Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/books.php?b=16&c=1
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Nihilizm
okładka książkiNihilizm

Nihilizm

Autor: O. Seraphim Rose
Język: polski
Format: A5

I. Wstęp - Kwestia prawdy

Czym jest ów nihilizm, w którym dopatrujemy się źródeł rewolucji czasów współczesnych? Odpowiedź na pierwszy rzut oka nie wydaje się trudna; od razu przychodzi do głowy kilka oczywistych przykładów: kuriozalny hitlerowski program zagłady, rewolucja bolsze-wicka, dadaistyczny atak na sztukę. Nihilizm jest tłem z którego ruchy te wypływają, repre-zentowane w szczególności przez kilku "opętanych" osobników schyłku XIX wieku – poetów takich jak Rimbaud i Baudelaire, rewolucjonistów jak Bakunin i Nieczajew, "proroków" jak Nietzsche. Nihilizm istnieje też na dużo skromniejszym poziomie, wśród ludzi nam współczesnych, jako nieokreślony niepokój, który popycha wielu z nich do podążania w tłumie za iluzjonistami typu Hitlera, a innych do szukania ucieczki w narkotykach albo fałszywych religiach, albo do popełniania tych "nonsensownych" zbrodni, które stają się coraz bardziej charakterystyczne dla naszych czasów. Jednak pokazują one wyłącznie spektakularną po-wierzchnię problemu nihilizmu. Bez zagłębiania się pod ową widoczną powierzchnię nie jest łatwo nawet wyliczyć wszystkie te przejawy nihilizmu; jednak cel jaki postawiliśmy przed sobą w tym rozdziale jest szerszy: chcemy zrozumieć naturę całego ruchu, którego te zjawiska są tylko skrajnymi przykładami.

Aby to uczynić, niezbędne będzie uniknięcie dwóch groźnych pułapek leżących po obu stronach ścieżki, którą wybraliśmy, do których, albo do jednej, albo do drugiej, wpadło więk-szość komentatorów nihilistycznego ducha naszych czasów. Jest to pułapka apologii albo gwałtownej krytyki.

Każdy człowiek, który świadomy jest oczywistych niedoskonałości i zła współczesnej cywilizacji, które stały się bezpośrednim bodźcem i przyczyną reakcji nihilistycznej – jednak zobaczymy, że były one raczej owocem rozwijającego się już nihilizmu – nie może nie odczuwać pewnej sympatii przynajmniej do niektórych ludzi, którzy brali udział w tym ruchu. Ta sympatia może przybrać też formę współczucia dla tych, którzy mogli, z pewnego punktu widzenia, stać się niewinnymi "ofiarami" uwarunkowań, przeciwko którym skierowali swoje siły; albo też można wyrazić to w popularnej opinii, że pewne rodzaje zjawiska nihilizmu miały w rzeczywistości "pozytywne" znaczenie i odegrały ważną rolę w "rozwoju i postępie" w nowożytnej historii człowieka. To ostatnie podejście samo w sobie jest jednym z bardziej oczywistych owoców rozważanego tutaj nihilizmu, ale to pierwsze podejście wydaje się nie być całkowicie pozbawionym prawdy czy słuszności. Jednak właśnie z tego powodu musimy bardzo uważać, aby nie nadać temu nadmiernego znaczenia. W przymglonej atmosferze inte-lektualnej, która przenika współczesne liberalne i humanistyczne kręgi, wszystko przychodzi zbyt łatwo i gładko pozwalamy sobie na przejście od sympatyzowania z niefortunnymi myśli-cielami do podatności na ich ideologię. Z pewnością nihiliści są w pewnym sensie "chorzy", ale ich choroba jest świadectwem choroby toczącej całą epokę, której najlepsze cząstki – we-spół z najgorszymi – skierowały się w stronę nihilizmu; jednak choroba ta nie została wyle-czona, ani nawet prawidłowo zdiagnozowana, właśnie z powodu tej "sympatii". W każdym razie nie ma kogoś takiego jak całkowicie "niewinna ofiara". Nihiliści są w sposób zbyt oczywisty wmieszani w najgorsze grzechy i zbrodnie, jakie rodzaj ludzki popełnił w naszym wieku; gdy chwytają za broń – a czynią to wszyscy nihiliści – to nie tylko przeciwko rzeczy-wistym czy wyimaginowanym "nadużyciom" i "niesprawiedliwości" w porządku społecznym czy religijnym, ale także przeciwko porządkowi samemu oraz przeciwko prawdzie, która leży u podstaw tego porządku. W ten sposób nihiliści biorą aktywny udział w dziełach szatana (gdyż właśnie o to mu chodzi), tak że nie mogą żadnym sposobem usprawiedliwiać się baj-kami o "niewinnych ofiarach". Nikt nie służy szatanowi wbrew swojej woli.

Jednak jeśli nasze intencje dalekie są od "apologii", to również nie jest naszym celem sama krytyka. Na przykład nie wystarczy potępić nazizm czy bolszewizm za ich "barbarzyń-stwo", "bandytyzm" czy "nierozumność", a artystyczną i literacką awangardę za jej "pesy-mizm" czy "ekshibicjonizm"; nie wystarczy bronić "demokracji" w imię "cywilizacji", "po-stępu" i "humanizmu", albo też bronić "własności prywatnej" czy "swobód obywatelskich". Takie argumenty, nawet jeżeli wiele z nich posiada pewną słuszność, dość często odchodzą od istoty zagadnienia; atak nihilizmu dotarł zbyt głęboko, jego program jest zbyt radykalny, aby przy ich pomocy skutecznie mu się przeciwstawić. Nihilizm skażony jest błędem od sa-mych korzeni, a błąd może pokonać wyłącznie Prawda. Większość krytyków nihilizmu wcale nie bada jego korzeni, jak zobaczymy jest to spowodowane tym, że nihilizm stał się w na-szych czasach tak szeroko rozpowszechniony i wszechobecny, że przeniknął całkowicie i bardzo głęboko do umysłów i serc wszystkich żyjących obecnie ludzi, tak że już nawet nie istnieje żaden "front" na którym można by go zwalczać; wszyscy, którzy sądzą, że z nim wal-czą, często używają broni z jego własnego arsenału, która ostatecznie obraca się przeciw nim samym.

Niektórzy, gdy już poznali nasze zamierzenia, zaprotestują może, że ustawiliśmy nasze sieci zbyt szeroko; że przesadziliśmy z tym panowaniem nihilizmu; a jeżeli nie, wtedy zjawi-sko to jest tak powszechne, że nie mamy szans, aby się z nim uporać. Musimy przyznać, że nasze zadanie jest ambitne przede wszystkim z powodu wieloznaczności wielu nihilistycz-nych przejawów; i rzeczywiście, gdybyśmy mieli podjąć staranne badanie tego problemu, nasza praca nie miałaby końca.

Możliwe jest jednak, by ustawić nasze sieci szeroko i wciąż złapać w nie poszukiwaną rybę, ponieważ mimo wszystko jest to pojedyncza i duża ryba. Oczywiście kompletne udo-kumentowanie zjawiska nihilizmu jest poza naszym zasięgiem, ale zbadanie unikalnej nihili-stycznej mentalności, która leży u jego podstaw, oraz jego bezspornych konsekwencji i jego roli we współczesnej historii, z pewnością jest możliwe.

Po pierwsze, spróbujemy opisać tutaj tę mentalność, przynajmniej w kilku najważniej-szych przejawach, oraz podać szkic jej rozwoju historycznego. Potem bardziej szczegółowo zajmiemy się jej znaczeniem i jej planem działania. Ale zanim to nastąpi, musimy dokładnie zdać sobie sprawę, o czym chcemy mówić. Musimy więc zacząć od definicji nihilizmu.

To zadanie nie zajmie dużo czasu, nihilizm został zdefiniowany, i to całkiem zwięźle, przez filar filozofii nihilizmu, Nietzschego. "Nie ma prawdy, nie ma absolutnego stanu rze-czy, żadnych ‘rzeczy samych w sobie’. Tylko to jest nihilizmem, i to najbardziej skrajnym".

"Nie ma prawdy": spotkaliśmy się już z tym stwierdzeniem w tej książce i będzie ono powracać na dalszych stronach, gdyż najgłębszym zagadnieniem nihilizmu jest kwestia praw-dy; w rzeczywistości jest to pytanie o prawdę.

Ale co to jest prawda? Pytanie to przede wszystkim dotyczy logiki: przed omówieniem samej treści prawdy musimy zbadać samą możliwość oraz warunki jej zaistnienia. Przez "prawdę" rozumiemy oczywiście – co zaprzeczenie Nietschego jasno precyzuje – absolutną prawdę, którą już zdefiniowaliśmy jako wymiar początku i końca rzeczy.

"Prawda absolutna" – dla pokolenia wychowanego na sceptycyzmie i nie przyzwyczajo-nego do żadnej poważnej myśli, określenie to posiada staroświecki wydźwięk. Panuje po-wszechne przekonanie, że nikt nie jest na tyle naiwny, aby uwierzyć w "prawdę absolutną"; każda prawda, aż do naszego "oświeconego wieku", jest względna. To ostatnie stwierdzenie, brzmiące: "każda prawda jest względna", jest popularną wersją stwierdzenia Nietzschego: "nie ma (absolutnej) prawdy", które jest fundamentalną doktryną nihilizmu, jednakową dla mas i dla elit.

W naszym wieku "prawda relatywna" obecna jest głównie w wiedzy naukowej, która rozpoczyna od obserwacji i przechodząc przez logikę rozwija się w uporządkowany sposób od znanego do nieznanego. Jest zawsze dyskursywna, uwarunkowana, zawierająca zastrzeże-nia, zawsze wyrażona w "relacji" do czegoś innego, nigdy nie istniejąca samodzielnie, nigdy kategoryczna, nigdy "absolutna".

Bezrefleksyjny specjalista-naukowiec raczej nie widzi potrzeby dla jakiegoś innego ro-dzaju wiedzy, zajęty wymaganiami swojej specjalności nie ma ani czasu, ani ochoty na "abs-trakcyjne" pytania, które na przykład mogą analizować podstawowe założenia jego specjalno-ści. Gdy jest naciskany, albo gdy jego umysł spontanicznie zada tego typu pytania, prawdo-podobnie jego ciekawość będzie zaspokojona popularnym wyjaśnieniem: każda prawda jest empiryczna, każda prawda jest relatywna.

Oczywiście oba stwierdzenia są wewnętrznie sprzeczne. Pierwsze z nich w ogóle nie jest empiryczne, ale metafizyczne, a drugie samo jest stwierdzeniem absolutnym. Dla krytycznego obserwatora pytanie o prawdę absolutną zostało postawione przede wszystkim z powodu ta-kich wewnętrznych sprzeczności, a pierwsza logiczna konkluzja do której musi on dojść jest taka: jeżeli w ogóle jest jakaś prawda, to nie może być ona zaledwie "relatywna". Podstawą współczesnej nauki, jak każdego systemu wiedzy, są niezmienne i absolutne aksjomaty; gdy-by ich nie było, nie byłoby również żadnej wiedzy, nawet tej najbardziej "refleksyjnej", gdyż nie byłoby żadnych kryteriów, według których można by dokonywać klasyfikacji czegokol-wiek jako wiedzy i prawdy.

To prawo prowadzi do oczywistego wniosku: absolut nie może zostać osiągnięty środ-kami relatywnymi. Mówiąc inaczej, nie można ustalić podstawowych aksjomatów jakiegoś systemu wiedzy przy pomocy tej wiedzy, muszą one zostać nadane z góry; nie są one obiek-tem naukowego eksperymentu, ale są przedmiotem wiary.

Omówiliśmy w poprzednich rozdziałach powszechność wiary, widząc w niej fundament wszelkiej ludzkiej działalności i wiedzy. Zobaczyliśmy też, że wiara, aby nie padła ofiarą subiektywnych złudzeń, musi być zakorzeniona w prawdzie. Zatem uzasadnionym i naprawdę nieuniknionym jest pytanie: czy zasadnicze aksjomaty wiary naukowej – jak na przykład spójność i jednorodność natury, subiektywność ludzkiej wiedzy, zdolność rozumu do wypro-wadzania wniosków z obserwacji – są ustanowione na absolutnej prawdzie; jeżeli nie, są ni-czym więcej jak niesprawdzalnymi możliwościami. Wielu naukowców i humanistów, którzy nie chcą kłopotać się myśleniem o rzeczach ostatecznych, przyjęło "pragmatyczne" stanowi-sko, dla którego te podstawowe aksjomaty to nic więcej jak hipotezy eksperymentalne, które są weryfikowane przez wspólne doświadczenia. Jest to stanowisko z pewnością niezadowala-jące, może dawać ono tylko psychologiczne wyjaśnienie wiary, które te aksjomaty inspirują, jednak ponieważ nie kładzie fundamentów tej wiary na prawdzie, pozostawia ten naukowy gmach na ruchomych piaskach i nie daje pewnej ochrony przed wiatrami irracjonalizmu, któ-re okresowo go atakują.

W rzeczywistości, czy to w zwykłej naiwności, czy też w wyniku głębszego wglądu, któ-rego nie można uzasadnić argumentami, większość naukowców i humanistów uważa bez wątpienia, że ich wiara ma jakiś związek z prawdą rzeczy. To, czy ta wiara jest uzasadniona czy nie, to oczywiście jest inny problem, jest to pytanie metafizyczne. Ale jedno jest pewne, że wiara ta nie jest uzasadniona przez raczej prymitywną metafizykę większości naukowców.

Każdy człowiek, jak to widzieliśmy, żyje dzięki wierze; podobnie też każdy człowiek, co jest mniej oczywiste, ale nie mniej pewne, jest filozofem. Wymaganie czegokolwiek od ja-kiejś wiedzy, a żaden z żyjących ludzi nie może się od tego uwolnić, pociąga za sobą teorię i standardy wiedzy oraz wyobrażenia tego, co jest ostatecznie znane i prawdziwe. Ta zasadni-cza prawda, czy to pod pojęciem Boga chrześcijan, czy po prostu podstawowej zasady spój-ności rzeczy, jest podstawową zasadą metafizyki, prawdą absolutną. Ale z uznaniem takiej zasady, logicznie nieuniknionej, teoria "relatywizmu prawdy" załamuje się, sama ujawniając się jako absolut wewnętrznie sprzeczny.

Ogłoszenie "relatywizmu prawdy" prowadzi do czegoś, co możemy nazwać "negatywną metafizyką", jednak wciąż metafizyką. Istnieje kilka głównych form "negatywnej metafizy-ki", a ponieważ każda zawiera inne sprzeczności oraz odwołuje się do całkiem innej mental-ności, dobrze będzie poświęcić osobny akapit na przyjrzenie się każdej z nich. Możemy po-dzielić je na dwie zasadnicze kategorie: "realizmu" i "agnostycyzmu", z których każda z kolei może być jeszcze podzielona na formę "naiwną" i "krytyczną".

"Naiwny realizm" albo "naturalizm" mówiąc ściśle nie zaprzecza absolutnej prawdzie, ale raczej stawia samodzielnie absolutne twierdzenia, których nie da się obronić. Odrzucając każdy "idealny" czy "duchowy" absolut żąda absolutnej prawdy od "materializmu" i "deter-minizmu". Ta filozofia jest wciąż żywa w pewnych kręgach, jest to oficjalna doktryna mark-sizmu i jest wykładana przez wielu mało wyrafinowanych zachodnich myślicieli. Jednak główny nurt współczesnej myśli pozostawił tę filozofię z tyłu, dzisiaj wydaje się być ona tyl-ko osobliwym reliktem nieskomplikowanych, ale minionych już czasów wiktoriańskich, kie-dy wielu przenosiło na "naukę" posłuszeństwo i uczucia, które kiedyś odczuwało w stosunku do religii. Jest to niemożliwa do sformułowania metafizyka "naukowa", niemożliwa gdyż nauka z natury swojej jest wiedzą o szczegółach, a metafizyka jest wiedzą o tym, co leży u podstaw tych szczegółów i co z nich wynika. Jest to samobójstwo filozofii, gdyż przyjmując "materializm" i "determinizm" czyni tę całą filozofię bardzo ułomną, gdyż musi zakładać, że filozofia, jak wszystko inne, podlega determinizmowi. Jej obrońcy mogą twierdzić tylko, że ich filozofia ponieważ istnieje, jest "nieuchronna", co wcale nie oznacza, że jest "prawdzi-wa". W rzeczywistości filozofia ta, jeżeli jest konsekwentna, pozbywa się całkowicie katego-rii prawdy, jednak jej zwolennicy, którzy nie myślą tak konsekwentnie i głęboko, wydają się być nieświadomi tej poważnej sprzeczności. Ten konflikt ujawnia się na mniej abstrakcyjnym poziomie, w działaniach altruistycznych i idealistycznych, na przykład rosyjskich nihilistów XIX stulecia, które stoją w rażącej sprzeczności do ich czysto materialistycznych i egoistycz-nych teorii; Włodzimierz Sołowiow zręcznie wskazał na tę rozbieżność przez przypisanie jej sylogizmu: "Człowiek pochodzi od małpy, a zatem powinniśmy się nawzajem kochać".

Cała filozofia do pewnego stopnia zakłada autonomię idei, a więc filozoficzny "materia-lizm" jest też jakimś rodzajem "idealizmu". Można powiedzieć, że jest to wyznanie tych, któ-rych idee nie wznoszą się ponad to, co widać gołym okiem, których pragnienie prawdy jest łatwo zaspokojone przez naukę, tak że z niej czynią swój absolut.

"Krytyczny realizm" lub "pozytywizm" jest bezpośrednim zaprzeczeniem prawdy meta-fizycznej. Wychodząc z tych samych naukowych inklinacji, jak jeszcze bardziej naiwny od niego naturalizm, wykazuje większy umiar w całkowitym porzucaniu absolutu i w ogranicza-niu się do "empirycznej", "relatywnej" prawdy. Zauważyliśmy już sprzeczność tego stanowi-ska: zaprzeczenie prawdzie absolutnej samo w sobie jest "prawdą absolutną"; tak samo jak w przypadku naturalizmu, przyjęty na samym początku pierwszy postulat pozytywizmu jest jego zaprzeczeniem.

"Agnostycyzm" tak jak "realizm" może być podzielony na "naiwny" i "krytyczny". "Naiwny" lub "doktrynerski agnostycyzm" zakłada absolutną niemożność poznania jakiejkolwiek absolutnej prawdy. Mimo że twierdzenie to brzmi bardziej skromnie od postulatów pozytywizmu, wciąż jeszcze najwyraźniej żąda zbyt wiele: jeśli rzeczywiście wie, że absolut jest "niepoznawalny", to wtedy wiedza ta sama w sobie jest "absolutna". Taki agnostycyzm jest faktycznie jakąś odmianą pozytywizmu próbującą, bez większego sukcesu, pozbyć się tkwiących w nim sprzeczności.

Dopiero w "krytycznym" lub "czystym agnostycyzmie" w końcu możemy odnaleźć coś, co wydawać się może pomyślnym odrzuceniem absolutu, niestety, to odrzucenie pociąga za sobą odrzucenie wszystkiego i kończy się, jeśli jest konsekwentne, w całkowitym solipsy-zmie. Taki agnostycyzm jest prostym stwierdzeniem faktu: nie wiemy, czy istnieje jakaś ab-solutna prawda, albo jaka może być jej natura, jeśli by istniała; bezpośrednim wnioskiem z tego stwierdzenia jest wniosek – musimy zadowolić się empiryczną i relatywną prawdą, którą możemy poznać. Ale co to jest prawda? Czym jest wiedza? Jeżeli nie ma ogólnie obowiązują-cych kryteriów, dzięki którym można poddać takie rzeczy ocenie, nie można ich nawet zdefi-niować. Agnostyk, nawet jeżeli uzna tę krytykę, wcale go to nie wzruszy; stoi na stanowisku "pragmatyzmu", "eksperymentalizmu", "instrumentalizmu": nie ma prawdy, ale człowiek może żyć, może przejść przez świat bez niej. Takie stanowisko było bronione w wysokich, jak również w bardzo niskich sferach, w naszym antyintelektualnym stuleciu, ale mało kto może stwierdzić, że intelektualnie jest ono nieodpowiedzialne. Jest to ostateczne porzucenie prawdy, lub raczej rezygnacja z prawdy na rzecz siły, czy to będzie siła narodu, rasy, klasy, czy też przyjemności, czy jakakolwiek inna przyczyna, która jest teraz w stanie przyciągać ludzkie siły witalne, dawniej oddane prawdzie.

"Pragmatyści" i "agnostycy" mogą być całkiem uczciwi i mieć dobre intencje, jednak tylko oszukują siebie i innych, gdy usiłują słowem "prawda" opisać to, czego poszukują. W rzeczywistości samo ich istnienie jest świadectwem faktu, że poszukiwanie prawdy, które tak długo inspirowało Europejczyków, skończyło się. Z pewnego punktu widzenia ponad cztery wieki współczesnej myśli filozoficznej było eksperymentem, pokazującym dokąd może za-prowadzić dostępna człowiekowi wiedza, przy założeniu, że nie istnieje Prawda Objawiona. Wniosek z tego eksperymentu dostrzegł już Hume, ale uciekł od niego do wygodnego "zdro-wego rozsądku" i życiowych konwenansów. Dzisiaj od jego konsekwencji już nie mamy żadnej bezpiecznej ucieczki. Wnioskiem tym jest całkowita negacja: jeżeli nie istnieje Prawda Objawiona, to w ogóle nie ma prawdy. Poszukiwanie prawdy poza Objawieniem zabrnęło w ślepy zaułek. Naukowcy też to przyznają, gdyż ograniczają się do bardzo wąskich specjalno-ści, i są zadowoleni, jeśli mogą zauważyć jakieś powiązania w ograniczonym zestawie fak-tów, i nie przejmują się wcale istnieniem jakiejś prawdy, większej czy mniejszej; tłumy zaś okazują to samo oczekując od naukowców nie prawdy, ale raczej technologicznych zastoso-wań wiedzy, która nie ma żadnego innego jak tylko praktyczne znaczenie, i przez poszukiwa-nie innych, irracjonalnych źródeł wartości ostatecznych, które kiedyś człowiek chciał odna-leźć w prawdzie. Despotyzm nauki nad praktycznym życiem przyszedł razem całym szere-giem pseudoreligijnych "objawień"; są to dwa współzależne symptomy tej samej choroby: porzucenia prawdy.

Tak daleko doprowadziła nas w ten sposób logika: od zaprzeczenia prawdzie absolutnej lub poddania jej w wątpliwość (jeśli jesteśmy konsekwentni i uczciwi), aż do przepaści solip-syzmu i irracjonalizmu. Jedynym możliwym stanowiskiem nie zawierającym logicznych sprzeczności, jest potwierdzenie istnienia prawdy absolutnej, która jest podstawą i zabezpie-czeniem wszystkich pomniejszych prawd, i ta absolutna prawda leży w zasięgu poznawczych możliwości człowieka. W tym miejscu logika nas zawodzi i jeśli chcemy iść dalej musimy wejść do całkowicie innego świata dyskusji. Jednak teraz musimy stwierdzić jedno, że nie ma logicznych przeszkód do potwierdzenia prawdy absolutnej; ale w rzeczywistości potwierdza ją coś zupełnie innego. Takie potwierdzenie może opierać się tylko na jednym źródle; pytanie o prawdę musi nadejść po pytaniu o Objawienie.

Krytyczny umysł w tym momencie zawaha się. Czy musimy szukać pomocy czegoś, bez czego nie możemy pójść dalej wyłącznie naszymi własnymi siłami? Jest to cios zadany naszej dumie. Przede wszystkim tej dumie, która dzisiaj uchodzi za naukową "pokorę", która "siada przed faktem jak małe dziecko", a wciąż odmawia uznania jakiegoś innego arbitra rzeczywi-stości niż dumnego ludzkiego rozumu. Jest jednak szczególne objawienie, Boskie Objawienie, chrześcijańskie Objawienie, które taką odrazę budzi u racjonalistów; innych objawień oni nie kwestionują.

Rzeczywiście, człowiek, który nie przyjął w sposób pełny i świadomy spójnej doktryny prawdy, jaką daje chrześcijańskie Objawienie, jeżeli ma jakieś aspiracje do jakiejkolwiek wiedzy, zmuszony jest do szukania takiej doktryny gdzie indziej. Taka właśnie jest ścieżka współczesnej filozofii, która kończy się ciemnością i pomieszaniem, gdyż filozofia ta nigdy nie zaakceptuje faktu, że sama z siebie nie może być wystarczająca, że pełnia prawdy może być jej dana tylko z zewnątrz. Zaślepienie i pomieszanie współczesnych filozofów w odnie-sieniu do podstaw i wymiaru absolutu były bezpośrednią konsekwencją ich własnego głów-nego założenia – nieistnienia Objawienia. Założenie to powoduje ślepotę i nie pozwala do-strzec światła słonecznego i to, co wcześniej było wyraźnie widoczne w jego świetle, teraz pogrążyło się w mroku.

Dla kogoś szukającego po omacku w tych ciemnościach, jeśli nie zostanie uleczony ze swej ślepoty, pozostaje tylko jedna ścieżka – jest nią poszukiwanie jakiegoś światła wśród zalegającego mroku. Wielu biegnie do migającego ogarka "zdrowego rozsądku" oraz życio-wych konwenansów i, ponieważ jakoś musimy dawać sobie radę, akceptuje aktualne opinie kręgów towarzyskich i intelektualnych do których należy. Jednak wielu innych, znajdując światło blade i przymglone, kieruje się do magicznych latarni, które wyświetlają złudne, kolo-rowe miraże, które są niezwykle oszałamiające, i stają się wyznawcami tego lub innego poli-tycznego, religijnego czy artystycznego prądu, który "duch czasów" akurat uczynił modnym.

W rzeczywistości nikt nie żyje nie będąc w świetle jakiegoś objawienia, czy to prawdzi-wego, czy fałszywego, w zależności czy służy ono do rozświetlania rzeczywistości, czy do jej zaciemnienia. Ten, kto odrzuci światło chrześcijańskiego Objawienia, musi dostać się w krąg światła fałszywego objawienia; a fałszywe objawienie prowadzi do otchłani.

Zaczęliśmy te rozważania od logicznego pytania: "Co to jest prawda?" Pytanie to musi zostać postawione z zupełnie innego punktu widzenia. Zadał to pytanie sceptyk Piłat, nie po-wodowany pragnieniem jej poznania; ale, o ironio, zadał to pytanie Samej Prawdzie. Ja je-stem Drogą, Prawdą i Życiem: nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie (J 14:6). Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8:32). W tym znaczeniu Prawda, Prawda która obdarza życiem wiecznym i wolnością, nie może być osiągnięta przez żadne ludzkie sposoby i wysiłki; może być ona objawiona z wysoka przez Tego, który ma moc, aby to uczynić.

Ścieżka wiodąca do tej Prawdy jest wąska i większość ludzi podróżujących "szeroką" drogą nie może jej znaleźć. Bóg, który jest Prawdą, właśnie po to stworzył człowieka, aby szukał tej Prawdy, dlatego też wszyscy ludzie bez wyjątku Jej poszukują. W następnych roz-działach zbadamy wiele fałszywych absolutów, wielu fałszywych bogów wynalezionych przez człowieka, którym oddaje on cześć w obecnym, pełnym idolatrii wieku; dowiemy się też, że może najbardziej zdumiewające jest w nich to, że każdy z tych bogów daleki jest od bycia jakimś "nowym objawieniem", natomiast zawsze jest rozmyciem, wypaczeniem, zwy-rodnieniem lub parodią Jedynej Prawdy, którą ludzie chcąc nie chcąc wskazują, nawet po-przez swoje błędy, bluźnierstwa i pychę. Samo pojęcie Boskiego Objawienia zostało starannie zdyskredytowane dla wszystkich, którzy muszą spełniać dyktat "ducha czasów". Jednak nie-możliwe jest stłumić pragnienie prawdy, które Bóg zaszczepił człowiekowi, aby przyprowa-dzić go do Siebie, a co może spełnić się tylko po przyjęciu Jego Objawienia. Nawet ci, którzy zapewniają, że "relatywne" prawdy ich satysfakcjonują i uważają siebie za zbyt "wyrafino-wanych", "uczciwych" albo nawet "pokornych", aby dążyć do absolutu, nawet ich ostatecznie nuży pokarm składający się z tych marnych przekąsek, na które sami siebie dobrowolnie ska-zali, i marzą o bardziej pożywnym jedzeniu.

Jednak pokarm Prawdy chrześcijańskiej jest dostępny tylko dla wiary; a główną prze-szkodą dla tej wiary nie jest logika, tak jak głoszą to współczesne poglądy, ale inna, przeciw-stawna wiara. Zobaczyliśmy jasno, że logika nie może zaprzeczyć absolutnej prawdzie bez zaprzeczenia samej sobie; logika która powstaje przeciwko chrześcijańskiemu Objawieniu jest wyłącznie na usługach innego "objawienia", fałszywej "prawdy absolutnej": mianowicie nihilizmu.

Na następnych stronach scharakteryzujemy jako "nihilistów" ludzi, jak się wydaje, o bar-dzo rozbieżnych poglądach: humanistów, sceptyków, rewolucjonistów wszystkich odcieni, artystów i filozofów różnych szkół; jednak są oni wszyscy złączeni wspólnym zadaniem. Czy to będzie pozytywistyczna "krytyka" chrześcijańskich prawd i instytucji, czy rewolucyjna przemoc przeciwko staremu porządkowi, czy apokaliptyczne wizje kosmicznej katastrofy lub nadejście raju na ziemi, czy obiektywne prace naukowe w interesie "lepszego życia" na tym świecie, przy cichym założeniu, że nie ma innego świata – cel ich wszystkich jest ten sam: unicestwienie Boskiego Objawienia i przygotowanie do wprowadzenia nowego porządku, w którym nie będzie żadnego śladu "starych" poglądów na świat, w którym odtąd jedynym bogiem będzie Człowiek.

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.