Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/books.php?b=16&c=5
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Nihilizm
okładka książkiNihilizm

Nihilizm

Autor: O. Seraphim Rose
Język: polski
Format: A5

V. Poza nihilizmem

Obraz "nowego człowieka" jaki przedstawiliśmy na tych stronach był wyłącznie nega-tywny. Wielu badaczy współczesnego stanu człowieka, nawet jeżeli przyzna rację wielu na-szym obserwacjom, odrzuci je w całości jako zbyt "jednostronne". Sprawiedliwość wymaga więc abyśmy zbadali również drugą stronę, "pozytywny" obraz "nowego człowieka".

Oczywiście nie ulega kwestii, że oprócz nurtu rozpaczy, rozczarowania i obojętności, co opisywaliśmy jako zjawiska wyłaniające się z ery nihilizmu, rozwijał się równolegle inny nurt optymizmu i idealizmu, który wykształcił swój własny rodzaj "nowego człowieka". Ci młodzi ludzie, równocześnie idealiści jak i praktycznie myślący, chętnie i gorliwie borykają się z trudnymi problemami naszych czasów, są gotowi do rozpowszechniania amerykańskich lub sowieckich ideałów (lub bardziej uniwersalnych, które stoją ponad tymi dwoma) w krajach zapóźnionych; są to zapaleni naukowcy, przesuwający "granice" w każdej dziedzinie w nie-zaprzeczalnie "ekscytujących" poszukiwaniach i eksperymentach, które dzisiaj są przeprowa-dzane; są to pacyfiści i idealiści walczący z przemocą, prowadzący krucjaty w imię pokoju, braterstwa, jedności światowej, która ma przezwyciężyć stare nienawiści; są to młodzi i "gniewni" pisarze, którzy w imię sprawiedliwości i równości głoszą, jak najlepiej umieją w tym świecie pełnym nienawiści, nowe przesłanie o radości i twórczości; nawet artyści, któ-rych obraz człowieka ostro skrytykowaliśmy, gdyż z pewnością ich zamierzeniem jest potę-pienie tego świata, który wytworzył takiego człowieka, ale także wskazanie jakiejś drogi po-nad nim; oraz wielka liczba zwyczajnych ludzi, którzy cieszą się, że żyją w tak "ekscytują-cych" czasach, szczerych, prostodusznych, z ufnością i optymizmem patrzących w przyszłość i oczekujących świata, w którym zamiast cierpienia będzie tylko szczęśliwość. Starsze poko-lenia, noszące zbyt wiele blizn zadanych w minionej erze nihilizmu, aby w pełni podzielać entuzjazm młodzieży, wiążą z nimi wielkie nadzieje: czy nie jest możliwe, jeśli "duch cza-sów" będzie życzliwy, że ich marzenia w końcu się spełnią?

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, musimy zadać inne, bardziej podstawo-we: jakiej natury jest wiara i nadzieja, które rozbudzają te marzenia? Odpowiedź jest oczywi-sta: jest to wiara i nadzieja całkowicie światowa. Artystyczne i naukowe nowinki, pomyślność i komfort, nowe światy do odkrycia, "pokój", "braterstwo" i "radość", tak jak rozumieją to pospolite umysły: to są dobra tego świata, który przemija, i jeżeli dąży się do nich z upartym poświęceniem, wedle wiary i optymizmu "nowego człowieka", są one duchowo bardzo szko-dliwe. Ten świat nie jest prawdziwym i wiecznym domem dla człowieka, prawdziwy pokój, miłość i radość Chrystusa, które wierzący mogą poznać już w tym życiu, są zupełnie innego wymiaru niż światowe ich parodie, które dają "nowemu człowiekowi" próżne nadzieje.

Istnienie tego "nowego człowieka", którego wiara i nadzieja zwrócone są wyłącznie na ten świat, jest jeszcze jednym dowodem sukcesu programu nihilizmu. "Nowy człowiek" w swojej wersji "pozytywnej" znajduje się na tej samej fotografii, na której widać też opisywaną wcześniej przez nas jego wersję negatywną. W negatywie widać go jako pokonanego i skażo-nego przez nieludzki świat. Pesymizm i rozpacz bijąca z tego obrazu, a jest to jedyne jej po-zytywne znaczenie, są ostatnim słabym protestem przeciwko dziełu nihilizmu, ale jednocze-śnie są świadectwem jego zwycięstwa. W pozytywie "nowy człowiek" zabiera się do zmie-niania świata, a jednocześnie do zmiany swojego podejścia do współczesnego świata, który, mimo że niedoskonały, jest jedynym światem który zna; w tym obrazie nie ma sprzeczności, gdyż człowiek zabrnął już daleko na drodze do całkowitego przekształcenia i przekierunko-wania, i w ten sposób jest już doskonale przystosowany do nowego świata. Te dwa obrazy są tym samym, oba są wynikiem śmierci człowieka, którego znaliśmy do tej pory, człowieka żyjącego na ziemi jako pielgrzym, zdążającego do Nieba jako do swojego prawdziwego do-mu; i oba wskazują na narodzenie "nowego człowieka" wyłącznie z tej ziemi, który wie, że ani nadzieja, ani rozpacz nie zachowają rzeczy tego świata.

Między pozytywnym a negatywnym obrazem "nowego człowieka" mieści się cały wa-chlarz pośrednich stanów współczesnego człowieka, w którym światowość zwyciężyła wiarę chrześcijańską. Ludzie ci są równocześnie znakiem zmiany, zapowiedzią ważniejszej meta-morfozy "ducha czasów". W obrazie negatywnym odstępstwo od prawdy chrześcijańskiej, co w głównej mierze charakteryzuje wiek współczesny, wydaje się, że osiągnęło swój kres; w wyniku "śmierci" Boga człowiek stworzony na Jego obraz utracił swoją naturę i upadł w coś niższego, w podczłowieczeństwo. Z drugiej strony w obrazie pozytywnym widzimy początek jakiegoś nowego ruchu; człowiek odkrył swoją nową naturę jako stworzoną z ziemi. Wiek negacji i nihilizmu doszedł jak tylko mógł daleko i skończył się; "nowy człowiek" zupełnie nie jest już zainteresowany prawdą chrześcijaństwa, aby jej zaprzeczać; cała jego uwaga sku-pia się na tym świecie.

Nowy wiek, który wielu nazywa "postchrześcijańskim", jest równocześnie wiekiem "po-za nihilizmem", co wyraża od razu stan faktyczny jak i nadzieję. To wyrażenie mówi nam, że negatywny w swojej istocie nihilizm, nawet jeżeli był pozytywny w założeniach, czerpał całą swoją energię z pragnienia zniszczenia prawdy chrześcijańskiej, a teraz doszedł do kresu swo-jego programu w wytworzeniu zmechanizowanej "nowej ziemi" i zdehumanizowanego "no-wego człowieka"; chrześcijański wpływ na ludzi i na społeczeństwo został skutecznie zlikwi-dowany, więc nihilizm musi wycofać się i dać miejsce innej, bardziej konstruktywnej ideologii zdolnej do działania z bardziej niezależnych i pozytywnych motywów. Ta ideologia, którą zajmiemy się w następnym rozdziale pod nazwą anarchizmu, podejmuje rewolucję w punkcie, w którym nihilizm ją porzucił i będzie próbować doprowadzić cały ruch zapoczątkowany przez nihilizm do jego logicznego zakończenia.

Nadzieja zawarta w wyrażeniu "poza nihilizmem", jest naiwnym złudzeniem, że nowy wiek, na skutek wzajemnych oddziaływań świata duchowego i historii, będzie świadkiem zwycięstwa nihilizmu, a nie tylko jego zaniku. Nicość – bóg nihilizmu – to pustka, próżnia czekająca na wypełnienie. Ci, którzy żyli w tej próżni i uznali nicość za swojego boga, nie ustają w poszukiwaniu nowego boga, który wyprowadzi ich z wieku władzy nihilizmu. Są to ludzie, którzy gotowi są do wyciągnięcia jakichś pozytywnych wartości ze swojej sytuacji, którzy nie dowierzają, że nihilizm, przez który przeszedł nasz wiek, może okazać się całko-wicie bezowocny, którzy ułożyli apologię, w której nihilizm, jakkolwiek zły czy niefortunny miałby być sam w sobie, postrzegany jest jako niezbędny środek do celu istniejącego poza nim samym, tak jak destrukcja poprzedza odbudowę, albo jak ciemność poprzedza świt. Jeśli obecna ciemność, niepewność i cierpienie są bez wątpienia czymś bolesnym, ciągnie dalej ta apologia, to są zarazem zbawienne i oczyszczające; człowiek odarty z wszelkich iluzji, po "ciemnej nocy" zwątpienia i rozpaczy, może tylko cierpliwie przechodzić te próby i pozosta-wać "otwartym" i "chłonnym" na wszystko, co przyniesie wszechpotężna przyszłość. Przy-puszcza się, że nihilizm jest apokaliptycznym znakiem nadejścia nowego i lepszego wieku.

Ta apologia nihilizmu jest prawie powszechna i można ją zaadoptować do wielu współ-czesnych światopoglądów. Pogląd Goebbelsa na ostateczne "pozytywne" znaczenie narodo-wego socjalizmu, który cytowaliśmy w poprzednim rozdziale, jest być może najbardziej ra-dykalnym jej przejawem. Inne, bardziej "duchowe" jej wersje, mnożą się od czasów wielkie-go kryzysu myśli spowodowanego rewolucją francuską. Poeci, rzekomi "prorocy", także okultyści razem z bardziej zwykłymi ludźmi znajdującymi się pod wpływem tych wizjone-rów, zadręczając się bałaganem swoich czasów odnaleźli pocieszenie w myśli, że byli zama-skowanym błogosławieństwem. Można znów zacytować W. B. Yeatsa jako typowego przed-stawiciela takiej postawy:

Drogie ptaki drapieżne, stworzone do wojny... Miłujcie wojnę z powodu jej okropności, gdyż wiara może być zmieniona, cywilizacja odnowiona... Wiara rodzi się w walce... Wiara odnawia się wciąż w śmiertelnych zmaganiach.

Coraz bardziej wyraźnie takie samo podejście leży u podstaw współczesnych nadziei w odniesieniu do Związku Sowieckiego. Większość ludzi będąc "realistami" akceptuje społecz-ne, polityczne i ekonomiczne przekształcenia wprowadzone przez marksizm, równocześnie potępiając jego przemoc i skrajną ideologię; będąc optymistami czekającymi na lepszy obrót rzeczy ludzie powitali "odwilż", która nastała po śmierci Stalina, z nadzieją na ujrzenie pierwszych oznak daleko idących zmian ideologii marksistowskiej, aby od "współistnienia" można było przejść do współpracy, a w końcu do zgody.

Takie pomysły są rezultatem zasadniczego niezrozumienia natury współczesnej rewolu-cji; nihilizm jest jedynie jedną stroną tej rewolucji. Przemoc i negacja są z pewnością działa-niami przygotowawczymi; te działania to tylko część dużo większego planu, którego cel nie jest czymś lepszym, ale czymś nieporównanie gorszym od wieku nihilizmu. Jeśli w naszych czasach pojawiają się oznaki, że era przemocy i negacji przemija, to nie dlatego, że nihilizm został "przezwyciężony" lub "odrzucony", ale dlatego, że jego działanie jest już prawie za-kończone, że jego przydatność kończy się. Być może rewolucja zaczyna wychodzić ze swojej złowrogiej fazy w jakąś bardziej "życzliwą", jednak nie dlatego, że zmieniła swoją wolę lub kierunek, ale dlatego, że zbliża się już do osiągnięcia ostatecznego celu, którego nigdy nie porzuciła; ukontentowana swoim sukcesem przygotowuje się teraz do odprężenia się i sycenia swoimi osiągnięciami.

Ostatnia nadzieja współczesnego człowieka jest w rzeczywistości następną jego iluzją; nadzieja na nadejście nowego wieku "poza nihilizmem" sama w sobie jest spełnieniem ostat-niego punktu programu rewolucji. Bez wątpienia to sam marksizm posuwa ten program do przodu. Praktycznie nie ma dzisiaj władzy, która nie byłaby "rewolucyjna", ktokolwiek u władzy, kogo krytyka marksizmu wyszłaby poza propozycję lepszych metod realizacji równie "rewolucyjnych" celów, lub kto wyrzekłby się rewolucyjnej ideologii we współczesnym "klimacie intelektualnym", ten od razu byłby skazany na polityczny niebyt. Nie ma lepszego dowodu na to, że duch współczesności jest antychrześcijański, oczywiście w najgłębszym sensie antychrześcijaństwo jest pseudochrześcijaństwem, które jest celem nihilistycznej rewo-lucji.

Sam nihilizm zbliżając się do wypełnienia swojego programu wskazuje na ten cel, który leży poza nim; to znaczy na prawdziwe znaczenie nihilistycznej apologii Yeatsa i innych. Jednak znowu, chyba u Nietschego, u tego tajemniczego "proroka", który wie wszystko o nihilizmie z wyjątkiem jego celu ostatecznego, ta myśl uzyskuje najbardziej uderzający wy-raz.

Pod pewnymi warunkami pojawienie się ekstremalnej formy pesymizmu i rze-czywistego nihilizmu może być oznaką ostrego i najbardziej istotnego procesu wzro-stu, oraz przejścia ludzkości do zupełnie nowych warunków bytowania. To właśnie pojąłem.

Poza nihilizmem ma zajść "przewartościowanie wszystkich wartości".

W ten sposób zrodzi się ruch przeciwstawny, przez wzgląd zarówno na zasadę i na misję; ruch, który w odległej przyszłości zastąpi ten doskonały nihilizm; ale który mimo wszystko będzie uważał go za niezbędny krok, pod względem logicznym i psy-chologicznym, w stronę pojawienia się jego samego, a który stanowczo nie mógł po-jawić się, jak tylko w jego wyniku i dzięki niemu.

Co zaskakujące, ale dokładnie tę samą myśl znajdujemy w zupełnie innym kontekście pism Lenina, gdzie po wychwalaniu nihilistycznej idei światowej "fabryki", pisze:

Jednak dyscyplina tej "fabryki", którą proletariat rozciągnie na całość społeczeń-stwa po zwycięstwie nad kapitalistami i po obaleniu wyzysku, jest bez wątpienia na-szym ideałem, naszym celem ostatecznym. Jest ona mocnym oparciem niezbędnym do radykalnego oczyszczenia społeczeństwa ze wszystkich okropności i podłości kapita-listycznej eksploatacji, aby postępować dalej naprzód.

To jest ten "dalszy" punkt, który Nietzsche z Leninem opisują razem jako "zupełnie no-we warunki bytowania", jako ostateczny cel rewolucji. Cel ten, ponieważ w pewnym sensie znajduje się "poza nihilizmem", także dlatego, że jest bardzo szerokim tematem sam w sobie, potrzebuje osobnego rozdziału. Aby właściwie zakończyć ten rozdział i naszą dyskusję o nihi-lizmie wystarczy jedynie wskazać naturę tego celu i w ten sposób naszkicować ogólną ramę naszego omówienia go w następnym rozdziale; cel ten może być rozpatrzony jako potrójne bezpośrednie następstwo myśli nihilizmu.

Po pierwsze, w wyniku nihilistycznego unicestwienia starego porządku pojawia się kon-cepcja "nowej ery" – "nowej" w sensie absolutnym, wcale nie relatywnym. Wiek jaki ma nastać nie będzie wcale ostatnim, ani nawet największym w szeregu wieków, ale początkiem całkowicie nowego czasu, gdyż jest on ustanowiony przeciwko wszystkiemu, co było do tej pory. Nietzsche w liście z roku 1884 napisał: "Być może jestem pierwszym, który dostrzegł ideę, która podzieli historię ludzkości na dwie części."; w wyniku tej idei "wszyscy, którzy narodzą się po nas będą należeć do historii wyższego rzędu niż ta, jaka była do tej pory." Nietzsche jest oczywiście zaślepiony swoją pychą, nie dokonał żadnego oryginalnego "odkry-cia", ale tylko znalazł słowa na coś, co "wisiało w powietrzu" już od jakiegoś czasu. Dokład-nie ta sama idea została przedstawiona dwanaście lat wcześniej przez Dostojewskiego w po-staci Kiryłowa, najbardziej "opętanego":

Wszystko będzie nowe... wtedy podzielą historię na dwie części: od goryla do unicestwienia Boga, i od unicestwienia Boga do fizycznej transformacji ziemi i czło-wieka.

Zasygnalizowaliśmy tutaj drugi wniosek wypływający z ideologii nihilizmu. Nihilistyczny bunt i antyteizm odpowiedzialny za "śmierć Boga" dały początek idei, która inauguruje "nowy wiek": prze-mianę samego człowieka w boga. Zaratustra Nietzschego powiedział: "Wszyscy bogowie umarli, ob-ecnie pragniemy, aby ożył Nadczłowiek." "Morderstwo" Boga jest uczynkiem zbyt poważnym, by człowiek mógł pozostać nienaruszony: "Czyż nie powinniśmy wszyscy stać się bogami, przynajmniej być tego godni?" U Kiryłowa nadczłowiek jest "Bogoczłowiekiem", gdyż według jego logiki, "jeżeli nie ma Boga, w takim razie ja jestem Bogiem."

To właśnie ta idea "Nadczłowieka" leży u podstaw oraz inspiruje koncepcję "przemiany człowie-ka", zarówno w realizmie Marksa, jak i w witalizmie wielu okultystów i artystów. Liczne koncepcje "nowego człowieka" są tylko serią wstępnych szkiców takiego nadczłowieka. Gdyż tak jak nicość, bóg nihilizmu, jest pustką oczekującą na wypełnienie poprzez objawienie jakiegoś "nowego boga", tak i "nowy człowiek", którego nihilizm pozbawił wyrazu i kształtu, a także charakteru, człowiek bez wiary, bez orientacji, "nowy człowiek" czy to postrzegany jako "pozytywny" czy "negatywny", stał się "ruchliwy" i "elastyczny", "otwarty" i "chłonny", jest on wyłącznie biernym materiałem czekają-cym na jakieś nowe odkrycia, objawienia lub polecenia, które wtłoczą go wreszcie w jakiś określony kształt.

Końcowym wnioskiem z nihilistycznego zlikwidowania władzy i porządku jest koncepcja, zary-sowana we wszystkich mitach o "nowym porządku", całkowicie nowego rodzaju porządku, porządku którego najbardziej żarliwi obrońcy nie wahają się nazywać "anarchią". Państwo nihilistyczne według utopii marksizmu ma "zwiędnąć", pozostawiając światowy ład, który ma być wyjątkowy w historii, i który bez żadnej przesady nazywany będzie "milenijnym".

"Nowy wiek" rządzony "anarchią" i zaludniony przez "nadludzi": oto rewolucyjne marzenie, któ-re popchnęło ludzi w kierunku nieprawdopodobnej tragedii naszych czasów. Jest to marzenie "apoka-liptyczne", słuszność mają ci, którzy widzą w nim dziwne odwrócenie chrześcijańskiej nadziei na nadejście Królestwa Niebieskiego. Nie ma jednak żadnej wymówki dla "sympatii" jaką często obdarza się przynajmniej najbardziej "szczerych" i "szlachetnych" rewolucjonistów i nihilistów; jest to jedna z pułapek, o której ostrzegaliśmy już na samym początku tego rozdziału. W świecie ledwie balansują-cym na krawędzi chaosu, gdzie wydaje się, że cała prawda i szlachetność zniknęły, istnieje wśród ludzi o dobrych intencjach, ale naiwnych, wielka pokusa, aby wyszukiwać sobie pewne niewątpliwie wybitne osoby, które zaludniły współczesny intelektualny krajobraz, i z powodu nieznajomości praw-dziwych standardów prawdy i duchowości nadawać im format duchowych "gigantów", którzy nawet jeżeli nie mówią za bardzo ortodoksyjnie, to przynajmniej w sposób prowokujący. Jednak realia tego świata oraz następnego są zbyt surowe, aby dozwolić na taką niejasność i dowolność. Dobre intencje zbyt łatwo prowadzą na manowce, talent i szlachetność są zbyt często wypaczone, a zepsucie toczy najlepszych wytwarzając nie ludzi trochę gorszych, ale najgorszych. Można uznać talent i zapał, nawet pewną szlachetność Marksa, Proudhona, Nietzschego; jednak jest to szlachetność Lucyfera, pierwsze-go między aniołami, który chcąc być czymś więcej niż był, upadł z wysokości na samo dno otchłani. Ich wizja, w której niektórzy bezsprzecznie ujrzą rodzaj chrześcijaństwa, jest wizją panowania anty-chrysta, szatańskiej imitacji i odwrócenia Królestwa Bożego. Wszyscy nihiliści, zwłaszcza wybitni, najwięksi geniusze o najszerszych horyzontach, są prorokami szatana; odrzucają oni użycie swoich talentów w pokornej służbie Bogu, "tocząc wojnę przeciwko Bogu przy pomocy Jego darów".

Nie można zaprzeczyć, a trzeźwe spojrzenie na przekształcenia, które przeszedł świat i człowiek w ostatnich dwu stuleciach tylko potwierdzi ten fakt, że wojna toczona przez przeciwników Boga od-nosi sukcesy; ich końcowe zwycięstwo wydaje się być bliskie. Ale czym będzie "zwycięstwo" w tego rodzaju wojnie? Jakiego rodzaju "pokoju" może zaznać ludzkość, która dotąd przerabia wyłącznie lekcje przemocy? Wiemy, że w życiu chrześcijańskim istnieje harmonia środków i celu. Poprzez mo-dlitwę i pobożne życie oraz poprzez sakramenty Kościoła każdy chrześcijanin dzięki Bożej łasce zmienia się, staje się coraz bardziej podobny do swojego Władcy i w ten sposób bardziej godny, aby uczestniczyć w Królestwie, które przygotował Bóg dla tych, którzy prawdziwie podążają za Nim. Tych, którzy do Niego należą można rozpoznać po owocach, które rodzą, a są nimi: cierpliwość, po-kora, cichość, posłuszeństwo, pokój, radość, miłość, dobroć, przebaczenie – owoce, które torują drogę, ale jednocześnie same są już częścią tego Królestwa. Cel i środki doń prowadzące są jednym; to, co zaczęło się w tym życiu, jest doskonalone w życiu przyszłym.

W podobny sposób istnieje "harmonia" w dziełach szatana; "zasługi" jego sług są zgodne z cela-mi, którym służą. Nienawiść, pycha, duch buntu, niezgoda, przemoc, niegodziwe wykorzystywanie władzy: nie znikną one za sprawą czarodziejskiej różdżki w momencie urzeczywistnienia królestwa rewolucji na ziemi; te cechy zostaną raczej wzmocnione i udoskonalone. Jeśli cel rewolucji "poza nihilizmem" przedstawiany jest w terminach dokładnie przeciwnych, lub jeżeli nihilizm rzeczywiście wierzy, że nastanie panowanie "miłości", "pokoju" i "braterstwa", to dlatego, że szatan małpuje Boga i nawet w negacji musi uznać pochodzenie tego, co neguje, ale co najciekawsze, ludzie tak zmienili się przez praktykowanie nihilistycznych "zasług" i tak przyzwyczaili się do nihilistycznej transformacji świata, że w rzeczywistości już zaczęli żyć w królestwie rewolucji i postrzegają wszystko tak, jak postrzega to szatan, jako dokładne przeciwieństwo tego, co zawarte jest w woli Boga.

To, co leży "poza nihilizmem", co było najgłębszym marzeniem jego największych "proroków", bez wątpienia nie będzie przezwyciężeniem nihilizmu, ale jego ukoronowaniem. "Nowy wiek" w większości będąc dziełem nihilizmu, nie będzie w istocie niczym różnił się od nihilistycznej ery, którą już znamy. Wierzyć inaczej, to znaczy szukać zbawienia w jakimś nowym "rozwoju", czy to spowo-dowanym przez nieuchronne siły "postępu" i "ewolucji", czy też jakiejś romantycznej "dialektyki", dostarczonej za darmo ze skarbca tajemniczej "przyszłości", przed którą współczesny człowiek od-czuwa w zabobonny lęk; wierzyć w to oznacza być ofiarą potwornego złudzenia. Nihilizm jest w naj-głębszym znaczeniu duchowym bałaganem i może być przezwyciężony wyłącznie siłami duchowymi; we współczesnym świecie nie było dotąd ani jednej próby, aby użyć takiej siły.

Choroba nihilizmu na pozór ma być wyleczona poprzez "rozwinięcie się" aż do swojego kresu; cel rewolucji, początkowo w postaci halucynacji kilku rozgorączkowanych umysłów, teraz stał się celem samej ludzkości. Ludzie są znużeni; Królestwo Boże jest dla nich zbyt daleko, ścieżka prawo-sławia jest zbyt wąska i trudna. Rewolucja schwytała "ducha czasów", wystąpienie teraz przeciwko temu potężnemu prądowi przekracza możliwości współczesnego człowieka, gdyż wymagałoby to dokładnie dwóch rzeczy, które zostały bardzo starannie przez nihilizm unicestwione: prawdy i wiary.

Kończąc nasze rozważania o nihilizmie takim stwierdzeniem z pewnością narazimy się na zarzut, że owładnął nami nasz własny nihilizm; możemy spotkać się z argumentami, że nasze analizy są krań-cowo "pesymistyczne". Kategorycznie odrzucając prawie wszystko, co współczesny człowiek uznaje za cenne i prawdziwe, zdajemy się być tak gruntowni w negacji jak najbardziej skrajni nihiliści.

Rzeczywiście, chrześcijanin w pewnym sensie, w sensie zasadniczym, jest "nihilistą"; w końcu dla niego świat jest niczym a Bóg wszystkim. Jest to oczywiście dokładne przeciwieństwo nihilizmu, o którym do tej pory mówiliśmy, w którym Bóg jest niczym a świat jest wszystkim; jest to nihilizm, którzy wywodzi się z pustki otchłani, natomiast "nihilizm" chrześcijański pochodzi z bogactwa i obfi-tości. Prawdziwy nihilista pokłada swoją wiarę w rzeczach, które przemijają i kończą się nicością; jakikolwiek "optymizm" takiej postawy jest całkowicie daremny. Chrześcijanin wyrzekający się ta-kich próżności pokłada wiarę w jedynej rzeczy, która nigdy nie przeminie, w Królestwie Bożym.

Oczywiście dla tego, kto żyje w Chrystusie, wiele dóbr tego świata może być pożytecznych i ra-dosnych, nawet gdy będzie zdawał sobie sprawę z ich nietrwałości; jednak nie są one niezbędne, tak naprawdę są dla niego niczym. Z drugiej strony ten, kto nie żyje w Chrystusie, już przebywa w otchła-ni i wszystkie skarby tego świata nigdy nie będą w stanie zapełnić jej pustki.

Nazwanie wyrzeczeń i ubóstwa chrześcijan "nihilizmem" jest tylko zwykłym zabiegiem literac-kim, gdyż jest to raczej pełnia, obfitość i radość ponad wszelkim wyobrażeniem. Ten tylko pełny jest tego bogactwa, kto może odważnie stanąć wobec otchłani, do której nihilizm prowadzi ludzkość. Człowiek najbardziej pozbawiony złudzeń, który wszystkiemu zaprzecza, może istnieć wyłącznie wtedy, gdy pozostawi przynajmniej jedną iluzję ze swojej destrukcyjnej analizy. Fakt ten w istocie jest psychologicznym źródłem tego "nowego wieku", w którym większość zdeklarowanych nihilistów pokłada cała swoją nadzieję; ten, kto nie może uwierzyć w Chrystusa, ten musi, i będzie wierzył w antychrysta.

Ale jeśli nihilizm posiada swój historyczny kres w panowaniu antychrysta, to jednak jego osta-teczny i duchowy kres leży poza nawet tym końcowym pojawieniem się szatana; w tym kresie, którym jest piekło, nihilizm doznaje swojej ostatecznej klęski. Nihilizm zostaje pokonany, nie tylko dlatego, że jego marzenie o raju skończyło się wiecznym nieszczęściem; gdyż szczery nihilista, w przeciwień-stwie do anarchisty, jest za bardzo trzeźwy by móc wierzyć w jakiś raj, zbyt dużo w nim jest wściekło-ści i buntu by robić coś innego niż tylko burzyć i niszczyć ten raj, gdyby nawet miał on kiedyś zaist-nieć. Nihilizm ponosi klęskę dlatego, że w piekle jego najgłębsze pragnienia: unicestwienie Boga, stworzenia i siebie samego, okazały się daremne. Dostojewski trafnie ujął to ostateczne odrzucenie nihilizmu w słowach umierającego starca Zosimy.

Są tacy, którzy pozostają butni i gwałtowni nawet w piekle, pomimo pewnej ich wiedzy i poznania prawdy absolutnej; są tacy straszni ludzie, którzy całkowicie oddali się szatanowi i jego dumnemu duchowi. Dobrowolnie wybierają piekło, które wciąż niszczy, są oni poddawani torturom na własne życzenie... Rzucili przekleństwo na sa-mych siebie, przeklinając Boga i życie... Nie mogą patrzeć na żyjącego Boga bez nie-nawiści, krzyczą, że Bóg życia musi zostać unicestwiony, że Bóg powinien zniszczyć Sam Siebie razem ze Swoim stworzeniem. Będą płonąć w ogniu własnego gniewu na zawsze i tęsknić za śmiercią i zagładą. Jednak śmierć nie nadejdzie.

Jest to wielka i niezwyciężona chrześcijańska prawda, że nie ma żadnego zniszczenia; cała siła nihilizmu idzie na próżno. Z Bogiem można prowadzić wojnę, jest to jedno ze znaczeń współczesno-ści, jednak nie można Go pokonać i nie można przed Nim uciec: Jego Królestwo będzie trwać wiecz-nie i każdy, kto odrzuci wezwanie do wejścia do Jego Królestwa musi zawsze już płonąć w płomie-niach piekła.

Oczywiście głównym zamysłem nihilizmu było usunięcie z umysłu ludzkiego piekła oraz lęku przed nim, i nikt nie może zaprzeczyć, że to się udało zrealizować; piekło stało się dla większości współczesnych głupotą i zabobonem, jeśli nie "sadystyczną" fantazją. Nawet ci, którzy wciąż wierzą w liberalne "niebo" w swoim wszechświecie nie mają dosyć miejsca na żaden rodzaj piekła.

Co jednak dziwne, współczesny człowiek posiada dużo lepsze rozumienie piekła niż nieba; to słowo i to pojęcie zajmuje poczesne miejsce we współczesnej sztuce i myśli. Każdy wrażliwy obser-wator z łatwością uświadomi sobie, że ludzie w erze nihilizmu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej uczynili z ziemi podobieństwo piekła; a ci, którzy świadomi są swojego przebywania w czeluści, nie wahają się nazywać swojego położenia piekłem. Niedola i męki tego życia rzeczywiście są przedsma-kiem piekła, tak jak radości chrześcijańskiego życia, których nihiliści nie mogą sobie nawet wyobra-zić, które są tak bardzo odległe od ich doświadczeń, są przedsmakiem nieba.

Ale nawet gdy nihilista posiada blade wyobrażenie, nawet tutaj na ziemi, o istnieniu piekła, nie ma jednak żadnego pojęcia o jego pełnej naturze, która nie może być doświadczona w tym życiu; na-wet najbardziej skrajni nihiliści, gdy służą demonom, a nawet ich wzywają, nie mają duchowego wglądu koniecznego do tego, aby zobaczyć ich takimi, jakimi są. Duch szatański, duch piekła, zawsze jest w tym świecie zamaskowany; jego pułapki zastawione są wzdłuż szerokiej drogi, która wydaje się wielu ludziom przyjemna, lub przynajmniej ekscytująca; szatan daje tym, którzy podążają jego drogą pocieszające myśli i nadzieje ostatecznej zagłady. Jeśli pomimo szatańskich pocieszeń żaden z jego naśladowców nie jest za bardzo "szczęśliwy" w tym życiu, i jeśli w ostatnich dniach (przy których nieszczęścia naszego stulecia są tylko niewielkim wstępem) będzie "wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd" (Mt 24:21), to jednak dopiero w życiu przyszłym słudzy szatana uświado-mią sobie całą gorycz beznadziejnych katuszy.

Chrześcijanie wierzą w piekło i boją się jego płomieni, a nie są to płomienie ziemskie, jakby tego chcieli sprytni niewierzący, ale ognie nieskończenie bardziej bolesne, ponieważ tak jak ciała ludzi po zmartwychwstaniu w dzień ostatni, będzie on duchowy i bez końca. Współczesny świat wyrzuca chrześcijanom ich wiarę w tak nieprzyjemną rzeczywistość; ale nie jest to ani perwersja, ani "sa-dyzm", który ich do tego prowadzi, ale wiara i doświadczenie. Chyba tylko ten prawdziwie uwierzy w piekło, kto prawdziwie uwierzy w niebo i życie w Bogu; tylko ten, kto posiada jakąś ideę takiego ży-cia, może mieć jakieś pojęcie tego, czym będzie jego brak.

Dla większości ludzi dzisiejsze "życie" to krótka chwila, rzecz ulotna i szybko przemijająca, za-kryta przez pocieszające iluzje i pełne nadziei marzenia o ostatecznej nicości; tacy ludzie nic nie będą wiedzieli o piekle, dopóki sami się tam nie znajdą. Ale Bóg nawet takich ludzi kocha zbyt mocno, aby pozwolił im "zapomnieć" o Sobie i przejść do pustki, gdzie nie ma już Jego obecności, która jedynie obdarza życiem; On nawet przebywającym w piekle daje Swoją miłość, która jest cierpieniem dla tych, którzy nie pokutowali i nie przygotowali się w swoim życiu, aby otrzymać zbawienie. Wiemy o tym, że wielu jest próbowanych i oczyszczanych w tych płomieniach i przez nie staje się godnym te-go, aby żyć w Królestwie Niebieskim; ale inni razem z demonami, dla których piekło zostało uczynio-ne, muszą przebywać tam wiecznie.

Nawet dzisiaj, kiedy ludzie wydają się zbyt słabi aby stanąć w obliczu prawdy, nie ma sensu ła-godzić i rozmiękczać rzeczywistości życia przyszłego; czy to nihilistom, czy nawet bardziej umiarko-wanym humanistom, którym się wydaje, że zgłębiają wolę Żyjącego Boga i osądzają Go za Jego "okrucieństwo", można odpowiedzieć wyraźnie zapewniając ich o wielkiej godności człowieka, a więc o czymś, w co większość z nich twierdzi, że wierzy. Bóg wezwał nas nie do współczesnego "nieba" odejścia w mrok i snu, ale do pełni przebóstwiającej chwały synów Bożych; jeśli my, których nasz Bóg uznał za godnych otrzymania tej łaski, odrzucimy to wezwanie, wtedy lepsze będą dla nas płomienie piekła i cierpienie, ostatnie i straszne dowody wielkiego człowieczego wezwania oraz nie-ugaszonej Bożej miłości do wszystkich ludzi, niż nicość, do której ludzie małej wiary, razem z nihili-stami naszych czasów, zdają się podążać. Nic mniejszego od piekła nie jest godne człowieka, jeśli nie okazał się on godny Nieba.

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.