Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/books.php?b=18&c=7
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Stworzenie czy ewolucja?
okładka książkiStworzenie czy ewolucja?

Stworzenie czy ewolucja?

Autor: O. Seraphim Rose
Język: polski
Format: A5

7. Natura człowieka

Teraz przechodzę już do ostatniego i najważniejszego pytania, z którym musi zmierzyć się Prawosławna teologia w jej konflikcie ze współczesną teorią ewolucji: chodzi o naturę człowieka, a w szczególności naturę pierwszego człowieka, Adama. Twierdzę, że jest to „najważniejszy problem” wywołany przez teorię ewolucji, bo nauka o człowieku, antropologia, najbardziej jest bliska teologii, i w tym miejscu prawdopodobnie będzie najłatwiej wykazać teologiczny błąd ewolucjonizmu. Znanym faktem jest, że w kwestiach dotyczących natury człowieka i Bożej łaski Prawosławie różni się od Rzymskiego Katolicyzmu; teraz spróbuję wykazać, że teologiczny pogląd na naturę człowieka, który kryje się w teorii ewolucji i który wyraźnie zawarty jest w pańskim liście, nie jest prawosławnym poglądem na człowieka, ale jest dużo bliższy poglądowi rzymskich katolików; jest to tylko potwierdzenie faktu, że teoria ewolucji, bardzo daleka od czegokolwiek z nauk Ojców Prawosławia, jest po prostu produktem zachodniej odstępczej mentalności a nawet, pomimo, że początkowo była „reakcją” przeciwko rzymskiemu katolicyzmowi i protestantyzmowi, ma głębokie korzenie w rzymskokatolickiej tradycji scholastycznej.

Pogląd na naturę człowieka i stworzenie Adama, który zamieścił Pan w liście jest bardzo przesycony ideą, że Adam w swoim ciele był „wyewoluowanym zwierzęciem”. Ten pogląd przejął Pan nie od świętych Ojców (bo nie można znaleźć nawet jednego Ojca który by w to wierzył, jak już wykazałem Ojcowie całkiem „dosłownie” wierzyli, że Adam był stworzony z pyłu ziemi a nie z jakiegoś innego stworzenia) ale od nowoczesnej nauki. Popatrzmy teraz przede wszystkim na patrystyczny pogląd na naturę i znaczenie świeckiej wiedzy naukowej, w szczególności w relacji do objawionej wiedzy teologicznej.

Ten patrystyczny pogląd jest bardzo jasno wyrażony przez wielkiego Ojca hezychazmu św. Grzegorza Palamasa, który był zmuszony do gruntownej obrony teologii prawosławnej i praktyki duchowej przed zachodnim racjonalistą, Warłaamem, który starał się zredukować doświadczenia duchowe i wiedzę hezychastów do czegoś osiągalnego przez naukę i filozofię. W odpowiedzi na to św. Grzegorz przytoczył ogólne zasady, które są również aktualne w naszych czasach, kiedy naukowcy i filozofowie przekonani są, że można przeniknąć myślą tajemnicę stworzenia i ludzkiej natury lepiej od teologii prawosławnej. Pisał on:

Początkiem mądrości jest być na tyle rozumnym, aby rozróżnić i przeciwstawić mądrości niskiej, doczesnej i daremnej tą, która jest prawdziwie przydatna, niebieska i duchowa, która pochodzi od Boga i prowadzi prosto do Niego i która przywraca harmonię z Bogiem tym, którzy ją zdobywają.56

Uczy, że ta druga mądrość jest wyłącznie dobra sama w sobie, podczas gdy ta pierwsza może być i dobra i zła:

Łaska poznania wielu języków, potęga retoryki, wiedza historyczna, dokonywanie odkryć tajemnic natury, różne systemy logiki... wszystkie te rzeczy są jednocześnie dobre i złe, nie tylko dlatego, że są wykorzystywane zgodnie z zamierzeniem tych, którzy je posiedli i łatwo przybierają postać pożądaną przez ich punkt widzenia, ale także dlatego, że studiowanie ich jest tylko wtedy rzeczą dobrą, kiedy rozwijają wnikliwość duchowych oczu. Ale są złe dla kogoś, kto stawia siebie ponad wiedzę i chce pozostać tak aż do swojej starości.57

Dalej, nawet

Jeśli jeden z Ojców mówi to samo, co niektórzy spoza Kościoła, zgodność jest tylko pozorna, podczas gdy myśl jest całkiem odmienna. Ten drugi, według Pawła, w rzeczywistości poznał „zamysł Chrystusa” (1 Kor 2:16), podczas gdy ten pierwszy wyraża w najlepszym wypadku ludzkie rozumowanie. „Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55:9) powiedział Bóg. Oprócz tego, nawet gdyby myśli tych ludzi byłyby czasem takie same jak Mojżesza, Salomona czy ich naśladowców, jakaż byłaby z tego korzyść dla nich? Czy człowiek o zdrowym duchu, przynależący do Kościoła Chrystusa, mógłby z tego wysnuć wniosek, że ich nauki pochodzą od Boga?58

O wiedzy świeckiej św. Grzegorz pisze:

Nie wolno nam spodziewać się po niej jakiegokolwiek pożytku w badaniu rzeczy duchowych; nie jest możliwe wyciągnąć z niej ani jednej pewnej nauki na tematy dotyczące Boga. Bo „czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata?” (1 Kor 1:20)59

Ta wiedza może też być szkodliwa i może zwalczać prawdziwą teologię:

Zdolności rozumu, które zostały uczynione tylko jako marność i głupota, wykorzystywane są w walce przeciwko tym, którzy akceptują tradycję w prostocie serca; gardzą pismami Ducha, biorąc przykład z ludzi, którzy traktują je niedbale i którzy prowadzą stworzenie przeciwko swemu Stwórcy.60

Trudno o lepsze podsumowanie dążeń współczesnych „chrześcijańskich ewolucjonistów”, którzy próbowali posiąść większą wiedzę niż święci Ojcowie, i przy pomocy świeckiej mądrości reinterpretowali nauczanie Pisma Świętego i świętych Ojców. Nie będzie daleko od prawdy ten, kto zauważy, że racjonalistyczny duch Warłaama jest całkiem blisko tego współczesnego ewolucjonizmu.

Proszę zauważyć, że św. Grzegorz mówił o wiedzy naukowej, która na swoim poziomie jest prawdą; staje się kłamstwem tylko wojując przeciwko wyższej, teologicznej mądrości. A czy teoria ewolucji jest prawdziwa także pod względem naukowym?

Już mówiłem w tym liście o wątpliwej wartości dowodów naukowych przemawiających za ewolucją w ogólności, o których chętnie napiszę Panu w następnym liście. Tutaj chciałbym powiedzieć słówko wyłącznie o naukowych dowodach na ewolucję człowieka, ponieważ tym samym zaczęliśmy się już poruszać w obszarze teologii prawosławnej.

Stwierdził Pan w swoim liście, że jest Pan szczęśliwy, gdyż nie czytał Pan niczego z pism Teilharda de Chardin i innych propagatorów ewolucji na zachodzie; i że podchodzi Pan do całego tego zagadnienia bardzo „prosto”. Obawiam się, że właśnie tu popełnia Pan błąd. Dobrze i pożytecznie jest czerpać naukę Pisma Świętego i świętych Ojców prosto i zwyczajnie; w ten właśnie sposób powinny być one przyswajane i tak właśnie sam próbuję je odczytywać. Ale dlaczego powinniśmy przyjmować naukę nowoczesnych naukowców i filozofów „prosto”, wierząc w ich słowa, gdy mówią, że coś jest prawdziwe – nawet jeżeli to zmusza nas do zmiany własnych przekonań teologicznych? Przeciwnie, powinniśmy być raczej bardzo krytyczni, kiedy nowocześni mądrzy ludzie mówią nam, w jaki sposób mamy interpretować Pisma Święte. Musimy być czujni nie tylko w stosunku do ich filozofii, ale także w stosunku do ich „dowodów naukowych”, które według nich wspierają ich filozofię; bardzo często te „naukowe dowody” są same w sobie filozofią.

Jest to szczególnie aktualne w stosunku do jezuity-naukowca Teilharda de Chardin; nie tylko dlatego, że stworzył on najbardziej gruntowny i wywierający ogromny wpływ system filozoficzny i teologiczny w oparciu o teorię ewolucji, ale dlatego, że był blisko związany z odkryciem i interpretacją prawie wszystkich znalezisk będących dowodami na „ewolucję człowieka”, które odkryte były za jego życia.

Teraz muszę postawić Panu pytanie naukowe o zasadniczym znaczeniu: co jest dowodem „ewolucji człowieka”? Na to pytanie również nie mogę dać szczegółowej odpowiedzi w tym liście, ale krótko je omówię. Później mogę napisać dużo więcej, jeśli miałby Pan takie życzenie.

Naukowe dowody „ewolucji człowieka” to są następujące skamieniałości: Neandertalczyk (wiele okazów), człowiek z Pekinu (kilka czaszek), człowiek z Jawy, z Heidelbergu, z Piltdown (do dwudziestu lat temu), i ostatnie znaleziska w Afryce: wszystkie nadzwyczaj skąpe; i jeszcze kilka innych fragmentów. Komplet skamielin dowodzących „ewolucji człowieka” zmieściłby się w pudle wielkości trumny, i wszystkie pochodzą z różnych miejsc kuli ziemskiej, bez wiarygodnego sposobu oznaczenia choćby względnego (na pewno nie „absolutnego”) wieku, bez żadnego stwierdzenia jakiejkolwiek zależności pomiędzy tymi różnymi „ludźmi”, czy to poprzez pochodzenie, czy jakieś inne pokrewieństwo.

Dalej, jeden z tych „ewolucyjnych przodków człowieka”, „człowiek z Piltdown”, został dwadzieścia lat temu uznany za zamierzone oszustwo. Bardzo interesujące, że Teilhard de Chardin był jednym z „odkrywców” „człowieka z Piltdown” – jest to szczegół, którego nie znajdzie Pan w większości jego oficjalnych biografii. „Odkrył” on kieł tego sfabrykowanego stworzenia – ząb, który wcześniej był ufarbowany po to, by pozorować bardzo stary wiek znaleziska! Nie mam dowodów na to, że Teilhard de Chardin świadomie uczestniczył w tym oszustwie; myślę, że najprawdopodobniej sam stał się ofiarą jakiegoś oszusta; był tak bardzo podekscytowany znalezieniem dowodu na „ewolucję człowieka”, w którą już wcześniej uwierzył, że po prostu nie zwracał uwagi na trudności anatomiczne, które ten prymitywnie spreparowany „człowiek” sprawiałby każdemu obiektywnemu obserwatorowi. I tak jeszcze w podręcznikach ewolucji wydrukowanych przed odkryciem fałszerstwa, człowiek z Piltdown jest bezdyskusyjnym ewolucyjnym przodkiem człowieka; jego czaszka jest nawet na ilustracjach (mimo, że znaleziono tylko mały jej fragment); z pełnym przekonaniem stwierdza się, że „łączy cechy ludzkie z innymi, bardzo odległymi w czasie” (Tracy I. Storer, General Zoology, 1951). Oczywiście, właśnie tego szukają ewolucjoniści jako „brakującego ogniwa” pomiędzy człowiekiem i małpą; dlatego właśnie oszustwo z Piltdown zostało spreparowane z mieszaniny kości ludzkich i małpich.

Jakiś czas później ten sam Teilhard de Chardin brał udział w odkryciu człowieka z Pekinu, a nade wszystko w „klasyfikacji” tego znaleziska. Dzięki tej klasyfikacji (właśnie temu odkryciu zawdzięczał reputację jednego z wiodących światowych paleontologów) „człowiek z Pekinu” także wszedł do podręczników ewolucjonizmu jako przodek człowieka...

Teilhard de Chardin był także powiązany z odkryciem, a nade wszystko ze sklasyfikowaniem kilku bardzo drobnych fragmentów „człowieka z Jawy”. W rzeczywistości gdziekolwiek by nie pojechał, wszędzie znajdował „dowody”, które dokładnie odpowiadały jego oczekiwaniom – mianowicie, że człowiek pochodzi od małpopodobnych zwierząt.

Jeśli zbada Pan obiektywnie wszystkie znaleziska dowodzące „ewolucji człowieka”, mam nadzieję, że odkryje Pan, że nie ma niezbitych czy nawet w najmniejszym stopniu jakichkolwiek sensownych dowodów na „ewolucję”. Znalezisko staje się wtedy godne zaufania jako dowód ewolucji, kiedy ludzie w nią wierzą, że ewolucja jest prawdą; wierzą w filozofię, która wymaga by człowiek był potomkiem małpopodobnych stworzeń. Tymczasem Neandertalczyk jest po prostu „homo sapiens” nie różniącym się od współczesnych ludzi więcej, niż współcześni ludzie różnią się między sobą, jako odmiana w obszarze jednego rodzaju lub gatunku61 . Proszę zauważyć, że obrazki Neandertalczyków w podręcznikach ewolucji są jedynie wymysłem ilustratorów, którzy mają z góry przyjęte wyobrażenie, jak taki „prymitywny człowiek” miał wyglądać, zakładając oczywiście teorię ewolucji!

Powiedziałem już dość, mam nadzieję, że nie sugerując Panu, że mogę obalić „ewolucję człowieka” (cóż można udowodnić lub obalić przy tak znikomym zasobie faktów), ale sygnalizując, że musimy być niesłychanie krytyczni w stosunku do tendencyjnych interpretacji tych tak skąpych znalezisk. Zostawmy je naszym współczesnym poganom i ich filozofom, aby ekscytowali się znalezieniem każdej nowej czaszki, kości albo nawet pojedynczego zęba, o których to odkryciach nagłówki gazet donoszą: „Następny przodek człowieka został odnaleziony”. To nie jest już nawet dziedzina zdezorientowanej nauki, to jest dziedzina nowoczesnych bajek i baśni, mądrości która rzeczywiście stała się zdumiewająco lekkomyślna.

Gdzie ma się obrócić prawosławny chrześcijanin jeżeli chciałby nauczyć się prawdziwej doktryny na temat stworzenia świata i człowieka? Św. Bazyli mówi nam wyraźnie:

Gdzie mam zacząć moje opowiadanie? Czy od obalenia pogaństwa? Czy raczej powinienem głosić naszą prawdę? Mądrzy Grecy napisali wiele książek na temat natury, ale żadna z nich nie pozostała niezmienna czy utwierdzona na wieki, bo późniejsze księgi zawsze obalały te poprzednie. W rezultacie nie ma potrzeby aby polemizować z ich słowami: one same sobie przeczą na swoją własną zgubę.62

Jeszcze św. Bazyli,

Zostawmy objaśnienia pogan samym poganom, i zwróćmy się do nauki Kościoła.63

Tak jak św. Bazyli,

Badajmy budowę świata i kontemplujmy cały kosmos zaczynając nie od mądrości tego świata, ale od tego, czego nauczył Bóg sługę swego, kiedy mówił do niego osobiście i bez żadnej zagadki.64

Zobaczymy teraz, że ewolucyjny pogląd na pochodzenie człowieka nie tylko nie uczy nas w rzeczywistości niczego o tym pochodzeniu, ale raczej uczy nas tylko fałszywej doktryny o człowieku; sam Pan to udowodnił, głosząc tę doktrynę w celu obrony samej idei ewolucji.

Wyrażając swój pogląd na naturę człowieka, przyjmując za podstawę teorię ewolucji, pisze Pan: „Człowiek nie jest w sposób naturalny obrazem Boga. Z natury jest on zwierzęciem, wyewoluowanym zwierzęciem, pyłem ziemi. A jest obrazem Boga w sposób nadprzyrodzony.” I znowu: „Widzimy, że człowiek sam z siebie jest niczym, nie bądźmy zgorszeni tym jego naturalnym pochodzeniem.” „Boże tchnienie życia zmieniło zwierzę w człowieka, nie zmieniając żadnej anatomicznej cząstki w jego ciele, nie zmieniając choćby jednej komórki. Nie zdziwiłbym się gdyby ciało Adama przypominało pod każdym względem ciało małpy”. I znowu: „Człowiek jest tym, czym jest, nie z powodu własnej natury, która jest tylko pyłem ziemi, ale z powodu nadprzyrodzonej łaski danej mu przez tchnienie Boga.”

Teraz, przed zbadaniem patrystycznego nauczania o naturze człowieka, muszę przyznać, że pojęcie „natura” może być trochę dwuznaczne i można znaleźć teksty, gdzie święci Ojcowie używają określenia „ludzka natura” w sposób ogólnie przyjęty w rozprawach dotyczących upadłej ludzkiej natury, znanej nam z Bożego objawienia, co znowu nie może być zrozumiane czy przyjęte przez tych, którzy uwierzyli w teorię ewolucji. Ewolucyjna doktryna o naturze ludzkiej, opierająca się na „zdrowym rozsądku” upadłej natury ludzkiej, jest nauczaniem rzymsko-katolickim a nie prawosławnym.

Prawosławna doktryna o naturze człowieka w sposób najbardziej zwięzły przedstawiona jest w „Poradach duchowych” Abby Doroteusza. Ta książeczka stała się w Cerkwi Prawosławnej jakby abecadłem, podstawowym podręcznikiem prawosławnej duchowości; jest to pierwsza duchowa lektura dawana początkującym prawosławnym mnichom, i pozostaje dozgonnym, ciągle na nowo odczytywanym, towarzyszem na całą resztę życia. Jest bardzo znaczące, że prawosławna doktryna o naturze człowieka jest zawarta już na pierwszych stronach tej książeczki, gdyż ta doktryna jest fundamentem całego prawosławnego życia duchowego.

Co to za doktryna? Abba Doroteusz pisze w pierwszych słowach jego pierwszej porady:

Na początku, kiedy Bóg stworzył człowieka (Rdz 2:20), umieścił go w Raju i przyozdobił wszelką cnotą, dając mu jedno przykazanie, aby nie próbował owocu z drzewa stojącego pośrodku Raju. Zatem pozostał tam w szczęśliwości Raju; w modlitwie, w kontemplacji, w każdej wspaniałości i zaszczytach, posiadając zdrowe zmysły i pozostając w tych samych naturalnych warunkach, w jakich został stworzony. Bóg stworzył człowieka na Swój obraz, jako istotę nieśmiertelną, samowładną, wolną, ukoronowaną wszelkimi cnotami. Ale kiedy człowiek przekroczył przykazanie zjadając owoc drzewa o którym Bóg przykazał, aby go nie próbować, został wygnany z Raju (Rdz 3), odpadł od naturalnych warunków i upadł w środowisko przeciwne naturze, i pozostawał w swoim grzechu, w pożądliwości rozkoszy, przyjemnościach tego wieku i w wielu innych żądzach, został nimi zniewolony, został ich niewolnikiem poprzez nieposłuszeństwo.

(Władca Jezus Chrystus) przyjmując naszą naturę, istotę naszego bytowania, stał się nowym Adamem jako obraz Boga, który stworzył pierwszego Adama; On odnowił naturalne środowisko i uczynił nasze zmysły znowu nietknięte, takie jakie były na początku.

Dzieci pokornej mądrości są bez zarzutu, nie ufają swojemu umysłowi, nienawidzą własnej woli; dzięki nim człowiek jest zdolny powrócić do pierwotnego stanu i wrócić do rajskiego środowiska, oczyszczając siebie poprzez wypełnianie świętych Chrystusowych przykazań.65

Taka sama nauka zawarta jest u innych Ojców pustyni. Abba Izajasz uczy:

Na początku, kiedy Bóg stworzył człowieka i umieścił go w Raju, miał wtedy człowiek zmysły nieskazitelne, stworzone według swojego naturalnego porządku; ale kiedy posłuchał kusiciela, wszystkie jego zmysły upadły w stan nienaturalny, i został on wtedy wypędzony na zewnątrz swojej chwały.66

Tan sam Ojciec pisze dalej:

Więc pozwólmy każdemu, kto pożąda powrotu do naturalnych warunków wyzwolić się ze wszystkich cielesnych pożądliwości, po to, żeby znalazł się w warunkach odpowiadających naturze jego (duchowego) umysłu.67

Święci Ojcowie wyraźnie uczą, że Adam zgrzeszył, i że przez to człowiek nie zgubił jedynie czegoś, co było dodane do jego natury, ale raczej ludzka natura zmieniła się, upadła w zepsucie w tym momencie, kiedy człowiek utracił łaskę Boga. Nabożeństwa Cerkwi Prawosławnej, które również są fundamentem naszej prawosławnej nauki i życia duchowego, wyraźnie uczą, że ludzka natura którą obecnie widzimy, nie jest naszym naturalnym stanem, ale jest skażona grzechem:

Ludzką naturę lecząc, skażoną przez grzech starodawny, narodzone bez skazy Dziecię odnowiło. (Mineja, 22 grudnia, tropar Bogurodzicy szóstej pieśni Kanonu)

I znowu:

Stwórca i Władca, chcąc wybawić od skażenia upadłą ludzką naturę, przyszedł aby zamieszkać w oczyszczonym przez Ducha Świętego łonie, w niewysłowiony sposób ukształtowany. (Mineja 23 stycznia, tropar Bogurodzicy szóstej pieśni Kanonu)

Można też w tych pieśniach zauważyć, że cała prawosławna koncepcja Wcielenia i naszego zbawienia przez Chrystusa jest blisko powiązana z prawidłowym rozumieniem natury ludzkiej takiej, jaka była na początku i do której Chrystus nas przywrócił. Wierzymy, że pewnego dnia będziemy mieszkać z Nim w świecie bardzo podobnym do tego świata i tej ziemi stworzonej przed upadkiem Adama, i że nasza natura będzie taka, jaka była wcześniej natura Adama – albo nawet doskonalsza od niej, bo wszystko ziemskie i zmienne pozostanie za nami, tak jak przytoczony wcześniej cytat ze św. Symeona Nowego Teologa jasno wykazuje.

Teraz chciałbym wykazać jeszcze więcej, że nawet pańska doktryna ludzkiej natury w jej obecnym, upadłym stanie jest nieprawidłowa i nie zgadza się z nauką świętych Ojców. Jest to może wynikiem niestaranności w wyrażaniu myśli z pańskiej strony – jednak myślę, że prawdopodobnie jest tak dlatego, że został Pan oszukany i przez wiarę w teorię ewolucji doprowadzony do błędnych pojęć. Pisze Pan: „Z wyjątkiem Boga, człowiek ze swojej natury nie jest niczym wyjątkowym, gdyż jego naturą jest pył ziemi, jest to natura zwierząt.”68 Ponieważ wierzy Pan w filozofię ewolucji, zmuszony jest Pan również do uznania, że ludzka natura jest tylko niską, zwierzęcą naturą, i rzeczywiście tak Pan twierdzi: „człowiek nie jest według swojej natury obrazem Boga”; albo w najlepszym wypadku (mimo wszystko myślę, że Pan, będąc prawosławnym, tak naprawdę w to nie wierzy), sztucznie dzieli Pan ludzką naturę na dwie części; tę która pochodzi z „natury” i tę, która pochodzi od Boga. Ale prawdziwa prawosławna antropologia naucza, że ludzka natura jest jedna, tylko ta, którą otrzymaliśmy od Boga; nie mamy jakiejś natury „zwierzęcej” albo z „pyłu ziemi”, która byłaby inna niż natura w której zostaliśmy stworzeni przez Boga. Dlatego też nawet upadła, zepsuta natura ludzka, którą mamy obecnie nie jest „całkowicie niczym” jak Pan twierdzi, ale wciąż zachowuje w jakimś stopniu „dobroć Boga”, w której została stworzona. Posłuchajmy, co Abba Doroteusz pisze o tej doktrynie:

Posiadamy w sposób naturalny cnoty dane nam przez Boga. Gdy Bóg stworzył człowieka, zasiał w nim cnoty, gdy powiedział: „Stwórzmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo” (Rdz 1:26). Powiedziano: „na nasz obraz” ponieważ Bóg stworzył duszę nieśmiertelną i samowładną, i „na nasze podobieństwo” w odniesieniu do cnót... Poprzez naturę Bóg dał nam cnoty. A pożądliwości nie należą do nas przez naturę, bo nie mają nawet żadnej treści albo budowy... Ale dusza w swojej miłości przyjemności, nie mając skłonności do cnót wzbudza w sobie pożądliwości i umacnia je przeciwko sobie samej.69

Dalej, te przez Boga dane cnoty wciąż ćwiczą się nawet w naszym upadłym stanie. Jest to niesłychanie ważne prawosławne nauczanie św. Jana Kasjana, który w ten sposób obalił błąd błogosławionego Augustyna, który rzeczywiście wierzył, że człowiek z dala od Bożej łaski jest „całkowicie niczym”. Św. Kasjan nauczał w swojej trzynastej konferencji:

To, że człowiek po upadku w rzeczywistości nie utracił znajomości dobra jest potwierdzone przez Apostoła, który powiedział: „Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach (Rz 2:14,15).

I znowu:

Do Faryzeuszy Chrystus powiedział, że mogą poznać prawdę: „I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” (Łk 12:57) Nie powiedziałby tego, gdyby nie potrafili rozeznać rzeczy prawych poprzez swój naturalny rozsądek. Dlatego też nikt nie powinien myśleć, że ludzka natura jest zdolna tylko do zła.70

Podobnie w stosunku do sprawiedliwego Hioba św. Kasjan pyta czy „pokonał on w bitwie wiele sideł nieprzyjacielskich bez udziału swoich własnych cnót, ale tylko przy obecności Bożej łaski”, i odpowiada:

Hiob pokonał diabła przy pomocy swojej własnej siły. Jakkolwiek, łaska Boża również nie opuściła Hioba; żeby zły duch nie obciążył go pokusami ponad jego siły, Boża łaska pozwoliła kusić tyle, ile cnota kuszonego mogła znieść.71

Znowu, w stosunku do Patriarchy Abrahama:

Boża prawość chciała wypróbować wiarę Abrahama, nie tę, którą Bóg wzbudził w nim, ale tę, którą okazał poprzez swoją własną wolność.72

Oczywiście powodem dla którego bł. Augustyn (także rzymski katolicyzm i za nim protestantyzm) głosił, że człowiek bez łaski jest niczym, było to, że niewłaściwie rozumiał on ludzką naturę, bazując na naturalistycznym poglądzie na człowieka. Z drugiej strony prawosławna doktryna ludzkiej natury, jako stworzonej na początku przez Boga i zachowanej częściowo nawet w stanie upadku, uniemożliwia nam popadnięcie w jakiś fałszywy dualizm pomiędzy tym, co „ludzkie” i tym co „Boskie”. Z pewnością wszystko to, co jest w człowieku dobre, pochodzi od Boga, nie tylko jego natura, co potwierdza Pismo: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4:7). Człowiek nie ma „zwierzęcej natury” jako takiej, i nigdy jej nie miał; miał tylko całkowicie ludzką naturę, którą otrzymał od Boga na początku, i której nigdy całkowicie nie utracił, nawet teraz.

Czy jest konieczne przytaczanie Panu mnóstwa bezspornych patrystycznych wypowiedzi, że „obraz Boży” który ma być odnaleziony w duszy, odnosi się do ludzkiej natury i nie jest czymś dodanym z zewnątrz? Niech nam wystarczy cytat z cudownego testamentu św. Grzegorza Teologa, mówiącego w jaki sposób człowiek, jako istota cielesno-duchowa, może w sposób samodzielny wybrać i zwrócić się do dowolnej strony swojej natury:

Nie wiem w jaki sposób zostałem połączony z ciałem i w jaki sposób, będąc obrazem Boga, zostałem zmieszany z brudem... Co za mądrość objawia się we mnie i jakaż wielka tajemnica! Czy nie po to Bóg wysłał nas na wojnę z ciałem, byśmy, będąc częścią Bóstwa [jak śmiało Teolog mówi o ludzkiej naturze, tak śmiało, że nie możemy brać tych słów absolutnie dosłownie!]73 i pochodząc z wysoka, nie byli zbyt wyniośli i nie wynosili siebie samych z powodu naszej godności, i nie wzgardzili Stwórcą, ale zawsze kierowali nasz wzrok na Niego, żeby nasza godność zachowała się w granicach przypisanego nam niedołęstwa? – Żebyśmy mogli zauważyć, że w tym samym czasie jesteśmy zarówno ogromnie wielcy jak i niezmiernie mali, ziemscy i niebiescy, docześni i nieśmiertelni, że jesteśmy dziedzicami światła ale także dziedzicami ognia i ciemności, w zależności do tego, w którą stronę się skłonimy. Zostaliśmy tak ukształtowani po to, o ile mogę to pojąć, aby ziemski pył upokorzył nas, gdybyśmy kiedyś chcieli wynosić się z powodu Bożego obrazu w nas.74

Ten Boży obraz, który zawarty jest w naturze ludzkiej, nie został całkiem utracony nawet pomiędzy poganami, jak naucza św. Jan Kasjan; nie jest on utracony nawet dzisiaj, kiedy człowiek znajdując się pod wpływem nowoczesnej filozofii i ewolucjonizmu stara zamienić się w podczłowieka i zwierzę – nawet teraz Bóg czeka na jego nawrócenie, czeka na jego przebudzenie do prawdziwej ludzkiej natury, która jest w nim ukryta.

I to doprowadziło mnie do ważnego zagadnienia z pańskiej interpretacji nauczania bogonośnego Ojca, prawie że nam współczesnego, św. Serafina z Sarowa, zawartego w jego słynnych „Rozmowach z Motowiłowem”.

Św. Serafin jest moim świętym patronem i właśnie nasze bractwo św. Hermana z Alaski jako pierwsze wydrukowało pełen tekst jego „Rozmów” po rosyjsku, w języku oryginalnym (wydanie sprzed rewolucji było niepełne), a także inne z jego prawdziwych pouczeń, które dotychczas nie były publikowane. Może Pan być pewny, że jesteśmy przekonani, że nie głosił on fałszywej nauki co do natury człowieka, którą można by przeciwstawić nauce innych świętych Ojców. Ale najpierw sami zbadajmy, co głosił św. Serafin:

Wielu uważa, że opowiadanie Biblijne o tym, jak Bóg tchnął tchnienie życia w twarz nowostworzonego Adama, uczynionego z pyłu ziemi, z pewnością oznacza, że do tej pory nie było w Adamie ani ludzkiej duszy ani ducha ale tylko ciało uczynione z pyłu ziemi. To rozumienie jest niewłaściwe, bo Władca-Bóg stworzył Adama z pyłu ziemi i ukształtował go według słów naszego drogiego Ojca, św. Apostoła Pawła, który stwierdza: „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Władcy naszego Jezusa Chrystusa” (Tes 5:23). Wszystkie te trzy części naszej natury powstały z pyłu ziemi, gdyż Adam nie był stworzony martwy, ale jako żywe stworzenie, jak wszystkie inne zwierzęta mieszkające na ziemi stworzone przez Boga. Pytanie jest tylko, czy gdyby Bóg nie tchnął wtedy w jego twarz tchnienia życia (to jest łaski naszego Boga – Ducha Świętego), Adam, jakkolwiek doskonały i większy ponad każde inne stworzenie Boże, jako korona tego ziemskiego stworzenia, pomimo to byłby pozbawiony Ducha Świętego w sobie, tak jak inne zwierzęta, mimo, że miał i ciało, i duszę i ducha. Ale kiedy Władca-Bóg tchnął w jego twarz tchnienie życia, wtedy, zgodnie ze słowami Mojżesza: „Adam stał się duszą żyjącą” (Rdz 2:7) to znaczy całkowicie i pod każdym względem podobny Bogu, i tak jak On nieśmiertelny.75

Jest to ten jeden patrystyczny cytat, który przytoczył Pan dla wsparcia pańskiego poglądu mówiącego, że człowiek był najpierw zwierzęciem a potem (po jakimś okresie czasu) otrzymał obraz Boży i stał się człowiekiem. Oczywiście musi Pan w to wierzyć jeśli akceptuje Pan teorię ewolucji, i cieszy mnie, że tak odważnie wyraża Pan wiarę wszystkich „prawosławnych ewolucjonistów” (nawet w tak pogmatwany sposób), którzy często boją się wyrażać wprost, aby nie urazić tych „naiwnych” prawosławnych wiernych, którzy w swojej „prostocie” odrzucają wiarę, że w rzeczywistości człowiek pochodzi od małp lub małpopodobnych zwierząt.

Ale przypomnijmy sobie teraz słowa św. Grzegorza Palamasa, które już cytowałem:

Jeśli jeden z Ojców mówi to samo, co niektórzy spoza Kościoła, zgodność jest tylko pozorna, podczas gdy myśl jest całkiem odmienna. Ten drugi, według Pawła, w rzeczywistości poznał „zamysł Chrystusa” (1 Kor 2:16), podczas gdy ten pierwszy wyraża w najlepszym wypadku ludzkie rozumowanie.... Czy człowiek o zdrowym duchu, przynależący do Kościoła Chrystusa, mógłby z tego wysnuć wniosek, że ich nauki pochodzą od Boga?76

I rzeczywiście, muszę stwierdzić, że Pan kompletnie nie zrozumiał nauki św. Serafina, który naucza zupełnie czegoś przeciwnego niż teoria ewolucji. Wykażę to cytując zarówno naukę innych świętych Ojców jak i samego św. Serafina.

Ale najpierw muszę wyjaśnić to, co pewnym racjonalistom mogłoby wydawać się rozbieżne w nauczaniu św. Serafina i innych Ojców. Otóż po pierwsze, powinniśmy jasno zdawać sobie sprawę, że kiedy św. Serafin mówi o człowieku jako istocie złożonej z „ducha, duszy i ciała” nie jest to przeciwstawne do tych wielu innych Ojców, którzy mówiąc o ludzkiej naturze wymieniają tylko „duszę i ciało”; on jedynie rozróżnia pomiędzy pewnymi różnymi aspektami duszy i mówi o nich oddzielnie, podobnie jak wielu innych świętych Ojców77 . Po drugie, mówiąc, że „tchnienie życia” które Bóg tchnął w nozdrza Adama jest łaską Ducha Świętego, św. Serafin nie sprzeciwia się tym wielu Ojcom, którzy głosili, że „tchnienie życia” oznaczało duszę, jest może tylko bardziej głęboką i precyzyjną interpretacją tego fragmentu Pisma. Ale czy podąża on za racjonalistycznym rozróżnieniem, które Pan czyni, pomiędzy naturą człowieka sprzed tego Bożego tchnienia a łaską, która została dana w tym tchnieniu? Czy teologia prawosławna przyjmuje ten sztywny podział, który czyni nauka katolicka, pomiędzy „naturą” i „łaską”, tak jakby człowiek mógł przeniknąć kiedykolwiek wszystko, co dotyczy tych dwóch wielkich tajemnic?

Nie; teologia prawosławna nie przyjmuje tego sztywnego podziału, właśnie dlatego wielu scholastycznych racjonalistów znajduje tak wiele „sprzeczności” dotyczących tej kwestii wśród wielu prawosławnych Ojców, jak to zobaczymy na prostym przykładzie: Czy nieśmiertelność przynależy do ludzkiej duszy przez naturę czy przez łaskę? Różni prawosławni Ojcowie o równie wysokim autorytecie odpowiadali odmiennie na to pytanie, nie dlatego, że inaczej nauczali o człowieku, albo że zaprzeczali sobie nawzajem, ale dlatego, że podchodzili do tej kwestii na różny sposób. Ci, którzy starali się odpowiedzieć na pytanie o ludzką naturę od strony obecnej, upadłej natury ludzkiej, mówili, że dusza ludzka jest nieśmiertelna przez łaskę; podczas gdy ci (najczęściej Ojcowie pustyni i mistycy), którzy odpowiadali na to pytanie od strony natury ludzkiej takiej, jaka była na początku, twierdzili, że dusza jest nieśmiertelna raczej dzięki swej naturze. Mogły się różnić nawet poglądy jednego, tego samego Ojca, który rozważał tę kwestię raz z jednej, raz z drugiej strony, jak św. Grzegorz z Nyssy, który w jednym miejscu twierdził: „Tę zdolność rozumnego myślenia i śmiertelność nazywamy ‘człowiekiem’”78 ; ale w innym miejscu stwierdza: „Człowiek w ciągu pierwszych chwil nie połączył się w najgłębszej istocie swojej natury z ciężarem pożądliwości i śmierci.”79 Czy ten wielki Ojciec „zaprzecza” sam sobie? Oczywiście nie.

Co należy do nowostworzonego Adama przez naturę, a co przez łaskę? Nie bierzmy udziału w tych racjonalistycznych sporach, ale przyznajmy raczej, że nie rozumiemy w pełni tej tajemnicy. Obie te rzeczy, i natura i łaska, pochodzą od Boga. Natura Adama była tak bardzo wzniosła, że teraz tylko słabo możemy ją pojąć poprzez obecne nasze doświadczenie łaski, która została nam dana przez Drugiego Adama, Władcę Jezusa Chrystusa; ale stan Adama był wyższy nawet od wszystkiego, co możemy sobie wyobrazić z naszego doświadczenia łaski, bo jego wzniosła natura została uczyniona jeszcze nawet bardziej doskonałą przez łaskę, i był on, według słów św. Serafina „całkowicie i pod każdym względem podobny Bogu, i tak jak On nieśmiertelny”.

Zupełnie jasnym i wystarczającym dla naszej wiedzy jest to, że stworzenie człowieka – jego ducha, duszy i ciała, w Boskiej łasce która udoskonaliła jego naturę – jest pojedynczym aktem stwórczym i nie może być sztucznie podzielone na rzeczy „pierwsze” i inne „późniejsze”. Bóg stworzył człowieka w łasce, ale ani Pismo Święte, ani święci Ojcowie nie uczyli, że ta łaska przyszła po jakimś czasie po stworzeniu natury człowieka. Taka nauka jest średniowieczną łacińską nauką scholastyczną, jak wykażę niżej.

Wydaje się, że św. Serafin naucza takiej doktryny, ponieważ przytacza zwykłą relację świętego tekstu Księgi Rodzaju. Jednak wystarczająco jest jasne, jak twierdził św. Grzegorz Palamas, że „zgodność ta jest tylko werbalna, myśl zaś całkowicie inna.” Żeby przekonać się o tym musimy dowiedzieć się, jak święci Ojcowie uczyli nas interpretować święte opowiadanie Księgi Rodzaju w tym właśnie punkcie.

Na szczęście dla nas ten właśnie punkt był podnoszony i omawiany przez świętych Ojców. Ich odpowiedź streścił dla nas św. Jan Damasceński:

Z ziemi (Bóg) ukształtował jego ciało i przez Boże tchnienie dał mu myślącą i rozumną duszę, o której ostatnio powiedzieliśmy, że była obrazem Bożym ... Ciało i dusza ukształtowane były w tym samym momencie – a nie jedno przed drugim, jak chciałyby tego brednie Orygenesa.80

Teraz upewnijmy się, czy dobrze rozumiemy, że mimo, że św. Jan mówił o tchnieniu Bożym jako o duszy, nie uczył on niczego przeciwnego do nauki św. Serafina, który mówił o tym tchnieniu jako o łasce Ducha Świętego. Św. Jan rzeczywiście nie mówił wcale o łasce podczas stworzenia człowieka, ponieważ twierdził, że była ona stale obecna podczas całego procesu stworzenia, nade wszystko podczas tworzenia Bożego obrazu, duszy, o której naucza, że jest częścią naszej natury. Św. Grzegorz z Nyssy podobnie mówi o stworzeniu człowieka bez zwracania większej uwagi na to, co pochodzi z „natury” a co z „łaski”, tylko kończy cały traktat słowami:

Abyśmy wszyscy mogli wrócić do tej Bożej łaski, w której Bóg na początku stworzył człowieka, kiedy powiedział: „Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam.”81

Św. Jan Damasceński i inni, którzy mówili o tchnieniu Bożym jako o duszy, patrzą na tę kwestię w całkiem innym aspekcie niż św. Serafin; ale wyraźnie całe nauczanie Ojców dotyczące dzieła stworzenia człowieka, a w szczególności dotyczące kwestii czy Księga Rodzaju istotnie wskazuje różnicę w czasie pomiędzy ukształtowaniem człowieka i Bożym tchnieniem, jest takie samo. Św. Jan Damasceński mówi w imieniu wszystkich Ojców kiedy stwierdza, że pojawiły się one „w tym samym momencie – a nie jedno przed drugim”.

Mówiąc to św. Jan Damasceński obalił w szczególności herezję Orygenesa o „preegzystencji dusz”. Ale pojawiła się również herezja przeciwstawna tej, która mówiła o „preegzystencji ludzkiego ciała”, podobnie jak to jest teraz głoszone przez współczesnych „chrześcijańskich ewolucjonistów”. Ta herezja zwalczana była najmocniej przez św. Grzegorza z Nyssy, którego teraz będę cytował.

Po omówieniu błędów Orygenesa o „preegzystencji dusz” św. Grzegorz pisał dalej:

Inni, przeciwnie, tropiąc jakąś kolejność w stworzeniu człowieka podanym przez Mojżesza, mówią, że dusza jest druga po ciele w porządku czasu, ponieważ Bóg najpierw wziął pył ziemi i ukształtował człowieka, a potem ożywił go poprzez Swoje tchnienie: przez ten argument udowadniają, że ciało jest bardziej szlachetne niż dusza, ponieważ powstało wcześniej niż tchnienie, które wypełniło je dopiero w drugiej kolejności: co więcej, uważają oni, że dusza stworzona została dla ciała, aby mogło oddychać i poruszać się, a wszystkie rzeczy stworzone ze względu na inne są na pewno mniej ważne niż te, dla których zostały stworzone... Obydwie te doktryny powinny być odrzucone.82

Odrzucając naukę odnośnie „preegzystencji ciała” św. Grzegorz pisze:

Znowu błąkamy się w tej doktrynie, która za początek uznaje stworzone ciało człowieka podobne glinianej figurce, i głoszącej, że dusza została stworzona ze względu na to ciało; gdyż z pewnością w tym przypadku intelektualna natura byłaby mniej cenna niż owa gliniana figurka. Ale ponieważ człowiek jest jednością, bytem zawierającym i duszę i ciało, stąd możemy sądzić, że początek jego zaistnienia powinien być jeden, wspólny dla tych dwu części, dlatego człowiek nie powinien być uważany ani za poprzednika ani za następcę samego siebie, jak gdyby cielesne części były pierwsze w czasie a inne tylko późniejszymi dodatkami... Jeżeli więc nasza natura jest dwojaka, zgodnie z nauką apostolską, i składa się z widzialnego i ukrytego człowieka, to gdyby jeden powstał pierwszy a drugi dołączył się później, mogłoby to oznaczać, że moc Tego, który nas stworzył jest w jakiś sposób niedoskonała, jakby nie mogła od razu skutecznie spełnić swojego zamysłu, ale podzieliła tę pracę, zajmując się oddzielnie dwoma częściami w kolejności.83

Czy muszę podkreślać, że „Bóg chrześcijańskiej ewolucji” jest dokładnie takim Bogiem, który „nie może w sposób wystarczający wypełnić całego swojego zamysłu od razu”; i podstawowym powodem sformułowania teorii ewolucji było wyjaśnienie powstania świata przy założeniu, że Boga albo wcale nie ma, albo jest tak nieporadny, że nie mógł nic stworzyć w ciągu sześciu dni i nie mógł przez zwykłe Swoje słowo dać istnienia całemu światu. Ewolucja nigdy nie mogłaby być wymyŚlona przez ludzi, którzy wierzĄ w Boga, któremu oddajĄ czeŚć prawosławni chrzeŚcijanie.

Opis stworzenia człowieka w Księdze Rodzaju musi być rozumiany w sposób odpowiadający Bogu. Popełnia Pan błąd przyjmując dosłowną interpretację tekstu dokładnie tam, gdzie święci Ojcowie na to nie zezwalali! Jakże ważne jest dla nas czytanie Pisma Świętego według wskazówek świętych Ojców, a nie według własnego rozumowania!

Jest całkiem jasne, że św. Serafin nie rozumiał tekstu Księgi Rodzaju w sposób, w jaki Pan go interpretuje. W rzeczywistości, w tych samych „Rozmowach z Motowiłowem” są inne fragmenty, które wskazują, że św. Serafin zapatrywał się na stworzenie i naturę Adama dokładnie w taki sam sposób, jak cała tradycja patrystyczna.

I tak, zaraz po cytowanym przez Pana fragmencie, który umieściłem wyżej, następują słowa, których już Pan nie zacytował:

Adam został stworzony jako całkowicie uodporniony na działanie każdego żywiołu stworzonego przez Boga, nie mógł ani utonąć w wodzie, ani nie mógł być spalony w ogniu, ani nie mógł być pochłonięty przez przepaść, ani wiatr nie mógł uczynić mu żadnej szkody przez swoje działanie, ani żaden żywioł w żaden sposób. Wszystko było mu podporządkowane...

Jest to dokładny opis ciała Adama, jeszcze nie poddanego żadnemu skażeniu czy zepsuciu, które zostało stworzone przez zupełnie inne prawa niż te dzisiejsze „prawa natury” – w które jako „ewolucjonista” nie może Pan uwierzyć, ponieważ musi Pan przyjąć wraz z nowoczesną filozofią, że materialne stworzenie było „naturalne”, to znaczy skażone, nawet przed upadkiem Adama!

Znowu, krótko po tym fragmencie, św. Serafin mówi:

Ewie także dał Władca-Bóg taką samą mądrość, siłę i nieograniczoną władzę, wszystkie inne dobra i święte właściwości. A nie stworzył jej z pyłu ziemi ale z Adamowego żebra w Edenie szczęśliwości, w rajskim ogrodzie, który posadził pośrodku ziemi.84

Czy wierzy Pan w stworzenie Ewy z żebra Adama jako w fakt historyczny, tak jak wierzyli święci Ojcowie? Nie, nie może Pan, ponieważ z punktu widzenia filozofii ewolucji jest to całkowity absurd. Dlaczego Bóg stworzył ciało Adama ze zwierząt w sposób naturalny, a potem utworzył ciało Ewy w sposób cudowny? „Bóg” ewolucji nie czyni takich cudów!

Spójrzmy teraz na poglądy prawosławnej patrystyki dotyczące ciała pierwszego człowieka, Adama, które zgodnie z doktryną ewolucji musiało być poddane skażeniu podobnie jak cały świat, z którego „wyewoluował”, i mogło być, jak Pan twierdzi, w zupełności ciałem małpy.

Pismo Święte wyraźnie uczy: „Bóg stworzył człowieka dla nieśmiertelności” (Mdr 2:23)

Św. Grzegorz Synaita uczy:

Teologowie powiadają, że ciało było stworzone nieśmiertelne, takie właśnie było na początku, podobnie stworzona dusza pozbawiona była wszelkich żądz; ale podobnie jak dusza była wolna aby wybrać grzech, podobnie ciało miało możność zostać poddane zepsuciu i śmierci.85

I znowu:

Nieśmiertelne ciało będzie ziemskie, ale zupełnie pozbawione wilgoci i szorstkości, nie będzie całkowicie przemienione z cielesnego w duchowe, będzie i ziemskie i niebieskie. Takie, jakie było stworzone na początku, takie również powstanie do życia, we wszystkim podobne do obrazu Syna Człowieczego poprzez całkowite przebóstwienie.86

Proszę zauważyć, że ciało przyszłego wieku wciąż będzie z „pyłu ziemi”. Kiedy patrzymy na marny pył tego upadłego świata, stajemy się pokorni myśląc o tej stronie naszej natury; ale kiedy myślimy o tym nieskazitelnym pyle nowostworzonego świata, z którego Bóg uczynił Adama, jakże zachwyceni jesteśmy niezwykłością nawet tego, najniższego poziomu niewysłowionego Bożego stworzenia!

Św. Grzegorz Teolog sugeruje, dając symboliczną interpretację odzienia ze skór, w które Bóg ubrał Adama i Ewę po przekroczeniu przykazania, że ciało współczesnego człowieka jest inne od ciała stworzonego pierwszego człowieka, Adama:

Adam jest „ubrany w odzienie ze skór” (może w surowe, śmiertelne i wrogie ciało).87

A św. Grzegorz Synaita pisze znowu:

Człowiek stworzony był jako nieśmiertelny, taki też będzie w przyszłości; nie niezmienny ani też wciąż zmienny, ale posiadając władzę nad zmiennością wedle własnego upodobania... Śmiertelność jest potomstwem ciała. Zjadać pokarm i wydalać nadmiar, trzymać głowę dumnie i kłaść się spać – są to naturalne atrybuty zwierząt i bydła, którym i my się staliśmy po upadku w grzech i odpadliśmy od ofiarowanych przez Boga dobrych rzeczy, naturalnych dla nas, i z istot rozumnych i Boskich staliśmy się podobni bydłu, popadliśmy w zwierzęcość.88

Omawiając naturę Adama w Raju, św. Jan Chryzostom nauczał:

Człowiek żył na ziemi jak anioł; był w ciele ale nie miał żadnych cielesnych pożądliwości; jak król przyozdobiony w purpurę i diadem, ubrany w królewski strój, rozkoszował się zamieszkując Raj, mając obfitość wszystkiego... Przed upadkiem ludzie żyli w Raju jak aniołowie; nie byli rozgorączkowani żądzami, nie byli rozpaleni żadną inną namiętnością, nie nieśli ciężaru cielesnych potrzeb; ale będąc stworzonymi całkowicie nieskazitelnymi i nieśmiertelnymi, nie potrzebowali nawet przykrycia żadnym ubraniem.89

Św. Symeon Nowy Teolog podobnie jasno mówi o pierwszym stworzonym człowieku w Raju, Adamie, i o jego ostatecznym stanie w przyszłym wieku:

Jeśli teraz, po tym jak przekroczyliśmy przykazanie i zostaliśmy skazani na śmierć, ludzie tak bardzo się rozmnożyli, wyobraź sobie jakie mnóstwo byłoby na ziemi, jeśliby narodzeni od początku świata nie umierali? I jakie życie by prowadzili, będąc nieśmiertelnymi i nieskazitelnymi, obcymi dla grzechu, zmartwień i potrzeb?! I jak postępując w zachowywaniu przykazań i w dobrych skłonnościach ich serc, po pewnym czasie dostąpiliby największej chwały, i przemieniwszy się, byliby przyciągnięci blisko Boga, i dusza każdego stałaby się jakby światłem samym – świecąc z powodu światła, które rozlane byłoby na nich z góry, od Bożego Oblicza! I to zmysłowe i prymitywne materialne ciało stałoby się jakby niematerialnym i duchowym, ponad wszelkim czuciem i zmysłem; spotykając się jeden z drugim w prawdzie byliby napełnieni radością i weselem niewypowiedzianym i ponad ludzkimi wyobrażeniami... Ich życie w Raju nie było obciążone pracą i nie było trudne z powodu nieszczęść. Adam stworzony był w ciele nie poddanym zepsuciu, mimo że materialnym, ale jeszcze nie duchowym... Na temat naszego ciała Apostoł mówi: „Zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało” nie takie, jakie było ciało pierwszego stworzonego człowieka przed przekroczeniem przykazania – to znaczy, materialne, zmysłowe, zmienne, potrzebujące pożywienia – ale „powstaje ciało duchowe” (1 Kor 15:44) niezmienne, takie, jakie było ciało Jezusa Chrystusa po Zmartwychwstaniu, ciało Drugiego Adama, pierworodnego wśród umarłych, które jest niezrównane, bardziej doskonałe niż ciało stworzonego Adama.90

Doświadczając naszego śmiertelnego ciała, nie możemy zrozumieć stanu nie poddanego zepsuciu ciała Adama, które nie miało naturalnych potrzeb takich, jakie my znamy, które jadało z każdego drzewa w Raju bez wydalania nadmiaru, które nie znało snu (dopóki Bóg Swoją wolą nie sprowadził snu na niego, przez co mógł wyjąć żebro i stworzyć Ewę). O ile mniej możemy pojąć z jeszcze bardziej chwalebnego stanu ciał w wieku przyszłym! Ale wiemy wystarczająco dużo z nauki Cerkwi aby odrzucić tych, którzy myślą, że mogą zrozumieć te tajemnice poprzez wiedzę naukową i filozofię. Stan Adama i całego nowostworzonego świata zawsze był poza jakimkolwiek poznaniem naukowym, granicą tego poznania był upadek pierwszego człowieka, który zmienił naturę Adama i całego świata, a także naturę poznania ludzkiego i wiedzy jako takiej. Nowoczesna nauka zna tylko to, co może zaobserwować i to, co może być rozumowo wywnioskowane z obserwacji; jej poglądy na temat początków istnienia świata nie mają mniej ani więcej wiarygodności od mitów i baśni starożytnych pogan. Prawdziwa wiedza na temat Adama i nowostworzonego świata – na tyle ile jej potrzebujemy – jest zawarta tylko w Bożym Objawieniu i w wizjach Świętych.

* * *

Wszystko co napisałem w tym liście, i co pochodzi prosto z pism świętych Ojców, może okazać się zaskoczeniem dla wielu prawosławnych chrześcijan. Ci, którzy już czytali nieco świętych Ojców, może zdziwią się dlaczego „nie słyszeli o tym wcześniej.” Odpowiedź jest prosta: gdyby czytali dużo ze świętych Ojców, zapoznaliby się z doktryną o pierwszym człowieku, Adamie i o stworzeniu; ale dotąd interpretowali teksty patrystyczne oczami współczesnej nauki i filozofii, dlatego też oślepli na prawdziwe patrystyczne nauczanie. Jest również prawdą, że nauka o ciele Adama i materialnej naturze nowostworzonego świata została sformułowana wyraźnie i jasno przez późniejszych Ojców o wysokim poziomie życia duchowego takich jak św. Symeon Nowy Teolog i św. Grzegorz Synaita i pisma tych Ojców nie są szeroko znane i czytane, nawet dzisiaj w Grecji czy Rosji, nie są też dostępne w innych językach. (W rzeczywistości kilka fragmentów, które przytoczyłem ze św. Grzegorza Synaity było opuszczonych lub błędnie tłumaczonych w angielskiej wersji Filokalii.)

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem w pańskim liście przytoczone poprawne patrystyczne nauczanie, że „Stworzenie Boże, nawet natury anielskiej, zawsze było w porównaniu z Bogiem czymś materialnym. Aniołowie w porównaniu z nami, biologicznymi istotami, są bezcieleśni, ale w porównaniu z Bogiem one również są stworzeniami materialnymi i cielesnymi.” Ta nauka, występująca najbardziej wyraźnie u Ojców Pustyni takich jak św. Makary Wielki i św. Grzegorz Synaita, pomaga nam w zrozumieniu „duchowego ciała”, w które zostaniemy przybrani w wieku przyszłym, które jest w pewien sposób pyłem ziemi, ale pozbawionym wilgoci i szorstkości, jak nauczał św. Grzegorz Synaita; to również pomaga w zrozumieniu trzeciego stanu naszego ciała, tego, które miał Adam przed upadkiem. Jednocześnie ta doktryna jest niezmiernie ważna w naszym rozumieniu działalności bytów duchowych, aniołów i demonów, nawet w obecnym upadłym świecie. Wielki rosyjski prawosławny biskup i nauczyciel z dziewiętnastego wieku, św. Ignacy Brianczaninow, poświęcił temu tematowi cały tom ze swoich prac zebranych (3 tomy), porównując autentyczną prawosławną naukę ze współczesną nauką Kościoła rzymsko-katolickiego. Jego wnioski są takie, że prawosławna doktryna na ten temat – aniołów i demonów, nieba i piekła – nawet jeżeli jest przekazana przez świętą tradycję tylko częściowo, mimo to jest całkiem precyzyjna w tym zakresie, który znamy; natomiast rzymsko-katolickie nauczanie jest niezmiernie niejasne i nieprecyzyjne. Powodu tego braku precyzji nie trzeba daleko szukać; od czasu kiedy papiestwo porzuciło nauczanie patrystyczne, stopniowo zaczęło poddawać się wpływom światowej wiedzy i filozofii, przede wszystkim wpływom takich filozofów jak Warłaam z Kalabrii, a potem nowoczesnej nauki. Nawet dziewiętnastowieczny rzymski katolicyzm już nie miał swojej własnej nauki na ten temat, ale coraz bardziej przyjmował cokolwiek „nauka” i jej filozofia miała do powiedzenia.

Niestety, nasi współcześni prawosławni chrześcijanie, nie tylko ci wyedukowani w „akademiach teologicznych”, podążyli rzymsko-katolicką drogą i doszli do podobnego stanu ignorancji i nieznajomości nauczania patrystycznego. Oto dlaczego wiedza nawet prawosławnych kapłanów jest nadzwyczaj niewyraźna i ogólnikowa, jeżeli chodzi o stworzenie Adama i całego świata, zazwyczaj ślepo akceptują cokolwiek nauka powie na ten temat...

Nieokreślona i ogólnikowa nauka o Raju i o stworzeniu prezentowana w Kościele rzymsko-katolickim – oraz przez tych prawosławnych chrześcijan, którzy pozostają pod wpływem Zachodu w tej kwestii – ma swoje korzenie w przeszłości Europy zachodniej. Tradycja scholastyczna rzymsko-katolicka nawet za czasów największej chwały w Średniowieczu już wyznawała błędną doktrynę człowieka, która później utorowała przyjęcie ewolucjonizmu, najpierw na Zachodzie, który popadł w odstępstwo, a potem w umysłach prawosławnych chrześcijan, którzy niewystarczająco byli świadomi swoich patrystycznych tradycji i dlatego poddali się obcym wpływom. W rzeczywistości nauka Tomasza z Akwinu, w przeciwieństwie do prawosławnej patrystycznej nauki, w swojej doktrynie człowieka jest całkiem zgodna z ideą ewolucjonizmu, której Pan broni.

Tomasz z Akwinu w Summie teologicznej naucza, że:

W stanie niewinności ciało ludzkie było samo w sobie poddane rozkładowi, ale mogło być zachowane przed zepsuciem przez duszę.

I znowu:

Do człowieka należy rodzenie potomstwa, z powodu natury jego poddanego zepsuciu ciała.91

I znowu:

W Raju człowiek mógłby być jak anioł pod względem duchowości swojego umysłu, jednak wciąż pozostawał w zwierzęcości swojego ciała.92 Ciało ludzkie było trwałe nie z powodu wrodzonej mocy nieśmiertelności, ale z powodu danej przez Boga nadnaturalnej mocy duszy, dzięki której mogła ona ustrzec ciało od jakiegokolwiek zepsucia tak długo, jak sama pozostawała posłuszna Bogu... Ta moc zachowania ciała od zepsucia nie była dla duszy naturalna, ale była darem łaski.93 Teraz jest jasne, że takie poddanie ciała duszy i niższych energii umysłowi (tak jak u Adama w Raju) nie pochodziło z natury, ponieważ wtedy pozostałoby niezmienione po upadku w grzech.94

Ten ostatni cytat jasno pokazuje, że Tomasz z Akwinu nie wiedział, że ludzka natura zmieniła się po przekroczeniu przykazania. Pisze znowu:

Nieśmiertelność początkowego stanu była oparta na nadnaturalnej mocy duszy, a nie na wrodzonym usposobieniu ciała.95

Tomasz z Akwinu jest tak daleko od prawdziwego prawosławnego pojmowania nowostworzonego świata, ponieważ rozważa go, podobnie jak nowocześni „chrześcijańscy ewolucjoniści”, wyłącznie z punktu widzenia tego upadłego świata; tym samym zmuszony jest do wiary, przeciwnie do świadectw prawosławnych świętych Ojców, że Adam w sposób naturalny spał w Raju96 i że normalnie wypróżniał się, co jest przejawem zepsucia:

Są tacy, którzy twierdzą, że w stanie niewinności człowiek nie zjadał więcej pożywienia niż to było niezbędne, więc nie było tam niczego zbędnego. Jest to, jakkolwiek, niemądre przypuszczenie, ponieważ sugeruje, jakby nie było tam żadnych odchodów. Zwyczajnie istniała tam potrzeba wydalania nadwyżek, i jako zgodne z Bożym zarządzeniem, nie były uważane za niestosowne.97

Jakże przyziemne wydają się poglądy tych, którzy starają się zrozumieć Boże stworzenie i Raj zaczynając od swoich codziennych obserwacji obecnego upadłego świata! Całkiem przeciwne wspaniałym wizjom św. Serafina o niezniszczalności człowieka i jego niewrażliwości na rajskie żywioły są czysto mechaniczne wyjaśnienia Tomasza z Akwinu ściśle racjonalnych problemów: co się stanie kiedy coś twardego zetknie się z miękkim ciałem Adama?

W stanie niewinności ciało ludzkie mogło być zachowane od cierpienia wskutek zranienia przez twardą rzecz częściowo przy pomocy jego rozumu, dzięki któremu mógł on unikać rzeczy szkodliwych; częściowo poprzez Boską opatrzność, która tak go chroniła, że nic co miało szkodliwą naturę nie mogło pojawić się niedostrzeżone.98

Ostatecznie nie osobiście Tomasz z Akwinu, ale inni średniowieczni scholastycy (Bonawentura, Wilhelm z Auxerre, Aleksander z Hales) kładą podstawy pod poglądy dzisiejszych „chrześcijańskich ewolucjonistów” i nauczają na temat stworzenia człowieka:

Człowiek nie był stworzony w łasce, ale został obdarzony łaską później, przed grzechem.99

Jednym słowem: zgodnie z prawosławną doktryną, która pochodzi z Boskiej wizji, natura Adama w Raju była inna niż obecna ludzka natura, zarówno co do duszy jak i ciała, i ta wzniosła natura była doskonalona przez łaskę Bożą, natomiast zgodnie z doktryną łacińską, która oparta jest na racjonalistycznych spekulacjach wywodzących się z obecnego, upadłego świata, człowiek jest z natury poddany zepsuciu i śmiertelny, tak jak i teraz, a jego stan w Raju był wyjątkowym, ponadnaturalnym darem.

Przytoczyłem te wszystkie cytaty innowierczych autorów nie po to, by sprzeczać się o szczegóły dotyczące przebywania Adama w Raju, ale tylko po to, by wykazać jak daleko można odejść od wspaniałego patrystycznego nauczania o Adamie i nowostworzonym świecie, kiedy podchodzi się do niego przy pomocy mądrości tego świata. Ani nauka, ani logika nic nie mogą nam powiedzieć na temat Raju; mimo to wielu prawosławnych chrześcijan jest tak zastraszonych przez nowoczesną naukę i jej racjonalistyczną filozofię, że wprost boją się uważnie przeczytać pierwszy rozdział Księgi Rodzaju, wiedząc, że współczesny „mędrzec” znajduje w niej tak wiele rzeczy „podejrzanych” i „pogmatwanych” lub wymagających „przeinterpretowania”, albo że można dostać etykietkę „fundamentalisty” jeśliby ktoś ośmielił się czytać tekst po prostu, „tak, jak jest napisany”, tak jak wszyscy święci Ojcowie czytali.

Instynkt prostego prawosławnego chrześcijanina jest wtedy zdrowy, kiedy odsuwa się od „wymyślnych”, modnych poglądów mówiących, że człowiek pochodzi od małpy albo jakiegoś innego niższego zwierzęcia, albo nawet (jak Pan stwierdził), że Adam mógł mieć ciało małpy. Św. Nektariusz z Eginy właściwie wyraził swoją uzasadnioną złość przeciwko tym, którzy próbują „udowodnić, że człowiek jest małpą, od której sami szczycą się pochodzeniem.”100 Jest to pogląd prawosławnej świętości, która wie, że stworzenie nie jest takie, jak to opisują współcześni mędrcy przy pomocy ich próżnej filozofii, ale takie, jak Bóg objawił to Mojżeszowi „nie w zagadkach”, i jak święci Ojcowie widzieli w swoich wizjach. Natura człowieka jest różna od natury małpy i nigdy te natury nie były zmieszane. Jeśliby Bóg ze względu na naszą pokorę zechciał zrobić taką mieszaninę, święci Ojcowie, którzy widzieli całą „strukturę rzeczy widzialnych” w Boskich wizjach, wiedzieliby o tym.

Jak długo prawosławni chrześcijanie pozostaną w niewoli tej bezowocnej zachodniej filozofii? Dużo zostało powiedziane na temat „zachodniej niewoli” teologii prawosławnej w ostatnich wiekach; kiedy w końcu zrozumiemy, że jest to dużo cięższa „zachodnia niewola” w której każdy prawosławny chrześcijanin dzisiaj się znajduje, beznadziejny więzień „ducha czasów”, dominującego prądu światowej filozofii, która znajduje się w każdym oddechu tego przewrotnego pokolenia, współczesnych nienawidzących Boga społeczeństw? Prawosławny chrześcijanin, który nie walczy świadomie przeciwko tej próżnej filozofii tego wieku, po prostu przyjmuje ją sam, i przestaje zauważać konflikty, bo jego własne rozumienie Prawosławia jest wypaczone, nie przystaje do patrystycznego poziomu.

Wyrafinowana mądrość tego świata śmieje się z tych, którzy nazywają ewolucję „herezją”. To prawda, ewolucja ściśle mówiąc nie jest herezją; tak jak hinduizm (z którym w rzeczywistości jest bardzo powiązana, i w którym prawdopodobnie znajdzie dobry grunt do rozwoju) ewolucjonizm jest pewną ideologią, głęboko różną od nauczania Prawosławia, która dotyczy mnóstwa innych błędnych doktryn i postaw, tak, że dużo lepiej byłoby, gdyby po prostu była herezją i mogła być łatwo zidentyfikowana i zwalczona. Ewolucjonizm jest blisko związany z całą odstępczą mentalnością zgniłego „chrześcijaństwa” Zachodu, jest narzędziem całej „nowej duchowości” i „nowego chrześcijaństwa”, w którym diabeł stara się utopić ostatnich prawdziwych chrześcijan. Oferuje on alternatywne wyjaśnienia dzieła stworzenia niż święci Ojcowie; pozwala, żeby prawosławni chrześcijanie pozostając pod wpływem ewolucjonizmu czytali Pismo Święte i nie rozumieli go, automatycznie poprawiając tekst, żeby dopasować go do z góry przyjętej filozofii natury. Jej przyjęcie dopuszcza przyjęcie również alternatywnych wyjaśnień innych części Bożego objawienia, oraz automatyczne „poprawianie” innych biblijnych i patrystycznych tekstów, aby zgodne były z nowoczesną „mądrością”.

Wierzę, że w pańskim uczuciu do Bożego stworzenia, tak jak opisał je Pan w swoim liście, jest Pan prawosławny; ale czemu Pan czuje, że trzeba je popsuć przy pomocy współczesnej mądrości i usprawiedliwiać tę nową ideologię, która jest tak bardzo obca Prawosławiu? Napisał Pan bardzo wzruszająco „przeciwko fałszywej unii”; jak bardzo pragnęlibyśmy, aby stał się Pan prawdziwym zelotą „przeciwko fałszywej mądrości” i powiedział grekojęzycznym prawosławnym chrześcijanom, którzy przyjęli tę nową doktrynę bardzo bezkrytycznie, że nasza jedyna mądrość pochodzi od świętych Ojców, i wszystko co się jej sprzeciwia, jest kłamstwem, nawet jeżeli nazywa samo siebie „nauką”.

Błagam o przebaczenie jeśli cokolwiek co powiedziałem wydało się Panu za surowe; próbowałem tylko mówić prawdę taką, jaką widzę w pismach świętych Ojców. Jeżeli popełniłem jakieś błędy w moich cytatach ze świętych Ojców, proszę je poprawić, jednak niech Pan nie pozwoli małym błędom oderwać Pana od widzenia tego, co chciałem powiedzieć. Jest dużo więcej do powiedzenia na ten temat, jednak poczekam na pańską odpowiedź przed podejmowaniem tego tematu. Ponad wszystko mam nadzieję płynącą prosto z serca, że zarówno Pan jak i my odkryjemy prawdziwe patrystyczne nauczanie o stworzeniu, które jest tak ważne dla całego prawosławnego światopoglądu. Proszę o pańskie modlitwy za mnie i za nasze bractwo.

Z miłością w Chrystusie naszym Zbawicielu

Seraphim, mnich

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.