Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/books.php?b=18&c=0
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Stworzenie czy ewolucja?
okładka książkiStworzenie czy ewolucja?

Stworzenie czy ewolucja?

Autor: O. Seraphim Rose
Język: polski
Format: A5

Wstęp

Teoria ewolucji bardzo upowszechniła się w dzisiejszych czasach. Uważa się ją za najbardziej rozsądną i zgodną z tzw. zdrowym rozsądkiem, zgodną z wieloma dowodami naukowymi i poglądami obowiązującymi w nauce. Każdy o niej słyszał, a większość przyjmuje ją w zasadzie bez zastrzeżeń. Wśród tej większości są również chrześcijanie, którzy przekonani siłą argumentacji racjonalnej akceptują pogląd obowiązujący w tej teorii, że świat i gatunki roślin i zwierząt, a także człowiek powstał inaczej niż jest to opisane w Biblii. Współczesny chrześcijanin uważa, że siła argumentu naukowego jest ostatecznym kryterium prawdy, a teologia, aby nie popaść w zabobon i fanatyzm, musi przyjąć osiągnięcia współczesnej nauki, włączając w nią również teorię ewolucji. Jeśli jest ona niezgodna z Pismem Świętym, to tym gorzej dla Pisma.

Z tej sytuacji widoczne są właściwie tylko dwa wyjścia: albo zrezygnować całkowicie i odrzucić naukę Pisma Świętego, albo tak ją reinterpretować i dopasować, aby zgodna była z nową „objawioną” prawdą naukową, która w międzyczasie zajęła miejsce ostatecznej, wręcz "religijnej" wykładni. Natomiast reinterpretacja polega na tzw. alegorycznym rozumieniu tekstów Pisma. Stosując tę metodę wielu współczesnych chrześcijan pogodziło wymogi nauki i wiary, z wielką szkodą dla tej drugiej. Jest tylko taki szkopuł, że stosując metodę alegoryczną interpretacji tekstu Pisma Świętego można zmieścić w nim każdą dowolną naukę i herezję, ze współczesnymi odkryciami włącznie. Trzeba pamiętać, że w historii Kościoła każda herezja powoływała się na to samo Pismo i każda głosiła bezwzględną wierność tekstowi lub jedyne prawdziwe jego odczytanie. Oznacza to, że również teorię ewolucji można uzasadnić tekstami z Pisma Świętego. Trzeba wiedzieć, że rozmaitość teologów i nauczycieli wykazuje obecnie dużą sprawność i biegłość w „nowym” odczytywaniu Pisma Świętego i również bardzo postępowo wyjaśniają "ukryte" w nim treści i tajemnice. Stosują oni wyrafinowane techniki analizy literackiej, historycznej, redakcyjnej, teologicznej itd., wykorzystują techniki współczesnej wiedzy naukowej. Dzisiaj proste i dosłowne rozumienie tekstu Pisma uważane jest już za naiwną dziecinadę.

A jednak istnieje jeszcze jeden sposób traktowania teorii ewolucji i Pisma Świętego, najmniej niestety w dzisiejszym świecie popularny. Jest to droga wytyczona przez Tradycję Cerkwi Prawosławnej i nauczania świętych Ojców, którzy tekst Pisma świętego przyjmowali „tak, jak jest napisany”. Droga ta prowadzi do ostrego sporu pomiędzy tymi całkowicie odmiennymi w gruncie rzeczy koncepcjami powstania świata, oraz do odrzucenia w całości teorii ewolucji wraz z jej filozoficzną otoczką jako sprzecznej z prawdą objawioną przez Boga. Na tę możliwość wskazuje o. Seraphim Rose, mnich z Platiny, być może już „ostatni Mohikanin”, wojownik Chrystusa, który jeszcze widzi potrzebę i sens walki o obronę ortodoksji, i który nawołuje porozrzucane resztki chrześcijan do walki z kłamstwami Nowej Religii.

Wydaje się, że obecnie najważniejszym zadaniem jest wykazanie, na czym polega sprzeczność pomiędzy teorią ewolucji a nauczaniem Cerkwi. Na początku trzeba dobrze zrozumieć czym jest teoria ewolucji. Atrakcyjność tej teorii dla współczesnego, racjonalnego świata polega na złudzeniu, że można czysto mechanistycznie i w dodatku bardzo prosto wyjaśnić wiele spraw, które dawniej nie mieściły się w głowie największym filozofom, a które dotyczyły problemu powstania życia, a potem poszczególnych gatunków i człowieka. Według tej teorii wszystko zamyka się w kilku prawach natury, które rządzą tym światem, na podobieństwo prawa powszechnego ciążenia, prostego i eleganckiego. Teoria ewolucji ma wiele wersji, każdy człowiek sam właściwie może dopasować ją sobie do swoich własnych przekonań i widzimisię, nie ma tutaj jak dotąd obowiązującego kanonu. Wśród tych wielu wersji można wyróżnić dwie główne, jedną nazwiemy wersją materialistyczną, drugą zaś nazwiemy deistyczną. Obie te wersje były wyraźnie obecne od samego początku, a więc od czasów Oświecenia. Wersja materialistyczna wykorzystana została w filozofiach materialistycznych i jest wciąż atrakcyjna dla ateistów różnej maści, którzy niemal szyderczo w ten sposób zwalczają zabobony religijne w sobie i innych i tryumfalnie dowodzą słuszności hasła o „śmierci Boga”. Ten kierunek reprezentują naśladowcy myślicieli w stylu Marksa oraz Nietzschego.

Drugi kierunek, ten deistyczny, wyruszył na podbój Kościoła i to z wielkim powodzeniem. Przecież sam Papież, głowa Kościoła rzymsko-katolickiego, powiedział niedawno: „Ewolucja jest więcej niż tylko hipotezą!” Okazuje się też, że nawet w Cerkwi Prawosławnej został przyjęty przez wiernych bezkrytycznie. List napisany przez o. Seraphima Rose skierowany jest właśnie do prawosławnego wyznawcy ewolucji i przy pomocy nauki Ojców Cerkwi stara się obalić pogląd zaprezentowany przez owego prawosławnego adwersarza, że teoria ewolucji i wiara Cerkwi pozostają ze sobą w zgodzie. Zasadniczą kwestią w jego dowodzie teologicznym jest sprawa natury człowieka, udowadnia, że materialno-duchowa natura ludzka jest wystarczającym dowodem obalającym teorię ewolucji. Jednak tę argumentację pozostawmy o. Seraphimowi.

Chciałbym jednak zastanowić się nad teorią ewolucji w sensie pewnej zasady filozoficznej. Czym jest ewolucja? Popatrzmy na ewolucję pomijając na razie kwestie kosmologiczne i dotyczące pojawienia się życia biologicznego. Otóż ewolucja według zasad sformułowanych przez Darwina jest poszukiwaniem form życia najlepiej przystosowanych do danego środowiska. Owo poszukiwanie odbywa się poprzez stałą metamorfozę gatunków i jest zasadą naturalną, to znaczy obiektywnym prawem natury. Można wyrazić prawo doboru naturalnego stwierdzając, że w danych warunkach środowiska przeżywa gatunek lub osobnik silniejszy a ginie gatunek lub osobnik słabszy, po prostu wypadają z gry jako nieprzystosowane, i giną bezpowrotnie. Jednak te silniejsze gatunki przeżywają płacąc pewną cenę, tą ceną jest ciągła zmiana, która w sumie oznacza w pewnym sensie to samo, czyli zaginięcie jakiegoś gatunku i pojawienie się nowego. Z dwóch rodzajów gatunków, silniejszego i słabszego, wygrywa trzeci – nowy. Kierunkiem wytyczonym przez to "obiektywne" prawo ewolucji jest ciągła metamorfoza, która pomaga w przeżyciu, podtrzymuje jakby samą ideę życia a nie konkretne gatunki. Jakie z tego płyną wnioski? Po pierwsze, każde indywidualne istnienie i wszystkie gatunki, z człowiekiem włącznie, podporządkowane są temu prawu doboru naturalnego, nie są według tej teorii istotne same w sobie, jako wciąż ewoluujące i zmienne, ważna jest jedynie idea samego przeżywania (wszystko jedno jakiego gatunku, byleby skutecznie) i śmierć, bo śmierć jest zasadą napędzającą owo prawo. Bez pojęcia śmierci proces ewolucji byłby zatrzymany; śmierć wprawia w ruch cały ten mechanizm. Tutaj mamy pierwszą sprzeczność z nauką chrześcijańską, bo według Pisma Świętego Bóg stworzył świat jako dobry: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1:31); oraz „śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących” (Mdr 1:13). A więc zasadą chrześcijaństwa jest życie konkretnych, stworzonych przez Boga istot żywych, natomiast ewolucji – nieprzerwane pasmo śmierci. Warto też zwrócić uwagę, że rozważając tę teorię konsekwentnie, tak jak to uczynił Nietzsche, nie ma już dłużej sensu mówienie o dobru i złu, albo o grzechu, ponieważ w ewolucji jedynym "dobrem" jest egoizm i zapewnienie sobie przeżycia, a jedynym "złem" jest wypadnięcie z gry.

Zasadę ewolucji można sformułować jeszcze inaczej; jest to rozwój od form prostych do coraz bardziej skomplikowanych, od organizmów jednokomórkowych do wielokomórkowych, itd. Oznacza to, że powstanie coraz doskonalszych form wywodzi się z form niedoskonałych, potężne cywilizacje powstały według tej zasady od jakichś cząstek białka, które kiedyś tam uległy pierwszym podziałom; a więc dobro powstało ze zła, przez miliony lat zjadania się, okrucieństwa, brutalnej walki o byt i śmierci tysięcy pokoleń istnień powstała ludzka miłość bliźniego, czy też Ewangelie o Chrystusie. Jest to w oczywisty sposób sprzeczne z chrześcijaństwem, gdzie porządek rzeczy jest akurat odwrotny. Stworzycielem jest dobry Bóg, byt najdoskonalszy, który tworzy świat „ex nihilo”, który nie ma nic wspólnego z doskonałością natury Boga; natura rzeczy stworzonych w niczym nie przerasta swego Stwórcy.

Trzeba też uświadomić sobie, że ostatecznym celem teorii ewolucji jest również śmierć (pomijam tu na razie chiliastyczne idee Teilharda de Chardin i innych deistycznych ewolucjonistów), tym razem totalna na przykład na skutek jakiejś astronomicznej katastrofy, lub zwykłego wypalenia się Słońca. Oczywiście nie wiemy, kiedy taka katastrofa nastąpi, ponieważ rzecz taka jak na razie jest całkowicie nieprzewidywalna. Zresztą katastrofę totalną mogą również spowodować sami ludzie, na przykład przy pomocy broni atomowej. Ważne jest uświadomienie sobie ogromnej kruchości naszego bytowania. Gdzieś blisko wybuchnie gwiazda supernowa, gdzieś w przestrzeni już leci ogromny meteoryt na nasze spotkanie, coś tam spowoduje wzrost promieniowania i będzie po całych tych akademickich sporach. Świat ewolucji skończy się, tak jak się pojawił – przez przypadek. Jest to znów ogromna sprzeczność z chrześcijaństwem. Co prawda według Pisma Świętego upadły świat również przeminie, ale tylko po to, aby objawił się świat nieskazitelny, nowy, wieczny, w którym trwać będzie na wieki Królestwo Chrystusa. W ewolucji mamy śmierć jako zakończenie przygody zwanej życiem, bez względu na ewentualne nasze zasługi i cnoty, czy też popełnione zbrodnie, również bez względu na wynik naszych rozważań; w chrześcijaństwie mamy po życiu ziemskim sąd, a potem albo potępienie jako wynik grzesznego życia albo życie wieczne w Nowej Jerozolimie dla ludzi posłusznych Ewangelii Chrystusa. Wszak: „Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mt 22:32). W chrześcijaństwie człowiek w swojej wolności sam decyduje o przyszłym swoim życiu, natomiast w teorii ewolucji człowiek jako produkt ślepego procesu nie decyduje o niczym.

Właśnie sprawa przypadku i determinizmu jest drugą ważną różnicą pomiędzy teorią ewolucji a chrześcijaństwem. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy świat został stworzony w jakimś celu, czy też powstał przez przypadek, na przykład wskutek zjawiska kwantowego, które z pewnym prawdopodobieństwem mogło zaistnieć samorzutnie z niczego. Jeżeli świat powstał przez przypadek, wtedy rzeczywiście nie ma sensu spierać się o cokolwiek, bo wtedy jesteśmy zdani na los ślepych sił, jakiejś bliżej nieokreślonej „natury”. Wszystko wtedy zależy od chaotycznego zderzania się poszczególnych cząstek. Raz na skutek jakichś skomplikowanych zderzeń powstanie żyjące białko, zaraz potem po następnym zderzeniu zostanie ono unicestwione. Nie ma tu żadnego celu, wszystko dzieje się przypadkowo, przez lokalne fluktuacje chaotycznej materii. W fizyce współczesnej modna jest teoria pulsującego wszechświata, która mówi, że wszechświat powstał w jednym punkcie osobliwym i poprzez prawybuch rozprzestrzenia się aż do momentu, kiedy siły grawitacji nie zatrzymają tego ruchu i nie spowodują zapadnięcia się wszechświata znowu do punktu. Czy nie przypomina to poglądu starożytnych pitagorejczyków i stoików, którzy twierdzili, że czas zatacza koła i wciąż powraca do tego samego punktu? Zawsze jednak pozostaje pytanie: Kto taki świat wymyślił i w jakim celu? Oczywiście teorie te nie dają na to pytanie odpowiedzi, zajmując się raczej tylko swoją „pseudomądrością” dotyczącą szczegółów. Naukowcy obecnie usilnie starają się oszacować masę wszechświata, by móc określić, czy zatrzymanie rozprzestrzeniania się wszechświata w ogóle nastąpi; gdyby masa okazała się niewystarczająca wszechświat wcale nie powróciłby do punktu wyjścia poprzez zapadnięcie się, ale będzie się w nieskończoność rozszerzał, co z kolei oznacza powolne „stygnięcie” i zamieranie gwiazd aż do stanu zimnej, jednorodnej pustki. Ten drugi scenariusz odpowiada najbardziej naszym dzisiejszym nihilistom.

Lecz to wszystko dotyczy świata powstałego przez przypadek, poddanego prawom „natury”. Ale istnieje też możliwość, że świat został stworzony przez Boga, nie przypadkowo, ale według Jego zamysłu, w jakimś celu, tak uczy o tym Pismo Święte. A jeżeli Bóg stwarzał świat według Swojego zamysłu, to dlaczego miałby posługiwać się loterią w postaci ewolucji? Przecież ewolucja jest procesem chaotycznym, poddanym tylko prawom, które w swojej istocie są nieprzewidywalne. Co więcej, jako proces „naturalny” działa sama z siebie, bez żadnej potrzeby ingerencji Boga. Poza tym trzeba koniecznie pamiętać, że człowiek w takim ujęciu nie jest czymś ostatecznym, nie jest istnieniem docelowym, bo celu jako takiego nie ma; człowiek obecny jest tylko chwilową fantazją tego procesu, efemeryczną formą życia, która wciąż jest w trakcie transformacji, ewolucyjnych zmian. Być może niedługo ludziom wyrosną rogi, nogi zmienią się w kopyta a z tyłu wyrośnie im ogon, czy to wciąż będą ci sami ludzie co my teraz? A potem znowu zmienią się w jeszcze coś innego, na przykład będą umieli dokonywać trzy miliony rachunków na sekundę.

Niektórzy ewolucjoniści deistyczni twierdzą, że Bóg jest tylko praprzyczyną, potem świat toczy się własnym torem, według stworzonych przez Boga praw. Właśnie jednym z tych praw jest teoria ewolucji. Czy nam to czegoś nie przypomina? Czy nie jest to podobne do gnostyckiej paplaniny o Demiurgu stwarzającym świat? W takim ujęciu ewolucja byłaby właśnie rodzajem takiego Demiurga, na którego Bóg scedował „trud” stwarzania świata, ewolucja byłaby „emanacją” Bożej Istoty. „Nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1:9), wciąż odradzają się te same herezje, zmieniają się tylko ich nazwy i wciąż walczą z Kościołem Bożym. Ujęcie gnostyckie było zwalczane i zostało wyklęte u samego zarania istnienia Kościoła. Bóg nie stwarzał niezależnych od siebie, posiadających własną wolę i zamysł istot, czy „procesów”, które podjęłyby za Niego „trud” stworzenia. Pismo Święte jasno uczy, że cały świat, widzialny i niewidzialny, został stworzony przez Boga w ciągu sześciu dni i na tym cała kosmologia zaczyna się i kończy. Ważne jest to, że świat został stworzony według Jego zamysłu, od początku do końca; nie ma tu miejsca na żadną przypadkowość czy spontaniczność, na żadne chaotyczne procesy. Bóg, jako autor, ponosi za Swoje dzieło pełną odpowiedzialność i wszelkie prawa autorskie tylko Jemu przypadają. Inaczej trudno byłoby zaakceptować ideę tego, co nazywamy Prawem albo sprawiedliwością Bożą. Mówiąc inaczej, wolność wyboru została dana tylko istotom rozumnym, i tylko one mogą decydować same o sobie, odpowiadając za skutki swych wyborów przed Bogiem.

Są też jeszcze tacy chrześcijanie, którzy mówią, że ewolucja nie była dziełem jakiegoś Demiurga, tylko Chrystusa. To Chrystus kierował procesem ewolucji od samego początku, to On pilnował, żeby powstał z tego procesu człowiek, żeby potem wcielić się i zbawić całą „wyhodowaną” w ten sposób ludzkość. Albo, tak jak Teilhard de Chardin twierdzą wręcz, że Chrystus jest identyczny z ewolucją, ewolucja jest bogiem działającym, dynamicznym, bogiem tożsamym z materią i rządzonymi nią prawami natury, jest duszą materii. Jest to oczywiście współczesna forma panteizmu. Poza tym brzmi to bardzo przyjemnie dla ucha, bo oznacza, że jesteśmy dziełem Boga i jednocześnie sami jesteśmy Bogiem. Nasze dobre samopoczucie poprawi się jeszcze, kiedy przeczytamy w dziełach Teilharda, że bóg-ewolucja ma zamiar zakończyć się stanem totalnej szczęśliwości i jedności. Co więcej, nie ma czegoś takiego jak kara, jest tylko konieczność przyjęcia tej nowej mądrości, aby ludzkość mogła się zjednoczyć na gruncie tej wspaniałej religii, mówiącej że bóg-ewolucja od jednokomórkowych żyjątek, wznosi się poprzez coraz to wyższe byty, aby poprzez człowieka dojść do Boskości.

Jakże daleko znaleźliśmy się od nauki Pisma Świętego i Kościoła! Kto czytając te słowa nie zadrży z przerażenia? Kto nie zapłacze nad głupimi ludźmi, którzy karmią się tymi diabelskimi oszustwami? O Chryste Boże, wskaż nam drogę prawdy, oświeć nasze umysły i serca, abyśmy potrafili otrząsnąć się z tego strasznego mroku kłamstwa!

Właśnie dlatego list o. Seraphima jest tak bardzo potrzebny i ważny dla dzisiejszego chrześcijaństwa, bo stara się spokojnie i jasno wytłumaczyć jaka jest i jaka zawsze była nauka Cerkwi dotycząca stworzenia świata i człowieka. Wsłuchajmy się w jego pewny, spokojny głos, głos wołający na pustyni. Da Bóg, a przynajmniej niektórzy usłyszą w nim głos proroka.

Dlaczego Chrystus nie stworzył ewolucji? Przede wszystkim jest to niezgodne z nauką Pisma Świętego, w pierwszym rzędzie z Księgą Rodzaju oraz z całym nauczaniem świętych Ojców, czyli całego Kościoła. Jak napisałem wyżej, Chrystus stworzył świat jako doskonałe dzieło Boże, jako dobry, nieskazitelny, nie poddany zepsuciu i śmierci. Świat był godnym dziełem swojego Stworzyciela, prawdziwym obrazem Jego potęgi, Jego wielkiej mocy a także Jego dobroci i miłości. Pierwszy człowiek stworzony był jako prawdziwy obraz i podobieństwo Boga. Nie było zatem potrzeby żadnej ewolucji, wszystko bowiem było dobre, skończone i doskonałe. Co więcej, świat został poddany całkowicie pierwszemu człowiekowi, był w jego władaniu.

Wydaje mi się, że kluczowym zagadnieniem w zrozumieniu nauki chrześcijańskiej, pomocnym w odpieraniu kłamstw i herezji współczesnego świata, jest sprawa grzechu. To grzech jest powodem zepsucia i śmierci i trzeba to dobrze zrozumieć. „Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli...” (Rz 5:12); oraz „albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6:23); oraz „każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia, ponieważ grzech jest bezprawiem” (1 J 3:4). Zadaniem chrześcijan jest odwrócenie się od grzechu i odnalezienie drogi powrotnej do utraconego przez przestępstwo Adama Raju. A drogą tą jest Chrystus, który poprzez przyjęcie naszej ludzkiej natury i poprzez przyjęcie śmierci cielesnej pokonał ją mocą Ducha Bożego, gdyż nie mogła śmierć zapanować nad Dawcą życia. Tylko, że Zbawienie w Chrystusie nie oznacza wcale automatycznego zbawienia dla wszystkich ludzi. To wielkie Zbawienie jest darem, który człowiek może przyjąć, ale może też odrzucić. Inaczej naruszona zostałaby zasada wolności danej człowiekowi, co oznaczałoby zlikwidowanie zawartego w nim podobieństwa Bożego. Albo, albo. Albo jesteś człowiekiem i wybierasz w wolności, która jest nierozdzielnym składnikiem twojej natury, albo jesteś bezwolnym i bezrozumnym bydlęciem, tylko wtedy co ci przyjdzie ze zbawienia, skoro i tak nie potrafiłbyś go ujrzeć, docenić i radować się nim. Jaki sens miałoby zbawienie bezrozumnych zwierząt, które nawet by tego nie zauważyły? Może dla wielu jest to nieszczęście, ale ludzie nie są bezrozumnymi bydlętami i ponoszą pełną odpowiedzialność za wszystko, co robią.

Chrystus stwarzając ewolucję zaprzeczyłby tej zasadzie wolności. Dlatego też nie byłoby miejsca na popełnienie grzechu i nie trzeba by nikogo zbawiać, ani potępiać. Oczywistym wnioskiem z takiej teorii jest brak pojęcia grzechu. Kształtując wszystko w ewolucji jako coraz doskonalsze, stworzenie „skazane” by było na zbawienie, bez prawa wyboru. W tym ujęciu Chrystus przyszedł na świat nie jako Zbawiciel, nie jako zwycięzca śmierci, bo to nie było nikomu potrzebne, ale jako duchowy przewodnik ludzkości, albo jako nauczyciel, który przyniósł ludziom wyjaśnienie paru tajemnic wpisanych w ezoteryczne tradycje. Właściwie te „tajemnice” i tak już były wcześniej znane, więc Chrystus przyszedł właściwie tylko po to, żeby oświadczyć ludziom, że wszystko jest OK, albo jak mówi dzisiejsza młodzież, że wszystko jest „cool”.

No dobrze, przypuśćmy roboczo, tak na chwilę, że może nawet Cerkiew ma rację; że Chrystus przyszedł zbawić ludzi i przywrócić im utracony przez grzech Raj, Królestwo Boże. Ale po co w to wierzyć, i w całą tę naukę Cerkwi, przecież jeżeli jest to prawda, to i tak się o tym kiedyś przekonamy. Nasza wiara czy niewiara nic nie zmieni w fundamentach wszechświata, w odwiecznych jego prawach, czy to Bożych, czy „naturalnych”. A poza tym czy taka wiara czasem nie ogranicza naszej wolności, naszego „zdrowego rozsądku” stając się wyrazem fanatyzmu i zaciemnienia umysłowego?

Otóż wiara do naszego zbawienia jest niezbędnie potrzebna. W fundamentach wszechświata może nic nie zmienia, ale powoduje wielką, życiodajną zmianę w naszych duszach. Poprzez przyjęcie wiary rodzimy się z Ducha na nowo, jako nowi ludzie duchowi, przynależący do Chrystusa, wchodzimy do Jego Kościoła, który jest już pod Jego Władaniem, Jego Przeczystej Matki i wszystkich Jego świętych. Bez wiary nie możemy tam wejść. Co nie znaczy, że teraz znajdujemy się na ziemi niczyjej; znajdujemy się w królestwie tego upadłego świata, który jest pod władaniem szatana. Jest to świat ewolucji i śmierci, w Raju natomiast śmierci i ewolucji nie ma. Wybór należy do ciebie! A dlaczego tylko przez wiarę można tam wejść? Bo rzeczywistość Boga jest skrajnie inna od rzeczywistości upadłego świata, tak jak światło różni się od ciemności, jak życie różni się od śmierci, jak dobro różni się od zła, czy prawda od kłamstwa. Czy można komuś podczas ciemnej nocy wyjaśnić czym jest dzień? Tylko przez wiarę stajemy się uczestnikami światłości dnia; natomiast bez wiary nawet gdy nadejdzie dzień, dla nas jest wciąż noc. Poza tym wierząc dokonujemy wyboru, właśnie wtedy korzystamy z przywileju naszej wolności. Dlatego istotne jest czy człowiek wierzy w ewolucję, bo wtedy daje się zwieść przez kłamstwo szatana, czy wierzy w Jezusa Chrystusa, bo wtedy jest uczestnikiem Prawdy i już nie jest z tego świata.

Ostatecznym, końcowym rezultatem, ukoronowaniem ewolucji, jest jej twórca, czyli szatan. Ale jeszcze wcześniej pojawi się na świecie jego prorok, udający Chrystusa, czyli antychryst z nową religią, udającą chrześcijaństwo. Widzimy już teraz, że ewolucja stała się składnikiem nowej, ekumenicznej religii, w której nie ma grzechu, i w której wszyscy oczekują wspaniałego świata, w którym będzie pokój i bezpieczeństwo. W tej nowej religii ewolucja przybrała swój religijny odpowiednik, czyli reinkarnację, która jest ewolucją w sferze ducha. Idea ewolucji łączy wielu ludzi, zaczynając od ateistów, naukowców, racjonalistów, agnostyków i gnostyków, poprzez deistów, spirytualistów, bioterapeutów, sportowców, polityków (nie tylko zielonych), gwiazdy kina i estrady, psychologów i parapsychologów, dietetyków, wróżów, czarnoksiężników, ekologów, kończąc na poganach, buddystach, hinduistach,oraz niestety z większości chrześcijan. Idea ta bardzo mocno spaja dzisiejszy świat; wszędzie jest obecna i wszędzie zaakceptowana, jest poszukiwanym od dawna "nowym paradygmatem" usidlającym ludzkie umysły i niszczącym wiarę chrześcijańską.

Może już tylko o. Seraphim, samotny mnich z Platiny, który uwierzył Chrystusowi i poznał naukę Cerkwi Prawosławnej, stawia jej jeszcze opór. Przyjrzyjmy się jego argumentom. Oto kłamstwo i Prawda powstają do walki, zobaczmy sami jak Prawda tryumfuje a kłamstwo pierzcha i rozpływa się w nicość.

M. D.

Nota amerykańskiego wydawcy

Prezentowany list, traktujący o problemie teorii ewolucji i jej wpływu na myślenie współczesnych chrześcijan, został napisany przez o. Seraphima do dr Aleksandra Kalomirosa, greckiego prawosławnego lekarza, pisarza cerkiewnego i „chrześcijańskiego ewolucjonisty”. O. Seraphim odpowiadał na list, w którym dr Kalamiros próbował udowodnić, że Pismo Święte i święci Ojcowie pozostają w pełnej zgodności ze współczesną teorią ewolucji. Według dr Kalomirosa Adam był „wyewoluowanym zwierzęciem”, które w odpowiednim punkcie swojego ewolucyjnego rozwoju otrzymało łaskę Bożą i w ten sposób zostało człowiekiem. Dr Kalamiros napisał: „Kiedy Władca Bóg tchnął w nozdrza Adama tchnienie życia, wtedy wyewoluowane zwierzę stało się stworzeniem rozumnym... Nie byłbym zdziwiony, gdyby ciało Adama pod wieloma względami przypominało małpę człekokształtną... Adam był prawdopodobnie na niższym poziomie ewolucyjnym niż człowiek współczesny... Wzięty był z najwyższego szczebla drabiny ewolucyjnej antropoidów. Człowiek nie pochodzi od małpy ale od innej, równoległej gałęzi antropoidów. Nie możemy powiedzieć nic pewnego o tym, w którym momencie ewolucji tchnienie Boże zostało dane zwierzęciu.”

Odpowiedź o. Seraphima wydana pośmiertnie w Epiphany Journal (jesień 1989 – zima 1990) i później w The Christian Activist (wiosna/lato 1998) stała się ważnym wprowadzeniem do patrystycznej doktryny o stworzeniu, całkowicie obalającym współczesną teorię ewolucji. Przedstawiamy ją podzieloną na rozdziały z tytułami pochodzącymi od redaktora.

Piąty tydzień Wielkiego Postu, 1974

Drogi doktorze Kalomirosie,

Pozdrowienia w Zbawicielu naszym Jezusie Chrystusie.

W końcu piszę moją odpowiedź na pański list dotyczący „ewolucji”. Ta odpowiedź odzwierciedla opinię całego naszego Bractwa dotyczącą tej kwestii. Powtarzam panu, piszę tę odpowiedź nie jako „ekspert” z patrologii, ale jako „wielbiciel” świętych Ojców, którym, jak wierzę, jest również i pan. Większość cytatów ze świętych Ojców, które tu umieszczam, przetłumaczyłem z rosyjskich dzieł patrystycznych z XIX wieku, kilka z angielskich przekładów z XIX w. wydrukowanych w „Eerdmans” serii nicejskich Ojców Cerkwi. Podałem źródła jak najdokładniej po to, aby mógł je pan przeczytać po grecku. Jeśli miałby Pan jakieś pytania dotyczące tych, lub jakichś innych patrystycznych cytatów, z przyjemnością później przedyskutuję je z Panem. Nie jest moją intencją znajdowanie jedynie tych cytatów, które „udowadniają mój punkt widzenia”, faktycznie powinien pan zauważyć, że zamieściłem również kilka cytatów, które wydają się nie „udowadniać mojego punktu widzenia” – jestem zainteresowany przede wszystkim i wyłącznie w odpowiedzi co Święci Ojcowie myśleli na ten temat, co, jak wierzę, powinno być i naszym sposobem myślenia. Niech Chrystus, nasz Bóg, pobłogosławi mi abym mówił pełną prawdę.

Kwestia „ewolucji” jest niesłychanie ważna dla Prawosławnych chrześcijan, bo łączy się z wieloma innymi kwestiami, które bezpośrednio atakują naszą Prawosławną wiarę i poglądy: ze względną wartością nauki i teologii, ze współczesną filozofią oraz z patrystyką, z nauką o człowieku (antropologią); z naszym podejściem do nauki Świętych Ojców (czy rzeczywiście traktujemy serio ich pisma i próbujemy nimi żyć, czy wierzymy przede wszystkim nowoczesnej „mądrości”, mądrości tego świata i przyjmujemy naukę Świętych Ojców tylko wtedy, kiedy „harmonizuje się” z tą „mądrością”?); z naszą interpretacją Pisma Świętego, zwłaszcza Księgi Rodzaju. Poniżej zajmę się wszystkimi tymi tematami.

Przed każdą dyskusją na temat ewolucji należy mieć precyzyjny pogląd na to, o czym tak naprawdę będziemy rozmawiać. Mówię o tym, ponieważ miałem niezwykle zaskakujące doświadczenia nawet z bardzo wykształconymi ludźmi, którzy rozmawiali tak, jakby wiedzieli wszystko o ewolucji, a popełniali bardzo podstawowe błędy, które ewidentnie obnażały ich niewiedzę na ten temat. W szczególności prawie wszyscy piszący na temat ewolucji zakładają, że wiedzą co to jest „ewolucja”, a mimo to prezentują bardzo pogmatwane jej rozumienie. Kwestia ewolucji należy bez wątpienia do bardzo prostych, a powoduje tak wielkie zamieszanie w ludzkich umysłach, wliczając w to również i prawosławnych chrześcijan, że nie powinniśmy nawet o niej mówić, dopóki nie będziemy pewni, że wiemy o czym dyskutujemy.

Poprosił nas Pan abyśmy „starannie wyczyścili nasze umysły ze wszystkich zachodnich koncepcji, zarówno teologicznych, filozoficznych czy naukowych.” Zapewniam Pana, że próbowałem to zrobić i w całym tym liście pilnowałem się aby nie myśleć w terminach zachodnich koncepcji, ponieważ zgadzam się z Panem, że te idee fałszują temat naszej dyskusji, i używając ich nie można zrozumieć pytania o ewolucję. Ale w zamian proszę, aby spróbował Pan starannie oczyścić swój umysł z jakichkolwiek uprzedzeń na temat ewolucji, które mógłby Pan posiadać jako pozostałości szkolnego nauczania, tego, co Pan wyczytał z naukowych książek, co mógłby Pan sądzić o „antyewolucjonistach”, także co greccy teologowie twierdzili w tej kwestii. Zastanówmy się wspólnie, nie naśladując zachodniego racjonalizmu ale jako prawosławni chrześcijanie, którzy kochają świętych Ojców i pragną zrozumieć ich naukę, także jako byty rozumne, które nie przyjmują nauk żadnych nowoczesnych „myślicieli”, w tym nawet i teologów, filozofów czy naukowców dopóki ich nauka nie będzie zgodna z nauką Pisma Świętego czy świętych Ojców Cerkwi, a także nie będzie pochodziła z żadnej obcej filozofii.

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.