemy wsłuchiwać się w ich nauki zamiast twierdzić, że jesteśmy na tyle mądrzy, by innych uczyć naszej własnej „mądrości”, nie zejdziemy na manowce.

A teraz poproszę Pana żebyśmy zbadali bardzo istotną i fundamentalną kwestię: jak święci Ojcowie uczyli interpretować Księgę Rodzaju? Odłóżmy nasze poglądy dotyczące „dosłownego” czy „alegorycznego” interpretowania i zobaczmy czego święci Ojcowie nauczają na temat czytania Księgi Rodzaju.

Nie możemy uczynić nic lepszego niż zacząć od słów samego św. Bazylego, który pisał tak inspirująco o sześciu dniach stworzenia. W Hexaemeronie pisał:

Ci którzy nie podzielają powszechnego rozumienia Pism Świętych mówią, że woda nie jest wodą, ale jakąś inną naturą, i opisują roślinę i rybę zgodnie ze swoimi własnymi poglądami. Opisują też zachowanie gadów czy dzikich zwierząt dostosowując ten opis do swoich poglądów, podobnie jak objaśniacze snów, którzy wydarzenia widziane w snach wyjaśniają według własnych chęci i celów. Kiedy słyszę „trawa”, wtedy myślę o trawie i w taki sam sposób rozumiem wszystko tak, jak to jest powiedziane, roślina, ryba, dzikie zwierzę czy wół. „Rzeczywiście, nie wstydzę się Ewangelii.” ... Ponieważ Mojżesz przemilczał pewne rzeczy, jako dla nas bezużyteczne i nie odnoszące się w żaden sposób do nas, czy z tego powodu mamy wierzyć, że słowa Pisma Świętego są przez to mniej ważne niż fałszywa mądrość (tych, którzy pisali na temat świata)? Czy raczej powinniśmy oddać mu chwałę, że nie zaprzątał naszego umysłu próżnymi rzeczami ale tak zarządził, żeby wszystkie słowa były pisane dla zbudowania i kierowania dusz? To jest rzecz, z której widocznie niektórzy nie zdają sobie sprawy, próbując przez fałszywe argumenty i alegoryczne interpretacje nadać Pismu Świętemu sens według własnych wymysłów. Ale są to poglądy tych, którzy uważają siebie samych za mądrzejszych od objawienia Ducha Świętego i którzy pod pretekstem swoich komentarzy przedstawiają tylko własne wyobrażenia. A zatem starajmy się rozumieć tekst tak, jak jest napisany.14

Najwyraźniej św. Bazyli ostrzega nas, żebyśmy wystrzegali się „wyjaśnień” ustępów Księgi Rodzaju, których nasz zdrowy rozsądek nie może pojąć; jest to wielka pokusa dla „oświeconego” współczesnego człowieka, nawet jeżeli jest prawosławny. Mimo wszystko spróbujmy te trudne miejsca Pisma Świętego rozumieć tak, jak je rozumieli święci Ojcowie, a nie z pomocą naszej współczesnej „mądrości”. I nie poprzestawajmy na poglądach tylko jednego świętego Ojca, ale badajmy też i innych.

Jednym z czołowych patrystycznych komentatorów Księgi Rodzaju jest św. Efrem Syryjczyk. Jego poglądy w całości są bardzo ważne dla nas tym bardziej, że pochodził ze wschodu i znał dobrze język hebrajski. Współcześni naukowcy twierdzą, że mieszkańcy wschodu skłonni byli raczej do interpretacji „alegorycznych” i że Księga Rodzaju musi być interpretowana w ten sposób. Ale zobaczmy co mówi św. Efrem w swoim komentarzu do Księgi Rodzaju:

Nikt nie powinien myśleć, że stworzenie w ciągu sześciu dni jest alegorią; tak samo niedopuszczalne jest twierdzenie, że to, co było, zgodnie z opisem, stworzone w ciągu sześciu dni, było stworzone w jednym momencie, i podobnie, że pewne nazwy przytoczone w tym miejscu nie mają żadnego znaczenia albo znaczą coś innego. Przeciwnie, trzeba nam wiedzieć, że tak jak niebo i ziemia, które były stworzone na początku, są w rzeczywistości niebem i ziemią, a nie czymś innym ukrytym pod nazwą nieba i ziemi, i że wszystko inne wymienione jako stworzone i uporządkowane po stworzeniu nieba i ziemi to nie są tylko puste nazwy.15

To są wciąż, oczywiście, ogólne zasady; zobaczmy kilka charakterystycznych przykładów ich stosowania przez św. Efrema:

Mimo, że światło i chmury były stworzone w mgnieniu oka, to jednak i noc i dzień tego pierwszego dnia stworzenia miały po dwanaście godzin.16

I znowu:

Kiedy w mgnieniu oka żebro (Adama) zostało wyjęte i podobnie jak szybko ciało wypełniło ubytek, nagie żebro przyjęło skończoną formę i całe piękno kobiety, i wtedy Bóg przyprowadził ją i przedstawił Adamowi.17

Zupełnie jasno widzimy, że św. Efrem czytał Księgę Rodzaju „tak, jak jest napisana”; kiedy słyszał „żebro Adama” rozumiał „żebro Adama” i zupełnie nie przyjmował żadnych alegorycznych sposobów wydobywania dodatkowych znaczeń. Podobnie bardzo wyraźnie rozumie sześć dni stworzenia jako właśnie sześć dni, po 24 godziny każdy, z których każdy podzielony jest na dwunastogodzinny „wieczór” i „poranek”.

Umyślnie przytoczyłem „proste” komentarze do Księgi Rodzaju św. Efrema Syryjczyka przed bardziej „mistycznymi” komentarzami, bo to „proste” rozumienie Księgi Rodzaju jest najbardziej uwłaczające dla „oświeconych” umysłów naszej epoki. Podejrzewam, że większość prawosławnych chrześcijan słabo oczytanych w dziełach świętych Ojców natychmiast powie: „To jest za proste! Teraz wiemy dużo więcej niż wtedy. Proszę przytoczyć jakichś bardziej wykształconych Ojców”. Pechowo dla naszych współczesnych „mędrców”, nie ma bardziej „wykształconych” Ojców, bo nawet ci najbardziej „mistyczni” rozumieli tekst Księgi Rodzaju właśnie w ten sam „prosty” sposób co św. Efrem. Ci którzy chcieliby więcej „wykształcenia” u świętych Ojców znajdują się pod wpływem współczesnych zachodnich wyobrażeń, które są kompletnie obce świętym Ojcom Cerkwi Prawosławnej. Wykażę to cytując jeszcze wielu świętych Ojców.

Spróbujmy teraz przebadać dokładnie kwestię „długości” sześciu dni stworzenia. Wierzę, że jest to mimo wszystko kwestia drugorzędna wśród wywołanych przez teorię ewolucji, ale z pewnością nie zaszkodzi wiedzieć, co święci Ojcowie myśleli o tym, tym bardziej, że pozwoli to dostrzec wielką różnicę pomiędzy współczesnymi poglądami na temat stworzenia a nauką patrystyczną. Nieważne jak je sobie ktoś wyobraża, owe „dni” są ponad naszymi zdolnościami rozumienia, bo my znamy tylko „dni” naszego upadłego świata; nie jesteśmy w stanie nawet wyobrazić sobie tych dni, w których Boża stwórcza moc potężnie zabrała się do pracy.

Sami święci Ojcowie raczej niewiele mówili o tym, bez wątpienia dlatego, że nie był to dla nich istotny problem. Jest to problem dla współczesnych ludzi przede wszystkim dlatego, że próbują zrozumieć Boże stworzenie poprzez prawa natury naszego upadłego świata. Wydaje się, że Ojcowie zakładali, że te dni w czasie stwarzania świata nie przypominały obecnych dni, ale kilku z nich rzeczywiście twierdziło, że miały po 24 godziny, tak jak święty Efrem. Ale pozostaje jeszcze jedna rzecz dotycząca dni stworzenia, odnosząca się do pytania z pańskiego listu, czy Bóg mógł stworzyć wszystko natychmiast.

Pisze Pan: „Ponieważ Bóg stworzył czas, stworzyć coś natychmiast byłoby aktem przeciwstawnym do Jego własnej decyzji i woli ... Kiedy mówimy o stworzeniu gwiazd, roślin, zwierząt i człowieka nie mówimy o cudach, nie mówimy o nadzwyczajnych działaniach Bożego Stwórcy ale o ‘naturalnym’ procesie stworzenia.” Czy to nie dziwne, że zamienia Pan nauki świętych Ojców na „współczesną mądrość”? Czy początek całego świata to nie jest cud? Już wykazałem, że św. Grzegorz z Nyssy, św. Cyryl Jerozolimski, św. Grzegorz Teolog, św. Jan Damasceński (w rzeczywistości wszyscy Ojcowie) nauczali, że pierwszy człowiek powstał w sposób inny niż przez naturalne zrodzenie, nie tak jak wszyscy inni ludzie; podobnie pierwsze stworzenia, tak jak czytamy w świętym tekście Księgi Rodzaju, powstały w inny sposób niż wszelkie ich potomstwo: nie pojawiły się z naturalnego procesu rozmnażania ale za przyczyną Słowa Bożego. Współczesna teoria ewolucji zaprzecza temu, ponieważ została wymyślona przez niewierzących, którzy postanowili zaprzeczyć Bożej działalności sprawczej i wyjaśnić stworzenie wyłącznie za pomocą „naturalnych” procesów. Czy nie widzi Pan tej filozofii, która ukrywa się za teorią ewolucji?

Co o tym mówią święci Ojcowie? Cytowałem już św. Efrema Syryjczyka, który komentując Księgę Rodzaju opisuje, jak cały Boży akt stwórczy dopełniał się w jednej chwili, natychmiast, nawet jeżeli dni stworzenia miały po 24 godziny każdy. Zobaczmy teraz co św. Bazyli Wielki mówi o Bożym akcie stwórczym w czasie sześciu dni.

W mowie na trzeci dzień stworzenia św. Bazyli pisze:

Podczas tego jednego stwierdzenia powstał cały gęsty las; wszystkie drzewa wystrzeliły w górę ... Podobnie wszystkie krzewy były natychmiast gęste z liśćmi i gałęziami; i tak zwane kwiaty girlandowe ... wszystko zaistniało w jednym momencie, mimo, że ich wcześniej nie było na ziemi.18

I znowu:

„Niech ziemia wyda owoc.” To krótkie polecenie stało się w jednej chwili potężną naturą i złożonym systemem, które szybciej niż nasza myśl doprowadziło do doskonałości niezliczone właściwości roślin.19

I znowu na temat piątego dnia stworzenia:

Rozkaz został wydany. Natychmiast rzeki i bagniste jeziora zaroiły się i pełne były różnych gatunków właściwych dla swojego rodzaju.20

Podobnie św. Jan Chryzostom w swoim komentarzu do Księgi Rodzaju pisze:

Dzisiaj Bóg przeszedł ponad wodami i pokazuje nam, jak przez Jego Słowo i rozkaz wody zaroiły się od stworzeń. Powiedzcie mi, czyj umysł jest w stanie pojąć ten cud? Jaki język mógłby wysłowić wspaniałość Stwórcy? On tylko rzekł: „Niech ziemia wyda owoc” – i natychmiast przebudził ją by wydała owoce ... Co do ziemi, powiedział tylko: „Niech wyda owoc” – i pojawiła się wielka rozmaitość kwiatów, traw, nasion, a wszystko to powstało poprzez jedno Jego słowo; tutaj więc rzekł On: „Niech zaroją się wody...” i nagle pojawiło się wielkie mnóstwo pełzających zwierząt, takie mnóstwo ptaków, że nawet nie jest możliwe ich wyliczenie.21

Powtarzam: wierzę, że współczesna nauka w większości wie więcej niż św. Bazyli, św. Jan Chryzostom, św. Efrem i inni Ojcowie o własnościach ryb i różnych konkretnych naukowych zagadnieniach; nikt temu nie zaprzecza. Ale któż może więcej wiedzieć o tym, w jaki sposób działa Bóg: współczesna nauka, która nawet nie jest pewna czy Bóg istnieje i zawsze stara się wszystko wyjaśniać nie wspominając o Nim, czy ci Bogonośni święci Ojcowie? Gdy twierdzi Pan, że Bóg nie stwarzał w jednej chwili, myślę, że prezentuje Pan poglądy współczesnej „mądrości”, a nie naukę świętych Ojców.

Można oczywiście i tak rozumieć akt stwórczy, że Boże stworzenie mogło nie być pracą jednej chwili; ale i w tym nauczaniu Ojcowie również są bardzo precyzyjni. Cytowałem już św. Efrema, który powiedział: „Również niedozwolony jest pogląd, że to, co zgodnie z relacją Pisma było stworzone w ciągu sześciu dni, było stworzone w pojedynczej chwili.” Pamiętając o tym rozważmy cytat ze św. Grzegorza z Nyssy, który Pan przytoczył: „Człowiek stworzony był ostatni, po roślinach i zwierzętach, bo natura podąża ścieżką wiodącą stopniowo do doskonałości”. „To jest tak, jakby natura wspinała się poprzez kolejne stworzenia, wstępując coraz wyżej, od form najlichszych do doskonałych”. Cytowane powyżej fragmenty stara się Pan zrozumieć według współczesnej teorii ewolucji. Ale z całą pewnością błędem jest doszukiwać się w tych starożytnych tekstach współczesnej myśli filozoficznej! Św. Grzegorz z Nyssy nie naucza tutaj niczego innego, co wielu innych świętych Ojców, opierając się na „dosłownym” rozumieniu Księgi Rodzaju.

I tak św. Grzegorz Teolog pisze podobnie do św. Efrema, kiedy stwierdza, że stworzenie nie jest „natychmiastowe”:

W dniach stworzenia zawarta jest pewna kolejność rzeczy, są rzeczy pierwsze, drugie, trzecie i tak dalej aż do siódmego dnia odpoczynku od pracy, i z powodu tych kolejnych dni całe stworzenie jest podzielone, wezwane do istnienia niewypowiedzianym prawem, ale nie stworzone w jednej, tej samej chwili przez Wszechmogące Słowo, dla którego pomyśleć lub wypowiedzieć oznacza to samo, co wykonać dzieło. To, że człowiek pojawił się na świecie ostatni, uhonorowany przez ukształtowanie przez Boże dłonie i umieszczony w nim obraz Boga, nie jest w najmniejszym stopniu zaskakujące, bo dla niego, jak dla króla, królewskie mieszkanie musiało być najpierw przygotowane i tylko wtedy król mógł być doń wprowadzony, w towarzystwie całego stworzenia.22

I znowu św. Jan Chryzostom pisze:

Wszechmogąca prawica Boża i Jego nieskończona mądrość nie miałaby żadnych trudności w stworzeniu wszystkiego w jeden dzień. Co też mówię, w jeden dzień? – w jednej chwili. Ale ponieważ uczynił wszystko co istnieje nie dla własnej korzyści, bo On nie potrzebuje niczego będąc Sam w Sobie samowystarczalnym, przeciwnie, uczynił wszystko w Swojej miłości do ludzi i dobroci, dlatego właśnie stwarzał stopniowo i ofiarował nam przez usta błogosławionego Proroka jasny wykład tego, co zostało stworzone żebyśmy, dowiedziawszy się tego wszystkiego szczegółowo, nie popadli pod zgubny wpływ tych, którzy zniewoleni zostali przez ludzki sposób myślenia... A dlaczego, zapytacie, człowiek uczyniony został na końcu, jeśli przewyższał wszystkie stworzenia? Dla ważnego powodu. Kiedy król zamierza wkroczyć do miasta, jego giermkowie i inni muszą iść przodem po to, by król mógł wejść do uprzednio przygotowanych dla niego komnat. Właśnie dlatego Bóg tak zarządził, zamierzając umieścić króla i władcę ponad wszystkim ziemskim, z początku więc zadbał o dekoracje, a dopiero potem uczynił władcę.23

A zatem patrystyczna nauka jasno stwierdza, że mimo iż Bóg mógł stworzyć wszystko w jednym momencie, wybrał stwarzanie stopniowe, w porządku wzrastającej doskonałości, w którym każdy stopień jest pracą wykonaną w określonym momencie lub bardzo krótkim czasie, zakończone stworzeniem człowieka, króla stworzenia; i cała praca jest ukończona, ani nie w jednym momencie, ani nie w długim okresie czasu ale tak jakby pomiędzy tymi skrajnościami, dokładnie w sześć dni.

Św. Efrem i św. Jan Chryzostom w swoich komentarzach do Księgi Rodzaju wyraźnie uważają Boże stworzenie za pracę sześciodniową, podczas której każdego dnia Bóg stwarzał rzeczy „natychmiast”, w jednym momencie. Św. Bazyli Wielki, w przeciwieństwie do szeroko rozpowszechnionej wiary „chrześcijańskich ewolucjonistów”, także zapatruje się na Boże stworzenie jako dzieło „natychmiastowe” i „nagłe”, uważając sześć dni stworzenia za dwudziestoczterogodzinne. Oto co napisał o pierwszym dniu:

„Upłynął wieczór i poranek.” Oznacza to, że było miejsce na dzień i noc. „I tak upłynął wieczór i poranek - dzień jeden.”24 Dlaczego powiedział ‘jeden’ a nie ‘pierwszy’?... Powiedział ‘jeden’ bo wtedy Bóg wyznaczył miarę dnia i nocy, łącząc czas nocny i dzienny, ponieważ dwadzieścia cztery godziny wypełniały czas jednego dnia, jeśli, oczywiście, noc jest łączona z dniem.25

Nawet św. Grzegorz Teolog, ten najbardziej „kontemplacyjny” z Ojców, uważał dokładnie tak samo, gdyż napisał:

Dokładnie tak, jak pierwsze stworzenie zaczyna się w niedzielę (a to jasno wynika z faktu, że siódmym dniem była sobota, która była dniem odpoczynku po pracy), więc także drugie stworzenie zaczyna się znowu tego samego dnia [chodzi o dzień Zmartwychwstania Chrystusa].26

I dalej Teolog pisze, dając patrystyczny pogląd na rodzaj świata w którym Bóg umieścił Adama:

Słowo Boże, wziąwszy cząstkę nowostworzonej ziemi, Swoimi nieśmiertelnymi rękami ukształtowało moją postać...27

Tak jak powiedziałem, nie uważam tej kwestii za najważniejszą w omawianiu teorii ewolucji, ale jest ona jednak pewnym przejawem wpływu współczesnej filozofii na „chrześcijańskich ewolucjonistów”, którzy bardzo nerwowo starają się powtórnie zinterpretować te sześć dni stworzenia, by nie wypaść na głupców przed „mędrcami” tego świata, którzy „naukowo udowodnili” że jakakolwiek „kreacja” mogła mieć miejsce przed niezliczonymi milionami lat. Co bardziej istotne, powód dla którego „chrześcijańscy ewolucjoniści” mają takie trudności z wiarą w sześć dni stworzenia, co nie było żadnym problemem dla świętych Ojców, jest taki, że zupełnie nie rozumieją co się wydarzyło podczas tych sześciu dni: wierzą, że miał miejsce długi, naturalny proces rozwoju według praw naszego upadłego świata; ale w rzeczywistości, zgodnie z nauką świętych Ojców, natura nowostworzonego świata była całkiem inna od tego, w którym teraz żyjemy, co pokażę niżej.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej innemu komentarzowi do Księgi Rodzaju, napisanemu przez św. Jana Chryzostoma. Niech Pan zauważy, że nie cytuję mało znanych czy wątpliwych Ojców, ale prawdziwe filary Ortodoksji, których prawosławna nauka jest najbardziej jasna i natchniona. Nie znajdziemy u niego żadnych „alegorii”, ale ścisłą interpretację tekstu takiego, jaki jest napisany. Podobnie jak inni Ojcowie mówi nam, że Adam uformowany był dosłownie z pyłu ziemi, a Ewa dosłownie z żebra Adama. Pisze:

Jeśli nieprzyjaciele prawdy upierają się, że niemożliwe jest uczynić coś z czegoś co nie istnieje, zapytajmy ich: Czy pierwszy człowiek był utworzony z ziemi, czy nie? Bez wątpliwości zgodzą się z nami i powiedzą: Tak, z ziemi. Dobrze, w takim razie niech nam powiedzą, w jaki sposób ciało utworzone było z ziemi? Z ziemi może być brud, cegły, glina, dachówka: jak może być utworzone ciało? Jak utworzono kości, nerwy, ścięgna, tłuszcz, skórę, paznokcie, włosy? Jak z jakiegoś jednego materiału w ręce powstało tak wiele rzeczy o różnych własnościach. Teraz nie mogą już nawet otworzyć swoich ust (do odpowiedzi).28

Znowu św. Jan Chryzostom pisze:

Bóg wziął pojedyncze żebro, tak jest powiedziane: ale jak z tego pojedynczego żebra uczynił kobietę? Powiedz mi, jak się to wyjęcie żebra wydarzyło? Jakim sposobem Adam nie poczuł tego wyjęcia? Nic nie możesz o tym powiedzieć, to jest znane tylko Jemu, który uczynił to wszystko... Bóg nie czyni całkiem nowego stworzenia, ale wziąwszy pewną małą cząstkę z już istniejącego stworzenia, z tej cząstki czyni nowe stworzenie. Jaką moc posiada Najwyższy Artysta Bóg, żeby z tak małej cząstki (żebra) uczynić konglomerat tak wielu członków, wielu organów, zmysłów i formę całej, kompletnej istoty.29

Jeśli Pan sobie życzy, mogę cytować wiele innych fragmentów z tego dzieła, wykazując, że św. Jan Chryzostom – a czyż nie jest on najważniejszym prawosławnym komentatorem Pisma Świętego – wszędzie interpretuje święty tekst Księgi Rodzaju tak, jak jest napisany, wierząc, że nic innego ale właśnie wąż (przez którego przemawiał diabeł) kusił naszych prarodziców w Raju, że Bóg rzeczywiście przyprowadził wszystkie zwierzęta przed Adama, żeby nadał im nazwy, i że „te nazwy nadane przez Adama pozostały nawet do tej pory.”30 (Ale zgodnie z teorią ewolucji wiele zwierząt wymarło przed czasami Adama – czy możemy więc wierzyć, że Adam nadał nazwy wszystkim zwierzętom, [Rdz 2:19] a nie tylko tym, które pozostały?) Św. Jan pisze, wspominając rzeki wypływające z Raju:

Może ktoś, kto uwielbia przemawiać podług swojej własnej mądrości, tutaj także zaprzeczy, że te rzeki nie były naprawdę rzekami, ani że wody nie są prawdziwie wodami, ale będzie wmawiał tym, którzy niebacznie pozwalają sobie na słuchanie tego, że te rzeczy (rzeki, wody) znaczą coś innego. Ale błagam was, nie zwracajmy żadnej uwagi na takich ludzi, przestańmy ich słuchać, uwierzmy Pismu Świętemu i podążajmy za tym, co tam jest napisane, przygotujmy nasze dusze na czysty dźwięk dogmatów naszej wiary.31

Czy jest potrzebne dalsze cytowanie tego świętego Ojca? Tak jak św. Bazyli i św. Efrem ostrzega nas:

Nie wierzyć w to, co jest zawarte w Piśmie Świętym, ale wywodzić coś innego, ze swojego własnego umysłu – to jest, jak sądzę, ich zamysł, przez co popadają w wielkie niebezpieczeństwo.32

Zanim pójdziemy dalej krótko odpowiem na jeden zarzut, jaki kiedyś usłyszałem od obrońców ewolucji: utrzymywali oni, że jeżeli ktoś przeczyta całe Pismo Święte dosłownie, „tak, jak jest napisane”, to tylko się ośmieszy. Twierdzili, że jeżeli mamy uwierzyć, że Adam był rzeczywiście uczyniony z pyłu ziemi, a Ewa z jego żebra, to również musimy uwierzyć, że Bóg ma dłonie i że spacerował sobie po Raju i w tym podobne absurdy. Takiego zarzutu nie mógłby podnieść nikt, kto przeczytałby najmniejszy fragment komentarzy świętych Ojców do Księgi Rodzaju. Wszyscy święci Ojcowie odróżniali to, co powiedziane jest na temat stworzenia i co musimy odczytywać „tak, jak jest napisane” (dopóki nie jest to oczywista metafora albo inna figura retoryczna np. „słońce poznało swój zachód” w psalmie 104:19; ale jest to z pewnością zrozumiałe dla wszystkich z wyjątkiem dzieci) od tego, co jest powiedziane na temat Boga i co z kolei musi być rozumiane, jak napisał św. Jan Chryzostom, „w sposób przynależny samemu Bogu”. Na przykład św. Jan Chryzostom napisał:

Kochani, kiedy słyszycie, że „Bóg zasadził ogród w Eden na wschodzie” słowo „zasadził” zrozumcie w sposób odpowiadający Bogu: to jest, że On rozkazał; ale rozważając dalsze słowa, uwierzcie w całej rozciągłości, że Raj istotnie był stworzony i dokładnie w miejscu, które wskazuje Pismo.33

Św. Jan Damasceński w swoim dziele Przeciw herezjom opisuje alegoryczne interpretacje Raju jako ewidentną część herezji orygenistów:

Opisują oni Raj, niebo i wszystko inne w alegorycznym znaczeniu.34

Ale w takim razie, jak mamy rozumieć tych świętych, głęboko uduchowionych Ojców, którzy interpretowali Księgę Rodzaju i inne święte teksty według duchowego i mistycznego znaczenia? Jeżeli sami nie odeszliśmy zbyt daleko od patrystycznego rozumienia Pisma Świętego, nie będzie w tym dla nas żadnego problemu. Ten sam fragment Pisma Świętego jest prawdziwy „tak, jak jest napisany” ale także posiada duchowe znaczenie. Posłuchajmy wielkiego Ojca pustyni, św. Makarego Wielkiego, świętego proroka, który wskrzeszał zmarłych:

Raj został zamknięty i rozkazano Cherubinowi bronić dostępu do niego przy pomocy ognistego miecza: wierzymy w to, że na sposób widzialny rzeczywiście jest właśnie tak, jak zostało napisane, ale jednocześnie odkrywamy, że to wydarza się mistycznie w duszy każdego człowieka.35

Nasi współcześni „patrologowie”, którzy podchodzą do świętych Ojców nie jak do niewyczerpanego źródła Tradycji, ale jak do martwych „akademickich materiałów źródłowych” niezmiennie pomijają ten bardzo istotny fakt. Każdy prawosławny chrześcijanin żyjący w Tradycji świętych Ojców wie, że kiedy Ojcowie interpretują duchowo albo alegorycznie fragment Pisma Świętego, nigdy nie zaprzeczają dosłownemu znaczeniu tekstu, zakładając, że znaczenie to jest wystarczająco przyswojone przez czytelnika. Podam tego oczywisty przykład.

Błogosławiony Grzegorz Teolog w swojej homilii na święto Objawienia napisał o Drzewie Poznania:

Drzewo, to według mnie Kontemplacja, która jest bezpieczna tylko dla tych, których natura jest dojrzała do jej przyjęcia.36

Jest to głęboka, duchowa interpretacja, ale nie znam żadnego innego fragmentu z pism tego Ojca w którym twierdziłby, że to drzewo nie oznacza również dosłownie drzewa, „tak, jak jest napisane”. Czy jest to zatem „otwarty problem”, jak nasi akademicy chcieliby utrzymywać, że historia Adama w Raju to wyłącznie „alegoria”?

Naturalnie, wiemy z innych tekstów św. Grzegorza, że nie alegoryzował on ani Adama ani Raju. Ale co ważniejsze, mamy bezpośrednie świadectwo innego wielkiego Ojca dotyczące tego konkretnego zagadnienia, to znaczy interpretacji Drzewa Poznania przez św. Grzegorza.

Ale przed podaniem tego świadectwa muszę upewnić się, że podziela Pan moją generalną zasadę w komentowaniu pism świętych Ojców. Otóż kiedy święci Ojcowie dają wykład nauki Cerkwi, (jeżeli tylko są prawdziwymi świętymi Ojcami a nie tylko cerkiewnymi pisarzami o niepewnym autorytecie) nie przeczą sobie wzajemnie, nawet jeżeli naszej niedoskonałej zdolności pojmowania wydaje się inaczej. To akademicki racjonalizm przeciwstawia sobie Ojców, śledzi jaki „wpływ” miał jeden na drugiego, dzieli ich na „szkoły” i „frakcje” i znajduje „sprzeczności” pomiędzy nimi. To wszystko jest obce prawosławnym chrześcijanom w ich pojmowaniu świętych Ojców. Dla nas nauczanie świętych Ojców jest pewną całością, i ponieważ nauka Prawosławia oczywiście nie jest zawarta w żadnym pojedynczym Ojcu, (Ojcowie byli tylko niedoskonałymi ludźmi) znajdujemy pewne fragmenty tej nauki u jednego Ojca, inne fragmenty u innego, jeden z Ojców wyjaśnia to, co jest niejasne u innego; nie jest nawet najbardziej istotne dla nas, co kto powiedział, o ile jest to nauczanie prawosławne i pozostaje w harmonii z całością patrystycznej nauki. Jestem pewny, że zgodzi się Pan ze mną co do tej zasady i że nie będzie Pan zdziwiony moim zamiarem przedstawienia interpretacji słów św. Grzegorza Teologa przez innego wielkiego świętego Ojca, który żył tysiąc lat później: św. Grzegorza Palamasa, arcybiskupa Tesaloniki.

Przeciwko św. Grzegorzowi Palamasowi i innym hezychastom, nauczycielom prawdziwej prawosławnej doktryny o „Niestworzonym Świetle” z góry Tabor, powstał na zachodzie racjonalista Warłaam z Kalabrii. Wykorzystując fakt, że św. Maksym Wyznawca w pewnym fragmencie nazwał Światło Przemienienia „symbolem teologii”, Warłaam nauczał, że Światło to nie było manifestacją Bóstwa, ale tylko czymś cielesnym, materialnym, nie Bożą Światłością, ale tylko jej symbolem. To sprowokowało św. Grzegorza Palamasa do ułożenia odpowiedzi, w której rzuca światło na związki pomiędzy „symboliczną” i „dosłowną” interpretacją Pisma Świętego, ze szczególnym odniesieniem do fragmentu ze św. Grzegorza Teologa, który cytowałem wyżej. Pisał on, że Warłaam i inni

... nie widzą, że Maksym, mądry w Boskich sprawach, nazwał Światłość Przemienienia „symbolem teologii” tylko przez analogię i w duchowym znaczeniu. Rzeczywiście, taka jest teologia, która jest podobna do światła i jej celem jest podnoszenie wzwyż naszych dusz, które mają własne istnienie, byśmy sami, faktycznie i w słowach, stali się jej symbolami przez podobieństwo; to właśnie jest znaczenie, w którym Maksym nazywa Światłość „symbolem”... Podobnie Grzegorz Teolog nazwał drzewo poznania dobra i zła „kontemplacją” rozważywszy je w swojej kontemplacji jako symbol tej „kontemplacji”, która ma nas unosić wzwyż; ale to nie znaczy, że przedmiot rozważań jest iluzją albo symbolem, bez swojej własnej egzystencji. Boski Maksym czyni też Mojżesza symbolem prawodawstwa, a Eliasza symbolem profetyzmu! Czyżbyśmy przez to twierdzili, że realnie ich nie było, że byli wymyśleni tylko jako „symbole”? A czyż Piotr dla kogoś, kto chciałby wznieść się wysoko w kontemplacji, nie mógłby zostać symbolem wiary, Jakub symbolem nadziei a Jan symbolem miłości?37

Możliwe byłoby mnożenie takich cytatów pokazujących to, czego naprawdę nauczali święci Ojcowie na temat interpretowania Pisma Świętego, w szczególności Księgi Rodzaju; ale do tej pory przytoczyłem ich już wystarczająco dużo, żeby zaprezentować prawdziwą naukę patrystyczną na ten temat, wskazując jak bardzo poważne trudności napotka każdy, kto chciałby interpretować Księgę Rodzaju według współczesnych idei i „mądrości”. W rzeczywistości patrystyczna interpretacja całkowicie uniemożliwia pogodzenie relacji z Księgi Rodzaju z teorią ewolucji, która wymaga całkowicie „alegorycznej” interpretacji tego tekstu w wielu punktach, podczas gdy patrystyczna interpretacja na to nie zezwala. Doktryna, że Adam nie był utworzony z pyłu ziemi, ale powstał wskutek rozwoju z jakiegoś innego stworzenia, jest nauką nową, całkowicie obcą Prawosławiu.

W tym miejscu „prawosławni ewolucjoniści” mogliby próbować ocalić swoje pozycje (a więc łącznie wiarę we współczesną teorię ewolucji i wiarę w naukę świętych Ojców) na dwa sposoby.

a. Mogliby twierdzić, że teraz wiemy o wiele więcej niż święci Ojcowie o świecie i dlatego możemy lepiej zinterpretować Księgę Rodzaju niż oni. Ale nawet „prawosławni ewolucjoniści” wiedzą, że Księga Rodzaju nie jest traktatem naukowym, ale natchnionym przez Boga dziełem o powstaniu świata i teologii. Interpretacja natchnionego Pisma może być dokonana tylko przez Bogonośnych teologów a nie przez naukowców, którzy zwyczajnie nie mają pojęcia o podstawowych zasadach takiej interpretacji. Jest prawdą, że w Księdze Rodzaju znajduje się wiele „faktów” o naturze rzeczy materialnych. Ale musimy rzetelnie zaznaczyć, że nie są to fakty takie, jakie możemy obserwować współcześnie, ale jest to kompletnie odmienny, specyficzny rodzaj faktów: stworzenie nieba i ziemi, wszystkich zwierząt i roślin, pierwszego człowieka. Już wykazałem, że święci Ojcowie nauczali całkiem jasno, że na przykład stworzenie pierwszego człowieka Adama było całkowicie odmienne niż obecne zrodzenie ludzi z kolejnych pokoleń; nauka może obserwować tylko rzeczy współczesne, a na temat stworzenia Adama oferuje wyłącznie filozoficzne spekulacje, a nie naukową wiedzę.

Według świętych Ojców możliwe jest poznanie przez nas historii stworzenia świata, ale ta wiedza nie jest przyswajalna przez współczesną naukę. Więcej na ten temat powiem trochę dalej.

b. Albo też „prawosławni ewolucjoniści” w celu zachowania niekwestionowanej patrystycznej interpretacji, a przynajmniej niektórych faktów opisanych w Księdze Rodzaju, mogą próbować arbitralnie modyfikować teorię ewolucji na własną rękę, żeby uczynić ją bardziej „pasującą” do tekstu Pisma Świętego. A zatem „prawosławni ewolucjoniści” mogą zdecydować, że stworzenie pierwszego człowieka mogło być „wyjątkowe”, nie pasujące do ogólnego wzoru, dotyczącego pozostałego stworzenia, w ten sposób mogliby uwierzyć w duchowy opis stworzenia Adama, mniej lub bardziej „tak, jak jest napisany”, podczas gdy pozostałe z sześciu dni stworzenia mogłyby pozostać w zgodzie z teorią ewolucji; natomiast jeszcze inni „prawosławni ewolucjoniści” mogą zaakceptować „ewolucję” człowieka od niższych stworzeń, podkreślając, że Adam, „pierwszy wyewoluowany człowiek” pojawił się zupełnie niedawno (w ewolucyjnej skali czasu „milionów lat”), zachowując tym samym przynajmniej historyczność Adama i innych Patriarchów zgodnie z powszechnie obowiązującą opinią patrystyczną, że Adam stworzony był około 7500 lat temu. Jestem pewien, że zgodzi się Pan ze mną, że ten racjonalny sposób myślenia jest całkiem głupi i bezowocny. Jeżeli świat „ewoluuje” tak jak twierdzi współczesna filozofia, to człowiek „ewoluuje” razem z nim, musimy przyjąć cokolwiek wszystkowiedząca „nauka” mówi nam o wieku ludzkości; a jeśli patrystyczne nauczanie jest prawdziwe, to jest prawdziwe zarówno w stosunku do człowieka jak i do reszty stworzenia.

Jeśli może mi Pan wyjaśnić jak można przyjąć patrystyczną interpretację księgi Rodzaju i jednocześnie nadal wierzyć w ewolucję, chętnie Pana wysłucham, ale będzie Pan musiał dać mi dużo lepsze naukowe dowody na poparcie teorii ewolucji niż te, które do tej pory istnieją, bo dla obiektywnych i beznamiętnych obserwatorów te „dowody naukowe” za ewolucją są wyjątkowo słabiutkie.

5. „Przez człowieka przyszła śmierć” (1 Kor 15:21)

W końcu doszedłem do dwóch najważniejszych pytań podniesionych przez teorię ewolucji: o naturę nowostworzonego świata, i o naturę pierwszego człowieka Adama.

Myślę, że dobrze oddał Pan naukę patrystyczną stwierdzając: „Zepsucie przyszło na świat zwierząt z powodu człowieka; prawo dżungli jest konsekwencją upadku człowieka.” Także zgadzam się z Panem, jak już powiedziałem, że człowiek połączony jest ściśle z całym widzialnym stworzeniem i jest organiczną jego częścią i to pozwala nam zrozumieć w jaki sposób całe stworzenie mogło upaść razem z nim w śmierć i zepsucie. Tylko że Pan uważa to za dowód ewolucji, dowód na to, że ciało ludzkie wyewoluowało ze zwierzęcego! Z pewnością jeśli tak wygląda sprawa, to natchnieni Bogiem Ojcowie wiedzieliby o tym i nie musielibyśmy czekać, aż ateistyczni filozofowie osiemnastego i dziewiętnastego wieku odkryją to i opowiedzą nam o tym!!

Nie, święci Ojcowie wierzyli, że całe stworzenie upadło razem z Adamem, natomiast nie wierzyli, że Adam wyewoluował z jakiegoś innego stworzenia; a ja dlaczego miałbym wierzyć inaczej niż święci Ojcowie?

Teraz przejdę do bardzo istotnej sprawy. Pyta Pan: „Jak to się stało, że upadek Adama przyniósł zepsucie i prawo dżungli do świata zwierząt, skoro zwierzęta były stworzone przed Adamem? Wiemy, że zwierzęta giną, zabite lub pożarte jedno przez drugie od pierwszego ich pojawienia się na ziemi a nie dopiero po pojawieniu się człowieka.”38

A skąd Pan to wie? Czy jest Pan pewien, że właśnie tak nauczali święci Ojcowie? Wyjaśnia Pan swój punkt widzenia nie cytując żadnego ze świętych Ojców, tylko przytaczając argument „czasu”. Z pewnością zgadzam się z Panem, że Bóg jest poza czasem; dla Niego wszystko jest teraźniejsze. Ale ten fakt to nie dowód, że zwierzęta, które zginęły z powodu Adama, ginęły również przed jego upadkiem.39 A co o tym mówią święci Ojcowie?

Jest prawdą, niewątpliwie, że większość świętych Ojców mówi o zwierzętach jako już pogrążonych w zepsuciu i śmiertelnych; ale mówią oni o ich stanie upadku. A jaki był ich stan przed grzechem Adama?

Istnieje bardzo znacząca wskazówka dotycząca tego zagadnienia w komentarzu do Księgi Rodzaju św. Efrema Syryjczyka. Kiedy mówi on o „skórach” które sporządził Bóg dla Adama i Ewy po upadku w grzech, św. Efrem pisze:

Ktoś mógłby przypuszczać, że prarodzice kładąc ręce na swych biodrach, odkryli, że byli ubrani w coś sporządzonego ze skór zwierząt – zabitych zwierząt, możliwe, że przed ich własnymi oczami, a więc mogli też jeść ich mięso, przykryć swoją nagość ich skórami, i w tej śmierci dostrzec śmierć swoich własnych ciał.40

Poniżej omówię nauczanie patrystyczne o nieśmiertelności Adama przed przekroczeniem przykazania Bożego, teraz chciałbym tylko zatrzymać się nad pytaniem, czy zwierzęta umierały przed upadkiem. Dlaczego św. Efrem sugerował, że Adam poznał śmierć dopiero widząc śmierć zwierząt – jeżeli już wcześniej musiał oglądać śmierć zwierząt przed swoim przestępstwem (co z pewnością musiało nastąpić zgodnie z teorią ewolucji)? To była tylko sugestia; ale inni święci Ojcowie mówią już na ten temat całkiem zdecydowanie; jak za moment wykażę.

Ale najpierw muszę zapytać: Jeśli jest prawdą jak Pan powiedział, że zwierzęta umierały i stworzenie uległo zepsuciu przed upadkiem Adama, to dlaczego Bóg po każdym dniu stworzenia patrząc na efekty swojej pracy „widział, że były dobre”, i po stworzeniu zwierząt w piątym i szóstym dniu „widział, że były dobre”, i pod koniec szóstego dnia, po stworzeniu człowieka „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Jak mogły być „dobre” skoro ulegały zepsuciu i śmierci, przeciwnie do Bożego zamiaru względem nich? Nabożeństwa Cerkwi Prawosławnej zawierają wiele wzruszających fragmentów lamentacji nad „upadłym stworzeniem”, jak również wyrazów radości, że Chrystus przez Swoje Zmartwychwstanie „odnowił upadłe stworzenie”. Jak Bóg widząc pożałowania godną sytuację swojego stworzenia, mógł powiedzieć, że było ono „bardzo dobre”?

I znów czytamy w świętym tekście Księgi Rodzaju: „ I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona. I stało się tak.” (Rdz 1:29-30). Jeżeli zwierzęta pożerały się wzajemnie przed upadkiem, jak Pan twierdzi, to dlaczego dał im Bóg, nawet dla wszystkich dzikich zwierząt i każdego gada (z których wiele dzisiaj jest wyłącznie mięsożernych) tylko „zieloną trawę za pokarm”? Dopiero długo po upadku Adama Bóg powiedział do Noego: „Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko.” (Rdz 9:3) Czy nie odnosi Pan wrażenia, że zawarta tutaj tajemnica umyka Panu i że jest to spowodowane pańskim uporem odczytywania Księgi Rodzaju przy pomocy współczesnej teorii ewolucji, która nie przewiduje takiej możliwości, by zwierzęta mogły mieć kiedyś inną naturę od tej, którą mają teraz?

Ale święci Ojcowie jasno uczą, że zwierzęta (tak jak człowiek) były inne przed grzechem Adama! Tak więc św. Jan Chryzostom pisze:

Jest jasne, że człowiek na początku miał całkowitą władzę nad zwierzętami... Ale teraz boimy się ich i uciekamy przed dzikimi bestiami i nie mamy władzy nad nimi, nie można temu zaprzeczyć... Na początku tak nie było, bo to zwierzęta bały się, drżały i poddawały się swemu panu. Ale kiedy wskutek nieposłuszeństwa Adam stracił swą śmiałość, wtedy również jego władza uległa ograniczeniu. O tym, że wszystkie zwierzęta były poddane człowiekowi, posłuchaj Pisma mówiącego: Bóg przyprowadził zwierzęta i wszystkie nierozumne stworzenia „by przekonać się, jaką on da im nazwę” (Rdz 2:19). A on widząc te wszystkie dzikie zwierzęta przed swoimi oczami, nie uciekał, ale jak jakiś władca nadający imiona swoim niewolnikom, którzy mu służą, on nadał nazwy wszystkim zwierzętom... To już jest wystarczający dowód, że zwierzęta na początku nie napawały ludzi lękiem. Ale jest jeszcze jeden dowód na to, nawet bardziej przekonujący. Jaki? Rozmowa węża z kobietą. Jeśliby ludzie bali się zwierząt, to kobieta widząc węża nie zatrzymałaby się, nie słuchałaby go i nie rozmawiałaby z nim ale natychmiast, widząc go, przestraszyłaby się i uciekła. Ale rozmawiała i nie bała się; wtedy jeszcze nie było w ogóle strachu. 41

Czy nie jest oczywiste, że św. Jan Chryzostom czyta pierwszą część Księgi Rodzaju „tak, jak jest napisana”, jak historyczną relację na temat stanu człowieka i stworzenia przed upadkiem Adama, kiedy człowiek i zwierzęta były innej natury niż są teraz? Podobnie św. Jan Damasceński pisze, że

W tym czasie ziemia wydawała z siebie owoce na pożytek zwierząt, które z kolei służyły człowiekowi, nie było wtedy na ziemi gwałtownych burz czy lodowatych wiatrów. Ale po upadku, kiedy człowiek zrównany został do bezmyślnych zwierząt i stał się jak jedno z nich... wtedy stworzenie posłuszne mu, powstało przeciwko swemu władcy, wyznaczonemu przez Stworzyciela.42

Być może teraz Pan zaprotestuje, bo św. Jan Damasceński na tym samym miejscu mówi także, wspominając o stworzeniu zwierząt: „Wszystko istniało dla odpowiednich potrzeb człowieka. Pewne zwierzęta były na pokarm, takie jak jeleń, owca, gazela i podobne.” Ale musi Pan czytać ten fragment w pewnym kontekście; bo na końcu tego paragrafu czytamy (jak Pan zauważył, Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę przewidując upadek Adama):

Bóg wiedział o wszystkim co miało się wydarzyć jeszcze przed powstaniem świata, i wiedział też, że człowiek w swojej wolności upadnie w grzech i będzie wydany zepsuciu; jednak dla zaspokojenia odpowiednich potrzeb człowieka uczynił On wszystko na niebie, na ziemi i w wodzie.43

Czy nie widzi Pan z tekstów Pisma Świętego i z nauki świętych Ojców, że Bóg stworzył świat z myślą o potrzebach człowieka, nawet przewidując jego nieposłuszeństwo i grzech; ale nie stworzył świata od razu skażonego grzechem, i był on nieskażony aż do grzechu Adama.

Zwróćmy się teraz do świętego Ojca, który przemawia całkiem wyraźnie o nieskażonej naturze świata przed upadkiem Adama: św. Grzegorza z Synaju. Jest to święty Ojciec o wysokim poziomie życia duchowego i teologicznej głębi, który dostąpił najwyższych Boskich objawień. W rosyjskich Filokaliach pisze on:

Obecne stworzenie nie było od początku stworzone jako skażone; ale dopiero potem upadło w zepsucie, „stworzone bowiem zostało jako poddane marności”, zgodnie z Pismem, „nie z własnej chęci ale ze względu na Tego”, Adama, „który je poddał – w nadziei” na odnowienie Adama, który popadł we władzę zepsucia (Rz 8:20). Ten, kto odnowił i uświęcił Adama, odnowił również całe stworzenie, ale jeszcze nie oswobodził go z marności.44

Dalej, ten sam Ojciec podaje nam niezwykłe szczegóły o stanie stworzenia (w szczególności w Raju) przed upadkiem Adama:

Eden jest miejscem, gdzie każdy rodzaj pachnącej rośliny jest posadzony przez Boga. Zarówno nie dosięga ich zepsucie, jak też nie są go całkiem pozbawione. Umieszczone zostały pośrodku rozkładu i wolności od rozkładu, zawsze mają wiele owoców i kwitnących kwiatów, zarówno dojrzałych jak i niedojrzałych. Dojrzałe drzewa i owoce przekształcają się w pachnącą ziemię, która nie posiada żadnego nieprzyjemnego zapachu rozkładu, tak jak drzewa w naszym świecie. Dzieje się tak w wyniku obfitej łaski uświęcającej, która bez przerwy spływa na ten ogród.45

(W tym fragmencie używany jest czas teraźniejszy – bo Raj, w którym Adam został umieszczony wciąż istnieje, ale nie jest widzialny dla naszych zwykłych zmysłów.)

Co Pan powie o tym fragmencie? Czy wciąż jest Pan przekonany, tak jak uczy „ujednolicona” filozofia ewolucji, że stworzenie przed upadkiem było takie samo jakie jest teraz, po upadku? Pismo Święte mówi „śmierci Bóg nie uczynił” (Mdr 1:13), a św. Jan Chryzostom uczy nas:

Tak jak stworzenie popadło w zepsucie, kiedy twoje ciało stało się takim, więc również kiedy twoje ciało będzie wyzwolone z zepsucia, stworzenie również podąży za nim i będzie takie samo jak ono.46

Święty Makary Wielki pisze:

Adam został umieszczony w Raju jako władca i król całego stworzenia... Ale po jego upadku w niewolę, również uprowadzone zostało razem z nim całe stworzenie, które służyło mu i było mu poddane, ponieważ przez niego śmierć zakrólowała nad każdą duszą.47

Nauka świętych Ojców, jeżeli przyjmujemy ją „tak, jak jest napisana” i nie próbujemy interpretować jej przy pomocy naszej ludzkiej mądrości, jasno stwierdza, że stan stworzenia przed grzechem Adama był całkowicie inny niż stan obecny. Nie twierdzę, że wiem dokładnie jaki ten stan był; ten stan pomiędzy skażeniem i nieskazitelnością wydaje się bardzo tajemniczy dla nas, którzy żyjemy tylko w upadłym świecie. Inny wielki Ojciec Cerkwi, św. Symeon Nowy Teolog naucza, że prawa natury które znamy teraz są inne od praw natury sprzed grzechu Adama. Pisze on:

Słowa i rozporządzenia Boże były prawami natury. Zatem także Boży rozkaz, wypowiedziany przez Niego w wyniku nieposłuszeństwa pierwszego Adama – to jest wyrok śmieci i zepsucia – stał się prawem natury, wiecznym i niezmiennym.48

Kto z nas, grzesznych ludzi, może powiedzieć, jakie „prawa natury” były przed grzechem Adama? Z pewnością nauka, związana całkowicie poprzez swoje obserwacje z obecnym stanem stworzenia, nie może na takie pytanie udzielić odpowiedzi.

W takim razie skąd możemy cokolwiek wiedzieć na ten temat? Oczywiście tylko z objawień Bożych, które umieszczone zostały dla nas w Piśmie Świętym. Ale także z pism świętego Grzegorza z Synaju (również i innych Ojców, których będę cytował poniżej), któremu Bóg objawił rzeczy nie opisane w Piśmie Świętym. To prowadzi mnie do następnego niesłychanie ważnego problemu wywołanego przez teorię ewolucji.

6. Boże objawienie

Co jest dla nas źródłem wiedzy o nowostworzonym świecie i w czym różni się ono od podejścia naukowego? Skąd św. Grzegorz z Synaju wiedział, co działo się z dojrzałymi owocami w Raju, a dlaczego nauka nie może odkryć takich rzeczy? Ponieważ jest Pan wielbicielem świętych Ojców, wierzę, że zna Pan już odpowiedź na to pytanie. Mimo to postaram się poszukać odpowiedzi, nie przy pomocy własnego rozumowania, ale wykorzystując niekwestionowany autorytet świętego Ojca o wysokim poziomie życia duchowego, św. Izaaka Syryjczyka, który mówił o duchowej wspinaczce duszy do Boga w oparciu o swoje własne doświadczenie. Opisując jak dusza w zachwycie rozważa przyszły wiek nieskazitelności, św. Izaak pisze:

Z tej upadłej natury umysł zostaje podniesiony do stanu, który poprzedzał stworzenie całego świata, kiedy nie było jeszcze żadnej istoty żywej, ani nieba, ani ziemi, ani aniołów, nic z tych rzeczy, którym dał istnienie, i kiedy Bóg wyłącznie dzięki dobrej woli nagle wywiódł wszystko z nieistnienia do istnienia, a wszystko stanęło przed Nim w doskonałości.49

Czy widzi Pan, że św. Grzegorz z Synaju i inni święci Ojcowie o wysokim poziomie duchowości widzieli nowostworzony świat w stanie Bożego objawienia, który jest ponad całą naukową wiedzą? Sam św. Grzegorz z Synaju rozróżnia „osiem podstawowych wizji” w stanie doskonałej modlitwy: (1) Bóg, (2) moce anielskie, (3) „rzeczy widzi51alne”, (4) wcielenie Słowa, (5) powszechne zmartwychwstanie, (6) Drugie Przyjście Chrystusa, (7) wieczne męki, (8) wieczne Królestwo Niebieskie50 . Dlaczego „rzeczy widzialne” włączone zostały do innych Boskich wizji, należących wyłącznie do sfery wiedzy teologicznej, a nie do wiedzy naukowej? Czy nie jest tak dlatego, że istnieją cechy i własności stworzeń, które nie dotyczą sfery wiedzy naukowej, które mogą być tylko widziane, tak jak św. Izaak sam zobaczył Boże stworzenie, w objawieniu dzięki Bożej łasce? Rzeczy oglądane w objawieniach, jak uczy św. Grzegorz, „są wyraźnie widziane i poznane przez tych, którzy osiągnęli przez łaskę zupełne oczyszczenie umysłu.”51

W innym miejscu św. Izaak Syryjczyk jasno opisuje różnice między wiedzą naturalną (naukową) a wiarą, która prowadzi do objawień.

Wiedza jest prawem natury i to prawo ogranicza ją na każdym kroku. Ale wiara wznosi się ponad naturę. Wiedza nie zezwala na pojawienie się niczego, co jest niezgodne z naturą, pomija to; natomiast wiara zezwala na to i mówi: „Będziesz stąpał po wężach i żmijach, a lwa i smoka będziesz mógł podeptać.” (Ps 90:13)... Wielu z wiarą wkroczyło w ogień, panując nad płonącą mocą płomieni i przechodząc bez szkody przez środek, wielu chodziło po powierzchni morza jak po suchym lądzie. Ale to wszystko jest ponad prawami natury, i jest całkowicie przeciwne do możliwości wiedzy, która jest wyraźnie ułomna we wszystkich swoich zdolnościach i regułach. Czy nie widzisz jak wiedza zachowuje ograniczenia natury? Czy nie widzisz jak wiara wznosi się wysoko ponad naturę i podąża własnymi ścieżkami? Wiedza przez mniej więcej 5000 lat rządziła światem, a człowiek w żaden sposób nie mógł podnieść swojego wzroku od ziemi i poznać swojego Stwórcy, dopiero nasza wiara oświeciła nas i wyprowadziła z ciemności ziemskich uczynków i z daremnego posłuszeństwa względem pysznego umysłu. A nawet teraz, kiedy odnaleźliśmy już niewzruszone morze i niewyczerpany skarb, zwracamy się z powrotem do wysychających źródełek. Nie ma takiej wiedzy, która nie byłaby marnością, bez różnicy, jak bardzo ktoś starałby się ją ubogacić. Natomiast skarbów wiary nie pomieszczą ani niebiosa ani ziemia.52

Czy widzi Pan teraz jakie pojawiają się argumenty w sporze pomiędzy patrystycznym rozumieniem Księgi Rodzaju a teorią ewolucji? Teoria ewolucji stara się wyjaśnić tajemnice Bożego stworzenia w terminach i przy pomocy światowej wiedzy i filozofii, nawet nie dopuszczając takiej możliwości, że są rzeczy w tych tajemnicach, które są ponad ich zdolnościami poznania, podczas gdy Księga Rodzaju jest relacją o Bożym stworzeniu świata, objawioną Mojżeszowi przez Boga, i objawienie to zostało potwierdzone przez doświadczenia późniejszych Ojców Cerkwi. Teraz, pomimo że objawiona mądrość stoi wyżej niż mądrość tego świata, wciąż wiemy, że nie ma żadnego konfliktu pomiędzy prawdziwymi objawieniami i autentyczną mądrością naukową. Natomiast może być konflikt pomiędzy Bożym objawieniem a ludzką filozofią, która często się myli. W każdym razie nie ma konfliktu pomiędzy wiedzą o stworzeniu zawartą w Księdze Rodzaju, tak jak zinterpretowali ją dla nas święci Ojcowie, a prawdziwą wiedzą naukową o organizmach żywych, zdobytą na podstawie obserwacji; jednak absolutnie nie do pogodzenia jest konflikt pomiędzy wiedzą zawartą w Księdze Rodzaju a próżnymi dociekaniami filozoficznymi współczesnych naukowców, nieoświeconych przez wiarę o naturze świata w czasie sześciu dni stworzenia. Tam gdzie napotykamy na prawdziwy konflikt pomiędzy Księgą Rodzaju a współczesną filozofią, jeśli tylko chcemy poznać prawdę, musimy zaakceptować naukę świętych Ojców i odrzucić fałszywe opinie filozofów nauki. Świat dzisiejszy jest tak bardzo zainfekowany przez pokrętną współczesną filozofię udającą naukę, że tylko bardzo niewielu, nawet wśród prawosławnych chrześcijan, mogłoby beznamiętnie zbadać ten problem i odkryć, co tak naprawdę święci Ojcowie mówili na ten temat i przyjąć patrystyczną naukę, nawet kiedy wydaje się ona wielkim głupstwem dla próżnej mądrości tego świata.

Myślę, że już napisałem dość dużo o prawdziwym patrystycznym poglądzie na nowostworzony świat, który na pierwszy rzut oka wygląda „zaskakująco” dla prawosławnego chrześcijanina, któremu rozumienie Księgi Rodzaju przysłoniła współczesna naukowa filozofia. Chyba najbardziej „zaskakujący” jest fakt, że święci Ojcowie rozumieli tekst Księgi Rodzaju „tak, jak jest napisany” i nie dozwalali na interpretacje bardziej „dowolne” albo alegoryczne. Wielu prawosławnych chrześcijan otrzymało „nowoczesne wykształcenie” i przyzwyczaiło się już kojarzyć takie interpretacje wyłącznie z fundamentalizmem protestanckim, poza tym boją się uchodzić za „naiwnych” przez wyrafinowanych naukowych filozofów; ale jasne jest, że prawdziwa patrystyczna interpretacja jest o wiele głębsza, z jednej strony od tej fundamentalistycznej, która nawet nie wspomina o Bożym objawieniu i która tylko przypadkowo czasami zbiega się z interpretacją świętych Ojców, a z drugiej strony od tej pochodzącej od „naukowców”, którzy bezkrytycznie przyjmują spekulacje współczesnych filozofów tak, jakby to była prawdziwa wiedza.

Mam nadzieję, że pomoże to „nowoczesnym” prawosławnym chrześcijanom zrozumieć, że nowostworzony przez Boga świat wymyka się kompetencjom nauki i jej zakresowi badawczemu. Bo nie można badać nieskażonego świata uczynionego Bożą ręką teraz, w naszej upadłej rzeczywistości. Nie można odnaleźć większego przejawu tej nieskazitelności jak tylko w Przeczystej Matce Boga, której śpiewamy: „Ty, któraś bez skazy Boga-Słowo porodziła, Ciebie wysławiamy.” Kult Przeczystej Bogurodzicy zawarty w prawosławnych nabożeństwach przepełniony jest tą doktryną. Św. Jan Damasceński zauważa, że w dwóch względach ta „nieskazitelność” jest ponad prawami natury. „Ponieważ (Chrystus) nie miał ojca, Jego narodzenie było ponad naturą następstwa pokoleń” i „w tym, że Jego urodzenie było bezbolesne, było ponad prawami natury.”53 Co prawosławni chrześcijanie powiedzą, kiedy nowoczesny niewierzący, pod wpływem współczesnej naturalistycznej filozofii, nalega aby przyznać, że taka „nieskazitelność” jest niemożliwa, i na koniec żąda, aby chrześcijanie wierzyli wyłącznie w rzeczy, które można zaobserwować albo udowodnić naukowo? Czy będzie trzymał się swojej wiary, która jest wiedzą objawioną, pomimo „nauki” i jej filozofii? Czy nie powie wręcz temu pseudonaukowcowi, że nie może on poznać ani pojąć tego faktu „nieskazitelności” gdyż dzieła Boże są ponad naturą? Teraz już nie wahajmy się uwierzyć w prawdę o nieskażonym stworzeniu sprzed upadku Adama, jeśli przekonaliśmy się, że święci Ojcowie istotnie nauczają nas, że jest to całkiem nieosiągalne dla badań i wiedzy naukowej. Ktoś, kto uwierzy w ewolucję stworzeń przed upadkiem Adama, tym samym odrzuca nauczanie patrystyczne i otwiera własną duszę i dusze innych na przyjęcie ewolucjonizmu lub innego pseudonaukowego poglądu. Słyszymy obecnie wielu prawosławnych kapłanów mówiących: „Nasza wiara w Chrystusa nie zależy od tego, jak interpretujemy Księgę Rodzaju. Każdy może wierzyć tak, jak mu się podoba.” Ale niewykluczone, że nasza nierzetelność w tłumaczeniu jednej części Bożego objawienia (która w rzeczywistości jest blisko powiązana z Chrystusem, drugim Adamem, który wcielił się po to, by przywrócić nam nasz stan pierwotny) doprowadzi nas w końcu do błędnego rozumienia całej doktryny Cerkwi Prawosławnej. Nie bez przyczyny św. Jan Chryzostom łączy w jedną całość poprawne i ścisłe rozumienie Pisma Świętego (specjalnie Księgi Rodzaju) z prawowiernymi dogmatami wiary, które są niezbędne dla naszego ZBAWIENIA. Wspominając o tych, którzy interpretują Pismo Święte alegorycznie, stwierdza:

Nie zwracajmy uwagi na tych ludzi, już ich nie słuchajmy, ale uwierzmy w słowa Pism Świętych i podążajmy za nimi, starajmy się zachować w naszych duszach zdrową naukę i równocześnie prowadźmy święty żywot, aby postępowanie nasze świadczyło o prawdach naszej nauki, a nauka dodawała stanowczości naszemu postępowaniu... Jeśli będziemy postępować jak należy, ale nie zachowamy naszej prawowierności, niczego nie zdobędziemy dla naszego zbawienia. Jeżeli tylko chcemy uniknąć Gehenny, a osiągnąć Królestwo niebieskie, musimy się przyozdobić w obydwie szaty – w prawowierność i prostotę życia.54

Jest jeszcze jedno pytanie dotyczące stanu nowostworzonego świata, które może budzić pańskie wątpliwości: co zrobić z tymi „milionami lat” istnienia świata, które nauka „uważa za fakt”? Ten list jest już trochę przydługi i nie mogę w nim zajmować się jeszcze tą kwestią. Ale jeśli Pan sobie życzy, w następnym liście powrócę do tego tematu, nie wyłączając „metody węgla C14” i innych „absolutnie pewnych” systemów datowania, przedstawiając pogląd innych poważnych naukowców, dowodzących, że te „miliony lat” nie są wcale faktem ale tylko pewną „filozofią”. Ten pogląd nikomu wcześniej nie przyszedł do głowy, aż do chwili, kiedy ludzie pod wpływem filozofii naturalistycznej zaczęli wierzyć w ewolucję i kiedy zobaczyli, że jeżeli teoria ewolucji ma być prawdziwa, to świat musi mieć wiek liczony w miliardach lat (ponieważ ewolucja nigdy nie była zaobserwowana, można ją tylko przyjąć przy założeniu, że trwa niezliczone miliony lat, co jest okresem zbyt długim do obserwacji dla współczesnych naukowców). Jeżeli zbada Pan ten problem obiektywnie i bez emocji, oddzielając rzeczywiste dowody od przypuszczeń i filozofii, zobaczy Pan, że nie ma przekonywującego dowodu na to, że ziemia ma więcej niż 7500 lat. Czy ktoś w to wierzy czy nie, zależy od jego poglądu na teorię ewolucji.

Podsumowując naukę patrystyczną na temat stworzonego świata nie uczynię nic lepszego, jak tylko przytoczę boskie słowa świętego Ojca, który zajaśniał modlitwą umysłu tak bardzo, że zatytułowano go, jako trzeciego w całej Cerkwi Prawosławnej, mianem „Teolog”: mam na myśli św. Symeona Nowego Teologa. W swojej 45-tej homilii, na podstawie tradycji Ojców, a także prawdopodobnie ze swojego własnego doświadczenia, pisze:

Na samym początku, przed zasadzeniem Raju i przed powierzeniem go nowostworzonym istotom, Bóg w ciągu pięciu dni stworzył ziemię i wszystko, co jest na niej, a szóstego dnia stworzył Adama i uczynił go panem i królem całego widzialnego świata. Raj jeszcze wtedy nie istniał. Jednak ten świat pochodzi od Boga jako pewien rodzaj Raju, mimo swojej materialności i zmysłowości. Bóg poddał go pod władzę Adama i wszystkich jego potomków... „A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące” (Rdz 2:8-9), te owoce nigdy się nie psuły i nie przestawały owocować, ale zawsze były świeże i słodkie i dawały dużo zadowolenia i przyjemności stworzeniom. Było konieczne, aby nieskazitelne piękno było pokarmem dla ciał tych pierwszych stworzeń, które były również bez skazy.... Adam stworzony został w ciele bez skazy, mimo że materialnym i jeszcze nie duchowym; został umieszczony obok Stworzyciela Boga jako nieśmiertelny król władający nieskażonym światem, nie tylko nad Rajem, ale nad całym stworzonym światem, umieszczonym pod niebem...

(Po nieposłuszeństwie Adama) Bóg nie przeklął Raju... przeklął tylko całą pozostałą część ziemi, która wcześniej też była bez skazy i wszystko wydawała z siebie... Ten, kto uległ skażeniu i śmiertelności z powodu przekroczenia prawa, z powodu całej sprawiedliwości musiał żyć na ziemi dotkniętej zepsuciem i jeść jej owoce... Wtedy również wszystkie stworzenia widząc Adama wypędzonego z Raju już więcej nie chciały być mu poddane jako przestępcy... Ale Bóg powstrzymał wszystkie te stworzenia Swoją mocą i w Swoim współczuciu i dobroci nie zezwolił im od razu ruszyć na człowieka, ale nakazał im aby pozostały dalej mu posłuszne; same poddane zepsuciu, powinny służyć zepsutemu człowiekowi dla którego zostały stworzone, aby kiedyś, razem z odnowionym człowiekiem, duchowym, nieskazitelnym i nieśmiertelnym, całe stworzenie, które Bóg poddał człowiekowi w niewolę, zostało uwolnione z tej niewoli, było odnowione razem z nim i stało się znowu nieskażone, tak jakby było duchowe...

Nie wypada aby ciała ludzkie ubrały nieśmiertelną chwałę zmartwychwstania i zdobyły nieskazitelność przed odnowieniem całego stworzenia. Ale, tak jak na początku najpierw stworzony został świat w nieskazitelności i z niego powstał człowiek, tak teraz wypada, aby całe stworzenie najpierw uleczyło się z rozkładu, a upadłe ciała ludzi potem powinny być odnowione i pozbawione zepsucia, wtedy tak jak na początku cały człowiek może być nieskażony i duchowy i może żyć w nieskażonym, wiecznym i duchowym mieszkaniu... Czy nie widzicie, że całe stworzenie na początku było pozbawione zepsucia i było stworzone jako rajskie? Dopiero potem zostało przez Boga poddane zepsuciu i przekazane pod władzę próżności człowieka.

Powinniśmy uświadomić sobie przez podobieństwo jaki będzie świetlisty stan stworzeń w wieku przyszłym. Bo kiedy wszystko będzie odnowione, już nie będzie takie jak było wtedy, kiedy było stworzone na początku istnienia świata. Ale będzie ono podobne, zgodnie ze słowem boskiego Pawła, do naszego ciała... Całe stworzenie poprzez Boży rozkaz, po powszechnym zmartwychwstaniu nie będzie takie, jak przy stworzeniu świata – materialne i zmysłowe – ale będzie stworzone na nowo i stanie się w pewnym stopniu niematerialnym i duchowym mieszkaniem wysoko, ponad wszelkim zmysłem.55

Czy możliwy jest jaśniejszy wykład o stanie nowostworzonego świata przez upadkiem Adama?

7. Natura człowieka

Teraz przechodzę już do ostatniego i najważniejszego pytania, z którym musi zmierzyć się Prawosławna teologia w jej konflikcie ze współczesną teorią ewolucji: chodzi o naturę człowieka, a w szczególności naturę pierwszego człowieka, Adama. Twierdzę, że jest to „najważniejszy problem” wywołany przez teorię ewolucji, bo nauka o człowieku, antropologia, najbardziej jest bliska teologii, i w tym miejscu prawdopodobnie będzie najłatwiej wykazać teologiczny błąd ewolucjonizmu. Znanym faktem jest, że w kwestiach dotyczących natury człowieka i Bożej łaski Prawosławie różni się od Rzymskiego Katolicyzmu; teraz spróbuję wykazać, że teologiczny pogląd na naturę człowieka, który kryje się w teorii ewolucji i który wyraźnie zawarty jest w pańskim liście, nie jest prawosławnym poglądem na człowieka, ale jest dużo bliższy poglądowi rzymskich katolików; jest to tylko potwierdzenie faktu, że teoria ewolucji, bardzo daleka od czegokolwiek z nauk Ojców Prawosławia, jest po prostu produktem zachodniej odstępczej mentalności a nawet, pomimo, że początkowo była „reakcją” przeciwko rzymskiemu katolicyzmowi i protestantyzmowi, ma głębokie korzenie w rzymskokatolickiej tradycji scholastycznej.

Pogląd na naturę człowieka i stworzenie Adama, który zamieścił Pan w liście jest bardzo przesycony ideą, że Adam w swoim ciele był „wyewoluowanym zwierzęciem”. Ten pogląd przejął Pan nie od świętych Ojców (bo nie można znaleźć nawet jednego Ojca który by w to wierzył, jak już wykazałem Ojcowie całkiem „dosłownie” wierzyli, że Adam był stworzony z pyłu ziemi a nie z jakiegoś innego stworzenia) ale od nowoczesnej nauki. Popatrzmy teraz przede wszystkim na patrystyczny pogląd na naturę i znaczenie świeckiej wiedzy naukowej, w szczególności w relacji do objawionej wiedzy teologicznej.

Ten patrystyczny pogląd jest bardzo jasno wyrażony przez wielkiego Ojca hezychazmu św. Grzegorza Palamasa, który był zmuszony do gruntownej obrony teologii prawosławnej i praktyki duchowej przed zachodnim racjonalistą, Warłaamem, który starał się zredukować doświadczenia duchowe i wiedzę hezychastów do czegoś osiągalnego przez naukę i filozofię. W odpowiedzi na to św. Grzegorz przytoczył ogólne zasady, które są również aktualne w naszych czasach, kiedy naukowcy i filozofowie przekonani są, że można przeniknąć myślą tajemnicę stworzenia i ludzkiej natury lepiej od teologii prawosławnej. Pisał on:

Początkiem mądrości jest być na tyle rozumnym, aby rozróżnić i przeciwstawić mądrości niskiej, doczesnej i daremnej tą, która jest prawdziwie przydatna, niebieska i duchowa, która pochodzi od Boga i prowadzi prosto do Niego i która przywraca harmonię z Bogiem tym, którzy ją zdobywają.56

Uczy, że ta druga mądrość jest wyłącznie dobra sama w sobie, podczas gdy ta pierwsza może być i dobra i zła:

Łaska poznania wielu języków, potęga retoryki, wiedza historyczna, dokonywanie odkryć tajemnic natury, różne systemy logiki... wszystkie te rzeczy są jednocześnie dobre i złe, nie tylko dlatego, że są wykorzystywane zgodnie z zamierzeniem tych, którzy je posiedli i łatwo przybierają postać pożądaną przez ich punkt widzenia, ale także dlatego, że studiowanie ich jest tylko wtedy rzeczą dobrą, kiedy rozwijają wnikliwość duchowych oczu. Ale są złe dla kogoś, kto stawia siebie ponad wiedzę i chce pozostać tak aż do swojej starości.57

Dalej, nawet

Jeśli jeden z Ojców mówi to samo, co niektórzy spoza Kościoła, zgodność jest tylko pozorna, podczas gdy myśl jest całkiem odmienna. Ten drugi, według Pawła, w rzeczywistości poznał „zamysł Chrystusa” (1 Kor 2:16), podczas gdy ten pierwszy wyraża w najlepszym wypadku ludzkie rozumowanie. „Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55:9) powiedział Bóg. Oprócz tego, nawet gdyby myśli tych ludzi byłyby czasem takie same jak Mojżesza, Salomona czy ich naśladowców, jakaż byłaby z tego korzyść dla nich? Czy człowiek o zdrowym duchu, przynależący do Kościoła Chrystusa, mógłby z tego wysnuć wniosek, że ich nauki pochodzą od Boga?58

O wiedzy świeckiej św. Grzegorz pisze:

Nie wolno nam spodziewać się po niej jakiegokolwiek pożytku w badaniu rzeczy duchowych; nie jest możliwe wyciągnąć z niej ani jednej pewnej nauki na tematy dotyczące Boga. Bo „czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata?” (1 Kor 1:20)59

Ta wiedza może też być szkodliwa i może zwalczać prawdziwą teologię:

Zdolności rozumu, które zostały uczynione tylko jako marność i głupota, wykorzystywane są w walce przeciwko tym, którzy akceptują tradycję w prostocie serca; gardzą pismami Ducha, biorąc przykład z ludzi, którzy traktują je niedbale i którzy prowadzą stworzenie przeciwko swemu Stwórcy.60

Trudno o lepsze podsumowanie dążeń współczesnych „chrześcijańskich ewolucjonistów”, którzy próbowali posiąść większą wiedzę niż święci Ojcowie, i przy pomocy świeckiej mądrości reinterpretowali nauczanie Pisma Świętego i świętych Ojców. Nie będzie daleko od prawdy ten, kto zauważy, że racjonalistyczny duch Warłaama jest całkiem blisko tego współczesnego ewolucjonizmu.

Proszę zauważyć, że św. Grzegorz mówił o wiedzy naukowej, która na swoim poziomie jest prawdą; staje się kłamstwem tylko wojując przeciwko wyższej, teologicznej mądrości. A czy teoria ewolucji jest prawdziwa także pod względem naukowym?

Już mówiłem w tym liście o wątpliwej wartości dowodów naukowych przemawiających za ewolucją w ogólności, o których chętnie napiszę Panu w następnym liście. Tutaj chciałbym powiedzieć słówko wyłącznie o naukowych dowodach na ewolucję człowieka, ponieważ tym samym zaczęliśmy się już poruszać w obszarze teologii prawosławnej.

Stwierdził Pan w swoim liście, że jest Pan szczęśliwy, gdyż nie czytał Pan niczego z pism Teilharda de Chardin i innych propagatorów ewolucji na zachodzie; i że podchodzi Pan do całego tego zagadnienia bardzo „prosto”. Obawiam się, że właśnie tu popełnia Pan błąd. Dobrze i pożytecznie jest czerpać naukę Pisma Świętego i świętych Ojców prosto i zwyczajnie; w ten właśnie sposób powinny być one przyswajane i tak właśnie sam próbuję je odczytywać. Ale dlaczego powinniśmy przyjmować naukę nowoczesnych naukowców i filozofów „prosto”, wierząc w ich słowa, gdy mówią, że coś jest prawdziwe – nawet jeżeli to zmusza nas do zmiany własnych przekonań teologicznych? Przeciwnie, powinniśmy być raczej bardzo krytyczni, kiedy nowocześni mądrzy ludzie mówią nam, w jaki sposób mamy interpretować Pisma Święte. Musimy być czujni nie tylko w stosunku do ich filozofii, ale także w stosunku do ich „dowodów naukowych”, które według nich wspierają ich filozofię; bardzo często te „naukowe dowody” są same w sobie filozofią.

Jest to szczególnie aktualne w stosunku do jezuity-naukowca Teilharda de Chardin; nie tylko dlatego, że stworzył on najbardziej gruntowny i wywierający ogromny wpływ system filozoficzny i teologiczny w oparciu o teorię ewolucji, ale dlatego, że był blisko związany z odkryciem i interpretacją prawie wszystkich znalezisk będących dowodami na „ewolucję człowieka”, które odkryte były za jego życia.

Teraz muszę postawić Panu pytanie naukowe o zasadniczym znaczeniu: co jest dowodem „ewolucji człowieka”? Na to pytanie również nie mogę dać szczegółowej odpowiedzi w tym liście, ale krótko je omówię. Później mogę napisać dużo więcej, jeśli miałby Pan takie życzenie.

Naukowe dowody „ewolucji człowieka” to są następujące skamieniałości: Neandertalczyk (wiele okazów), człowiek z Pekinu (kilka czaszek), człowiek z Jawy, z Heidelbergu, z Piltdown (do dwudziestu lat temu), i ostatnie znaleziska w Afryce: wszystkie nadzwyczaj skąpe; i jeszcze kilka innych fragmentów. Komplet skamielin dowodzących „ewolucji człowieka” zmieściłby się w pudle wielkości trumny, i wszystkie pochodzą z różnych miejsc kuli ziemskiej, bez wiarygodnego sposobu oznaczenia choćby względnego (na pewno nie „absolutnego”) wieku, bez żadnego stwierdzenia jakiejkolwiek zależności pomiędzy tymi różnymi „ludźmi”, czy to poprzez pochodzenie, czy jakieś inne pokrewieństwo.

Dalej, jeden z tych „ewolucyjnych przodków człowieka”, „człowiek z Piltdown”, został dwadzieścia lat temu uznany za zamierzone oszustwo. Bardzo interesujące, że Teilhard de Chardin był jednym z „odkrywców” „człowieka z Piltdown” – jest to szczegół, którego nie znajdzie Pan w większości jego oficjalnych biografii. „Odkrył” on kieł tego sfabrykowanego stworzenia – ząb, który wcześniej był ufarbowany po to, by pozorować bardzo stary wiek znaleziska! Nie mam dowodów na to, że Teilhard de Chardin świadomie uczestniczył w tym oszustwie; myślę, że najprawdopodobniej sam stał się ofiarą jakiegoś oszusta; był tak bardzo podekscytowany znalezieniem dowodu na „ewolucję człowieka”, w którą już wcześniej uwierzył, że po prostu nie zwracał uwagi na trudności anatomiczne, które ten prymitywnie spreparowany „człowiek” sprawiałby każdemu obiektywnemu obserwatorowi. I tak jeszcze w podręcznikach ewolucji wydrukowanych przed odkryciem fałszerstwa, człowiek z Piltdown jest bezdyskusyjnym ewolucyjnym przodkiem człowieka; jego czaszka jest nawet na ilustracjach (mimo, że znaleziono tylko mały jej fragment); z pełnym przekonaniem stwierdza się, że „łączy cechy ludzkie z innymi, bardzo odległymi w czasie” (Tracy I. Storer, General Zoology, 1951). Oczywiście, właśnie tego szukają ewolucjoniści jako „brakującego ogniwa” pomiędzy człowiekiem i małpą; dlatego właśnie oszustwo z Piltdown zostało spreparowane z mieszaniny kości ludzkich i małpich.

Jakiś czas później ten sam Teilhard de Chardin brał udział w odkryciu człowieka z Pekinu, a nade wszystko w „klasyfikacji” tego znaleziska. Dzięki tej klasyfikacji (właśnie temu odkryciu zawdzięczał reputację jednego z wiodących światowych paleontologów) „człowiek z Pekinu” także wszedł do podręczników ewolucjonizmu jako przodek człowieka...

Teilhard de Chardin był także powiązany z odkryciem, a nade wszystko ze sklasyfikowaniem kilku bardzo drobnych fragmentów „człowieka z Jawy”. W rzeczywistości gdziekolwiek by nie pojechał, wszędzie znajdował „dowody”, które dokładnie odpowiadały jego oczekiwaniom – mianowicie, że człowiek pochodzi od małpopodobnych zwierząt.

Jeśli zbada Pan obiektywnie wszystkie znaleziska dowodzące „ewolucji człowieka”, mam nadzieję, że odkryje Pan, że nie ma niezbitych czy nawet w najmniejszym stopniu jakichkolwiek sensownych dowodów na „ewolucję”. Znalezisko staje się wtedy godne zaufania jako dowód ewolucji, kiedy ludzie w nią wierzą, że ewolucja jest prawdą; wierzą w filozofię, która wymaga by człowiek był potomkiem małpopodobnych stworzeń. Tymczasem Neandertalczyk jest po prostu „homo sapiens” nie różniącym się od współczesnych ludzi więcej, niż współcześni ludzie różnią się między sobą, jako odmiana w obszarze jednego rodzaju lub gatunku61 . Proszę zauważyć, że obrazki Neandertalczyków w podręcznikach ewolucji są jedynie wymysłem ilustratorów, którzy mają z góry przyjęte wyobrażenie, jak taki „prymitywny człowiek” miał wyglądać, zakładając oczywiście teorię ewolucji!

Powiedziałem już dość, mam nadzieję, że nie sugerując Panu, że mogę obalić „ewolucję człowieka” (cóż można udowodnić lub obalić przy tak znikomym zasobie faktów), ale sygnalizując, że musimy być niesłychanie krytyczni w stosunku do tendencyjnych interpretacji tych tak skąpych znalezisk. Zostawmy je naszym współczesnym poganom i ich filozofom, aby ekscytowali się znalezieniem każdej nowej czaszki, kości albo nawet pojedynczego zęba, o których to odkryciach nagłówki gazet donoszą: „Następny przodek człowieka został odnaleziony”. To nie jest już nawet dziedzina zdezorientowanej nauki, to jest dziedzina nowoczesnych bajek i baśni, mądrości która rzeczywiście stała się zdumiewająco lekkomyślna.

Gdzie ma się obrócić prawosławny chrześcijanin jeżeli chciałby nauczyć się prawdziwej doktryny na temat stworzenia świata i człowieka? Św. Bazyli mówi nam wyraźnie:

Gdzie mam zacząć moje opowiadanie? Czy od obalenia pogaństwa? Czy raczej powinienem głosić naszą prawdę? Mądrzy Grecy napisali wiele książek na temat natury, ale żadna z nich nie pozostała niezmienna czy utwierdzona na wieki, bo późniejsze księgi zawsze obalały te poprzednie. W rezultacie nie ma potrzeby aby polemizować z ich słowami: one same sobie przeczą na swoją własną zgubę.62

Jeszcze św. Bazyli,

Zostawmy objaśnienia pogan samym poganom, i zwróćmy się do nauki Kościoła.63

Tak jak św. Bazyli,

Badajmy budowę świata i kontemplujmy cały kosmos zaczynając nie od mądrości tego świata, ale od tego, czego nauczył Bóg sługę swego, kiedy mówił do niego osobiście i bez żadnej zagadki.64

Zobaczymy teraz, że ewolucyjny pogląd na pochodzenie człowieka nie tylko nie uczy nas w rzeczywistości niczego o tym pochodzeniu, ale raczej uczy nas tylko fałszywej doktryny o człowieku; sam Pan to udowodnił, głosząc tę doktrynę w celu obrony samej idei ewolucji.

Wyrażając swój pogląd na naturę człowieka, przyjmując za podstawę teorię ewolucji, pisze Pan: „Człowiek nie jest w sposób naturalny obrazem Boga. Z natury jest on zwierzęciem, wyewoluowanym zwierzęciem, pyłem ziemi. A jest obrazem Boga w sposób nadprzyrodzony.” I znowu: „Widzimy, że człowiek sam z siebie jest niczym, nie bądźmy zgorszeni tym jego naturalnym pochodzeniem.” „Boże tchnienie życia zmieniło zwierzę w człowieka, nie zmieniając żadnej anatomicznej cząstki w jego ciele, nie zmieniając choćby jednej komórki. Nie zdziwiłbym się gdyby ciało Adama przypominało pod każdym względem ciało małpy”. I znowu: „Człowiek jest tym, czym jest, nie z powodu własnej natury, która jest tylko pyłem ziemi, ale z powodu nadprzyrodzonej łaski danej mu przez tchnienie Boga.”

Teraz, przed zbadaniem patrystycznego nauczania o naturze człowieka, muszę przyznać, że pojęcie „natura” może być trochę dwuznaczne i można znaleźć teksty, gdzie święci Ojcowie używają określenia „ludzka natura” w sposób ogólnie przyjęty w rozprawach dotyczących upadłej ludzkiej natury, znanej nam z Bożego objawienia, co znowu nie może być zrozumiane czy przyjęte przez tych, którzy uwierzyli w teorię ewolucji. Ewolucyjna doktryna o naturze ludzkiej, opierająca się na „zdrowym rozsądku” upadłej natury ludzkiej, jest nauczaniem rzymsko-katolickim a nie prawosławnym.

Prawosławna doktryna o naturze człowieka w sposób najbardziej zwięzły przedstawiona jest w „Poradach duchowych” Abby Doroteusza. Ta książeczka stała się w Cerkwi Prawosławnej jakby abecadłem, podstawowym podręcznikiem prawosławnej duchowości; jest to pierwsza duchowa lektura dawana początkującym prawosławnym mnichom, i pozostaje dozgonnym, ciągle na nowo odczytywanym, towarzyszem na całą resztę życia. Jest bardzo znaczące, że prawosławna doktryna o naturze człowieka jest zawarta już na pierwszych stronach tej książeczki, gdyż ta doktryna jest fundamentem całego prawosławnego życia duchowego.

Co to za doktryna? Abba Doroteusz pisze w pierwszych słowach jego pierwszej porady:

Na początku, kiedy Bóg stworzył człowieka (Rdz 2:20), umieścił go w Raju i przyozdobił wszelką cnotą, dając mu jedno przykazanie, aby nie próbował owocu z drzewa stojącego pośrodku Raju. Zatem pozostał tam w szczęśliwości Raju; w modlitwie, w kontemplacji, w każdej wspaniałości i zaszczytach, posiadając zdrowe zmysły i pozostając w tych samych naturalnych warunkach, w jakich został stworzony. Bóg stworzył człowieka na Swój obraz, jako istotę nieśmiertelną, samowładną, wolną, ukoronowaną wszelkimi cnotami. Ale kiedy człowiek przekroczył przykazanie zjadając owoc drzewa o którym Bóg przykazał, aby go nie próbować, został wygnany z Raju (Rdz 3), odpadł od naturalnych warunków i upadł w środowisko przeciwne naturze, i pozostawał w swoim grzechu, w pożądliwości rozkoszy, przyjemnościach tego wieku i w wielu innych żądzach, został nimi zniewolony, został ich niewolnikiem poprzez nieposłuszeństwo.

(Władca Jezus Chrystus) przyjmując naszą naturę, istotę naszego bytowania, stał się nowym Adamem jako obraz Boga, który stworzył pierwszego Adama; On odnowił naturalne środowisko i uczynił nasze zmysły znowu nietknięte, takie jakie były na początku.

Dzieci pokornej mądrości są bez zarzutu, nie ufają swojemu umysłowi, nienawidzą własnej woli; dzięki nim człowiek jest zdolny powrócić do pierwotnego stanu i wrócić do rajskiego środowiska, oczyszczając siebie poprzez wypełnianie świętych Chrystusowych przykazań.65

Taka sama nauka zawarta jest u innych Ojców pustyni. Abba Izajasz uczy:

Na początku, kiedy Bóg stworzył człowieka i umieścił go w Raju, miał wtedy człowiek zmysły nieskazitelne, stworzone według swojego naturalnego porządku; ale kiedy posłuchał kusiciela, wszystkie jego zmysły upadły w stan nienaturalny, i został on wtedy wypędzony na zewnątrz swojej chwały.66

Tan sam Ojciec pisze dalej:

Więc pozwólmy każdemu, kto pożąda powrotu do naturalnych warunków wyzwolić się ze wszystkich cielesnych pożądliwości, po to, żeby znalazł się w warunkach odpowiadających naturze jego (duchowego) umysłu.67

Święci Ojcowie wyraźnie uczą, że Adam zgrzeszył, i że przez to człowiek nie zgubił jedynie czegoś, co było dodane do jego natury, ale raczej ludzka natura zmieniła się, upadła w zepsucie w tym momencie, kiedy człowiek utracił łaskę Boga. Nabożeństwa Cerkwi Prawosławnej, które również są fundamentem naszej prawosławnej nauki i życia duchowego, wyraźnie uczą, że ludzka natura którą obecnie widzimy, nie jest naszym naturalnym stanem, ale jest skażona grzechem:

Ludzką naturę lecząc, skażoną przez grzech starodawny, narodzone bez skazy Dziecię odnowiło. (Mineja, 22 grudnia, tropar Bogurodzicy szóstej pieśni Kanonu)

I znowu:

Stwórca i Władca, chcąc wybawić od skażenia upadłą ludzką naturę, przyszedł aby zamieszkać w oczyszczonym przez Ducha Świętego łonie, w niewysłowiony sposób ukształtowany. (Mineja 23 stycznia, tropar Bogurodzicy szóstej pieśni Kanonu)

Można też w tych pieśniach zauważyć, że cała prawosławna koncepcja Wcielenia i naszego zbawienia przez Chrystusa jest blisko powiązana z prawidłowym rozumieniem natury ludzkiej takiej, jaka była na początku i do której Chrystus nas przywrócił. Wierzymy, że pewnego dnia będziemy mieszkać z Nim w świecie bardzo podobnym do tego świata i tej ziemi stworzonej przed upadkiem Adama, i że nasza natura będzie taka, jaka była wcześniej natura Adama – albo nawet doskonalsza od niej, bo wszystko ziemskie i zmienne pozostanie za nami, tak jak przytoczony wcześniej cytat ze św. Symeona Nowego Teologa jasno wykazuje.

Teraz chciałbym wykazać jeszcze więcej, że nawet pańska doktryna ludzkiej natury w jej obecnym, upadłym stanie jest nieprawidłowa i nie zgadza się z nauką świętych Ojców. Jest to może wynikiem niestaranności w wyrażaniu myśli z pańskiej strony – jednak myślę, że prawdopodobnie jest tak dlatego, że został Pan oszukany i przez wiarę w teorię ewolucji doprowadzony do błędnych pojęć. Pisze Pan: „Z wyjątkiem Boga, człowiek ze swojej natury nie jest niczym wyjątkowym, gdyż jego naturą jest pył ziemi, jest to natura zwierząt.”68 Ponieważ wierzy Pan w filozofię ewolucji, zmuszony jest Pan również do uznania, że ludzka natura jest tylko niską, zwierzęcą naturą, i rzeczywiście tak Pan twierdzi: „człowiek nie jest według swojej natury obrazem Boga”; albo w najlepszym wypadku (mimo wszystko myślę, że Pan, będąc prawosławnym, tak naprawdę w to nie wierzy), sztucznie dzieli Pan ludzką naturę na dwie części; tę która pochodzi z „natury” i tę, która pochodzi od Boga. Ale prawdziwa prawosławna antropologia naucza, że ludzka natura jest jedna, tylko ta, którą otrzymaliśmy od Boga; nie mamy jakiejś natury „zwierzęcej” albo z „pyłu ziemi”, która byłaby inna niż natura w której zostaliśmy stworzeni przez Boga. Dlatego też nawet upadła, zepsuta natura ludzka, którą mamy obecnie nie jest „całkowicie niczym” jak Pan twierdzi, ale wciąż zachowuje w jakimś stopniu „dobroć Boga”, w której została stworzona. Posłuchajmy, co Abba Doroteusz pisze o tej doktrynie:

Posiadamy w sposób naturalny cnoty dane nam przez Boga. Gdy Bóg stworzył człowieka, zasiał w nim cnoty, gdy powiedział: „Stwórzmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo” (Rdz 1:26). Powiedziano: „na nasz obraz” ponieważ Bóg stworzył duszę nieśmiertelną i samowładną, i „na nasze podobieństwo” w odniesieniu do cnót... Poprzez naturę Bóg dał nam cnoty. A pożądliwości nie należą do nas przez naturę, bo nie mają nawet żadnej treści albo budowy... Ale dusza w swojej miłości przyjemności, nie mając skłonności do cnót wzbudza w sobie pożądliwości i umacnia je przeciwko sobie samej.69

Dalej, te przez Boga dane cnoty wciąż ćwiczą się nawet w naszym upadłym stanie. Jest to niesłychanie ważne prawosławne nauczanie św. Jana Kasjana, który w ten sposób obalił błąd błogosławionego Augustyna, który rzeczywiście wierzył, że człowiek z dala od Bożej łaski jest „całkowicie niczym”. Św. Kasjan nauczał w swojej trzynastej konferencji:

To, że człowiek po upadku w rzeczywistości nie utracił znajomości dobra jest potwierdzone przez Apostoła, który powiedział: „Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach (Rz 2:14,15).

I znowu:

Do Faryzeuszy Chrystus powiedział, że mogą poznać prawdę: „I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” (Łk 12:57) Nie powiedziałby tego, gdyby nie potrafili rozeznać rzeczy prawych poprzez swój naturalny rozsądek. Dlatego też nikt nie powinien myśleć, że ludzka natura jest zdolna tylko do zła.70

Podobnie w stosunku do sprawiedliwego Hioba św. Kasjan pyta czy „pokonał on w bitwie wiele sideł nieprzyjacielskich bez udziału swoich własnych cnót, ale tylko przy obecności Bożej łaski”, i odpowiada:

Hiob pokonał diabła przy pomocy swojej własnej siły. Jakkolwiek, łaska Boża również nie opuściła Hioba; żeby zły duch nie obciążył go pokusami ponad jego siły, Boża łaska pozwoliła kusić tyle, ile cnota kuszonego mogła znieść.71

Znowu, w stosunku do Patriarchy Abrahama:

Boża prawość chciała wypróbować wiarę Abrahama, nie tę, którą Bóg wzbudził w nim, ale tę, którą okazał poprzez swoją własną wolność.72

Oczywiście powodem dla którego bł. Augustyn (także rzymski katolicyzm i za nim protestantyzm) głosił, że człowiek bez łaski jest niczym, było to, że niewłaściwie rozumiał on ludzką naturę, bazując na naturalistycznym poglądzie na człowieka. Z drugiej strony prawosławna doktryna ludzkiej natury, jako stworzonej na początku przez Boga i zachowanej częściowo nawet w stanie upadku, uniemożliwia nam popadnięcie w jakiś fałszywy dualizm pomiędzy tym, co „ludzkie” i tym co „Boskie”. Z pewnością wszystko to, co jest w człowieku dobre, pochodzi od Boga, nie tylko jego natura, co potwierdza Pismo: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4:7). Człowiek nie ma „zwierzęcej natury” jako takiej, i nigdy jej nie miał; miał tylko całkowicie ludzką naturę, którą otrzymał od Boga na początku, i której nigdy całkowicie nie utracił, nawet teraz.

Czy jest konieczne przytaczanie Panu mnóstwa bezspornych patrystycznych wypowiedzi, że „obraz Boży” który ma być odnaleziony w duszy, odnosi się do ludzkiej natury i nie jest czymś dodanym z zewnątrz? Niech nam wystarczy cytat z cudownego testamentu św. Grzegorza Teologa, mówiącego w jaki sposób człowiek, jako istota cielesno-duchowa, może w sposób samodzielny wybrać i zwrócić się do dowolnej strony swojej natury:

Nie wiem w jaki sposób zostałem połączony z ciałem i w jaki sposób, będąc obrazem Boga, zostałem zmieszany z brudem... Co za mądrość objawia się we mnie i jakaż wielka tajemnica! Czy nie po to Bóg wysłał nas na wojnę z ciałem, byśmy, będąc częścią Bóstwa [jak śmiało Teolog mówi o ludzkiej naturze, tak śmiało, że nie możemy brać tych słów absolutnie dosłownie!]73 i pochodząc z wysoka, nie byli zbyt wyniośli i nie wynosili siebie samych z powodu naszej godności, i nie wzgardzili Stwórcą, ale zawsze kierowali nasz wzrok na Niego, żeby nasza godność zachowała się w granicach przypisanego nam niedołęstwa? – Żebyśmy mogli zauważyć, że w tym samym czasie jesteśmy zarówno ogromnie wielcy jak i niezmiernie mali, ziemscy i niebiescy, docześni i nieśmiertelni, że jesteśmy dziedzicami światła ale także dziedzicami ognia i ciemności, w zależności do tego, w którą stronę się skłonimy. Zostaliśmy tak ukształtowani po to, o ile mogę to pojąć, aby ziemski pył upokorzył nas, gdybyśmy kiedyś chcieli wynosić się z powodu Bożego obrazu w nas.74

Ten Boży obraz, który zawarty jest w naturze ludzkiej, nie został całkiem utracony nawet pomiędzy poganami, jak naucza św. Jan Kasjan; nie jest on utracony nawet dzisiaj, kiedy człowiek znajdując się pod wpływem nowoczesnej filozofii i ewolucjonizmu stara zamienić się w podczłowieka i zwierzę – nawet teraz Bóg czeka na jego nawrócenie, czeka na jego przebudzenie do prawdziwej ludzkiej natury, która jest w nim ukryta.

I to doprowadziło mnie do ważnego zagadnienia z pańskiej interpretacji nauczania bogonośnego Ojca, prawie że nam współczesnego, św. Serafina z Sarowa, zawartego w jego słynnych „Rozmowach z Motowiłowem”.

Św. Serafin jest moim świętym patronem i właśnie nasze bractwo św. Hermana z Alaski jako pierwsze wydrukowało pełen tekst jego „Rozmów” po rosyjsku, w języku oryginalnym (wydanie sprzed rewolucji było niepełne), a także inne z jego prawdziwych pouczeń, które dotychczas nie były publikowane. Może Pan być pewny, że jesteśmy przekonani, że nie głosił on fałszywej nauki co do natury człowieka, którą można by przeciwstawić nauce innych świętych Ojców. Ale najpierw sami zbadajmy, co głosił św. Serafin:

Wielu uważa, że opowiadanie Biblijne o tym, jak Bóg tchnął tchnienie życia w twarz nowostworzonego Adama, uczynionego z pyłu ziemi, z pewnością oznacza, że do tej pory nie było w Adamie ani ludzkiej duszy ani ducha ale tylko ciało uczynione z pyłu ziemi. To rozumienie jest niewłaściwe, bo Władca-Bóg stworzył Adama z pyłu ziemi i ukształtował go według słów naszego drogiego Ojca, św. Apostoła Pawła, który stwierdza: „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Władcy naszego Jezusa Chrystusa” (Tes 5:23). Wszystkie te trzy części naszej natury powstały z pyłu ziemi, gdyż Adam nie był stworzony martwy, ale jako żywe stworzenie, jak wszystkie inne zwierzęta mieszkające na ziemi stworzone przez Boga. Pytanie jest tylko, czy gdyby Bóg nie tchnął wtedy w jego twarz tchnienia życia (to jest łaski naszego Boga – Ducha Świętego), Adam, jakkolwiek doskonały i większy ponad każde inne stworzenie Boże, jako korona tego ziemskiego stworzenia, pomimo to byłby pozbawiony Ducha Świętego w sobie, tak jak inne zwierzęta, mimo, że miał i ciało, i duszę i ducha. Ale kiedy Władca-Bóg tchnął w jego twarz tchnienie życia, wtedy, zgodnie ze słowami Mojżesza: „Adam stał się duszą żyjącą” (Rdz 2:7) to znaczy całkowicie i pod każdym względem podobny Bogu, i tak jak On nieśmiertelny.75

Jest to ten jeden patrystyczny cytat, który przytoczył Pan dla wsparcia pańskiego poglądu mówiącego, że człowiek był najpierw zwierzęciem a potem (po jakimś okresie czasu) otrzymał obraz Boży i stał się człowiekiem. Oczywiście musi Pan w to wierzyć jeśli akceptuje Pan teorię ewolucji, i cieszy mnie, że tak odważnie wyraża Pan wiarę wszystkich „prawosławnych ewolucjonistów” (nawet w tak pogmatwany sposób), którzy często boją się wyrażać wprost, aby nie urazić tych „naiwnych” prawosławnych wiernych, którzy w swojej „prostocie” odrzucają wiarę, że w rzeczywistości człowiek pochodzi od małp lub małpopodobnych zwierząt.

Ale przypomnijmy sobie teraz słowa św. Grzegorza Palamasa, które już cytowałem:

Jeśli jeden z Ojców mówi to samo, co niektórzy spoza Kościoła, zgodność jest tylko pozorna, podczas gdy myśl jest całkiem odmienna. Ten drugi, według Pawła, w rzeczywistości poznał „zamysł Chrystusa” (1 Kor 2:16), podczas gdy ten pierwszy wyraża w najlepszym wypadku ludzkie rozumowanie.... Czy człowiek o zdrowym duchu, przynależący do Kościoła Chrystusa, mógłby z tego wysnuć wniosek, że ich nauki pochodzą od Boga?76

I rzeczywiście, muszę stwierdzić, że Pan kompletnie nie zrozumiał nauki św. Serafina, który naucza zupełnie czegoś przeciwnego niż teoria ewolucji. Wykażę to cytując zarówno naukę innych świętych Ojców jak i samego św. Serafina.

Ale najpierw muszę wyjaśnić to, co pewnym racjonalistom mogłoby wydawać się rozbieżne w nauczaniu św. Serafina i innych Ojców. Otóż po pierwsze, powinniśmy jasno zdawać sobie sprawę, że kiedy św. Serafin mówi o człowieku jako istocie złożonej z „ducha, duszy i ciała” nie jest to przeciwstawne do tych wielu innych Ojców, którzy mówiąc o ludzkiej naturze wymieniają tylko „duszę i ciało”; on jedynie rozróżnia pomiędzy pewnymi różnymi aspektami duszy i mówi o nich oddzielnie, podobnie jak wielu innych świętych Ojców77 . Po drugie, mówiąc, że „tchnienie życia” które Bóg tchnął w nozdrza Adama jest łaską Ducha Świętego, św. Serafin nie sprzeciwia się tym wielu Ojcom, którzy głosili, że „tchnienie życia” oznaczało duszę, jest może tylko bardziej głęboką i precyzyjną interpretacją tego fragmentu Pisma. Ale czy podąża on za racjonalistycznym rozróżnieniem, które Pan czyni, pomiędzy naturą człowieka sprzed tego Bożego tchnienia a łaską, która została dana w tym tchnieniu? Czy teologia prawosławna przyjmuje ten sztywny podział, który czyni nauka katolicka, pomiędzy „naturą” i „łaską”, tak jakby człowiek mógł przeniknąć kiedykolwiek wszystko, co dotyczy tych dwóch wielkich tajemnic?

Nie; teologia prawosławna nie przyjmuje tego sztywnego podziału, właśnie dlatego wielu scholastycznych racjonalistów znajduje tak wiele „sprzeczności” dotyczących tej kwestii wśród wielu prawosławnych Ojców, jak to zobaczymy na prostym przykładzie: Czy nieśmiertelność przynależy do ludzkiej duszy przez naturę czy przez łaskę? Różni prawosławni Ojcowie o równie wysokim autorytecie odpowiadali odmiennie na to pytanie, nie dlatego, że inaczej nauczali o człowieku, albo że zaprzeczali sobie nawzajem, ale dlatego, że podchodzili do tej kwestii na różny sposób. Ci, którzy starali się odpowiedzieć na pytanie o ludzką naturę od strony obecnej, upadłej natury ludzkiej, mówili, że dusza ludzka jest nieśmiertelna przez łaskę; podczas gdy ci (najczęściej Ojcowie pustyni i mistycy), którzy odpowiadali na to pytanie od strony natury ludzkiej takiej, jaka była na początku, twierdzili, że dusza jest nieśmiertelna raczej dzięki swej naturze. Mogły się różnić nawet poglądy jednego, tego samego Ojca, który rozważał tę kwestię raz z jednej, raz z drugiej strony, jak św. Grzegorz z Nyssy, który w jednym miejscu twierdził: „Tę zdolność rozumnego myślenia i śmiertelność nazywamy ‘człowiekiem’”78 ; ale w innym miejscu stwierdza: „Człowiek w ciągu pierwszych chwil nie połączył się w najgłębszej istocie swojej natury z ciężarem pożądliwości i śmierci.”79 Czy ten wielki Ojciec „zaprzecza” sam sobie? Oczywiście nie.

Co należy do nowostworzonego Adama przez naturę, a co przez łaskę? Nie bierzmy udziału w tych racjonalistycznych sporach, ale przyznajmy raczej, że nie rozumiemy w pełni tej tajemnicy. Obie te rzeczy, i natura i łaska, pochodzą od Boga. Natura Adama była tak bardzo wzniosła, że teraz tylko słabo możemy ją pojąć poprzez obecne nasze doświadczenie łaski, która została nam dana przez Drugiego Adama, Władcę Jezusa Chrystusa; ale stan Adama był wyższy nawet od wszystkiego, co możemy sobie wyobrazić z naszego doświadczenia łaski, bo jego wzniosła natura została uczyniona jeszcze nawet bardziej doskonałą przez łaskę, i był on, według słów św. Serafina „całkowicie i pod każdym względem podobny Bogu, i tak jak On nieśmiertelny”.

Zupełnie jasnym i wystarczającym dla naszej wiedzy jest to, że stworzenie człowieka – jego ducha, duszy i ciała, w Boskiej łasce która udoskonaliła jego naturę – jest pojedynczym aktem stwórczym i nie może być sztucznie podzielone na rzeczy „pierwsze” i inne „późniejsze”. Bóg stworzył człowieka w łasce, ale ani Pismo Święte, ani święci Ojcowie nie uczyli, że ta łaska przyszła po jakimś czasie po stworzeniu natury człowieka. Taka nauka jest średniowieczną łacińską nauką scholastyczną, jak wykażę niżej.

Wydaje się, że św. Serafin naucza takiej doktryny, ponieważ przytacza zwykłą relację świętego tekstu Księgi Rodzaju. Jednak wystarczająco jest jasne, jak twierdził św. Grzegorz Palamas, że „zgodność ta jest tylko werbalna, myśl zaś całkowicie inna.” Żeby przekonać się o tym musimy dowiedzieć się, jak święci Ojcowie uczyli nas interpretować święte opowiadanie Księgi Rodzaju w tym właśnie punkcie.

Na szczęście dla nas ten właśnie punkt był podnoszony i omawiany przez świętych Ojców. Ich odpowiedź streścił dla nas św. Jan Damasceński:

Z ziemi (Bóg) ukształtował jego ciało i przez Boże tchnienie dał mu myślącą i rozumną duszę, o której ostatnio powiedzieliśmy, że była obrazem Bożym ... Ciało i dusza ukształtowane były w tym samym momencie – a nie jedno przed drugim, jak chciałyby tego brednie Orygenesa.80

Teraz upewnijmy się, czy dobrze rozumiemy, że mimo, że św. Jan mówił o tchnieniu Bożym jako o duszy, nie uczył on niczego przeciwnego do nauki św. Serafina, który mówił o tym tchnieniu jako o łasce Ducha Świętego. Św. Jan rzeczywiście nie mówił wcale o łasce podczas stworzenia człowieka, ponieważ twierdził, że była ona stale obecna podczas całego procesu stworzenia, nade wszystko podczas tworzenia Bożego obrazu, duszy, o której naucza, że jest częścią naszej natury. Św. Grzegorz z Nyssy podobnie mówi o stworzeniu człowieka bez zwracania większej uwagi na to, co pochodzi z „natury” a co z „łaski”, tylko kończy cały traktat słowami:

Abyśmy wszyscy mogli wrócić do tej Bożej łaski, w której Bóg na początku stworzył człowieka, kiedy powiedział: „Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam.”81

Św. Jan Damasceński i inni, którzy mówili o tchnieniu Bożym jako o duszy, patrzą na tę kwestię w całkiem innym aspekcie niż św. Serafin; ale wyraźnie całe nauczanie Ojców dotyczące dzieła stworzenia człowieka, a w szczególności dotyczące kwestii czy Księga Rodzaju istotnie wskazuje różnicę w czasie pomiędzy ukształtowaniem człowieka i Bożym tchnieniem, jest takie samo. Św. Jan Damasceński mówi w imieniu wszystkich Ojców kiedy stwierdza, że pojawiły się one „w tym samym momencie – a nie jedno przed drugim”.

Mówiąc to św. Jan Damasceński obalił w szczególności herezję Orygenesa o „preegzystencji dusz”. Ale pojawiła się również herezja przeciwstawna tej, która mówiła o „preegzystencji ludzkiego ciała”, podobnie jak to jest teraz głoszone przez współczesnych „chrześcijańskich ewolucjonistów”. Ta herezja zwalczana była najmocniej przez św. Grzegorza z Nyssy, którego teraz będę cytował.

Po omówieniu błędów Orygenesa o „preegzystencji dusz” św. Grzegorz pisał dalej:

Inni, przeciwnie, tropiąc jakąś kolejność w stworzeniu człowieka podanym przez Mojżesza, mówią, że dusza jest druga po ciele w porządku czasu, ponieważ Bóg najpierw wziął pył ziemi i ukształtował człowieka, a potem ożywił go poprzez Swoje tchnienie: przez ten argument udowadniają, że ciało jest bardziej szlachetne niż dusza, ponieważ powstało wcześniej niż tchnienie, które wypełniło je dopiero w drugiej kolejności: co więcej, uważają oni, że dusza stworzona została dla ciała, aby mogło oddychać i poruszać się, a wszystkie rzeczy stworzone ze względu na inne są na pewno mniej ważne niż te, dla których zostały stworzone... Obydwie te doktryny powinny być odrzucone.82

Odrzucając naukę odnośnie „preegzystencji ciała” św. Grzegorz pisze:

Znowu błąkamy się w tej doktrynie, która za początek uznaje stworzone ciało człowieka podobne glinianej figurce, i głoszącej, że dusza została stworzona ze względu na to ciało; gdyż z pewnością w tym przypadku intelektualna natura byłaby mniej cenna niż owa gliniana figurka. Ale ponieważ człowiek jest jednością, bytem zawierającym i duszę i ciało, stąd możemy sądzić, że początek jego zaistnienia powinien być jeden, wspólny dla tych dwu części, dlatego człowiek nie powinien być uważany ani za poprzednika ani za następcę samego siebie, jak gdyby cielesne części były pierwsze w czasie a inne tylko późniejszymi dodatkami... Jeżeli więc nasza natura jest dwojaka, zgodnie z nauką apostolską, i składa się z widzialnego i ukrytego człowieka, to gdyby jeden powstał pierwszy a drugi dołączył się później, mogłoby to oznaczać, że moc Tego, który nas stworzył jest w jakiś sposób niedoskonała, jakby nie mogła od razu skutecznie spełnić swojego zamysłu, ale podzieliła tę pracę, zajmując się oddzielnie dwoma częściami w kolejności.83

Czy muszę podkreślać, że „Bóg chrześcijańskiej ewolucji” jest dokładnie takim Bogiem, który „nie może w sposób wystarczający wypełnić całego swojego zamysłu od razu”; i podstawowym powodem sformułowania teorii ewolucji było wyjaśnienie powstania świata przy założeniu, że Boga albo wcale nie ma, albo jest tak nieporadny, że nie mógł nic stworzyć w ciągu sześciu dni i nie mógł przez zwykłe Swoje słowo dać istnienia całemu światu. Ewolucja nigdy nie mogłaby być wymyŚlona przez ludzi, którzy wierzĄ w Boga, któremu oddajĄ czeŚć prawosławni chrzeŚcijanie.

Opis stworzenia człowieka w Księdze Rodzaju musi być rozumiany w sposób odpowiadający Bogu. Popełnia Pan błąd przyjmując dosłowną interpretację tekstu dokładnie tam, gdzie święci Ojcowie na to nie zezwalali! Jakże ważne jest dla nas czytanie Pisma Świętego według wskazówek świętych Ojców, a nie według własnego rozumowania!

Jest całkiem jasne, że św. Serafin nie rozumiał tekstu Księgi Rodzaju w sposób, w jaki Pan go interpretuje. W rzeczywistości, w tych samych „Rozmowach z Motowiłowem” są inne fragmenty, które wskazują, że św. Serafin zapatrywał się na stworzenie i naturę Adama dokładnie w taki sam sposób, jak cała tradycja patrystyczna.

I tak, zaraz po cytowanym przez Pana fragmencie, który umieściłem wyżej, następują słowa, których już Pan nie zacytował:

Adam został stworzony jako całkowicie uodporniony na działanie każdego żywiołu stworzonego przez Boga, nie mógł ani utonąć w wodzie, ani nie mógł być spalony w ogniu, ani nie mógł być pochłonięty przez przepaść, ani wiatr nie mógł uczynić mu żadnej szkody przez swoje działanie, ani żaden żywioł w żaden sposób. Wszystko było mu podporządkowane...

Jest to dokładny opis ciała Adama, jeszcze nie poddanego żadnemu skażeniu czy zepsuciu, które zostało stworzone przez zupełnie inne prawa niż te dzisiejsze „prawa natury” – w które jako „ewolucjonista” nie może Pan uwierzyć, ponieważ musi Pan przyjąć wraz z nowoczesną filozofią, że materialne stworzenie było „naturalne”, to znaczy skażone, nawet przed upadkiem Adama!

Znowu, krótko po tym fragmencie, św. Serafin mówi:

Ewie także dał Władca-Bóg taką samą mądrość, siłę i nieograniczoną władzę, wszystkie inne dobra i święte właściwości. A nie stworzył jej z pyłu ziemi ale z Adamowego żebra w Edenie szczęśliwości, w rajskim ogrodzie, który posadził pośrodku ziemi.84

Czy wierzy Pan w stworzenie Ewy z żebra Adama jako w fakt historyczny, tak jak wierzyli święci Ojcowie? Nie, nie może Pan, ponieważ z punktu widzenia filozofii ewolucji jest to całkowity absurd. Dlaczego Bóg stworzył ciało Adama ze zwierząt w sposób naturalny, a potem utworzył ciało Ewy w sposób cudowny? „Bóg” ewolucji nie czyni takich cudów!

Spójrzmy teraz na poglądy prawosławnej patrystyki dotyczące ciała pierwszego człowieka, Adama, które zgodnie z doktryną ewolucji musiało być poddane skażeniu podobnie jak cały świat, z którego „wyewoluował”, i mogło być, jak Pan twierdzi, w zupełności ciałem małpy.

Pismo Święte wyraźnie uczy: „Bóg stworzył człowieka dla nieśmiertelności” (Mdr 2:23)

Św. Grzegorz Synaita uczy:

Teologowie powiadają, że ciało było stworzone nieśmiertelne, takie właśnie było na początku, podobnie stworzona dusza pozbawiona była wszelkich żądz; ale podobnie jak dusza była wolna aby wybrać grzech, podobnie ciało miało możność zostać poddane zepsuciu i śmierci.85

I znowu:

Nieśmiertelne ciało będzie ziemskie, ale zupełnie pozbawione wilgoci i szorstkości, nie będzie całkowicie przemienione z cielesnego w duchowe, będzie i ziemskie i niebieskie. Takie, jakie było stworzone na początku, takie również powstanie do życia, we wszystkim podobne do obrazu Syna Człowieczego poprzez całkowite przebóstwienie.86

Proszę zauważyć, że ciało przyszłego wieku wciąż będzie z „pyłu ziemi”. Kiedy patrzymy na marny pył tego upadłego świata, stajemy się pokorni myśląc o tej stronie naszej natury; ale kiedy myślimy o tym nieskazitelnym pyle nowostworzonego świata, z którego Bóg uczynił Adama, jakże zachwyceni jesteśmy niezwykłością nawet tego, najniższego poziomu niewysłowionego Bożego stworzenia!

Św. Grzegorz Teolog sugeruje, dając symboliczną interpretację odzienia ze skór, w które Bóg ubrał Adama i Ewę po przekroczeniu przykazania, że ciało współczesnego człowieka jest inne od ciała stworzonego pierwszego człowieka, Adama:

Adam jest „ubrany w odzienie ze skór” (może w surowe, śmiertelne i wrogie ciało).87

A św. Grzegorz Synaita pisze znowu:

Człowiek stworzony był jako nieśmiertelny, taki też będzie w przyszłości; nie niezmienny ani też wciąż zmienny, ale posiadając władzę nad zmiennością wedle własnego upodobania... Śmiertelność jest potomstwem ciała. Zjadać pokarm i wydalać nadmiar, trzymać głowę dumnie i kłaść się spać – są to naturalne atrybuty zwierząt i bydła, którym i my się staliśmy po upadku w grzech i odpadliśmy od ofiarowanych przez Boga dobrych rzeczy, naturalnych dla nas, i z istot rozumnych i Boskich staliśmy się podobni bydłu, popadliśmy w zwierzęcość.88

Omawiając naturę Adama w Raju, św. Jan Chryzostom nauczał:

Człowiek żył na ziemi jak anioł; był w ciele ale nie miał żadnych cielesnych pożądliwości; jak król przyozdobiony w purpurę i diadem, ubrany w królewski strój, rozkoszował się zamieszkując Raj, mając obfitość wszystkiego... Przed upadkiem ludzie żyli w Raju jak aniołowie; nie byli rozgorączkowani żądzami, nie byli rozpaleni żadną inną namiętnością, nie nieśli ciężaru cielesnych potrzeb; ale będąc stworzonymi całkowicie nieskazitelnymi i nieśmiertelnymi, nie potrzebowali nawet przykrycia żadnym ubraniem.89

Św. Symeon Nowy Teolog podobnie jasno mówi o pierwszym stworzonym człowieku w Raju, Adamie, i o jego ostatecznym stanie w przyszłym wieku:

Jeśli teraz, po tym jak przekroczyliśmy przykazanie i zostaliśmy skazani na śmierć, ludzie tak bardzo się rozmnożyli, wyobraź sobie jakie mnóstwo byłoby na ziemi, jeśliby narodzeni od początku świata nie umierali? I jakie życie by prowadzili, będąc nieśmiertelnymi i nieskazitelnymi, obcymi dla grzechu, zmartwień i potrzeb?! I jak postępując w zachowywaniu przykazań i w dobrych skłonnościach ich serc, po pewnym czasie dostąpiliby największej chwały, i przemieniwszy się, byliby przyciągnięci blisko Boga, i dusza każdego stałaby się jakby światłem samym – świecąc z powodu światła, które rozlane byłoby na nich z góry, od Bożego Oblicza! I to zmysłowe i prymitywne materialne ciało stałoby się jakby niematerialnym i duchowym, ponad wszelkim czuciem i zmysłem; spotykając się jeden z drugim w prawdzie byliby napełnieni radością i weselem niewypowiedzianym i ponad ludzkimi wyobrażeniami... Ich życie w Raju nie było obciążone pracą i nie było trudne z powodu nieszczęść. Adam stworzony był w ciele nie poddanym zepsuciu, mimo że materialnym, ale jeszcze nie duchowym... Na temat naszego ciała Apostoł mówi: „Zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało” nie takie, jakie było ciało pierwszego stworzonego człowieka przed przekroczeniem przykazania – to znaczy, materialne, zmysłowe, zmienne, potrzebujące pożywienia – ale „powstaje ciało duchowe” (1 Kor 15:44) niezmienne, takie, jakie było ciało Jezusa Chrystusa po Zmartwychwstaniu, ciało Drugiego Adama, pierworodnego wśród umarłych, które jest niezrównane, bardziej doskonałe niż ciało stworzonego Adama.90

Doświadczając naszego śmiertelnego ciała, nie możemy zrozumieć stanu nie poddanego zepsuciu ciała Adama, które nie miało naturalnych potrzeb takich, jakie my znamy, które jadało z każdego drzewa w Raju bez wydalania nadmiaru, które nie znało snu (dopóki Bóg Swoją wolą nie sprowadził snu na niego, przez co mógł wyjąć żebro i stworzyć Ewę). O ile mniej możemy pojąć z jeszcze bardziej chwalebnego stanu ciał w wieku przyszłym! Ale wiemy wystarczająco dużo z nauki Cerkwi aby odrzucić tych, którzy myślą, że mogą zrozumieć te tajemnice poprzez wiedzę naukową i filozofię. Stan Adama i całego nowostworzonego świata zawsze był poza jakimkolwiek poznaniem naukowym, granicą tego poznania był upadek pierwszego człowieka, który zmienił naturę Adama i całego świata, a także naturę poznania ludzkiego i wiedzy jako takiej. Nowoczesna nauka zna tylko to, co może zaobserwować i to, co może być rozumowo wywnioskowane z obserwacji; jej poglądy na temat początków istnienia świata nie mają mniej ani więcej wiarygodności od mitów i baśni starożytnych pogan. Prawdziwa wiedza na temat Adama i nowostworzonego świata – na tyle ile jej potrzebujemy – jest zawarta tylko w Bożym Objawieniu i w wizjach Świętych.

* * *

Wszystko co napisałem w tym liście, i co pochodzi prosto z pism świętych Ojców, może okazać się zaskoczeniem dla wielu prawosławnych chrześcijan. Ci, którzy już czytali nieco świętych Ojców, może zdziwią się dlaczego „nie słyszeli o tym wcześniej.” Odpowiedź jest prosta: gdyby czytali dużo ze świętych Ojców, zapoznaliby się z doktryną o pierwszym człowieku, Adamie i o stworzeniu; ale dotąd interpretowali teksty patrystyczne oczami współczesnej nauki i filozofii, dlatego też oślepli na prawdziwe patrystyczne nauczanie. Jest również prawdą, że nauka o ciele Adama i materialnej naturze nowostworzonego świata została sformułowana wyraźnie i jasno przez późniejszych Ojców o wysokim poziomie życia duchowego takich jak św. Symeon Nowy Teolog i św. Grzegorz Synaita i pisma tych Ojców nie są szeroko znane i czytane, nawet dzisiaj w Grecji czy Rosji, nie są też dostępne w innych językach. (W rzeczywistości kilka fragmentów, które przytoczyłem ze św. Grzegorza Synaity było opuszczonych lub błędnie tłumaczonych w angielskiej wersji Filokalii.)

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem w pańskim liście przytoczone poprawne patrystyczne nauczanie, że „Stworzenie Boże, nawet natury anielskiej, zawsze było w porównaniu z Bogiem czymś materialnym. Aniołowie w porównaniu z nami, biologicznymi istotami, są bezcieleśni, ale w porównaniu z Bogiem one również są stworzeniami materialnymi i cielesnymi.” Ta nauka, występująca najbardziej wyraźnie u Ojców Pustyni takich jak św. Makary Wielki i św. Grzegorz Synaita, pomaga nam w zrozumieniu „duchowego ciała”, w które zostaniemy przybrani w wieku przyszłym, które jest w pewien sposób pyłem ziemi, ale pozbawionym wilgoci i szorstkości, jak nauczał św. Grzegorz Synaita; to również pomaga w zrozumieniu trzeciego stanu naszego ciała, tego, które miał Adam przed upadkiem. Jednocześnie ta doktryna jest niezmiernie ważna w naszym rozumieniu działalności bytów duchowych, aniołów i demonów, nawet w obecnym upadłym świecie. Wielki rosyjski prawosławny biskup i nauczyciel z dziewiętnastego wieku, św. Ignacy Brianczaninow, poświęcił temu tematowi cały tom ze swoich prac zebranych (3 tomy), porównując autentyczną prawosławną naukę ze współczesną nauką Kościoła rzymsko-katolickiego. Jego wnioski są takie, że prawosławna doktryna na ten temat – aniołów i demonów, nieba i piekła – nawet jeżeli jest przekazana przez świętą tradycję tylko częściowo, mimo to jest całkiem precyzyjna w tym zakresie, który znamy; natomiast rzymsko-katolickie nauczanie jest niezmiernie niejasne i nieprecyzyjne. Powodu tego braku precyzji nie trzeba daleko szukać; od czasu kiedy papiestwo porzuciło nauczanie patrystyczne, stopniowo zaczęło poddawać się wpływom światowej wiedzy i filozofii, przede wszystkim wpływom takich filozofów jak Warłaam z Kalabrii, a potem nowoczesnej nauki. Nawet dziewiętnastowieczny rzymski katolicyzm już nie miał swojej własnej nauki na ten temat, ale coraz bardziej przyjmował cokolwiek „nauka” i jej filozofia miała do powiedzenia.

Niestety, nasi współcześni prawosławni chrześcijanie, nie tylko ci wyedukowani w „akademiach teologicznych”, podążyli rzymsko-katolicką drogą i doszli do podobnego stanu ignorancji i nieznajomości nauczania patrystycznego. Oto dlaczego wiedza nawet prawosławnych kapłanów jest nadzwyczaj niewyraźna i ogólnikowa, jeżeli chodzi o stworzenie Adama i całego świata, zazwyczaj ślepo akceptują cokolwiek nauka powie na ten temat...

Nieokreślona i ogólnikowa nauka o Raju i o stworzeniu prezentowana w Kościele rzymsko-katolickim – oraz przez tych prawosławnych chrześcijan, którzy pozostają pod wpływem Zachodu w tej kwestii – ma swoje korzenie w przeszłości Europy zachodniej. Tradycja scholastyczna rzymsko-katolicka nawet za czasów największej chwały w Średniowieczu już wyznawała błędną doktrynę człowieka, która później utorowała przyjęcie ewolucjonizmu, najpierw na Zachodzie, który popadł w odstępstwo, a potem w umysłach prawosławnych chrześcijan, którzy niewystarczająco byli świadomi swoich patrystycznych tradycji i dlatego poddali się obcym wpływom. W rzeczywistości nauka Tomasza z Akwinu, w przeciwieństwie do prawosławnej patrystycznej nauki, w swojej doktrynie człowieka jest całkiem zgodna z ideą ewolucjonizmu, której Pan broni.

Tomasz z Akwinu w Summie teologicznej naucza, że:

W stanie niewinności ciało ludzkie było samo w sobie poddane rozkładowi, ale mogło być zachowane przed zepsuciem przez duszę.

I znowu:

Do człowieka należy rodzenie potomstwa, z powodu natury jego poddanego zepsuciu ciała.91

I znowu:

W Raju człowiek mógłby być jak anioł pod względem duchowości swojego umysłu, jednak wciąż pozostawał w zwierzęcości swojego ciała.92 Ciało ludzkie było trwałe nie z powodu wrodzonej mocy nieśmiertelności, ale z powodu danej przez Boga nadnaturalnej mocy duszy, dzięki której mogła ona ustrzec ciało od jakiegokolwiek zepsucia tak długo, jak sama pozostawała posłuszna Bogu... Ta moc zachowania ciała od zepsucia nie była dla duszy naturalna, ale była darem łaski.93 Teraz jest jasne, że takie poddanie ciała duszy i niższych energii umysłowi (tak jak u Adama w Raju) nie pochodziło z natury, ponieważ wtedy pozostałoby niezmienione po upadku w grzech.94

Ten ostatni cytat jasno pokazuje, że Tomasz z Akwinu nie wiedział, że ludzka natura zmieniła się po przekroczeniu przykazania. Pisze znowu:

Nieśmiertelność początkowego stanu była oparta na nadnaturalnej mocy duszy, a nie na wrodzonym usposobieniu ciała.95

Tomasz z Akwinu jest tak daleko od prawdziwego prawosławnego pojmowania nowostworzonego świata, ponieważ rozważa go, podobnie jak nowocześni „chrześcijańscy ewolucjoniści”, wyłącznie z punktu widzenia tego upadłego świata; tym samym zmuszony jest do wiary, przeciwnie do świadectw prawosławnych świętych Ojców, że Adam w sposób naturalny spał w Raju96 i że normalnie wypróżniał się, co jest przejawem zepsucia:

Są tacy, którzy twierdzą, że w stanie niewinności człowiek nie zjadał więcej pożywienia niż to było niezbędne, więc nie było tam niczego zbędnego. Jest to, jakkolwiek, niemądre przypuszczenie, ponieważ sugeruje, jakby nie było tam żadnych odchodów. Zwyczajnie istniała tam potrzeba wydalania nadwyżek, i jako zgodne z Bożym zarządzeniem, nie były uważane za niestosowne.97

Jakże przyziemne wydają się poglądy tych, którzy starają się zrozumieć Boże stworzenie i Raj zaczynając od swoich codziennych obserwacji obecnego upadłego świata! Całkiem przeciwne wspaniałym wizjom św. Serafina o niezniszczalności człowieka i jego niewrażliwości na rajskie żywioły są czysto mechaniczne wyjaśnienia Tomasza z Akwinu ściśle racjonalnych problemów: co się stanie kiedy coś twardego zetknie się z miękkim ciałem Adama?

W stanie niewinności ciało ludzkie mogło być zachowane od cierpienia wskutek zranienia przez twardą rzecz częściowo przy pomocy jego rozumu, dzięki któremu mógł on unikać rzeczy szkodliwych; częściowo poprzez Boską opatrzność, która tak go chroniła, że nic co miało szkodliwą naturę nie mogło pojawić się niedostrzeżone.98

Ostatecznie nie osobiście Tomasz z Akwinu, ale inni średniowieczni scholastycy (Bonawentura, Wilhelm z Auxerre, Aleksander z Hales) kładą podstawy pod poglądy dzisiejszych „chrześcijańskich ewolucjonistów” i nauczają na temat stworzenia człowieka:

Człowiek nie był stworzony w łasce, ale został obdarzony łaską później, przed grzechem.99

Jednym słowem: zgodnie z prawosławną doktryną, która pochodzi z Boskiej wizji, natura Adama w Raju była inna niż obecna ludzka natura, zarówno co do duszy jak i ciała, i ta wzniosła natura była doskonalona przez łaskę Bożą, natomiast zgodnie z doktryną łacińską, która oparta jest na racjonalistycznych spekulacjach wywodzących się z obecnego, upadłego świata, człowiek jest z natury poddany zepsuciu i śmiertelny, tak jak i teraz, a jego stan w Raju był wyjątkowym, ponadnaturalnym darem.

Przytoczyłem te wszystkie cytaty innowierczych autorów nie po to, by sprzeczać się o szczegóły dotyczące przebywania Adama w Raju, ale tylko po to, by wykazać jak daleko można odejść od wspaniałego patrystycznego nauczania o Adamie i nowostworzonym świecie, kiedy podchodzi się do niego przy pomocy mądrości tego świata. Ani nauka, ani logika nic nie mogą nam powiedzieć na temat Raju; mimo to wielu prawosławnych chrześcijan jest tak zastraszonych przez nowoczesną naukę i jej racjonalistyczną filozofię, że wprost boją się uważnie przeczytać pierwszy rozdział Księgi Rodzaju, wiedząc, że współczesny „mędrzec” znajduje w niej tak wiele rzeczy „podejrzanych” i „pogmatwanych” lub wymagających „przeinterpretowania”, albo że można dostać etykietkę „fundamentalisty” jeśliby ktoś ośmielił się czytać tekst po prostu, „tak, jak jest napisany”, tak jak wszyscy święci Ojcowie czytali.

Instynkt prostego prawosławnego chrześcijanina jest wtedy zdrowy, kiedy odsuwa się od „wymyślnych”, modnych poglądów mówiących, że człowiek pochodzi od małpy albo jakiegoś innego niższego zwierzęcia, albo nawet (jak Pan stwierdził), że Adam mógł mieć ciało małpy. Św. Nektariusz z Eginy właściwie wyraził swoją uzasadnioną złość przeciwko tym, którzy próbują „udowodnić, że człowiek jest małpą, od której sami szczycą się pochodzeniem.”100 Jest to pogląd prawosławnej świętości, która wie, że stworzenie nie jest takie, jak to opisują współcześni mędrcy przy pomocy ich próżnej filozofii, ale takie, jak Bóg objawił to Mojżeszowi „nie w zagadkach”, i jak święci Ojcowie widzieli w swoich wizjach. Natura człowieka jest różna od natury małpy i nigdy te natury nie były zmieszane. Jeśliby Bóg ze względu na naszą pokorę zechciał zrobić taką mieszaninę, święci Ojcowie, którzy widzieli całą „strukturę rzeczy widzialnych” w Boskich wizjach, wiedzieliby o tym.

Jak długo prawosławni chrześcijanie pozostaną w niewoli tej bezowocnej zachodniej filozofii? Dużo zostało powiedziane na temat „zachodniej niewoli” teologii prawosławnej w ostatnich wiekach; kiedy w końcu zrozumiemy, że jest to dużo cięższa „zachodnia niewola” w której każdy prawosławny chrześcijanin dzisiaj się znajduje, beznadziejny więzień „ducha czasów”, dominującego prądu światowej filozofii, która znajduje się w każdym oddechu tego przewrotnego pokolenia, współczesnych nienawidzących Boga społeczeństw? Prawosławny chrześcijanin, który nie walczy świadomie przeciwko tej próżnej filozofii tego wieku, po prostu przyjmuje ją sam, i przestaje zauważać konflikty, bo jego własne rozumienie Prawosławia jest wypaczone, nie przystaje do patrystycznego poziomu.

Wyrafinowana mądrość tego świata śmieje się z tych, którzy nazywają ewolucję „herezją”. To prawda, ewolucja ściśle mówiąc nie jest herezją; tak jak hinduizm (z którym w rzeczywistości jest bardzo powiązana, i w którym prawdopodobnie znajdzie dobry grunt do rozwoju) ewolucjonizm jest pewną ideologią, głęboko różną od nauczania Prawosławia, która dotyczy mnóstwa innych błędnych doktryn i postaw, tak, że dużo lepiej byłoby, gdyby po prostu była herezją i mogła być łatwo zidentyfikowana i zwalczona. Ewolucjonizm jest blisko związany z całą odstępczą mentalnością zgniłego „chrześcijaństwa” Zachodu, jest narzędziem całej „nowej duchowości” i „nowego chrześcijaństwa”, w którym diabeł stara się utopić ostatnich prawdziwych chrześcijan. Oferuje on alternatywne wyjaśnienia dzieła stworzenia niż święci Ojcowie; pozwala, żeby prawosławni chrześcijanie pozostając pod wpływem ewolucjonizmu czytali Pismo Święte i nie rozumieli go, automatycznie poprawiając tekst, żeby dopasować go do z góry przyjętej filozofii natury. Jej przyjęcie dopuszcza przyjęcie również alternatywnych wyjaśnień innych części Bożego objawienia, oraz automatyczne „poprawianie” innych biblijnych i patrystycznych tekstów, aby zgodne były z nowoczesną „mądrością”.

Wierzę, że w pańskim uczuciu do Bożego stworzenia, tak jak opisał je Pan w swoim liście, jest Pan prawosławny; ale czemu Pan czuje, że trzeba je popsuć przy pomocy współczesnej mądrości i usprawiedliwiać tę nową ideologię, która jest tak bardzo obca Prawosławiu? Napisał Pan bardzo wzruszająco „przeciwko fałszywej unii”; jak bardzo pragnęlibyśmy, aby stał się Pan prawdziwym zelotą „przeciwko fałszywej mądrości” i powiedział grekojęzycznym prawosławnym chrześcijanom, którzy przyjęli tę nową doktrynę bardzo bezkrytycznie, że nasza jedyna mądrość pochodzi od świętych Ojców, i wszystko co się jej sprzeciwia, jest kłamstwem, nawet jeżeli nazywa samo siebie „nauką”.

Błagam o przebaczenie jeśli cokolwiek co powiedziałem wydało się Panu za surowe; próbowałem tylko mówić prawdę taką, jaką widzę w pismach świętych Ojców. Jeżeli popełniłem jakieś błędy w moich cytatach ze świętych Ojców, proszę je poprawić, jednak niech Pan nie pozwoli małym błędom oderwać Pana od widzenia tego, co chciałem powiedzieć. Jest dużo więcej do powiedzenia na ten temat, jednak poczekam na pańską odpowiedź przed podejmowaniem tego tematu. Ponad wszystko mam nadzieję płynącą prosto z serca, że zarówno Pan jak i my odkryjemy prawdziwe patrystyczne nauczanie o stworzeniu, które jest tak ważne dla całego prawosławnego światopoglądu. Proszę o pańskie modlitwy za mnie i za nasze bractwo.

Z miłością w Chrystusie naszym Zbawicielu

Seraphim, mnich

Przypisy:

  1. Św. Bazyli Wielki Hexaemeron 5:5.
  2. Ibid 5:7.
  3. Ibid 5:2.
  4. Ibid 9:2.
  5. Św. Grzegorz z Nyssy, Przeciwko Eunomiuszowi 1:34.
  6. Św. Grzegorz z Nyssy, Odpowiedź dla Eunomiusza, księga druga.
  7. Św. Cyryl Jerozolimski, Wykłady katechetyczne 2:7.
  8. Ibid. 12:30.
  9. Św. Grzegorz Teolog, Mowa o Świętej Światłości 12.
  10. Św. Grzegorz Teolog, Trzecia mowa o Synu 11.
  11. Św. Jan Damasceński, O wierze prawosławnej 2:30.
  12. Św. Cyryl Jerozolimski, Wykłady katechetyczne 12:29.
  13. Św. Jan Damasceński, O wierze prawosławnej 4:14.
  14. Św. Bazyli Wielki, Hexaemeron 9:1.
  15. Św. Efrem, Komentarz do Księgi Rodzaju 1.
  16. Ibid.
  17. Ibid.
  18. Św. Bazyli Wielki Hexaemeron 5:6.
  19. Ibid. 5:10.
  20. Ibid 7:1. Niedawno dr Jonathan Wells, biolog molekularny, rozwinął naukę św. Bazylego na temat sześciu dni stworzenia, sprzeciwiając się tym, którzy próbowali uczynić ją zgodną z ewolucjonizmem. Cytując Hexaemeron św. Bazylego pisał: „Hexaemeron w całości jednoznacznie stwierdza, że pierwszy akt [stworzenia] poprzedzał inne następne akty stworzenia. Kiedy najpierw powstało niebo, było ono niepełne, bo jeszcze nie było słońca, księżyca i gwiazd. Te zostały stworzone później bezpośrednio przez Boga: ‘Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, po czym stworzył światło i następnie firmament.’ Wody początkowo ‘rozproszone’ w wielu miejscach zostały zebrane razem gdy Bóg powiedział: ‘Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce.’ Ziemia pozostała ‘niedokończona’ po swoim stworzeniu, gdyż brak było jeszcze wszelkich rodzajów roślin dopóki Bóg specjalnie nie rozkazał, aby ziemia ‘wydała trawę’ i ‘zrodziła owoce.’” (Jonathan Wells, Abusing Theology, Origin & Design).
  21. Św. Jan Chryzostom, Homilie na Księgę Rodzaju 7:3.
  22. Św. Grzegorz Teolog, O nowym tygodniu, wiośnie oraz wspomnienie męczennika Mamasa.
  23. Św. Jan Chryzostom, Homilie na Księgę Rodzaju 3:3; 8:2.
  24. Rdz 1:5 – przekład dosłowny.
  25. Św. Bazyli Wielki Hexaemeron, 2:8. Św. Ambroży, który znał Hexaemeron św. Bazylego, daje tę samą naukę w swoim Hexaemeronie. Rozważając zakończenie pierwszego dnia stworzenia św. Ambroży napisał: „Z godną uwagi precyzją Pismo wspomina o ‘dniu’ a nie ‘pierwszym dniu’. Ponieważ drugi, a po nim trzeci dzień i ostatecznie wszystkie pozostałe dni miały następować po tym pierwszym, mógł być nazwany ‘pierwszym dniem’ zachowując naturalny porządek. Ale Pismo ustaliło zasadę, że dwadzieścia cztery godziny, zawierające i dzień i noc, powinno się nazwać dniem, jakby określono długość jednego dnia na dwadzieścia cztery godziny (św. Ambroży, Hexaemeron).
  26. Św. Grzegorz Teolog, O nowym tygodniu, wiośnie oraz wspomnienie męczennika Mamasa.
  27. Św. Grzegorz Teolog, Homilia 7, O duszy.
  28. Św. Jan Chryzostom, Homilie na Księgę Rodzaju 2:4.
  29. Ibid. 15:2-3.
  30. Ibid. 14:5.
  31. Ibid. 13:4.
  32. Ibid. 13:3.
  33. Ibid.
  34. Św. Jan Damasceński, O herezjach 64.
  35. Św. Makary Wielki, Pięć homilii, 4:5.
  36. Św. Grzegorz Teolog, Homilia na Objawienie 12.
  37. Św. Grzegorz Palamas, Obrona świętych hezychastów, Triada 2:3.
  38. Nie tylko „chrześcijańscy ewolucjoniści”, jak dr Kalomiros, ale także „progresywni kreacjoniści” (którzy nie wierzą w ewolucję per se, ale akceptują ewolucyjny schemat milionów lat) są zmuszeni przyznać, że przez miliony lat obecna była śmierć i rozpad przed pojawieniem się człowieka. Oto jeden przykład z artykułu progresywnych kreacjonistów, pomyślanego jako katecheza dla dzieci:

    „Poczynając jakieś 2 albo 4 miliony lat temu Bóg zaczął stwarzanie człowiekopodobnych ssaków albo „hominidów”. Te stworzenia stały na dwóch nogach, miały duże mózgi i używały narzędzi. Byli i tacy, którzy palili umarłych albo malowali rysunki na ścianach jaskiń. Jednak bardzo się od nas różnili. Nie mieli duszy. Nie mieli świadomości takiej, jak my mamy. Nie oddawali czci Bogu i nie rozpoczęli żadnych praktyk religijnych.

    Po pewnym czasie wszystkie te podobne do człowieka stwory wymarły. Potem, jakieś 10 do 25 tysięcy lat temu, Bóg zastąpił ich przez Adama i Ewę.” (Hugh Ross, „Genesis One, Dinosaurs, and Cavemen”)

  39. W swoim liście dr Kalomiros argumentował, że ponieważ Bóg jest poza czasem, upadek Adama mógł działać wstecz na wszystkie inne stworzenia; tak więc „zwierzęta były pogrążone w upadku długo przed pojawieniem się człowieka na ziemi”.
  40. Św. Efrem, Komentarz do Księgi Rodzaju 3.
  41. Św. Jan Chryzostom, Homilie na Księgę Rodzaju 9:4.
  42. Św. Jan Damasceński, O wierze prawosławnej 2:10.
  43. Ibid.
  44. Św. Grzegorz Synaita, Filokalia cz. 5.
  45. Ibid.
  46. Św. Jan Chryzostom, Homilie na list do Rzymian 14:5.
  47. Św. Makary Wielki, Pięćdziesiąt duchowych homilii, homilia 11.
  48. Św. Symeon Nowy Teolog, Homilia 38.
  49. Św. Izaak Syryjczyk, Homilia 21.
  50. Św. Grzegorz Synaita, Filokalia cz. 5.
  51. Ibid.
  52. Św. Izaak Syryjczyk, Homilia 25.
  53. Św. Jan Damasceński O wierze prawosławnej 4:14.
  54. Św. Jan Chryzostom, Homilie na Księgę Rodzaju 13:4.
  55. Św. Symeon Nowy Teolog, Homilia 45.
  56. Św. Grzegorz Palamas, Obrona świętych hezychastów, Triada 1:2.
  57. Ibid. Triada 1:6.
  58. Ibid. Triada 1:11.
  59. Ibid. Triada 1:12.
  60. Ibid. Triada 1:15.
  61. Wielu ewolucjonistów klasyfikuje Homo erectus również do gatunku Homo sapiens. Na przykład William S. Laughlin (Uniwersytet Connecticut) badając Eskimosów i Aleutów zauważył mnóstwo podobieństw pomiędzy tymi ludami a azjatyckim Homo erectus. Doszedł do następującego wniosku: „Kiedy zauważymy, że znaczące różnice powiększają się przez krótki okres czasu pomiędzy blisko spokrewnionymi, sąsiadującymi ludami, tak jak na Alasce i Grenlandii, i kiedy zauważymy olbrzymie różnice istniejące pomiędzy odległymi grupami, takimi jak Eskimosi i Buszmeni, którzy wiadomo, że należą do jednego gatunku Homo sapiens, wydaje się uzasadnione stwierdzenie, że Sinanthropus należy do tego samego obszaru różnorodnych gatunków” (Science 142, listopad 1963, str. 644)
  62. Św. Bazyli Wielki, Hexaemeron 1:2.
  63. Ibid. 3:3.
  64. Ibid. 6:1.
  65. Św. Abba Doroteusz, Porady duchowe, cz. 1.
  66. Abba Izajasz, O prawie naturalnym, Filokalia, cz. 1, 2:1.
  67. Ibid. 2:2.
  68. Pogląd ewolucyjny, jak widzimy, utrzymuje że „nie ma takiej rzeczy, jak jakaś ‘ludzka natura’” (Shere Hite, The Hite Report on the Family). Człowiek ma taką samą naturę jak zwierzęta („wspólne włókno” postulowane przez Erazma Darwina) i ta natura wciąż ewoluuje. Ponieważ człowiek to nic więcej jak zwierzę, więc tak jak zwierzęta jest całkiem zależny od warunków środowiska. Stąd wniosek, że „ludzka natura” według tego światopoglądu, jest nieskończenie podatna na wpływy, i może się zmieniać (ewoluować) dostosowując się do zmiennych zasad społecznych. Taki pogląd jest, oczywiście, totalitarny w swojej naturze i legł u podstaw wszystkich politycznych ideologii starających się wprowadzić go w życie, od Rewolucji Francuskiej poczynając. Robert H. Bork podkreśla: „Ponieważ współcześni ludzie opierają się próbom przemiany ich natury ludzkiej, przymus i ostatecznie przemoc będą niezbędne”. (Slouching towards Gomorrah, str. 27)
  69. Św. Abba Doroteusz, Porady duchowe, porada 12, „O lęku przed przyszłymi mękami”.
  70. Św. Jan Kasjan, Konferencje, Konferencja trzynasta 12.
  71. Ibid. Konferencja trzynasta 14.
  72. Ibid.
  73. Prawosławny pisarz i teolog Władymir Łosski wyjaśnia dlaczego to stwierdzenie nie może być rozumiane dosłownie, i przytacza cytat z innych pism św. Grzegorza Teologa wykazując, że nie uważał on ludzkiego ducha za niestworzoną część Bóstwa. Termin „część Bóstwa” odnosi do uczestnictwa w Boskich energiach (łaska) co jest właściwe dla ludzkiego ducha. (Władymir Łosski, Teologia mistyczna Kościoła Wschodniego)
  74. Św. Grzegorz Teolog, Homilia 14, „O miłości do biednych”.
  75. „Rozmowa ze św. Serafinem z Sarowa o celu chrześcijańskiego życia” (Orthdruk, Białystok 1992).
  76. Św. Grzegorz Palamas, Obrona świętych hezychastów, Triada 1:11.
  77. Duch (gr. nous) jest najwyższą częścią ludzkiej duszy. Według słów św. Diodochusa z Fotiki: „duch zamieszkuje w głębokościach duszy” (Filokalia, tom 1).
  78. Św. Grzegorz z Nyssy, Odpowiedź dla Eunomiusza, Księga druga.
  79. Św. Grzegorz z Nyssy, O dziewictwie cz. 12.
  80. Św. Jan Damasceński, O prawosławnej wierze, 2:12.
  81. Św. Grzegorz z Nyssy, O stworzeniu człowieka, 30:34.
  82. Ibid. 28:1.
  83. Ibid. 29:1.
  84. „Rozmowa ze św. Serafinem z Sarowa o celu chrześcijańskiego życia” (Orthdruk, Białystok 1992).
  85. Św. Grzegorz Synaita, Filokalia, cz. 5.
  86. Ibid.
  87. Św. Grzegorz Teolog, Homilia 38, „O narodzeniu Zbawiciela”.
  88. Św. Grzegorz Synaita, Filokalia, cz. 5.
  89. Św. Jan Chryzostom, Homilie na Księgę Rodzaju, 15:4.
  90. Św. Symeon Nowy Teolog, Homilia 45.
  91. Tomasz z Akwinu, Summa Teologiczna I, art. 1.
  92. Ibid. I, 98:2.
  93. Ibid. I, 97:2.
  94. Ibid. I, 95:1.
  95. Ibid. I, 97:3.
  96. Ibid. I, 97:3.
  97. Ibid. I, 97:4.
  98. Ibid. I, 97:3.
  99. Patrz Ibid. I, 95:1.
  100. Grecki teolog i filozof św. Nektariusz (1846-1920) napisał: „Ci, którzy zaprzeczają nieśmiertelności duszy podkopują zarówno prawo moralne jak i podstawę społeczeństw, które chcieliby widzieć rozwalone aż do ruin, po to tylko, by udowodnić że człowiek jest małpą, od której sami szczycą się pochodzeniem” (Studia dotyczące nieśmiertelności duszy, Ateny 1901).
    Św. Nektariusz czytał ewolucyjny traktat Lamarcka Philosophie zoologique oraz Darwina The Descent of Man. Omawiając te dzieła w swojej książce Szkice o człowieku (Ateny 1893), św. Nektariusz napisał: „Dwa tomy pracy Philosophie zoologique są całkowicie poświęcone podtrzymaniu upadającej teorii ewolucji odnośnie do człowieka. Pierwszy tom stara się udowodnić, że ludzki organizm wyewoluował z organizmu małpy jako rezultat zbiegu okoliczności. Drugi tom stara się udowodnić, że wyjątkowe zdolności ludzkiego umysłu są niczym innym jak tylko przedłużeniem władz, które posiadają zwierzęta, różnią się tylko stopniem wykorzystania. Mając słabe i źle położone fundamenty ... Lamarck twierdzi, że może udowodnić, że w przeszłości natura tworzyła poprzez wspaniałą ewolucję jeden gatunek z drugiego, wcześniejszego. Stara się on uzasadnić stopniowy łańcuch gatunków mający kolejne (nie równoczesne) powiązania i w ten sposób doprowadzić do powstania człowieka przez te przekształcenia, co jest przeciwieństwem prawdy, nie mniej cudownej niż te metamorfozy wzięte z baśni i mitów! ...
    Teorie Darwina wyobrażały sobie, że odpowiedzą w sam raz na antropologiczne pytania przez przyjęcie zasad ewolucji. Teorie te, nie opierające się na zdrowych fundamentach, zamiast rozwiązywać problemy, uczyniły je jeszcze bardziej zagadkowymi, ponieważ zaprzeczały wiarygodności objawionej prawdy, opisując człowieka jako należącego do porządku nierozumnych zwierząt, zaprzeczając jego duchowemu pochodzeniu i przypisując mu pochodzenie bardzo podłe. Ich niepowodzenie jest spowodowane głównie przez zaprzeczanie wzniosłemu pochodzeniu człowieka i jego duchowej natury, która jest połączona razem z materią i światem psychicznym. Ogólnie, bez przyjęcia objawionej prawdy człowiek pozostanie nierozwiązaną zagadką. Przyjęcie tej prawdy jest pewnym i bezpiecznym fundamentem, na którym każdy, poszukujący odpowiedzi na temat człowieka, powinien się oprzeć. Jest tak dlatego, że trzeba zachować porządek, żeby poprawnie rozwiązać różne pytania i nauczyć się prawdy przy pomocy prawdziwej nauki”.
© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.