Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://monasterujkowice.pl/books.php?b=4&c=11
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Historia Watopedzkiej Ikony
okładka książkiHistoria Watopedzkiej Ikony

Historia Watopedzkiej Ikony

w Ujkowickim monasterze

Format: A5
Ilość stron: 40

Najazd policji i straży leśnej na Monaster

Niedługo po tym incydencie z opętanym znowu rozszalało się piekło przeciwko mnichom. Największy atak został skierowany na ojca Archimandrytę Nikodema. Oto wieczorem w ostatni dzień października do bramy Monasteru podjechały auta straży leśnej nadleśnictwa Krasiczyn i policji z Przemyśla z zamiarem przeprowadzenia rewizji w Monasterze. Podano powód, że zginęły kloce modrzewiowe, dębowe i inne drewno a podobno jest ono w Monasterze. Mnisi odpowiedzieli, że nie ma przełożonego i nie mogą nikogo wpuścić a drzewa też nie ma, ponieważ mnisi go nie ukradli. Drugi raz, około godziny 19, przyjechali ci sami funkcjonariusze już z nakazem prokuratorskim, wystawionym jednak nie na prawosławny Monaster i jego reprezentanta Archimandrytę Nikodema, lecz na prywatne nazwisko obywatela Ryszarda Makary. Funkcjonariusze mieli ze sobą psy i kamery. Ojciec Atanazy nie wpuścił funkcjonariuszy do Monasteru, ponieważ Archimandryta Nikodem był nieobecny, a rewizja dotyczyła właśnie jego. Domagał się od najeźdźców okazania nakazu prokuratora wystawionego na Monaster, który miał być de facto obiektem rewizji. Tego jednak nie chcieli uczynić. Odstąpili po długich przepychankach z braćmi, którzy zastawili furtkę wejściową. Ktoś z najeźdźców w ciemności powiedział:

„Wy tu za murami możecie nawet mordować i żyć bezkarnie! Są takie sekty na świecie, które nie chcą wpuszczać policji! Wydaje się wam, że wy tu wszystko możecie robić co wam się podoba.” W tych słowach funkcjonariuszy nie ma ani cienia szacunku do osób duchownych, a prawosławny Monaster jawi im się jako siedlisko sekty. Najazd był powtórzony jeszcze po pięciu dniach. Scenariusz był podobny. Owocem tego najazdu był wniosek prokuratury z Przemyśla, aby ojca Archimandrytę i brata Mikołaja zamknąć w więzieniu na dwa lata. Motywowano przestępstwo już nie kradzieżą drewna z lasu państwowego, bo takiego nie udowodniono, ale zarzucano przestępstwo ciągłe w utrudnianiu funkcjonariuszom rewizji Monasteru. Jeden z pracowników policji powiedział w prywatnej rozmowie z ojcami: „Ta akcja zamierzona była po to, aby zdyskredytować Monaster. Funkcjonariusze mieli podrzucić narkotyki lub inne przedmioty kompromitujące. Po to mieli psa i kamerę. Takie akcje robiono często w komunistycznych czasach”.  W Przemyślu za kilka dni, 11 listopada, miał być poświęcony pomnik „Orląt Przemyskich”. Dla dobrej atmosfery tej uroczystości potrzebne było zdemaskowanie i unieszkodliwienie  „ośrodka dywersji i siedliska ukraińskiej sekty z Ujkowic”. Trzeba było wykazać przed społeczeństwem przemyskim, jak bardzo potrzebna jest antyukraińska organizacja w Przemyślu, która za cel ma obronę Przemyśla przed ukrainizacją. „Grekokatolicy z Przemyśla, czyli Ukraińcy podlegli polskiemu papieżowi nie mogą być już przedmiotem ataków, ponieważ sprawa katedry i kopuły na byłej katedrze już zostały załatwione pokojowo. Prawosławni z Przemyśla siedzą cicho. Jedynym chłopcem do bicia pozostał Monaster w Ujkowicach, którego w tym czasie nikt nie miał ochoty bronić. Nawet władze duchowne z Warszawy przysłały pismo, w którym nakazują odgórnie: „lojalnie słuchać miejscowych władz, nawet wtedy, gdyby one zażądały klucza od bramy Monasteru”.

I właśnie wtedy... Przyszła Ona, Ihumenia z Atosu, w swojej świętej, Watopedzkiej ikonie „Pocieszenia i Dobrej Rady”. Przyszła w momencie przesłuchiwania ojców i braci w prokuraturze przemyskiej. Przyszła w chwili opuszczenia ojców prawie przez wszystkich. Po śmierci metropolity Bazylego niektórzy duchowni prawosławni mówili: „Monaster w Ujkowicach przeszkadza nam w dobrych kontaktach ekumenicznych z Kościołem rzymsko-katolickim. Do Prawosławia przyjął ich metropolita Bazyli. Skończył się Bazyli, skończą się i Ujkowice...” Ikony Watopedzkiej mnisi z Ujkowic nie zamawiali na Atosie, nie wysyłali na Atos delegacji, nie było samolotów, powitań biskupów, tłumów ludzi, kwiatów i kamer. Przyszła cicho, sama, jak wtedy, gdy z pośpiechem udała się w góry do miasta Judy by posłużyć Elżbiecie. „Nawet do głowy nam nie przyszło, by na Atosie zamawiać ikonę dla Monasteru w Ujkowicach - mówią dziś ojcowie.- Przybycie ikony Watopedzkiej „Pocieszenia i Dobrej Rady” nie było z naszego działania i nie wynikało z naszych planów, ale z planów Bożych”.

Piraci, którzy najechali pod mury Monasteru w Ujkowicach i ci, którzy ich wysłali, czy to duchowni, czy świeccy, zostali zawstydzeni przez potężną Opiekę Ihumenii, Która broni swojej posiadłości. Jak obroniła Monaster Watopedzki w 807 roku, tak w 1997 obroniła Monaster Ujkowicki przed najazdem współczesnych piratów, których noga nie stanęła na ziemi Monasteru. Odjechali z pośpiechem w pierwszy dzień najazdu i kilka dni później, gdy mnisi zadzwonili we wszystkie monasterskie dzwony. W czasie poświęcania dzwonów czyta się modlitwę: „Niech pierzchnie siła szatana tam, dokąd dojdzie głos tego dzwonu...” Z dziwnym pośpiechem uciekali funkcjonariusze spod bramy Monasteru, gdy usłyszeli głos wszystkich dzwonów...

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.